Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 446

Poniedziałek

W pracy uczę się nowego oprogramowania. To znaczy dużej aktualizacji, która poprzewracała to co było do tej pory. Pisałem już chyba, że wszystkie sprawy były poukładane w katalogach, a teraz są w jednym z bardzo długą listą, którą w poszukiwaniu tego właściwego tematu należy przewijać prawie w nieskończoność. Prócz tego, średnio raz w tygodniu wgrywane są kolejne łaty i poprawki tak, że ciężko szybko to ogarnąć.

Wtorek

Zima wciąż trzyma. W dzień intensywne opady śniegu, na wieczór i noc siarczysty mróz. Droga do pracy śliska.

Środa

Ból głowy minął zupełnie. Szereg suplementów które biorę zapewne pomagają stanąć na nogi i odzyskać siły. Te ostatnie powróciły do normy, sen stopniowo się poprawia, ale to też dzięki znajomemu,  który podczas rozmowy zasugerował aby nie pić czarnej herbaty przed snem. Czasem zdarzało mi się wypić herbatę po godzinie 20. Od tego czasu sen jakby poprawił się. W każdym razie nie budzę się tak często w nocy, a rano nie jestem zmęczony.

Czwartek

Po pracy basen, 1000 metrów w nieco ponad pół godziny, a potem sauna z mentolem. W międzyczasie krótkie i miłe rozmowy z panią w kasie, oraz stałymi bywalcami saunowymi. Ci ostatni pilnują obecności, bo wystarczy raz nie przyjść a następnym razem pytają co się działo że mnie nie było.

Piątek

Z rana wpadam na fatalny pomysł. Ponieważ trochę wstyd pod Departament do Spraw Trudnych i Beznadziejnych podjeżdżać brudnym autem, toteż wstępuję na myjnię. -13 jakoś mnie nie zniechęca, ale...po wyjechaniu z myjni zaczynam żałować tej decyzji. Na szczęście w ciągu dnia ociepla się na tyle, że gdy wychodzę z pracy mam najczystsze auto ze wszystkich pracowników!

Po pracy obiad na mieście, szybkie zakupy w sklepie po drodze do domu i gruntowne sprzątanie w mieszkania (prócz mycia okien, wiadomo - jeszcze zbyt zimno) i krótki odpoczynek. Następnie przygotowania do pracy w sobotę - bo niestety znowu mam dyżur. Rezygnuję z białej koszuli zamieniając ją na granatowo-szarą. Myślę, że do czarnych spodni będzie idealna. Przeglądam dokumenty i zapoznaję się z dwoma elementami, które lekko mnie stresują. Oglądam je sobie na spokojnie, staram się przyzwyczaić do nich, bo jutro wiem że będę musiał przy nich majstrować. Oby z dobrym skutkiem :)

sobota, 31 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 443

Poniedziałek 

Wizyta u okulisty. Pierwszy raz od środy wychodzę z domu. W przychodni przede mną tylko jedna osoba, choć idąc pod drzwi gabinetu mijam dwa szczególnie oblężone miejsca - jedno do neurologa a drugie do lekarza rodzinnego.

Badanie nie wykazuje żadnych niepokojących objawów. Spojówka jest jeszcze zaczerwieniona, ale poza tym wszystko ok.

Wtorek 

Dzień spędzam odpoczywając pomiędzy kolejnymi dawkami leków. Sił brak.

Środa 

Znajoma dostarcza mi suplementy i witaminy - głównie te z grupy B.

[...]witaminy z grupy B, bo jest ich kilka, są konieczne do prawidłowej syntezy i naprawy DNA, a także do produkcji nośnika energii ATP (adenozynotrójfosforan), gdzie szczególnie istotna jest witamina B12 (kobalamina)[...] - jak pisze w swojej książce "Dobre i złe dni" Tomasz Majchrzak.

Witaminy z tej grupy wspomagają regenerację, przyspieszają proces gojenia skóry, oraz zmniejszają ból.


Czwartek 

A ból głowy jest ciągły. Dzień i noc. O nasileniu różnym. Mrowienie, "łupanie" od wewnątrz i od góry głowy, poprzez szczękościsk i ból jakby zębów/szczęki, ból karku i niemożność poruszania głową, przez intensywne i silne impulsy połączone z jednostajnym tępym bólem. Wszystko dotyczy lewej strony, tej zaatakowanej. 

