środa, 14 kwietnia 2021

Krzyk

Poniedziałek. Spojrzałem z samego rana na grafik - szykował się spokojny dzień (czyli normalni i w miarę fajni kursanci). Ale już pierwsza godzina dała popalić... To miała być rutynowa jazda - dwugodzinna, a na jednej z nich miałem zrobić egzamin wewnętrzny - ponieważ kursantka już kończy szkolenie.

Jej początki były z moim kolegą, nie dogadywali się, ponieważ kolega należy do tych instruktorów którzy sami trzymają sprzęgło. Powoduje to że kursantowi nie gaśnie auto, ale czego on się wtedy nauczy? Kursantka zrezygnowała z jazd z nim i wybrała się do mnie. Była zachwycona. Ja mniej. Gdy przyszła na jazdę miała ponad dziesięć godzin za sobą, a wciąż nie umiała podstawowych rzeczy, więc nie było lekko.

Pod koniec kursu pojechaliśmy do większego miasta. Kursantka sama poprosiła o to, ponieważ po zdaniu egzaminu prawdopodobnie będzie dość sporo tam dojeżdżać - więc mimo pandemii udało nam się to zorganizować.

Wracając do poniedziałku - zaczynam egzamin wewnętrzny. Po placu manewrowym wyjeżdżamy na miasto. Kursantka średnio radziła sobie do tej pory, ciągle zapominała o podstawowych sprawach (redukcja biegu, używanie kierunkowskazów), ale tym razem nawet całkiem nieźle jej szło. Po około dwudziestu minutach postanawiam wjechać na małe osiedle, gdzie chciałem zrealizować zadanie zawracania. Podczas skręcania w lewo zbliżamy się przejścia dla pieszych, na którym jest starszy facet. Kursantka zupełnie nie reaguje, bo go po prostu nie widzi (nie wiem jak to możliwe, ale mniejsza o to). Facet w strachu zatrzymuje się,  a ja z całą siłą wciskam hamulec. Ponieważ nasza prędkość oscyluje w okolicy 15 km/h auto praktycznie zatrzymuje się w miejscu. 

W tym czasie mam podwójny obraz - krzyczącą kursantkę oraz minę przestraszonego i trochę rozeźlonego człowieka przed maską. On sobie poszedł dalej, ale kursantka niestety została w aucie. Zaczęła krzyczeć, że już miała nogę nad hamulcem, że miała nawet wciśnięte sprzęgło (to akurat jej pozostało z nieprawidłowej techniki kierowania podczas skrętu w lewo) oraz że nie da sobie wmówić błędu. Nie reaguję, tylko powoli uruchamiam pojazd i zjeżdżam ze skrzyżowania i przejścia dla pieszych oczywiście robię to z pozycji instruktora. Po zatrzymaniu kilka metrów dalej informuję, że wynik egzaminu wewnętrznego jest negatywny, ale kursantka przystępuje do drugiej fali ataku.

Zaczyna obyć opryskliwa, krzyk miesza się z jakimś żalem, czy nie wiem nawet czym. Nie bardzo daje sobie cokolwiek tłumaczyć, więc postanawiam wrócić do biura i po prostu zakończyć jazdę. Bez jakiejkolwiek zwłoki czasowej kończę szkolenie z nią i informuję szefa o zaistniałej sytuacji. Kursantka w obecności szefa już nie krzyczy, choć wciąż jest nabuzowana. Następuje zmiana instruktora i moje lekcje z nią kończą się. Muszę się napić melisy.

2 komentarze:

  1. Głupota kursantki, a twoja złośliwość? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dużo głupoty, ale jestem na to odporny, melisę piję dla lepszego snu :P

      Usuń