Pokazywanie postów oznaczonych etykietą auto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą auto. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

sobota, 22 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 433

Poniedziałek 

Dzień wolny, ale bynajmniej nie leniwy. Wstaję odrobinę później niż zwykle, ale mam już zaplanowane:
  1. posprzątać w całym mieszkaniu;
  2. zrobić pranie;
  3. zmienić pościel;
  4. pojechać do krawca z problematycznym zamkiem w bluzie;
  5. pouczyć się;
  6. poćwiczyć na basenie;
  7. zrobić wpis na bloga;
Prócz tego, załatwiłem kilka innych spraw, zatem poniedziałek mogę uznać za udany. A wieczór przy muzyce francuskiej.

Wtorek 

W pracy całkiem znośnie, nawet jakby lekko. Po pracy piekę ciasteczka maślane. Będą małym słodkim upominkiem dla dziewczyn -G, R oraz Z, które w czwartek wybierają się w daleką wycieczkę.




Robię tylko dwa wzory, ale całość zajmuje mi sporą część popołudnia. Smakują idealnie. Miałem wybrać się na spacer, ale trochę mnie to  zmęczyło.

Środa

W pracy więcej uwagi niż zwykle, ale na plus, jestem zadowolony. Później trochę roboty w dwóch miejscach. W tym drugim musiałem wykazać się ponadprzeciętną cierpliwością. Cisza i spokój, które witają mnie po przekroczeniu progu mojego mieszkania wieczorem, są bezcenne. Nawet nie włączam radia, upajam się totalną ciszą...

Czwartek 

Bardzo lekki dzień. Nie przepracowałem się, za to pozałatwiałem kilka spraw on-line i przez telefon. 

Po południu zbieram się na wyjazd do dużego miasta. Wieczorem długi spacer, w później cichutko grający jazz i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - jako przypomnienie, bo czytałem tę książkę kilka lat temu. "Zamek" Franza Kafki musiałem odłożyć, bo czytanie na telefonie jest męczące.

Piątek

Dzień wolny. Z rana przegląd auta w serwisie Toyoty (1348 zł), gorąca czekolada (gratis) w czasie oczekiwania na autko. Miły i uśmiechnięty doradca serwisowy.


Potem wizyta w dobrej garmażerce (faszerowane udko 5.40 zł, cztery pieczone ziemniaki 2.20 i duża surówka z marchwi 5.70) - bo nie miałem ochoty na jedzenie w knajpie, więc odgrzałem sobie w domu. 

Trochę odpocząłem i poszedłem do fryzjera (40 zł). Potem do aquaparku na 2.5 godzinny relaks w strefie saun (47 zł). Wieczorem sałatka na wynos z kurczakiem i grillowanym ananasem (39 zł) z pobliskiej restauracji. Sade z płyty winylowej na starych, ale porządnych i dużych głośnikach. Na noc podróż, ale przestał padać śnieg, więc jest tylko mokro i prawie pusto.

A w planach na weekend praca (sobota) i koncert jazzowy (niedziela). 

wtorek, 9 września 2025

Auto i rower

Niedawno pisałem o rowerzystach, dziś zajmę się tematem kierujących autami, a dokładniej - ich obowiązkami i prawami w stosunku do rowerzystów. Tak jak poprzednio, pominę kwestie - które wg mnie są mniej istotne, lub by rozciągnęły wpis ponad miarę;

1) kierujący pojazdem ma unikać wszelkiego działania, które mogłoby powodować zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Zatem na różnego rodzaju "styku" z rowerzystami należy podjąć działanie, które uniemożliwi pojawienie się zagrożenia. Wiadomo że w starciu z samochodem rowerzysta ma marne szanse, jest tzw. niechronionym użytkownikiem dróg;

2) każdy ma prawo liczyć, że uczestnicy na drodze stosują się do przepisów, ale... jeśli jakiekolwiek okoliczności mogą wskazywać na odmienne ich zachowanie, należy wzmóc czujność oraz zastosować zasadę ograniczonego zaufania. Jeśli np. rowerzysta zbliża się do przejścia dla pieszych, lub przejazdu dla rowerzystów - należy być przygotowanym że może zdarzyć się nieoczekiwany/niebezpieczny wjazd na takie miejsca przez rowerzystów. Podobnie, jeśli rowerzysta jedzie "wężykiem" - trudności z utrzymaniem względnie prostego toru jazdy nakazują zachować zwiększoną uwagę, większy odstęp oraz w razie potrzeby zmniejszenie prędkości;

3) ponadto, kierujący pojazdem zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów obowiązany jest zachować szczególną ostrożność oraz ustąpić pierwszeństwa rowerzyście będącemu na przejeździe. I tu ciekawa kwestia. Rowerzysta wjeżdżający  nie ma pierwszeństwa, ale jeśli dojdzie do wypadku to jest już wtedy na przejeździe - dlatego tak ważne jest obserwowanie tego obszaru. Szczególna ostrożność - to zwiększenie swojej uwagi i skupienie jej na okolicznościach w których kierujący się właśnie znajduje, czyli ograniczenie rozproszenia uwagi na to, co niepotrzebne. Słuchanie radia, rozmowa z pasażerem, spoglądanie na ekran multimediów - m.in. takie czynniki zwiększają ryzyko powstania wypadku. Ale także przeniesienie nogi z pedału gazu nad hamulec - skutkuje to zmniejszeniem czasu reakcji w razie potrzeby gwałtownego hamowania;