Piątek 

Czasem mam wrażenie, jakbym trzymał głowę w zbyt małym hełmie, kasku który uwierałby dotkliwie... W dalszym ciągu trudno jest zasnąć, a nawet założenie czapki nie jest zbyt miłą czynnością.

czwartek, 22 stycznia 2026

Diagnoza

Ku niezadowoleniu managera wczoraj nie poszedłem do pracy, tylko do lekarza. Po krótkiej wymienię zdań lekarz miał już diagnozę. Jeden wyraz, który mi prawie nic nie mówił. Gdy zapytałem co to takiego, powiedział "są na to leki. Z tym, że mogą być powikłania". Z jednej strony dobrze że są leki, ale powikłania? Jakie powikłania?

Półpasiec.  W moim przypadku zaatakowana została głowa i wszystko w tej okolicy. To jeden z gorszych wariantów choroby. Z bardziej newralgicznych elementów - mózg, oko i ucho. Lewa połowa głowy pokryła się rumieniami i - delikatnie pisząc - niezbyt korzystnymi zaczerwieniami oraz wysypką pęcherzykową. Pierwszym objawem był właśnie ten jakby "guz" na głowie i którym pisałem wcześniej - od niego wszystko się zaczęło. Potworny ból głowy z intensywnymi impulsami, które ciężko porównać do dotychczasowych moich doświadczeń z bólem. Nawet leczenie kanałowe bez znieczulenia to pikuś w porównaniu do tego.

Lekarz zajrzał do ucha, oka, obejrzał wysypkę, wysłuchał co miałem do powiedzenia, poszedł na konsultację do okulisty i zaczął pisać receptę. Półpasiec to choroba, która uaktywnia się po przejściu ospy wietrznej w dzieciństwie. Wirus jest stale uśpiony, a gdy pojawią się dogodne okoliczności uaktywnia się i atakuje układ nerwowy i skórę. Te okoliczności mogą być związane z przewlekłym stresem oraz przemęczeniem i spadkiem odporności.

Wirus może zaatakować różne narządy, bo wiadomo - gdy ktoś ma brzydką twarz to żadne zaczerwienienia tak bardzo sprawy nie pogorszą. Niestety może powodować nieodwracalne, trwałe zmiany w organizmie. Najczęstszymi problemami są: 

  • przewlekły ból, który trwa nawet po kilku miesiącach od zakończenia leczenia;
  • ryzyko uszkodzenia wzroku - wirus trwale uszkadza m.in. rogówkę;
  • zapalenie mózgu, zaburzenia równowagi oraz świadomości;
  • porażenie nerwu twarzowego;
  • blizny i nadkarzenia bakteryjne skóry;
Jak we wszystkim kluczowe jest szybkie podjęcie leczenia. W moim przypadku lekarz przypisał mi końską dawkę leku przeciwwirusowego, który przyjmuję pięć razy dziennie doustnie. Do tego krople do oczu i maść, której nałożenie przyprawia mnie o mdłości. Masakra, nic po tym nie widzę na jedno oko. Naturalnie nie chodzę na razie do pracy, unikam wychodzenia z domu. W poniedziałek będę miał dość ważną wizytę u okulisty, który ma sprawdzić w jakim stanie jest oko. 

Ta noc minęła nawet nieźle. Udało mi się spać na lewej stronie. Bez środków przeciwbólowych, bo co prawda czuję głowę i te impulsy, ale mogę je porównać jakby ktoś uderzał mnie młotkiem w okolice lewego ucha ale przez gruby materiał, np koc. Boli, ale da się wytrzymać. Impulsy są dłuższe ale płytsze. Oko lekko spuchło, wysypka trochę się przemieściła. Lekarz uprzedził, że nie będzie lekko i zaproponował silne środki przeciwbólowe, ale mam jeszcze w domu z moich poprzednich ekscesów. Zresztą, mogę tam zawsze zadzwonić i poprosić o coś. Ibuprom działa zdecydowanie lepiej niż paracetamol, z tym - że na razie nie biorę nic (nie wiem jak długo, bo raz czuję bardziej raz mniej).

Tymczasem znajomi zaproponowali pomoc, możliwość zrobienia zakupów czy dostarczenia leków. Zamówiłem już przez internet kompleks witaminy B, która wspomaga takie leczenie, a wieczorem znajoma dostarczy mi coś na wspomaganie odporności. Na pewno nie zaszkodzi, a może coś poprawić, zobaczymy. 

