Wczorajszy koncert Urszuli Dudziak był fajny i relaksujący, ale nie porwał mnie. Może dlatego że artystka wykonała tylko jeden ze swoich znanych utworów, a głównie prezentowała możliwości tworzenia współbrzmień jej głosu nagrywając poszczególne ścieżki i nakładając je na siebie? Albo dlatego że nie dała się namówić na chociaż jeden utwór na bis? Trochę to był dziwny koncert, ale nie żałuję mimo to.
Wideorozmowa z Hanią i relacja z zaśnieżonego Turkusowego Wzgórza i Kazimierza Dolnego. Mnóstwo pozytywnych wrażeń!
A poza tym, siedzę w pracy jak na szpilkach. W poprzednim pracującym dniu doprowadziłem przez pomyłkę do pewnego "incydentu". Niestety pociągnął on za sobą cały cykl zdarzeń i zasobów ludzkich.
Bezpośredni przełożony zażądał wyjaśnień na piśmie. A główny manager tylko używał słów powszechnie uznanych za wulgarne gdy go informowałem (telefonicznie) o problemie.
Obciąża mnie to bardzo. Staram się w miarę spokojnie uporządkować i rozłożyć problem tak jakby na szalkę wagi. Na jednej jest cały incydent z "otoczką" i błędami które popełniłem, a na drugiej kładę przemyślenia typu "po co się tak zamartwiać, skoro i tak mleko już się rozlało".
Czy będzie się to wiązało z jakąś karą, lub sankcją? Na razie cisza.
Wtorek
Dzień mija w miarę szybko. Przez chwilę myślę o tym czy nie iść się na basen i sauny, ale wybieram nieco ponad 4 km szybkiego marszu.
Środa
W pracy większą część pracowników zajęta przygotowaniami do kolejnego dużego projektu. Tym razem mój dział się tym nie zajmuje, więc ja mam wciąż luz. Główny manager rozmawia ze mną jak zawsze nie zdradzając, czy ma jakieś niedobre plany co do mnie.
Po pracy idę do kina na film "Ministranci " - i jest to całkiem fajny wieczór.
Czwartek
Ostatni umówiony klient daje popalić. Nie wiem czy jest tak nieświadomy, czy celowo zachowuje się aby zrobić na złość. Po zakończeniu jego sprawy łamię zasady i odchodzę pierwszy od stanowiska (należy się ładnie pożegnać i absolutnie nie opuszczać miejsca obsługi przed klientem). Ale i tak jestem dumny, bo mogło być o wiele gorzej (zacisnąłem zęby i powstrzymałem się od komentarza).
Basen. Tam wciąż jestem myślami przy kliencie. Słabo mi się pływa.
Piątek
Ponuro od kilku dni. Pełne zachmurzenie i brak słońca nie poprawia nastroju. Na szczęście w pracy całkiem dobrze. Potem wyjazd do dużego miasta. Obiad, saunarium i odpoczynek, bo średnio przespana noc daje się we znaki. Na szczęście weekend wolny więc może uda się trochę odpocząć.



Tylko ktoś, kto nic nie robi nie popełnia błędów, a chyba nikt od tego nie umarł?
OdpowiedzUsuńSłyszałam, że Kazimierz w święta jest cudny!
Udanego relaksu!
Oj, słaby tydzień.
OdpowiedzUsuńArtystka miała widać nastrój na eksperymenty :)
OdpowiedzUsuńTylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów -- mówią niektórzy. Chociaż nie odnosi się to do aktywności fizycznej, bo "nic nie robienie" czasami nie jest zdrowe.
Też uważam, że lepiej trenować obchodzenie się z błędami, budowanie odporności, niż uciekanie przed nimi, nawet takie myślowe. Sam się tego uczę, więc wiem, że różnie to bywa :)
Tu też buro, to się potem człowiek bardziej ze słońca będzie cieszył.
Spokojnego weekendu, z butelkami ze Wzgórza, czy bez :)
Witaj końcówką listopada Tomku
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tego Kazimierza, nawet zimą. Nigdy tam nie byłam
Pozdrawiam ciepło i życzę udanych Andrzejek