4) podobnie, gdy kierujący skręca w drogę poprzeczną, a rowerzysta jedzie na wprost. Mam tu na myśli przypadek, w którym samochód skręca w prawo, a rowerzysta jedzie prosto. On (rowerzysta) może jechać po prawej stronie jezdni, drogą dla rowerów, poboczem lub nawet chodnikiem - abstrahując od tego czy jest to dozwolone czy nie - kierujący pojazdem ma obowiązek ustąpić mu pierwszeństwa, oraz patrz punkt 1. A że tak nie zawsze jest, pisaliście w komentarzach pod wpisem o rowerzystach - zresztą ja także to widzę;

5) kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania bezpośrednio przed oraz na przejeździe dla rowerzystów (nie dotyczy to przejazdu kierowanego) - grozi za to aż 15 pkt karnych oraz 1500 zł mandatu (w przypadku recydywy 3000 zł);

6) podczas wyprzedzania odległość między pojazdem a rowerzystą nie może być mniejsza niż 1 metr z zastrzeżeniem, że musi to być odległość bezpieczna. Zwłaszcza poza obszarem zabudowanym jest to spory problem dla rowerzystów, ponieważ pęd powietrza może doprowadzić do utraty stabilności oraz poważnej "wywrotki";

7) a co w przypadku gdy rowerzysta jedzie po przejściu dla pieszych i dochodzi do zdarzenia drogowego? Kierujący autem ma ustąpić pierwszeństwa pieszemu - a rowerzysta nie jest pieszym*, zatem nie ma tu mowy o takiej odpowiedzialności. Tak jak pisałem wcześniej, rowerzysta nie może jechać po przejściu, zatem ogólnie to on ponosi odpowiedzialność za ewentualny wypadek/kolizję. Oczywiście każda sytuacja jest inna, tak więc kwestia winnych jest płynna.


* chyba że chodzi o dziecko do lat 10-ciu. Taka osoba na rowerze (pod opieką dorosłej osoby) jest uważany za pieszego.

sobota, 6 września 2025

Podsumowanie tygodnia 412

Poniedziałek 

Poniedziałkowy Gość przynosi prezent. 2 kg krówek. Wiem że są pyszne, bo kiedyś jadłem je z ochotą, ale nie teraz. Ograniczam cukier więc krówki znikają bo... obdarowuję innych. Sam tylko spróbowałem, reszta leży i wcale mnie nie kusi - mam silną wolę.


Są idealne. Na zewnątrz lekko twarde, wewnątrz miękkie. Takie powinny być krówki. Na zdjęciu powyżej tylko małe ukrojone porcje, bo to są takie duże batony krówkowe:

Wtorek

Znowu przyjemności, ale nietypowe. Jedna osoba z projektu z pracy odezwała się poprzez media społecznościowe, bo potrzebowała dodatkowych informacji. Miło, lubię to. Wiem że dziwne, bo dodaje mi pracy, ale - jak mogę komuś pomóc, to czemu nie? 

Po pracy idę spacerkiem na miasto i na małe lody. Piękna pogoda zachęca, a sezon powoli się będzie kończył więc trzeba korzystać.

Wieczorem w tej samej sprawie inna osoba się odzywa. Teraz to podwójnie miło!

Środa 

Spotkanie z energetycznym wampirem. Być. Wytrzymać. Wyjść. W wyrazie "wytrzymać" mieści się także dyskusja. Ja mówię "A", wampir mówi "B". Ciężko dojść do ładu, ale tak z wampirami jest. Kto spotkał, ten wie.

Czwartek

W pracy sajgon, ale pozytywny. Nie licząc klientki, która początkowo jest bardzo miła, uśmiecha się i ogólnie - pokazuje z jak najlepszej strony. Gdy dowiaduje się, że jej wniosek będzie rozpatrzony nie po jej myśli zmienia się o 180°. Stroi fochy, nie współpracuje oraz ewidentnie chce zaakcentować swoje niezadowolenie. A jej fiasko to tylko wynik lekkomyślności z jej strony. Niestety, siedzi mi to w głowie do końca dnia...

Piątek 

W pracy kończę jeden z większych projektów. A że poszedł świetnie, na horyzoncie pojawiła się nagroda finansowa. Dobrze, bo trochę czasu na tym spędziłem, choć z drugiej strony - nie był to jakiś straszny wysiłek. Jeszcze nie mam jej na koncie, ale to tylko kwestia najwyżej kilku tygodni. Departament zgarnie mnóstwo pieniędzy, zatem miło że jakiś promil skapnie mi.

A po pracy wyjeżdżam do małego miasteczka, hen daleko. Jadę na weekend w zupełnie inne otoczenie. Moja mała Toyota wciąż dzielnie wozi mnie to tu, to tam i jakoś nic nie chce się w niej psuć. Niebawem napiszę o niej więcej, bo zbliża się do piątego roku życia. 

Szanse na spotkanie kogoś z pracy tak daleko są znikome - od razu mi lepiej. Dużo lasów, wąwozów, urokliwych zakątków i innych atrakcji, ale także turystów. Trudno, zamierzam odpocząć, a czy się uda - okaże się.

sobota, 2 sierpnia 2025

Podsumowanie tygodnia 407

Poniedziałek 

Mówienie do siebie "nie denerwuj się, nie przejmuj się tym" trochę mało pomaga. Chyba powinienem zacząć stosować jakieś techniki oddychania lub coś jeszcze. Myślę o tym. Czyli w pracy słabo.

