niedziela, 3 czerwca 2018

Zakochany las

Upalna pogoda sprzyja leżeniu na plaży, więc celowo wybieram zupełnie inny kierunek - zielony las. Droga usiana makami cieszy nie tylko moją duszę, podziwiamy kontrastujące kolory, co chwilę robię zdjęcia - prócz tulipanów maki są moimi ulubionymi kwiatkami ... Przypominają mi, aby wyjąć drona i zrobić kilka zdjęć czerwonym polom - tylko trzeba je gdzieś znaleźć - może jutro?


Jak się okazuje, wyjście do lasu było dobrym pomysłem. Nie ma tu żywego ducha (prócz nas oczywiście), za to przyjemny chłód i brak latających owadów. Szeroka ścieżka, zieleń...następnym razem muszę tylko wziąć duży worek na śmieci - wszak jednak jakaś bytność tu czasem istnieje i pozostawia trochę śmieci. W plecaku jest za to książka i butelka wody - (to drugie zwłaszcza dla tej drugiej osoby)...


Siedzimy na starym, uschniętym i przewróconym drzewie, jakby akurat czekało na nas... Odwracam bezwiednie kartki książki, mój wzrok nawet czyta poszczególne wyrazy, ale...gdyby ktoś mnie spytał o czym była ta książka - nie bardzo umiałbym odpowiedzieć...bo skupiam się na czymś a w zasadzie na kimś...


Odpoczywamy...cień, przyjemny chłód i lekki wiatr, spokój i cisza...Zero innych ludzi, jak to dobrze że większość tłoczy się na plażach - takie miejsca jak te są tylko dla nas...Chyba muszę wybłagać w gwiazdach, aby dało się zatrzymać czas...

sobota, 2 czerwca 2018

Podsumowanie tygodnia 34

Poniedziałek

Sąsiad z piętra niżej o którym już kiedyś pisałem - wyprowadził się. Szkoda :(

Wtorek

Uroczystość w drugiej pracy. Wydusili ze mnie większość sił... I jeszcze te upały, w aucie mam klimatyzację, w drugiej pracy - tylko dodatkowy stres...

Środa

Pytanie kursanta przy dojeżdżaniu do skrzyżowania o ruchu okrężnym - czy to rondo jest obrotowe? (to ten co przyszedł z Osą kiedyś...)

Piątek

Dużo ludzi na mieście, czas wtedy biegnie szybciej niż zwykle... A upały nie odpuszczają...

czwartek, 31 maja 2018

Zrozumienie...

Podjeżdżam pod biuro i zabieram panią na pierwsze jazdy. Kieruję sam zakładając, że tak będzie bezpieczniej i odjeżdżam w prawie puste miejsce na obrzeżach miasteczka. Zaczynam tłumaczenie, pani prawie wcale się nie odzywa, za to ja mówię za dwie osoby co najmniej - chcę jej wszystko wytłumaczyć i pokazać, bo nigdy wcześniej nie siedziała za kierownicą... Po wstępie, pokazaniu i omówieniu wszystkiego (zajęło mi to prawie godzinę) zamieniamy się i ona próbuje przygotować się do jazdy.. oto orientacyjne czasy jakie potrzebowała na:

- ustawienie fotela (na odległość) - 3 min
- ustawienie oparcia - 2 min
- zagłówek - 4 min
- wysokość fotela - 3 min
- regulacja kierownicy - 2 min
- lusterko prawe - 7 min
- lusterko lewe - 9 min
- lusterko wewnętrzne - 2 min
- zapięcie pasów sprawdzenie pozostałych elementów - 2 min


I to nie jest tak jak myślicie - że siedziałem sobie i oglądałem krajobraz za oknem. Tłumaczyłem jej cały czas co ma robić, ale...ona jakby mnie nie rozumiała?

I już prawie możemy jechać...Tzn - właśnie trwało to 34 minuty, czyli za chwilkę musimy kończyć, wszak ona nie wróci pod biuro, a tam mam kolejną osobę... Uczy się ruszania w zatoce parkingowej i tyle z jej jazdy. Ale z lekka boję się jej kolejnej jazdy...