Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 420

Poniedziałek 

Rozpakowuję walizkę, ogarniam pranie i porządkuję przywiezione rzeczy z Grecji. Wieczorem małe upominki dostaje mój gość, który wydaje się być zadowolony z mojego wyboru.

Wtorek 

Niby wolne ale jestem w pracy, ponieważ muszę się uczyć, niebawem napiszę o tym więcej.

Środa

Wyjazd do dużego miasta (sauny, kolacja na mieście).  Na drogach ciasno, w saunarium luźniej. Pierwszy raz używam nowy peeling, który dostałem na imieniny jakiś czas temu. Ma subtelny malinowy zapach, a po użyciu cała łaźnia parowa wypełnia się tym aromatem. 

Czwartek

Wciąż w dużym mieście. Po śniadaniu długi spacer w lesie. Chodzę z książką szukając fajnych kadrów fotograficznych. W pewnym momencie czuję, że ktoś/coś mnie obserwuje. Zamieram i wyostrzam zmysły. Spoglądam w prawo na drzewo jakieś 5 metrów ode mnie, a tam taki widok:


Patrzymy na siebie na tyle długo, że spokojnie robię serię zdjęć i powoli odchodzę. Uwielbiam wiewiórki! 


Potem obiad nad wodą, małe zakupy i znowu sauny. Wieczorem ruch na drogach jeszcze większy. Dwie niebezpieczne sytuacje, które podnoszą mi ciśnienie - trochę cudem unikam zderzenia.

Piątek 

Mimo doświadczenia znów robię sobie problem(y). Powtarzałem sobie tyle razy "nie ufaj", "nie uzewnętrzniaj", "milcz". No i doigrałem się. Ale, znając moje szczęście rozejdzie się to po kościach z tym, że wolałbym mieć więcej spokoju i unikać wszelkich zawirowań. 

wtorek, 14 października 2025

Zamość i okolice

Wycieczki, kto ich nie lubi? Dla mnie to ważna odskocznia od codzienności, a już sama jazda autem daje mnóstwo frajdy.

Kilkanaście dni temu wybrałem się w okolice Zamościa. Lubię te strony. Zamość działa na mnie kojąco, odprężająco i jakby uspokajająco. Lubię pochodzić po centrum miasteczka, ale jak już funduję sobie taki wyjazd - to obowiązkowym punktem jest Ogród Zoologiczny. 


Niestety dzień już coraz krótszy, zatem musiałem darować sobie inne atrakcje - Krasnobród czy Zwierzyniec, albo mój ulubiony Roztoczański Park Narodowy - bardzo żałuję. Odwiedziłem jeszcze Rezerwat Szum - korzystając z pięknego słonecznego popołudnia. Spacer wśród cichego szmeru rzeki Szum to coś wspaniałego.

Niestety, bez noclegu trzeba było wracać do domu, bo powoli już się ściemniało. Wracając wstąpiłem na kolację i wczesno-nocny spacer perłą renesansu. 



Lubię te okolice, czuję się tu dobrze. Z daleka od domu, ale wciąż tak jakby u siebie. Tylko trzeba mieć więcej czasu, lub rezerwować nocleg aby zobaczyć te piękne miejsca. A Wy drodzy czytelnicy, macie swoje ulubione miejsca, które chętnie odwiedzacie?

wtorek, 23 września 2025

Lubię wracać tam, gdzie byłem już...

To moje pierwsze takie święto - winobranie. Zatem czego się spodziewać? Interesujących ludzi, mile spędzonego czasu, niezapomnianych wrażeń? Przyjemnej pracy i relaksu w wyjątkowym miejscu, ciekawych rozmów? Degustacji pysznego wina? Zapowiadała się świetna pogoda (i przygoda), więc wystarczyło zabrać dobry humor i w drogę - do Turkusowego Wzgórza!


Przywitała mnie Hania, która przedstawiła Cezarego - właściciela tego wspaniałego miejsca. Od razu z Cezarym złapaliśmy wspólne tematy. Rozejrzałem się - przetwory, wina, owoce i sporo turkusowych akcentów. To trzecia wizyta w tym miejscu, ale wciąż mnie kręci! Pomiędzy rzędami winorośli a domkiem ustawione były dwa stoły z wieloma przepysznie wyglądającymi smakołykami, ale najpierw Cezary poczęstował lampką wyśmienitego czerwonego wina - idealnego na dobry początek!



Narzędzia już czekały, puste skrzynki także - zatem rozpoczęliśmy zbieranie winogron - na razie tylko białych, ponieważ czerwone które wymagają dłuższego okresu dojrzewania, muszą jeszcze poczekać na swoją kolej. 