Wieczorem odzywa się kumpel który pracuje na lotnisku. Miał wypadek. Zasłabł podczas kierowania pojazdem na płycie lotniska, po czym z impetem uderzył w ogrodzenie. Na szczęście nic poważnego się nie stało choć, jak się później okaże - skutki będzie odczuwać przez długi czas.

Wtorek

Środek dnia, służbowo jadę autem jedną z głównych ulic w mieście. Równolegle biegnie droga dla rowerów (ddr), po której porusza się gość elektryczną hulajnogą, na oko trochę młodszy ode mnie. Na liczniku mam niecałe 60 km/h i wcale go nie doganiam - co od razu zwróciło moją uwagę . Widzę, że ma trochę kłopotów ponieważ ddr jest tu nierówna (co chwilę zjazdy na posesje) i wykonana z kostki brukowej. Po mniej więcej kilometrze jazdy gość jest już dużo przede mną, a na światłach skręca w prawo (ja jadę na wprost). Nie wiem, ale mógł jechać około 80 km/h... (maksymalnie mógł jechać 20).

Środa

W sprawie mojej ostatniej kontroli cisza, co nie oznacza że to jej koniec. Doskonale wiem, że może pojawić się jak grom z jasnego nieba. 

Po pracy idę na basen. Jest dość brzydka pogoda, zatem licznik pokazuje 145 osób na obiekcie. Zwykle jest 80-90 o tej porze, no ale dodatkowo są wakacje. Mimo to, na sportowym basenie luz, większość jest na rekreacji.

Czwartek 

W pracy źle, a noc z sennymi dziurami. Oddechów wciąż nie ćwiczyłem. Włączam za to Spotify z czasowym wyłączeniem, ale i tak nie mogę zasnąć (możliwe że popołudniowa zielona herbata jest w tym "pomocna"). Koło północy otwieram okno na oścież bo czuję że mi gorąco. Potem słyszę rozmowy na parkingu pod blokiem. O 4.10 jedzie pociąg - chyba towarowy albo jakiś stary, bo jest bardzo głośny, a mieszkam tak ze cztery kilometry od torów (pomiędzy mną a torami jest dość duże osiedle które powinno tłumić dźwięk). W dodatku używa sygnałów ostrzegawczych, ciekawe dla kogo, żeby obudzić tych co mogą spać? 

Piątek

W wolnych chwilach podglądam samoloty w aplikacji do śledzenia ruchu lotniczego. Nad moją głową niestety nie lata ich zbyt wiele, bo zamiast w aplikację wolałbym patrzeć w niebo. To uspokaja bardziej. 

Po pracy wyjazd do dużego miasta, plan standardowy, natomiast jazda niekoniecznie.

Początek autostrady. Wielka interaktywna tablica informacyjna z napisem Roboty drogowe za 2 km. Po kilku chwilach kolejne duże tablice ostrzegawcze a także  mrugające żółte światła. I to takie mocno intensywne, aż trochę rażące po oczach. Plus dodatkowe informacje o tym, że niebawem lewy pas ruchu będzie zamknięty. 

Jadę spokojnie, ale widzę że po wjechaniu na autostradę ludzi ogarnął jakiś pęd do szybkości. Wyprzedzają jak gdyby nigdy nic nie zważając ani na tablice, ani na obowiązujące w tym miejscu ograniczenie prędkości do 90 km/h. Po chwili widzę dym z opon i gwałtowne hamowania oraz manewry obronne innych kierujących, do czego sam też zostałem zmuszony. Lewy pas się skończył, a jeszcze moment temu sporo aut gnało nim tak jak na złamanie karku. Całe szczęście, że jechałem w miarę powoli tzn jakieś 85 na godzinę, ale co się działo przede mną i za mną - było bardzo niebezpieczne. Po wyhamowaniu do zera emocje wciąż nie opadły, gdyż obserwowałem czy z tyłu nikt nie będzie taranował zaskoczony sytuacją i instynktownie szukałem drogi ucieczki. Na szczęście po chwili kierujący ruszyli, a ich pęd rozpoczął się na nowo.

Odreagowuję dopiero w restauracji z zachodem słońca o którym często tu wspominam:

sobota, 7 grudnia 2024

Podsumowanie tygodnia 373

Poniedziałek 

Zaskoczony możliwą natychmiastową awaria akumulatora - czyli uziemieniem auta - szukam najlepszej drogi do rozwiązania problemu. Zaprząta to dość sporo mojej uwagi. A w pracy wysyp premii - dziś dowiaduję się o kwocie niewielkiej - bo tylko 600-złotowej.

Wtorek

Zostaję wytypowany do nowego projektu. To wyróżnienie, ponieważ z całego Departamentu "wykosiłem" kolegów/koleżanki, którzy mają dużo większy staż od mojego. Będę reprezentować nasz oddział Departamentu na cały kraj, co oznacza dużo przygotowań i oczywiście nauki. A czasu nie jest zbyt dużo - niecałe dwa tygodnie.

Środa

Kolejna premia - tym razem większa (ponad dwukrotnie niż poprzednia), a to nie koniec ponieważ w tym miesiącu będzie jeszcze jeden bonus (na razie nieznanej wysokości) a z początkiem stycznia kolejny. Możliwe, że łącznie z podwyżką.

Czwartek 

Dzwonię do ASO w sprawie akumulatora. Dopytuję o warunki wymiany oraz cenę ale nie podejmuję jeszcze decyzji. Po pracy jadę do gościa z niezależnego serwisu w moim małym miasteczku, który testuje mój dotychczasowy akumulator i stwierdza, że trzeba go wymienić jak najszybciej ponieważ w każdym momencie może wyzionąć ducha. Proponuje konkretny model na wymianę. 

