Wczoraj pojechałem z kursantką na plac. To jej pierwszy raz przy próbie jazdy pasem ruchu do przodu i tyłu.
Wytłumaczyłem co można a czego nie, powiedziałem jakie są kryteria, nawet pokazałem jak należy przejechać tzw łuk, a także jak można go szybko "zepsuć".
Po chwili wyjaśnień i odpowiedzi na pytania kursantki przyszedł czas na jej kolej. I ... pierwszy raz zepsuła. Drugi też, choć było już lepiej. Ale za trzecim razem przejechała bezbłędnie. I byłem tym faktem zaskoczony i uradowany zarazem. Naturalnie, nie był to przejazd idealny, ale czy można tego oczekiwać na pierwszej godzinie na placu ? Nie. Oczywiście - uściślając - nie był to przejazd z instrukcjami typu "przy drugiej tyczce 3/4 obrotu, przy trzeciej pełny skręt a przy czwartej prostujesz koła" - to bez sensu !
Tym bardziej ucieszył mnie ten krótki pobyt na placu, a także dodał mi wiary że jednak można ...
Tymczasem jutro jazda z panią, która pomyliła znak przejazdu kolejowego ze skrzyżowaniem. Jaka będzie jej jutrzejsza wpadka ? Bo że nie popełni błędu w ciągu tych 120 minut, to nie mam złudzeń.
Jutro też rozpoczynam pracę w szkole, a popołudniu mam wykład z przepisów. Napięty dzień skończę więc dopiero po godzinie 18 ...
wtorek, 31 sierpnia 2010
niedziela, 29 sierpnia 2010
102/50 km/h
Jeszcze przed sobotą w TV pojawiła się informacja o kursancie, który w trakcie szkolenia na jednej z ulic stolicy poruszał się z prędkościami powyżej dopuszczalnych. Fakt ten ujawniła załoga nieoznakowanego radiowozu Policji, która śledziła jakiś czas wyczyny kursanta i instruktora.
Jak podaje pewien serwis internetowy, mandat 400-złotowy dostał kursant, instruktor także + 10 pkt karnych.
W moim mieście, nauki jazdy jeśli już coś nabroją, to najczęściej będzie to:
Oczywiście zdarzają się także "rodzynki" które zawracają na sygnalizatorze S3 (w formie zabraniającej tego manewru), zatrzymują się za znakiem zakazu zatrzymywania, grubo przekraczają dopuszczalną prędkość i wiele innych.
Jak podaje pewien serwis internetowy, mandat 400-złotowy dostał kursant, instruktor także + 10 pkt karnych.
W moim mieście, nauki jazdy jeśli już coś nabroją, to najczęściej będzie to:
- zatrzymywanie się na przystanku autobusowym (np w celu wysadzenia/zabrania innego kursanta);
- blokowanie przejścia dla pieszych/skrzyżowania (zatrzymanie w niewłaściwym miejscu podczas jazdy w tzw korku);
- wymuszenie pierwszeństwa;
Oczywiście zdarzają się także "rodzynki" które zawracają na sygnalizatorze S3 (w formie zabraniającej tego manewru), zatrzymują się za znakiem zakazu zatrzymywania, grubo przekraczają dopuszczalną prędkość i wiele innych.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Pod prąd - c.d.
Tak jak zapowiadałem, dziś jeździłem z panią scharakteryzowaną w blotce pt. Pod prąd
Przed jazdą proszę o maksymalne skupienie, pozostawienie problemów poza wnętrzem pojazdu, obserwację znaków i otoczenia przejść dla pieszych. No i nie powiem - początek całkiem niezły. Umówiła się na 120 minut, przy czym pierwsze 20-30 były znośne. Znośne, bo na niektórych skrzyżowaniach nadal widać że jest totalnie zagubiona i jedzie wtedy, gdy ktoś zwolni/stanie. O dziwo, jak się później zatrzymujemy i pytam, rysuję i komplikuję - odpowiada bezbłędnie.
Technika jazdy o niebo lepsza niż wszystko inne, ruszanie z awaryjnego w porządku. Niestety, po 30 minutach jazdy zaczęło się. Najpierw kursantka zatrzymała się na zakazie zatrzymywania, potem przekroczyła prędkość, a jak spytałem co oznacza znak do którego się zbliżamy (A5-foto) - nie miała pojęcia. Zaczęła coś mówić o przejeździe kolejowym.
Kompromitacja !
Apogeum nastąpiło, gdy chciała wjechać pod prąd - przed nami znak "Zakaz wjazdu" - ale nie robi to na niej większego wrażenia, bo i jak ma robić coś wrażenie, czego się nie widzi ?
W każdym razie, umówiłem się z nią tak: jeśli na następnej jeździe będzie patrzyła na znaki i odpowie mi na kilka pytań o nie (będę pytał jaki znak minęliśmy), zaliczę jej egzamin wewnętrzny. Myślę, że to uczciwe, prawda ?
Przed jazdą proszę o maksymalne skupienie, pozostawienie problemów poza wnętrzem pojazdu, obserwację znaków i otoczenia przejść dla pieszych. No i nie powiem - początek całkiem niezły. Umówiła się na 120 minut, przy czym pierwsze 20-30 były znośne. Znośne, bo na niektórych skrzyżowaniach nadal widać że jest totalnie zagubiona i jedzie wtedy, gdy ktoś zwolni/stanie. O dziwo, jak się później zatrzymujemy i pytam, rysuję i komplikuję - odpowiada bezbłędnie. Technika jazdy o niebo lepsza niż wszystko inne, ruszanie z awaryjnego w porządku. Niestety, po 30 minutach jazdy zaczęło się. Najpierw kursantka zatrzymała się na zakazie zatrzymywania, potem przekroczyła prędkość, a jak spytałem co oznacza znak do którego się zbliżamy (A5-foto) - nie miała pojęcia. Zaczęła coś mówić o przejeździe kolejowym.
Kompromitacja !
Apogeum nastąpiło, gdy chciała wjechać pod prąd - przed nami znak "Zakaz wjazdu" - ale nie robi to na niej większego wrażenia, bo i jak ma robić coś wrażenie, czego się nie widzi ?
W każdym razie, umówiłem się z nią tak: jeśli na następnej jeździe będzie patrzyła na znaki i odpowie mi na kilka pytań o nie (będę pytał jaki znak minęliśmy), zaliczę jej egzamin wewnętrzny. Myślę, że to uczciwe, prawda ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)