Okazało się to być niezwykle fajnym i relaksacyjnym zajęciem. Słońce pięknie oświetlało wzgórze winorośli, a wiatr delikatnie tańczył z zielonymi liśćmi. Bardzo lubię taką pogodę, gdy jest przyjemnie ciepło ale nie gorąco - taka pora roku mogłaby dla mnie trwać zdecydowanie dłużej. Czułem że chłonę atmosferę tego święta wszystkimi zmysłami. Każde zebrane grono było małym triumfem, a widok zapełniających się skrzynek przynosił satysfakcję i radość z dobrze wykonanej pracy. Zapach ziemi, świeżych liści i słodkich owoców unosił się w powietrzu tworząc niesamowitą mieszankę lata i jesieni.


Miałem przyjemność pracować z Hanią, która dba w tym miejscu o każdy szczegół, oraz jest na pierwszej linii kontaktu ze wszystkimi odwiedzającymi. Nie dziwię się, ponieważ Hania oczarowuje przepięknym uśmiechem, częstuje gościnnością ale także rozmową oraz życzliwością i kulturą. Wszystko to współtworzy klimat i wyjątkowość tej kameralnej winnicy. 


Stopniowo dołączali kolejni zaproszeni, co stworzyło dynamiczną atmosferę i umożliwiło nawiązywanie nowych kontaktów. Każda nowa osoba wniosła ze sobą unikalne perspektywy i energię, co wzbogaciło nasze wspólne święto. Choć nie od razu zapamiętałem imiona nowo przybyłych (choć byli tacy którzy się o to postarali), to ze wszystkimi rozmawiało się niezwykle miło. Przy tak dużej ilości rąk do pracy, szybko uwinęliśmy się ze zbiorem, zatem po przeniesieniu pełnych skrzynek bliżej domku, nadszedł czas na odpoczynek oraz poczęstunek. 




Z pieca opalanego drewnem właśnie "wyszedł" chleb, który upiekł Cezary. Był doskonały - chrupiący i aromatyczny - smakował świetnie. Nie wiedziałem, czy jeść go z wędlinami, pastą z zielonych pomidorów, czy może z indykiem w galarecie a może śledziami? Do tego różne dodatki które jeszcze bardziej podkręcały apetyt, ale to było dopiero preludium. Po kilkunastu chwilach Cezary zaproponował leczo. Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności kosztować tak perfekcyjnie przygotowanego leczo, które zachwycało swoją głębią smaku i intensywnym aromatem. To danie było prawdziwą ucztą dla podniebienia, a jego wyjątkowość sprawiła, że z chęcią oddałbym wiele, aby móc ponownie doświadczyć tego niezapomnianego kulinarnego przeżycia.


W międzyczasie winnicę odwiedzali kolejni turyści, którymi troskliwie zajmowała się Hania, a ja prowadziłem niezobowiązujące pogawędki oraz odpoczywałem łapiąc promienie słońca oraz witaminę D. I piłem wino czekoladowe.  Czy może być coś lepszego na świecie? Nie sądzę. Tymczasem na stół wjeżdżały kolejne specjały - pieczony kurczak, pierogi z mięsem (powstawały w okolicach północy poprzedniego dnia, smakowały obłędnie!) focaccia w różnych wersjach. Wszystko przepyszne.




Nie miałem już miejsca aby dalej jeść, ale gdy okazało się że jest szarlotka - nie byłem w stanie się powstrzymać! Była taka, jaką uwielbiam - na kruchym delikatnym cieście, z dużą ilością prażonych jabłek i nutą cynamonu oraz odrobiną kruszonego ciasta na górze. Jabłka były lekko kwaśne, a ciasto tylko trochę słodkie! Przyrządziła ją Edyta - młoda dziewczyna z pięknym uśmiechem i świetnym poczuciem humoru. 


Tak mi przemknęło przez myśl, by ją porwać i zmusić do pieczenia szarlotki... 😁 Wziąłem dokładkę. Był także świetny sernik i wiele innych dań, których nie spróbowałem, bo mógłbym pęknąć z przejedzenia.


To był niesamowity dzień, pełen nowych wrażeń. Zleciał zbyt szybko, ale wracam do niego myślami. Do ludzi, do ich opowieści, do atmosfery i luźnego klimatu, do winnicy położonej na łagodnym wzgórzu. Fajnie byłoby tu być podczas drugiego winobrania, ale czy pozwolą mi na to obowiązki - jeszcze nie wiem. Haniu i Cezary - dziękuję Wam za wspólnie spędzony przepiękny czas! 

środa, 30 lipca 2025

Przybłęda

Czasem zamiast do dużego miasta wybieram się w spokojniejsze miejsce, położone w głębokiej prowincji. Jedyną atrakcją jest tu przyroda - co też bardzo sobie cenię. Sąsiedzi są, ale daleko. Do niedawna nie było tu nawet w miarę szybkiego internetu, jedynie 2G, ale nie o tym.

