sobota, 8 czerwca 2019

Podsumowanie tygodnia 87

Poniedziałek

Kolizja w innym autem, niestety gość uciekł a ja nie zdążyłem zanotować numerów. Same straty.

Wtorek

W drugiej pracy armagedon. Ale gdy na "dzień dobry"uśmiechnięci współpracownicy zapytali jak oceniam z zewnątrz ich pracę odpowiedziałem mniej więcej tak: "mimo tego że już wiele tu widziałem, niektórzy z was wciąż mnie zaskakują brakiem organizacji pracy". No i wpadłem. Trzeba było zachować to dla siebie.

Środa

Długie godziny w trasie. Tego dnia przejeżdżam ponad 500 km.

Czwartek

W drugiej pracy. Dzwonią do mnie, czy nie mógłbym przyjść wcześniej lub zostać dłużej, bo współpracownik (dzwoniący) ma problem i pomyślał że ja mógłbym pomóc... Haaa, jasne :P Oczywiście nie mógłbym.

Piątek

W ramach testowania nowego telefonu zrobiłem zdjęcie dużej muchy (?), która usiadła na lusterku w czasie powolnej jazdy na parkingu. Zbliżyłem i zrobiłem takie zdjęcie:


Fajnie rozmyło tło. Zdjęcie bez edycji jedynie zmniejszyłem rozmiar.

czwartek, 6 czerwca 2019

Nocne szaleństwa

Weekend spędziłem w dużym mieście. Jest zupełnie inne od mojego - malutkiego, przytulnego i takiego, w którym znam z widzenia większość ludzi. Po całym tygodniu pracy od 7.00 do późnych wieczornych, myślałem że w weekend odpocznę, ale...tu życie rozkręca się właśnie wieczorem. Wychodzę więc na spacer - zatłoczone ulice młodych i starszych ludzi robią na mnie duże wrażenie. W moim miasteczku o tej porze można spotkać co najwyżej kogoś śpiącego na ławeczce.


Głośne rozmowy ludzi mieszają się z szumem wszechobecnych samochodów i cichną dopiero, gdy docieram w niespiesznym tempie na stare miasto. Tu czuję fantastyczne zapachy jedzenia - mnogość restauracji, ogródków kawiarnianych, lodów i atrakcji - wciąż otwartych i zapraszających do siebie.


Trafiam na ulicę, która przyozdobiona jest kolorowymi literkami, a na ścianach budynków wyświetlane są iluminacje. Nie umiem ich odczytać, może znaczą coś więcej niż tylko kolorowa dekoracja? Na balkonie (zdjęcie powyżej) rozłożył się jakiś zespół, niektórzy ludzie stoją, inni siedzą na ławkach a jeszcze inni przynieśli ze sobą koc i rozłożyli się na trawie - tak - mimo że to centrum miasta jest tu sporo zieleni.



Do moich uszu dobiega coraz wyraźniej dźwięk Chopinowskich nut. Gdy podchodzę bliżej okazuje się, że w jednej z bram wstawiono mini fortepian i ktoś pięknie na nim gra. Polonez A-dur - uwielbiam! Zatrzymuję się na dłużej, choć wszystko naokoło ciągnie mnie bardzo.


Idę powoli dalej, choć chyba wolałbym zostać - ale wszystko to kusi mnie i coś podpowiada, bym szedł dalej bo później już tego nie będzie. Tym razem schodząc po starych schodkach w dół wąskiej uliczki natrafiam na podświetlone rybki, które ktoś wykonał ze szkła.


Kamienice mienią się różnymi kolorami, tłum ludzi jeszcze bardziej gęstnieje - choć godzina coraz bardziej późna! Co chwilę mijam miejsca ze street foodem - aż zaczynam być głodny.


Dochodzę do fontanny, która za dnia wygląda dość zwyczajnie, a w nocy przepięknie. Fantastyczne efekty połączone są z laserami oraz muzyką.



Trafiam także do kościoła, gdzie odbywał się jakiś koncert na harfę i coś jeszcze ale nie mam pojęcia co to było. Do domu wracam bardzo późnym wieczorem - zwykle o tej porze już dawno śpię. To był fantastyczny weekend, a teraz lecę przygotować śniadanie na jutro bo raniutko wstaję :)

PS. odebrałem już nowy telefon, który robi jakościowo lepsze zdjęcia (te powyżej robiłem starym telefonem).

sobota, 1 czerwca 2019

Podsumowanie tygodnia 86

Poniedziałek

Kupiłem bilet na koncert Basi w Katowicach. Jeszcze nigdy nie byłem w sali NOSPR-u, więc tym bardziej chętnie się tam wybiorę. Koncert dopiero 22 listopada, są jeszcze ostatnie bilety gdyby ktoś chciał. Powoli rozglądam się za hotelem.

Wtorek

W drugiej pracy próbują mnie kąsać z każdej strony. Zresztą nie tylko tam, wciąż nie wiem z której strony można się spodziewać.

Środa

Z samego rana zaczepia mnie administrator - starszy człowiek, który często kręci się wokół biurowca, ale rzadko kiedy daje sobie powiedzieć "dzień dobry" (tym bardziej zaskakuje mnie jego zaczepka): "pan to musi mieć nerwy ze stali".

Czwartek

12 godzin jazdy pewnej kursantki. Wyjeżdżamy w trasę, droga jednojezdniowa poza obszarem zabudowanym. Pytam ją ile może jechać maksymalnie na tej drodze. Jej odpowiedzi: 80 km/h (neguję), 70 km/h (neguję), 100 km/h (neguję i więcej nie pytam). Prawidłowa odpowiedź 90 km/h.

Piątek

Kursantka od sałaty nie zdała drugiego egzaminu wewnętrznego z jazdy. No cóż, będzie musiała ćwiczyć dalej.