środa, 21 stycznia 2026

Mroźna noc

Noc z poniedziałku na wtorek jest dość ciężka. Nie mogę zasnąć, bo niby ból głowy nie jest szczególnie wielki, ale jest inny niż zwykle. Tępy, jednostajny z tylko chwilowymi silniejszymi impulsami. Co 20-30 minut zerkam bezmyślnie na zegarek w międzyczasie wiercąc się niemiłosiernie. W międzyczasie wyczuwam pod ręką jakiś guz, który wyrósł mi na głowie. Nie widzę go dokładnie we włosach, ale jest duży, bolący i czerwony. Nigdy takiego czegoś nie miałem.

Gdy zaczyna się robić coraz widniej mógłbym nawet zasnąć, ale wtedy oczywiście odzywa się budzik...

Wtorkowy poranek w pracy bez energii i chęci do czegokolwiek. Jestem przeciwnikiem brania leków przeciwbólowych, ale po pierwszym kliencie z trudem wytrzymuję. Jedna tabletka Apapu w zasadzie nic nie zmienia, dlatego po dwóch godzinach męki i silnego bólu głowy biorę drugą tabletkę.

Podczas chwili przerwy dzwonię do przychodni aby umówić się na wizytę u lekarza. Po trzech sygnałach odbiera babka z rejestracji. Ponieważ mój lekarz ma wolne do końca tygodnia, umawia mnie do kogoś innego na jutro. Z trudem wytrzymuję rozmowę, bo gdy ruszam szczęką ból jest większy.

Odliczam czas do końca w robocie. Choć guz jakby się trochę zmniejszył, to mam wrażenie, jakby ktoś rąbał drzewo na czubku mojej głowy, a w przerwach próbował wwiercić się od strony lewego ucha wiertarką z dużym wiertłem. W najtrudniejszych momentach obejmuję głowę obiema rękami i mocno zaciskam bo czuję, że za chwilę się rozpadnie na kilka kawałków. Jednostajny ból jestem w stanie wytrzymać, ale te impulsy są nie do zniesienia. 

Leki pomagają na krótką chwilę. Zastanawiam się, czy problemy żołądkowe które pojawiły się po południu to efekt przedawkowania leków, czy może jakaś inna cholera, no ale nieszczęścia chodzą parami... Albo trójkami jeśli dodać do tego problemy z zatokami. Codziennie robię inhalacje, dość często chodzę do sauny - ale to wszystko zbyt mało .

Noc z wtorku na środę. Nie mam sił, znowu nie mogę spać, dzisiaj idę do lekarza i na zwolnienie  oczywiście. Jak zareagował mój manager gdy uprzedziłem go że mam problem i że nie pojawię się w Departamencie? Nie chce tego opisywać, bo jego zachowanie było poniżej pasa. Ale nie obchodzi mnie to, zdrowie jest ważniejsze. 

A tu za oknem -15, ale wcześniej było -18 tylko nie zrobiłem zdjęcia.


Jest 1 w nocy, do wizyty u lekarza jeszcze 15 godzin. Wiercę się i szukam pozycji jak ułożyć głowę, ale nic nie pomaga. Biorę leki przeciwbólowe, które zaczynają działać w ciągu pół godziny.  Ból jednostajny pozostaje, ale przynajmniej impulsy są trochę stłumione. Zostały mi tylko dwa ostatnie paracetamole. Co dwie godziny biorę podwójną dawkę (1000 mg), więc rano muszę coś kupić, ale wezmę coś mocniejszego. 

Teraz mam wrażenie, że boli ząb, szczęka i okolice szyi. Guza nie czuję już pod ręką, więc tak szybko jak się pojawił tak i znika, to zawsze jakiś plus...

wtorek, 13 stycznia 2026

Może

Po dość ciężkim dniu pełnym wyzwań i nietypowych sytuacji wracam do domu. Wybieram dłuższą drogę, bo mam ochotę przejechać się poza miasteczkiem i wyciszyć. 

Droga jest czarna i pusta, jadę około 60 km/h. Bardzo cicho w tle leci Die With a Smile. Termometr wskazuje -14. Gdy wjeżdżam do lasu czuję, że auto zaczyna lekko "myszkować". Wykonuję mikroruchy kierownicą aby zachować tor jazdy na wprost i stopniowo zwalniam, aby spróbować zahamować i zbadać stan przyczepności kół do nawierzchni. Przy około 40 km/h wciskam niezbyt mocno hamulec, ale od razu uruchamia się ABS a auto prawie wcale nie zwalnia - jadę po czarnym lodzie. W ułamku sekundy robi mi się bardzo gorąco, a wszystkie mięśnie napinają się jakby przygotowywały do najgorszego.