W pracy bardzo dobrze. Wieczorem drink i muzyka (La Maison - Gabin).

Piątek

Podjąłem decyzję. Dzwonię do Toyoty (dział części) i pytam, czy mają odpowiedni do mojego autka akumulator. Mają. Ostatni. Pan od razu pyta czy zarezerwować. Odpowiadam twierdząco. Po chwili dzwonię do serwisu umówić wymianę. Pan ma niezłą zagadkę gdzie mnie wcisnąć, ponieważ standardowe terminy to za miesiąc. Po kilku chwilach ciszy odzywa się i proponuje dzisiaj (!) na 20.15. Oczywiście zgadzam się i wieczorem pędzę do serwisu. A tam mnóstwo ludzi. Czekam w kolejce dobre 15 minut aby oddać auto. Doradca - pan ubrany w świąteczny sweterek (średnio układał się na dość dużym brzuchu) jest bardzo uprzejmy i miły. Po godzinie odbieram auto. Okazuje się, że serwis nie policzył nic za robociznę, a dodatkowo dał rabat - płacę nieco ponad 900 zł i zadowolony wracam do domu.

czwartek, 5 grudnia 2024

Staruszek Yaris

Za kilka dni mój Yaris będzie miał dokładnie 4 lata. W tym czasie służył mi dzielnie w dojazdach do pracy i na wycieczki, starałem się nie męczyć go zbytnio, dbać oraz chronić przed złem tego świata. Zafundowałem mu nawet garaż, za co odwdzięcza się pięknym lakierem.

W ciągu tych lat przejechałem nim niecałe 50 tysięcy kilometrów i - jak do tej pory - nie zawiódł mnie ani razu. Ostatni przegląd w ASO (cztery dni temu) potwierdził bardzo dobry stan autka z jednym wyjątkiem - akumulator (12V) jest na skraju życia. Ma tylko 8% stanu naładowania i - niestety - więcej mieć nie będzie. Jest już tak zużyty, że nie pomoże mu nawet dobry prostownik. W każdej chwili auto może nie dać się uruchomić, więc czeka mnie wymiana. W tej chwili ustalam gdzie to wykonać - w autoryzowanym serwisie czy we własnym zakresie. 

W tym pierwszym koszt wynosi 980 zł, a w warsztacie specjalizującym się w akumulatorach około 350 zł z tym, że tu mówimy o innym typie akumulatora. Wydaje mi się, że chyba zdecyduję się na ASO, ponieważ jest to zbyt ważny element pojazdu. W tej chwili pod maską (a tak naprawdę pod kanapą, ponieważ akumulator znajduje się ukryty pod tylną kanapą - oczywiście z bardzo ograniczonym dostępem) pracuje bateria w technologii AGM, tymczasem tani warsztat proponuje mi zwykły akumulator żelowy. 

Przegląd kosztował niecałe 2 tysiące złotych, ale należy wiedzieć że to tzw duży przegląd (taki, jaki wykonywany jest po 60 tys km) i obejmuje m.in. wymianę płynu hamulcowego, dezynfekcję klimatyzacji i sprawdzenie całego układu hybrydowego. Zwykły przegląd kosztuje mniej niż połowę tej sumy. 

Ubezpieczenie (pełny pakiet polis ubezpieczenie szyb) to nieco ponad dwa tysiące, ale nie ma co na tym oszczędzać. Pracy dzisiejszych cenach części oraz roboczogodziny w ASO, najmniejszy problem będzie kosztował więcej niż to ubezpieczenie.

Czekając na wykonanie przeglądu oglądam Lexusa LBX - to takie małe autko - klasy mojego Yarisa ale z większym prestiżem. Wygląda nawet nieźle, ale wewnątrz mam wrażenie ciaśniej niż u mnie. Kupować? Nie kupować? Teraz są wyprzedaże, ale czy ja potrzebuję nowego auta? A może jeszcze poczekać i dopiero za 2-3 lata kupić? Wtedy będzie pewnie już nowy model.

sobota, 11 maja 2024

Podsumowanie tygodnia 343

Poniedziałek

Budzę się ledwo żywy. W nocy trochę spałem a trochę nie, ale nic nie wskazywałoby na tak słaby poranek. Nie mam siły zwlec się z łóżka, boli każda cześć ciała. Jakoś wstaję i ogarniam się do roboty. Ale mam szczęście, moi klienci umówieni na dzisiaj są kompletnie nie przygotowani i przy okienku z nimi jestem dosłownie kilka minut i wracam na zaplecze. I do toalety, bo dochodzą problemy żołądkowe. Do domu nie mogę, na zwolnienie też nie. Muszę to jakoś przeżyć, koleżanka z innego działu przynosi mi kubek zaparzonej mięty co trochę pomaga. O 16 kładę się już u siebie na łóżku i nie mam siły na jakąkolwiek aktywność.

Wtorek 

Wciąż słabo, ale deko lepiej niż wczoraj. Pierwszy raz w tym tygodniu coś jem. Kanapki (2) z szynką i miksem sałat, ale sam nie wiem czy odczuwam głód czy nie. Stopniowo coraz lepiej, a wieczorem prawie całkiem dobrze.

Środa 

Do pracy jadę hulajnogą. Schodzę z niej na każdym przejściu i przeprowadzam, ale tam gdzie są przejazdy dla rowerzystów przejeżdżam. Na jednym z nich (3 pasy w jednym kierunku) pojazd najbliżej mnie zatrzymuje się, ja wjeżdżam i widzę że zza niego jedzie drugi, który w ogóle nie zwalnia. Zatrzymuję się gwałtownie i zeskakuję z hulajnogi, a pojazd przejeżdża kilka centymetrów od przedniego koła hulajnogi. Gość pojechał dalej, a ja już do chodnika wolałem się przejść.

