czwartek, 24 stycznia 2019

Prawo jazdy dla każdego?

Nieco głośniej gra u mnie muzyka Mozarta - dokładnie XVI sonata C-dur. Czasem słyszę jakieś głosy dziecięce (chyba z piętra niżej, tam gdzie kiedyś mieszkali starsi i bardzo mili ludzie) - więc chyba przeżyją jeśli usłyszą kilka dźwięków Mozarta?

Zaparzyłem czarną aromatyzowaną herbatę, jem ciastka przywiezione jeszcze z ostatniego pobytu w Grecji i odpoczywam. Dziś i jutro mam wolne od jazdy - większe projekty w drugiej pracy są tak rozłożone, że właśnie dziś i jutro jestem po prostu tam.

Tymczasem moja ulubiona kursantka (belferka, o której pisałem niedawno) nie rokuje dobrze. Ma już za sobą 24 godziny, ale...

Wszystko już umiem


Jej filozofia jest prosta: wszystko umiem, wszystko wiem i jestem the best! A jeśli jakimś cudem czegoś nie wiem, to zapytam instruktora, choć i tak wejdę mu w połowie zdania ze swoim "tak tak, ja to wiem panie Tomku!". Tak więc grunt to mieć dobrą samoocenę, przecież kierowanie autem to pikuś, nie takie rzeczy w życiu się robiło!

Ach, te lusterka!


Po wejściu do auta trzeba ustawić fotel i lusterka. Jej zajmuje to około 10 minut. Zapytacie jak to możliwe? Hmm, wszystko jest możliwe. Najpierw ustawia lewe - nieźle jej nawet idzie. Potem próbuje ustawić prawe, ale nigdy nie zauważa że nadal kręci lewym lusterkiem. W efekcie zupełnie przestawi lewe, po czym próbuje prawe. A potem od nowa. I tak owe 10 minut. Cierpliwość potrzebna od zaraz, ale bez problemu daję radę - wszak to dopiero początek :)

Jedziemy, ale gdzie?


Gdy już ruszymy kursantka nic nie zrobi sama. Tzn muszę jej wszystko mówić, choć nawet gdy powiem to pewności że zrobi to poprawnie nie ma. Np bardzo często myli trójkę z jedynką (współczuję skrzyni) oraz dwójkę z czwórką. Nie - to nie jest tak że my tego nie ćwiczymy na sucho przed każdą jazdą - ćwiczymy. Ale patrz punkt pierwszy - ona to wszystko już wie! Oczywiście zdarzy się pomylić hamulec z gazem, ale jeżdżę w pasach więc względnie bezpiecznie. Gorzej dla tych z tyłu, no ale mam "L" na dachu, więc powinni uważać. I tak zamiast prawego kierunkowskazu włącza lewy, choć czasem już jej nie mówię w ogóle bo lepiej aby żadnego nie włączyła zamiast tego co nie trzeba.

Dziwne ronda


Skrzyżowania o ruchu okrężnym to rzecz nie do przeskoczenia. Prawa i lewa strona, jakieś wysepki na środku - kto to w ogóle widział takie dziwactwa?! Jeszcze NIGDY nie przejechała poprawnie przez rondo, oczywiście z ciągłym moim podpowiadaniem i mówieniem co ma zrobić. Ona i tak pojedzie nie tam gdzie trzeba, lub ze złego pasa ruchu. Naturalnie przed rondem i już po tłumaczę jak powinno to wyglądać.

Znaki? Ale po co?


Znaki są. Jakieś. I stoją czasami. Już wiem, że nie mogę jej pytać jaki znak minęliśmy, bo ona tego nie wie. Więc obniżyłem próg (staram się być elastyczny, dobrze?) i pytam zawczasu. Na przykład - co oznacza strzałka pod tym znakiem?


Jej odpowiedź: "że jedziemy prosto!". Nie mam więcej pytań. Kiedyś, wyrzuciłbym z auta, ale trzeba być elastycznym, prawda? :P

A teraz czas na plac manewrowy


A tu już korzysta nie z mojej wiedzy, tylko z tego co znalazła w internecie. Mianowicie próbuje skręcać przy drugiej tyczce, a przy czwartej prostuje. Tzn próbuje prostować, bo zwykle zamiast odkręcać koła ona je dokręca jeszcze bardziej. No cóż, powiedziałem jej co sądzę o takich metodach i wyraźnie ale wciąż grzecznie odciąłem się od odpowiedzialności za takie wykonanie zadania.

Jeśli chodzi o sprawdzanie świateł i płynów sprawa wygląda tak. Zrobiliśmy to gdzieś na początku jej kursu, potem powiedziała że "następnym razem", potem że źle się czuje i nie chce wychodzić z auta, następnie stwierdziła że ona sobie czytała o tym w domu (!), potem jeszcze byliśmy w trasie więc też sprawdzanie nam uciekło, potem powiedziała że jest lekko przeziębiona i znów nie chce wychodzić na zewnątrz. No i ostatnio mieliśmy sprawdzić światła i płyny, ale...ona zrezygnowała z ostatniej pół godziny jazdy i zadecydowała że już chce wysiąść.