Po zmniejszeniu prędkości zatrzymuję się w zatoce tuż przy jezdni i wychodzę nabrać świeżego powietrza oraz zrobić zdjęcie. Droga przypomina lodowisko - ledwo mogę ustać na nogach. 


Dookoła prawie idealna cisza. Słyszę tylko szmer układu hybrydowego auta. Powietrze jest bardzo zimne, choć wciąż czuję że wewnątrz jest mi gorąco. Wracam do pojazdu. Nie przekraczając 30 km/h dojeżdżam do miasteczka i dopiero wtedy zaczynam się relaksować. 

Robię kilka rund naokoło centrum. Droga jest biała, ale ze sporo lepszą przyczepnością. Okazuje się, że nawet oczekiwanie na skrzyżowaniu z czerwonym światłem pozwala na odpoczynek. Podkręcam muzykę i wsłuchuję się w kolejne utwory analizując przebieg linii melodycznej na przemian basu i głosu prowadzącego. 

Zamiast takiego bezsensownego jeżdżenia powinienem posprzątać w domu, uprasować białe koszule, lub choćby pójść poćwiczyć na basenie... Ale może to zrobię jutro, przecież świat się nie zawali. Może.

Dziś okazało się, że soboty mają być pracujące, ale dyżury będą tak podzielone, aby nikt nie musiał pracować więcej niż 3 soboty w miesiącu, a może i 2. Ale...rozpoczynam nowy projekt, a to oznacza że muszę zarezerwować sobie jeszcze kilka dodatkowych weekendów (łącznie z niedzielą). Robiłem to już wcześniej, więc nie martwi mnie to prócz tego, że będę miał mniej czasu dla siebie... 

Powoli myślę o urlopach, ale te najwcześniej w czerwcu (nie więcej niż tydzień) i na przełomie września i października (dwa tygodnie). Sycylia? Portugalia? Majorka? A może po prostu Bieszczady? Wstępnie rezerwuję nocleg (z możliwością odwołania), bo sam jeszcze nie wiem jak to wszystko się zgra z projektem oraz tymi sobotami i możliwością zgrania grafiku. 

Tymczasem kończę przejażdżkę. Po zaparkowaniu w garażu nie bardzo mam ochotę wychodzić z przytulnego wnętrza autka. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Na pewno nie będę wracał drogą przez las...

sobota, 10 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 440

Poniedziałek 

Po długim czasie wolnym, to pierwszy dzień w pracy. Trochę nie mogę się odnaleźć, gdyż z nowym rokiem zmieniło się oprogramowanie. Wcześniej różne kategorie spraw klientów były w odpowiednich działach - jakby folderach. Teraz wszystko jest w jednym miejscu i trzeba szukać. Zero uporządkowania. Ani alfabetycznie, ani kategoriami spraw... Chaos. 

Oczywiście żaden z managerów mnie o tym nie uprzedził, zatem sprawy klientów realizuję wolniej niż kiedyś. Gdy poprosiłem o pomoc managera, bo nie mogłem znaleźć odpowiedniego punktu*, popatrzył na mnie krzywym okiem i rzucił "nie zawracaj mi głowy bzdurami!".

* później na spokojnie poszukałem ponownie. Okazało się, że dział IT pominął kilka punktów, które były a teraz ich nie ma. Zapomnieli o nich. A Ty człowieku radź sobie sam. Zgłoszenie do nich o problemie odbywa się przez managera, no ale jemu mam nie zawracać głowy...

Po pracy basen (przepływam niecały kilometr) i sauna z aromatem mentolu. 

Wtorek 

Święto, więc wolne. Wybieram się na prowincję z małymi obawami czy dojadę. Droga tam jest wąska tak, że nawet w dobrych warunkach trudno się wyminąć, a teraz wyglądała tak: 

Środa

Początkowo zapowiadał się długi i ciężki dzień, ale pozostało tylko to drugie. Miasteczko zostało sparaliżowane przez obfite opady śniegu. Szczególnie droga powrotna z pracy do domu (choć krótka) zajęła mi dużo czasu.

Czwartek

Krótkie zebranie z managerem niższego szczebla. Prócz mało znaczących spraw jedna bardziej istotna - pracujące wszystkie soboty. Cel? Oczywisty. Od samego początku roku trzeba starać się poprawić wyniki finansowe z poprzedniego roku. 