Czwartek 

W pracy spięcia. Kolega kilka okienek dalej ode mnie robi mi niezbyt przyjemne uwagi - wyraźnie ma jakiś problem. Ignoruję go.

Piątek 

Wolne. Tzn nie do końca, ale tak prawie. Lubię takie piątki. Wcześniej szykuję autko, żeby ładnie się prezentowało. Przed południem jadę do dużego miasta i standard - 2.5 godziny na saunach, potem kolacja na mieście (uwielbiam sezon na szparagi!) i zasłużony odpoczynek!


niedziela, 21 kwietnia 2024

Leniwa niedziela

W prognozie pogody deszcz i przejaśnienia, co się idealnie sprawdza. Czas spędzam na nieśpiesznej wycieczce, podczas której zachwycam się żółtymi polami rzepaku, delektuję prawie pustą i piękną drogą, oraz robię przerwy na krótkie spacery (gdy nie pada).


Moja Toyota lubi takie przygody, co jakiś czas lekko mruczy trzycylindrowym silnikiem oszczędzając paliwo i nie emitując dużych ilości CO2 oraz innych szkodliwych substancji. Średnie spalanie wg komputera to 3.4 litra na sto kilometrów.


Zieleń jest już bardzo soczysta. Szkoda, że chmury przysłoniły słońce, ale trudno. Dobrze że nie pada. 



Po południu robię ciasto jogurtowe. Pierwszy raz. W tej chwili jeszcze się piecze, a ja słucham Sjesty w radiu Nowy Świat.

sobota, 20 kwietnia 2024

Podsumowanie tygodnia 340

Poniedziałek

Dzień wyjątkowy. Zamiast standardowego obsługiwania klientów w Departamencie, zostałem oddelegowany do przyuczania gości, którzy przybyli do nas z innych oddziałów. 

Robię to z przyjemnością, natomiast te stare wygi które pracują tu od wielu lat patrzą na mnie z zazdrością i co najmniej nieżyczliwie. Główny manager wybrał mnie na takie szkolenie, więc korzystam. Praca taka jaką mam dzisiaj jest o wiele mniej męcząca, w dodatku kończę ją wcześniej.

Wtorek 

Wracam do okienka, zazdrość współpracowników wciąż widoczna. Odzywają się do mnie zdawkowo, półsłówkami i niezbyt miło tym bardziej, że znów szczęście mi dopisuje! 

Środa 

W pracy luz. Po pracy dużo roboty, bo mam gościa. Piekę ciasteczka z jabłkami, dobrze że posprzątałem dzień wcześniej. 



Czwartek 

Bardzo fajny dzień, spokój i cisza. Szykuję się na jutro. Ubiór jeszcze bardziej reprezentacyjny, ponieważ mam szkolenie na najwyższym szczeblu.

Piątek 

Ja i jeden człowiek z innego Departamentu stoimy na wprost sporej grupy ludzi. Zaczynam od 8.00 i oddaję pałeczkę przed 13.00. Między nami widać dużą różnicę, pod wieloma względami. Ubiór, styl mówienia i wiele innych. Trochę nadwyrężyłem gardło z powodu dużej ilości mówienia. Po wszystkim jem obiad i jadę do dużego miasta na sauny, oraz na koncert Hanny Banaszak. Czas na odpoczynek! 

sobota, 15 kwietnia 2023

Podsumowanie tygodnia 287

Poniedziałek 

Wolny dzień, wbrew prognozom całkiem słoneczny. Wiosna wszędzie. 





Wtorek

Powrót do szarej rzeczywistości. Wezwanie do managera. Tym razem nie po to żeby zebrać opi*rdol tylko propozycja. Trochę rozwijająca, częściowo zmieniająca moje obowiązki w Departamencie. Wyrażam zgodę, bo wiem że to może tylko zaprocentować na plus. Niebawem zacznę się uczyć i przygotowywać do nowego zakresu obowiązków, pierwszy mój start w połowie maja.

Po południu zaczynam nową książkę:


Środa

Po pracy długi spacer. Łącznie ponad 9 kilometrów.

Czwartek

Szykuję się do wyjazdu w delegację. Hotel i wyżywienie zapewnia firma, ale muszę kupić trochę € na wypadek zachcianek i pamiątek. Wyjazd w przyszłym tygodniu. Przydałoby się coś, w czym można przewieźć strój bardziej formalny bez konieczności prasowania, bo jakoś nie chce mi się w hotelu wypożyczać żelazka.

Piątek

Bardzo luźny dzień, kończę go wcześniej niż zwykle, a mimo jestem bardziej zmęczony. Mimo to późno-wieczorny spacer w miłej atmosferze :) 

sobota, 26 listopada 2022

Podsumowanie tygodnia 267

Poniedziałek

To będzie świetny tydzień. Tylko cztery dni pracy i trzy dni wolnego!

Wtorek

Dzień leci niespostrzeżenie. Lawiruję pomiędzy problemami a kłopotami. Jakoś mi się udaje.

Środa

Zimno, wietrznie ale wciąż bez śniegu. Do pracy ubieram się zbyt lekko i trochę mną trzęsie tym bardziej, że w firmie oszczędności i zmniejszenie ogrzewania.