I co dalej?


Na każdej jeździe robię podsumowanie, omawiam co i jak należy zrobić - siłą rzeczy muszę to jakoś streszczać wszak u niej należy poprawić WSZYSTKO. Ktoś może zadać pytanie - czy ona się w ogóle nadaje? Wg mnie jeśli ona sama chce i deklaruje, że weźmie godziny dodatkowe aby się tego wszystkiego nauczyć to ja nie chcę stawać jej na drodze do upragnionego prawa jazdy. Moją rolą nie jest eliminowanie takich ludzi, ja ze wszystkich sił próbuję ją nauczyć jeździć :)

18 komentarzy:

  1. O masakra...
    Jeszcze trochę będę bała się wyjść na ulice ;)
    Chociaż z ustawieniem lusterka mam miewam problem (no za cholerę lewe mi nie pasuje) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli kiedyś zda, to i tak najgorzej będzie przez pierwsze tygodnie gdy zacznie jeździć, a jak zależy kilka stłuczek to może coś się zmieni na lepsze? :P

      Usuń
  2. To nie "elastyczność", to rezygnacja. :-((

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy kiedyś tu u Cb. nie pisałem, że prawko nie jest dla każdego i trza by to takiej osobie powiedzieć na początku miast męczyć się z nią?
    Było by za prosto, bo firma musi jednak zarobić i to dlatego ona jeszcze na ten kurs chodzi, choć się kompletnie do tego nie nadaje.
    Współczuję Ci, innym instruktorom, nauczycielom w szkole, którzy nie mogą wyciepnąć debili z klasy, bo mają płacone za ich "uczenie". Dobrze, że w tym nie siedzę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co współczuć, ani tym bardziej nazywać kogoś debilem.

      Usuń
  4. Jasne, wystarczy kasować frajerów z godziny jazdy. Na szczęście nie ma raczej szans, by ktoś taki zdał egzamin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież sama chce, czemu mam jej zabronić godzin dodatkowych?

      Usuń
    2. A czy ja mówię ze miałbyś, ze powinieneś? Niech bierze jak najwięcej :)

      Usuń
    3. Aha, myślałem że znowu marudzisz :P

      Usuń
  5. Jak zauważyłeś ze zdania, to nie było odnośnie tej konkretnie osoby, ale grupy osób, które są np. w szkołach i te, podobnie jak Ty z kursu, nie mogą ich wyciepnąć, bo inne osoby stracą pracę. Ale i na kursach pewnie debile się znajdą, bo nie wierze, że tacy tam nie docierają.
    Wiem, że teraz takie czasy, że nie wypada nazywać rzeczy po imieniu i wyłagadza się nazewnictwo. Nie ma już sprzątaczki, tylko jest konserwator powierzchni płaski.
    No dobrze, to nie debile, a osoby rozgarnięte inaczej.
    Wracając do taj pani, uczącej się na egzamin. Nie wszyscy się do wszystkiego nadają, rzecz tak oczywista, a na kursach prawa jazdy już nie. Czemu?
    Nie nadaje się do pracy w rzeźni, bo lubię zwierzątka. Ach tak, ta pani co poszło na kurs prawa jazdy niczego nie zabija. Ot, koleżanki mają prawko, koledzy też, to co ja tam gorsza będę. Też se pyknę. A co...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś pogadamy, jak założysz sobie szkołę jazdy :)

      Usuń
    2. Skoro to Twoja szkoła, to jak najbardziej rozumiem. Nawet wiem, że tacy ludzie są źródłem dochodów dla szkoły, większym niż inni, a generującym mniejsze koszty. Ona już jest skłonna wykupić dodatkowe jazdy.

      Usuń
    3. Tu nie chodzi o dochody. Gdyby tak było wystarczy oblewać każdego na wewnętrznym. Tu chodzi o to aby nie zamykać drogi do prawa jazdy komuś, kto radzi sobie gorzej.

      Usuń
  6. Życzę ogromu cierpliwości i dużo zrozumienia. Z niejedną osobą sobie już poradziłeś, to i poradzisz sobie z tą panią. To tylko kwestia czasu. Niektórym wystarczy 30 godzin, a niektórym za mało 300.
    P.S. Być może życie zmusza kogoś do robienia prawa jazdy w tak późnym wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, dlatego nie chcę i nie powinienem jej blokować, kto wie może kiedyś się nauczy?

      Usuń
  7. Co do ronda, to nie wiem czemu, przypomniał mi się ten filmik. :D
    https://www.youtube.com/watch?v=fO9xPDZ_RfY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale trafiłeś, moja kursantka robi identycznie! IDENTYCZNIE :D

      Usuń