Piątek

Mój cały dział plotkuje o pracujących sobotach. Wszyscy narzekają, ale druga strona medalu to pieniądze ekstra. Ponadto, praca jest lżejsza niż standardowo na tygodniu, gdyż to tylko dyżury przy bardzo ograniczonej ilości klientów, ale przynosząca duży zysk.

sobota, 3 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 439

Poniedziałek 

Urlop. Daleki wyjazd. Turystów prawie wcale. W lesie na pięknych szlakach tylko sarenki i szum wysokich drzew. Po południu więcej słońca i wyjście na sauny (w tym jedna z widokiem na góry). Dużo przypadkowych ludzi, zatem nie bardzo potrafią poprawnie zachowywać się w saunie. M.in. głośno rozmawiają, oraz nie używają ręczników pod stopami. Kupuję bilety na 4 godziny, więc do hotelu wracam dopiero około 22 zbyt zmęczony na nocne wyjście do centrum, choć mam tam mniej niż 50 metrów.

Wtorek

W poszukiwaniu atrakcji przemieszczam się dużo, ale niestety trafiam na zakłócenia w ruchu spowodowane przez rolników. No i zima na drogach, ślisko. Ledwo zdążam na umówioną godzinę w muzeum. Prawie dwugodzinne zwiedzanie strasznie mnie nudzi. Może z powodu przewodnika, który całe zdania wypowiadał w jednym tonie?

Środa

Wciąż wolne.  Do domu na razie nie wracam, bo i po co? Za to odnajduje Rckik (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa) i idę oddać krew. Pani w rejestracji miła, a ta w laboratorium jeszcze bardziej, bardzo miło się z nią rozmawia. Gorzej z lekarką, ale u niej na szczęście najkrócej. Na sali pobrań byłem sam. Ten dzień nie jest zbyt popularny wśród krwiodawców, ponieważ jutro i tak jest wolne (krwiodawcy przysługuje dwa dni wolnego).

Po odpoczynku idę do restauracji rybnej i funduję sobie smażone filety z pstrąga na zielonych liściach i frytki na osobnym talerzu, tak jak lubię. Bardzo smaczne. W restauracji prócz mnie tylko jakaś para z dzieckiem. Co ciekawe, oboje "w telefonach".


Czwartek 

Poranek przy zielonej herbacie i Zamku F. Kafki. Nie jest lekko, ale założyłem sobie że przeczytam 10 stron dziennie i na razie trzymam się planu. 

Po południu wybieram się do centrum handlowego do kina (Pomoc domowa). 5.5 km w jedną stronę, zatem wybieram się autobusem, co już samo w sobie stanowi przygodę. Film całkiem fajny. Powrót pieszo, co zajmuje mi niecałą godzinę. Wciąż strzelają. Czyżby zostały im petardy z dnia poprzedniego? Bez sensu. 

Piątek 

Wciąż wolne. Po śniadaniu jadę do centrum handlowego zobaczyć co mają na wyprzedażach. W sumie to chyba nic nie potrzebuję, ale ostatecznie kupuję ładną kurtkę w świetnej cenie. Potem lody w znanej sieciowej "restauracji" i 2.5 godziny na saunach. Piękne aromaty z odpowiednią muzyką sprawiają że wychodzę jakby lżejszy. 

Wieczorem szukam kina, w którym mógłbym obejrzeć Dom dobry. I jest. Małe kino w miejscowości podmiejskiej 17 km ode mnie. Od razu kupuję bilet, bo tu w dużym mieście króluje Avatar. Lubię takie małe kina za fajny klimat, a nie dość że mają tańsze bilety to jeszcze filmy grają punktualnie bez reklam. 

czwartek, 1 stycznia 2026

Ostatni dzień roku

Szczęścia i pomyślności, zdrowia i radości w Nowym Roku 2026!

Dla mnie to czas bez szczególnych emocji z tym, że jest głośniej niż zwykle. Już około godziny 18 zaczęły się pojawiać wystrzały petard. Trudno mi porównać czy było ich mniej niż rok temu, bo pierwszy raz spędzam ten czas daleko od domu. 

Przed północą wychodzę na krótki spacer i zadziwiają mnie obrazki - sporo rodzin z dziećmi na okolicznych pochyłościach zjeżdżało na sankach i innych urządzeniach. Poza tym zero spacerujących.


Bardzo przyjemnie. Mróz, lekko padający śnieg i tylko gdzieniegdzie wystrzały. Spacer trochę mi się przedłużył, a gdy wróciłem było już przed północą i wtedy się zaczęło - kanonada huku i rozbłysków. Zrobiło się bardzo głośno i jasno, a trwało dobre pół godziny.