Czwartek

Od samego rana biało i ślisko. Stopniowo z każdą godziną coraz lepiej (co widzę z okna) - więcej asfaltu niż śniegu na jezdni. Po pracy wyjeżdżam do dużego miasta. Zajeżdżam do Toyoty aby umówić znajomą i siebie na przegląd. W głowie trochę pretensji o to że nie odbierają telefonów, ale na miejscu widzę że cały salon w remoncie i tymczasowo wszystko znajduje się w jakimś zastępczym miejscu. Miły pracownik załatwia wszystko tak jak chciałem, więc jest ok.

Piątek

Wolny dzień. Najpierw płacę za noclegi w Kielcach (kilka dni urlopu w połowie grudnia) a potem kupuję bilety do Suntago na marzec. To drugie z okazji blackfriday - 40% co na czterech biletach daje około 350 zł taniej.

Wieczór w saunie z piekła rodem. Takiego gorąca jeszcze nie przeżyłem. Potem peeling i błogi relaks w basenach.

środa, 27 kwietnia 2022

Jazda hybrydą

Zimowa eksploatacja Toyoty Yaris IV w wersji hybrydowej podniosła średnie zużycie paliwa do poziomu 4.1/100 km. Czy to dużo? Nie, ponieważ najczęściej użytkowałem pojazd na krótkich dystansach - które to są najmniej korzystne dla eksploatacji pojazdu. Już chwilę po wciśnięciu przycisku "START" uruchamiał się silnik spalinowy - nawet wtedy gdy bateria układu elektrycznego była prawie pełna. Oczywiście znacząco wpływało to na średni wynik zużycia paliwa. Ciekawe, że kilkaset metrów jazdy na zimnym silniku najczęściej odbywało się przy jednostajnych obrotach silnika - niezależnie od dynamiki przyspieszenia czy prędkości jazdy, ponieważ układ elektryczny kompensował zapotrzebowanie na moc, a podczas zwalniania doładowywał baterię. Fajne!

Rozgrzewanie silnika oraz całego układu nie trwało zbyt długo, ale kolejną sprawą jest ogrzewanie wnętrza. Aby z kratek wentylacyjnych leciało ciepłe powietrze (przy minusowych wartościach na zewnątrz) potrzeba było dodatkowych minut, a to znowu podnosi średnie zużycie. Wyjściem z sytuacji jest korzystanie z podgrzewanych foteli (niesamowite, jak poprawiają komfort jazdy w zimne dni) oraz podgrzewana kierownica. Porównując bilans zużycia energii i paliwa zdecydowanie na plus wychodzi korzystanie z podgrzewania foteli/kierownicy niż ogrzewanie całego pojazdu. 


Naturalnie w trasie choćby kilkunastokilometrowej nie robi to aż tak dużej różnicy, ale gdy codziennie pokonuję 5 km do pracy to ma znaczenie. Kolejnym aspektem jest fakt, iż rekuperacja oraz oddawanie energii przy minusowych temperaturach nie zachodzi w sposób aż tak efektywny jak podczas eksploatacji w lecie. 

Obecnie wygląda to inaczej, ponieważ przy tych temperaturach (5-8 stopni gdy wyjeżdżam z garażu) autko od razu ochoczo pracuje na układzie elektrycznym - o ile tylko ma wystarczającą ilość elektronów w baterii. Rzadziej korzystam z ogrzewania, więc średnie zużycie paliwa będzie spadać w oka mgnieniu.  Podczas tych pięciu kilometrów dziennie (w jedną stronę) średni czas jazdy na silniku elektrycznym wacha się od 65% do nawet 80%. Wiadomo jak to w mieście - ruszanie/hamowanie/postój i tak bez końca. Tu hybryda jest najbardziej efektywna, przy czym wcale nie jest najlepiej muskać pedał przyspieszenia najdelikatniej jak się da. Silnik spalinowy zdecydowanie szybciej rozgrzewa się podczas bardziej dynamicznego przyspieszania (oczywiście bez przesady) oraz chętniej wyłącza się przy jednostajnej jeździe. 


Elektronika sama wybiera co i jak w prawie każdym aspekcie. Kierujący ma do dyspozycji tryby jazdy (eco/normal/power) oraz tryb EV (tryb elektryczny). Ten ostatni dostępny pod wieloma warunkami - m.in ilości dostępnej energii i zapotrzebowania na moc. Bateria pozwala na przejechanie w tym trybie nieco ponad 2 km - wszystko zależy od ukształtowania terenu. Nie jest to więc zbyt powalająca wartość, ale w mieście sprawdza się idealnie. Sama bateria najczęściej ładowana jest tylko do około 80% pojemności oraz rozładowywana do około 20% - zapobiega to przedwczesnemu zużyciu ogniw. Z tego co widzę na różnych forach Toyoty, taksówkarze robią nawet 600 000 km na oryginalnej baterii, więc nie ma się co martwić tylko trzeba się cieszyć i nie zwracać uwagi na szalejące ceny paliw :)

wtorek, 27 lipca 2021

Z zapałkami

Ostatnią niedzielę postanowiłem spędzić na odpoczynku w plenerze. Z samego rana wybrałem się dość daleko od domu, aby wypocząć w pięknych okolicach. Tak jak ja postanowiło zrobić dość sporo ludzi, ponieważ parking zlokalizowany przy drodze z jednej strony i lesie z drugiej był już prawie cały zapełniony. Znalazłem odpowiednio bezpieczne miejsce parkingowe (jak mi się wydawało) i oddałem się uciechom spacerowania, kąpania i innego nic nie robienia.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach wracając do auta zobaczyłem w tej kolejności: dym przy moim aucie (!), oraz grupkę ludzi w około (!!). Gdy podszedłem bliżej okazało się, że - prawdopodobnie - ktoś zaprószył ogień tuż przy mojej Toyocie. Grupka ludzi kończyła gaszenie, a ktoś dzwonił na 998 i odwoływał przyjazd straży pożarnej. Szybko odjechałem z tego miejsca. Wewnątrz czuć było zapach dymu, który jednak dość szybko zniknął. Auto w miarę całe - jedyne straty to zarysowany zderzak - ktoś zapewne biegnąć z wiadrem wody zaczepił i trochę przerysował. Szczęście że nic się nie stało i auto nie spłonęło...