Kilka tygodni temu w wysokim polu kukurydzy zabrzmiał koci dźwięk. Trochę płaczliwy, trochę wołający o pomoc. Mały kot (a właściwie kotka - jak się później okazało) powoli podchodził coraz bliżej jedynego w okolicy domu.

Lokalny czworonożny przedstawiciel tego samego gatunku zareagował nieco nerwowo (mieszka tu chyba już z rok - jest bardzo dzikim kotem), ale na szczęście obyło się bez rozlewu krwi i w ten sposób nowa kotka zagościła na posesji. Pierwszą noc spędziła na drzewie, co uważam za bardzo dziwne. Ale drugą i kolejne w pudełku z drugim kotem (tym dzikim) tuż przy samych domowych drzwiach.

Zaczęli jeść z jednej miski z tym, że "stary" kot bez problemu odchodził zostawiając wiecznie głodnej kotce większość jedzenia. Bawiły się razem, razem spały, ale w ciągu dnia kotka zostawała sama (stary kot wędrował gdzieś po swoich ścieżkach). Gdy ten wracał zawsze najpierw sprawdzał gdzie jest mała.

Niestety, tak jak kotka przyszła sama tak i odeszła. Nie do końca wiadomo w jakich okolicznościach. Była ciekawska i bardzo przyjazna - prawdopodobnie została porzucona przez złych ludzi. Wszędzie wchodziła, niczego się nie bała co pozwala postawić tezę że mogła wejść np pod pokrywę silnika lub w inne ciasne miejsce i "odjechać w siną dal" jako pasażer na gapę (dość często z tego miejsca odjeżdżają auta).

Nie wykluczam każdej innej opcji. Nie ma jej od ponad pięciu dni, więc pewnie już nie będzie. Szkoda. Łącznie mieszkała tu około tygodnia, w planach były szczepienia oraz sterylizacja, no ale... plany już nieaktualne.

niedziela, 20 kwietnia 2025

Trochę lenistwa

Czas świąteczny wykorzystuję na odpoczynek, ale też aktywność fizyczną. Zamiast mazurków i innych makowców na stół trafiają babeczki Pastéis de nata oraz bezy. Jedne i drugie z obniżoną ilością cukru, bo powinienem ograniczać ich spożywanie.



Babeczki robi się w dość prosty sposób, a efekty są wspaniałe, oczywiście trochę im brakuje do portugalskiego oryginału, ale są bardzo smaczne - zwłaszcza na ciepło. 



Bezy to prościzna. Gorzej, gdy trzeba je upiec na starym piekarniku bez możliwości ustawienia konkretnej temperatury, lub gdy ów Stary piekarnik z jednej strony grzeje mocniej a z drugiej słabiej.

Poza tym trochę spacerów i wycieczek rowerowych - czyli głównie w poszukiwaniu pięknych tulipanów. 

wtorek, 25 lutego 2025

Zimowy Kazimierz

Wciąż biały weekend w Kazimierzu Dolnym. Wąwozy prawie puste, za to wzdłuż Wisły i w centrum miasteczka mnóstwo ludzi.


"U Dziwisza" też trudno o wolny stolik, ale mnie się jakoś udało. Polecam gorącą czekoladę i szarlotkę.



Zachód słońca na Albrechtówce piękny, choć czasem trafi się bardziej zjawiskowy. Ale tu - nad Wisłą klimat niesamowity. 

sobota, 15 czerwca 2024

Podsumowanie tygodnia 348

Poniedziałek

Po wczorajszej wycieczce (głosowanie w Konsulacie) odpoczywam. Przy basenie oraz później na plaży.


Wtorek

Villa List to hotel do którego jeżdżę już czwarty raz. Widzę zmiany na lepsze, m.in smaczniejsze i bardziej bogate śniadania, czystsze i lepiej wyposażone pokoje, a także podgrzewana woda w basenie. Wszędzie sporo zadbanej zieleni. Widok z okna też niczego sobie. 


Środa

W miasteczku dużo się dzieje, szczególnie wieczorami. W amfiteatrze trafiam na koncert muzyki jazzowej z okazji jakiegoś festiwalu. Ale ulice wciąż nie są zapchane turystami. 



Czwartek 

Sporo zieleni i kwiatów. Szczególnie pachnąca lipa zrobiła na mnie duże wrażenie. Wycieczka do miasteczka Nesebyr. 

















Piątek 

Czas pobytu w Bułgarii powoli się kończy. Ale zanim to jeszcze raz rzut oka na plaże i okolice.