Wracając kilka minut po tym wszystkim minąłem dwa wozy straży pożarnej, więc tak czy siak strażacy pojechali na miejsce zdarzenia. Nie chce mi się nawet pisać o bezmyślności takich, którzy nieostrożnie obchodzą się z ogniem i to w lesie, brak mi słów i nie chcę się znowu denerwować...

czwartek, 11 lutego 2021

Widoczność

W te śnieżyce bardzo źle jeździło się Swiftem. Wszystko przez gromadzący się lód na piórach wycieraczek. Niestety podczas normalnego ich położenia spoczywają w takim miejscu, gdzie nie ma szans dotrzeć ciepłe powietrze nadmuchu przedniej szyby. Leżą sporo niżej, gdzie wszystko co spłynie z ciepłej szyby momentalnie zamarza. Nic nie daje ustawienie maksymalnej prędkości nadmuchu na przednią szybę, podobnie ustawienie najbardziej gorącego powietrza (to drugie skutkuje co najwyżej chęcią rozebrania się prawie do naga). 

Zatem w te śnieżne dni jestem zmuszony do regularnego zatrzymywania pojazdu w bezpiecznym miejscu, ubierania się i wyjścia aby skrobaczką usunąć lód, ponieważ przez szybę widać stopniowo coraz mniej. Nic nie pomaga zatrzymanie wycieraczek nieco wyżej niż zwykle spoczywają - tak jak na zdjęciu poniżej i powyżej. Niby teoretycznie podgrzeją się od ciepłego powietrza kierowanego intensywnie na szybę, ale na podszybiu mnóstwo lodu i trzeba stanąć i mechanicznie usuwać lód.

Szkoda, że auto nie ma podgrzewanej przedniej szyby.

sobota, 12 grudnia 2020

Podsumowanie tygodnia 165

Poniedziałek

Z samego rana nie przychodzi kursantka, więc niecałe dwie godziny spędzam w domu. Tak właściwie to każda nieobecność powinna być wykupiona dodatkowymi godzinami. Jeśli kogoś nie było np na sześciu jazdach, powinien wykupić tyle właśnie godzin dodatkowych.

Wtorek

Wieje tak samo mocno jak w poniedziałek. Nie wyjeżdżam poza miasto, ponieważ tak silny wiatr z łatwością mógłby zrzucić eLkę z dachu.

Środa

Zaplanowany dużo wcześniej wyjazd do dużego miasta z kursantką, która świetnie sobie radzi. Jest miła i szybko się uczy :)

Czwartek

Kursantka z poniedziałku w ramach przeprosin przynosi krówki (cytrynowe bleeee) oraz "perfumy" - no name. Zapach jest bardzo słaby (brzydki) - mniej więcej taki jak woda toaletowa "Bond".

Piątek

Dziś mam tylko wykład, ponieważ umówiłem się w salonie Toyoty na odbiór autka :) Teraz samochód jest już u mnie i jednym zdaniem - jeździ wspaniale - jest cichy, dynamiczny i przepiękny! Jak ochłonę to napiszę więcej :)

Przystanek w drodze do domu

niedziela, 6 grudnia 2020

Auto zastępcze

Minęło dwa tygodnie, odkąd sprzedałem swojego Swifta - i bardzo się z tego powodu cieszę - wręcz niesamowicie. 

Aby nie pozostać zupełnie bez auta pożyczyłem od mamy, która obecnie jakoś musi sobie poradzić bez czterech kółek. Oczywiście cudARTeńka zaproponowała swoje autko, a kilka dni temu nawet zadzwonił do mnie szef, który - gdy się dowiedział że sprzedałem swój samochód - zapytał czy nie potrzebuję czegoś do jeżdżenia, bo mógłby coś mi załatwić na kilka/kilkanaście dni. Podziękowałem, bo korzystam z auta mamy.

Pożyczone auto jest z 1998 roku, więc stareńkie już bardzo. Wszystko w nim trzeszczy, puka i stuka, czasem trochę trudniej odpala silnik, ale gdy już to zrobi to oznajmia to głośnym buczeniem - także wtedy gdy się już rozgrzeje. Cały czas mam wrażenie, że za chwilę się rozpadnie, albo że właśnie odpada jakieś koło lub inny ważny element. Opelek (Corsa) jest w miarę dynamiczny i w ten zimowy czas bardzo szybko podaje ciepłe powietrze rozgrzewając kabinę. Na nierównościach strasznie go nosi w każdą stronę, to też tylko na równym asfalcie pozwalam sobie jechać maksymalnie 80 km/h - a wszędzie indziej zdecydowanie wolniej.

Jednak chyba najsłabszym elementem są hamulce. To znaczy działają, ale jestem przyzwyczajony do nowszej technologii i już kilka razy nieźle się zdziwiłem jak Opelek hamuje (a właściwie jak nie hamuje :D). Szczególnie gdy się przesiadam z auta firmowego do tymczasowego jest kolosalna różnica. Za to ma szyberdach - co jest bardzo miłe (zwłaszcza w lecie, choć w zimie też można oglądać gwiazdy przez szklane okno). 

Ale tuż za rogiem czeka na mnie Yaris więc dam radę :) Dzwoniłem do salonu Toyoty, pani potwierdziła że auto jest w Polsce, ale czekamy na dokumenty które pewnie pojawią się w przyszłym tygodniu - czyli sam sobie zrobię prezent po choinkę? :)

Źródło: toyotanews.eu.pl

czwartek, 3 grudnia 2020

Swift po 10 000 km

W nieco ponad dwa miesiące zrobiliśmy 10 000 kilometrów. Przez ten czas auto pracuje najczęściej od 7.00 do 21.00 - choć oczywiście nie zawsze - czasem jest to godzinę lub dwie krócej, co daje prawie tysiąc godzin. Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości czy kupić sobie auto po nauce jazdy? ;-)

Auto tuż przed odbiorem z salonu

Zużycie paliwa przez ten czas systematycznie malało - z poziomu średniego 6.1 litra na 100km do obecnych 5.4 i wydaje się że wartość ta pozostanie na dłużej ponieważ nie zmienia się ani wtedy gdy więcej jeździmy w trasę (niższe spalanie) ani gdy więcej jeździmy po mieście (większe spalanie). Oczywiście w lecie może się bardziej wahać - ponieważ auto będzie szybciej się nagrzewać ale jednocześnie będziemy używać klimatyzacji.

Układ hybrydowy jest niezbyt zaawansowany, ale już o tym pisałem wcześniej. Przez ten czas silnik spalinowy wyłączony był przez 31 godzin, 48 minut i 52 sekundy, a udało się zaoszczędzić ponad 14 litrów paliwa (zdjęcia poniżej).


Wg mnie to bardzo dobry wynik, zauważając oczywiście na niezaawansowanie układu hybrydowego. Z rana - gdy temperatura oscyluje w granicach zera silnik pracuje cały czas i jedyne co jest możliwe to doładowanie baterii, ponieważ nie jest ona w stanie zasilić cokolwiek (ani dodać momentu obrotowego podczas przyspieszania). Dopiero po około dwóch godzinach jazdy wszystko wraca do normy (w cieplejsze dni dzieje się to szybciej). 

Na tym dystansie mogę docenić wygodne i sprężyste fotele, które nie powodują zmęczenia (w porównaniu do Suzuki Baleno - poprzedniego auta w pracy). Niestety już zauważyłem że dość mocno rozciągnęła się linka od hamulca postojowego. Skutkuje to koniecznością maksymalnego jego zaciągania nawet na mniejszych wzniesieniach, a także dyskomfortem - szczególnie dla słabszych fizycznie kursantów.

Zauważyłem trochę niedbale zamontowane szyby w tylnych drzwiach, które to podczas nawet delikatnego przecierania wyraźnie odchodzą od uszczelek. Stąd też pewnie słabe odizolowanie od dźwięków zewnętrznych. Ale większy niepokój wzbudziły kontrolki które zaświeciły się w czasie jazdy (w podsumowaniu tygodnia napiszę o tym więcej). 

poniedziałek, 30 listopada 2020

Tuż tuż...

Moja nowa Toyota jest od niedzieli w Polsce - w centrum logistycznym w Mszczonowie (wiem to z aplikacji za pomocą której śledzę moje zamówienie), na razie nikt do mnie się nie kontaktował więc zapewne oczekujemy na dokumenty auta. Kolejny krok to zapłata części (w moim przypadku całości) należności, wtedy dealer wyśle mi dokumenty do rejestracji oraz ubezpieczenia auta. No a potem tylko umówić się na konkretny dzień na odbiór i już! Przyznam, że z niedzieli na poniedziałek nie mogłem spać z wrażenia...

Tak sądzę, że jutro lub pojutrze zadzwoni pani z Toyoty i będziemy działać! :))

sobota, 21 listopada 2020

Podsumowanie tygodnia 162

Poniedziałek

Transpłciowy kursant olewa mnie, co nie pozostaje bez echa. Jest uparty i ma swoje dziwne pomysły, za to nie patrzy na znaki i nie uczy się przepisów. Chciałem mu pomóc, ale nic na siłę.

Wtorek

Z samego rana pierwsza jazda. Kursant wszystko wykonuje siłowo i nerwowo, po chwili postanawiam zabrać go najpierw na plac, ponieważ ruch drogowy to zbyt duże wyzwanie.

Środa

Jak zwykle SMS od Hebiusa z przypomnieniem o podlaniu fikusa. A poza tym trochę bolącej głowy od samego rana, może z powodu niezbyt fajnego auta na którym musiałem pracować od 7.00 do 9.00? Tymczasem wieczorem nad miastem piękny zachód słońca.


Czwartek

Dzwoni handlarz samochodowy który chce kupić auto (numer ma od kolegi). Co prawda dla mnie najwygodniej byłoby gdyby zadzwonił tak za 2 tygodnie (wtedy miałem dać ogłoszenie o sprzedaży), ale godzę się i po południu garaż jest już pusty. Auto sprzedane, jeździłem nim osiem lat, kojarzy mi się głównie z fajnymi wycieczkami i latem.

Piątek

Bardzo szybki dzień, fajni kursanci i miła praca :) Przy okazji wyrejestrowałem auto w urzędzie - od ręki i bez żadnych kolejek.