A jak Wy spędziliście ten ostatni wieczór/noc mijającego roku? 

sobota, 27 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 438

Poniedziałek 

W pracy nerwowo. Klienci roszczeniowi liczą na jakiś cud przed świętami chyba, ale na daremno. Dział kontroli wytrzeszcza oczy ze zdumienia, bo zastrzeżenia są z kosmosu. Na szczęście mnie te sprawy nie dotyczą. Po pracy jadę na basen i saunę. Ale żeby tam dotrzeć muszę uzbroić się w cierpliwość. Zamiast 5 minut zajmuje to ponad 20. Korki na każdej ulicy.

Wtorek 

Dzień znowu nerwowy z pretensjami klientów, ale nie przy moim okienku. Po pracy znowu basen i sauna, ale już bez takich korków na mieście, za to z mentolem jak zawsze.

Środa 

Trochę białego puchu przybywa. No i mróz. 

Czwartek 

Na prowincji odczucia chłodu większe niż w miasteczku. Ale w ciągu dnia przynajmniej słonecznie. Dwa razy wychodzę na spacer. 

Piątek

Od samego rana widzę komunikaty o oblodzeniu. Marznący deszcz utrudnia poruszanie się. Jadę wolniej. Mijam kilka wypadków i kolizji, ale do celu dojeżdżam w jednym kawałku. Jutro jadę dalej, z nadzieją na długi odpoczynek, bo do pracy wracam dopiero 5. stycznia.

czwartek, 25 grudnia 2025

Świątecznie

Połowa świąt za nami, tu gdzie jestem trzyma dość spory mróz jak na obecne czasy. W dzień -7 w nocy -16. A po południu jest tak:


Polne drogi które wybieram na spacer skąpane są w szronie i ciszy. Gdzieniegdzie przefrunie jakiś sympatyczny ptaszek i tyle. Zero ludzi, czasem asfaltową drogą obok przejedzie jakieś auto. Z rana mróz większy:


Prócz spacerów (i jedzenia) czytam Zamek Kafki, co uważam za bardzo duży sukces. Wczoraj upiekłem makowca, a dzisiaj kruche ciasteczka maszynkowe. Wszystko dla mnie.


Internet tu ledwo zipie, ale już jutro zmieniam lokalizację na trochę cieplejszą i zdecydowanie bardziej zaludnioną, choć ten ostatni element będę sobie dawkował bez przesady.

Wchodzę na Wasze blogi, ale widzę że świętujecie - ruch jest niewielki. Ja dziś dostałem wiadomość (niby z Indii), że moja rezerwacja w hotelu zostanie anulowana jeśli nie kliknę w link w ciągu 24 godzin. To oczywiście próba wyłudzenia pieniędzy lub czegoś innego, więc nie zamierzam w to klikać. Uważajcie na siebie! Przyjemnego czasu dla Was!

wtorek, 23 grudnia 2025

Przedświątecznie

To ostatni dzwonek, abym mógł Wam złożyć życzenia świąteczne, ale także te związane z Nowym Rokiem. 


137 - spokoju w pracy (również pod nowymi rządami), oraz satysfakcji z niej - także finansowej! Przyjemnego Nowego Roku (z drinkami!) :)

Adi - powodzenia na stacji - ale to dopiero po urlopie! Przyjemnego odpoczynku i relaksu oraz świetnej zabawy sylwestrowej!

Agnieszka Bruchal - życzę Ci samych bardzo dobrych ocen na studiach, niezapomnianych wrażeń tamże oraz pogody ducha, którą dzielisz się w każdym wpisie na swoim blogu!

Andrzej Włodarczyk - nieustająco ciekawych wpisów, satysfakcji z każdego dnia, samych dobrych ludzi spotkanych w życiu oraz dobrego Nowego Roku!

Anna - Twoje opisy m.in. Norwegii są dla mnie odkryciem, którego się zupełnie nie spodziewałem! Życzę Tobie, aby wszystkie podróże przynosiły Ci mnóstwo radości i pięknych wrażeń które są bezcenne, dziękuję że się nimi dzielisz :)

Basia - miłych wieczorów filmowych, oraz twórczo-sweterkowych dla Ciebie! Pięknych dni w nadchodzącym Nowym Roku :)

Bluesand - Tobie życzę, aby poukładały się rzeczy, o których myślisz. Samych dobry ludzi spotykanych na co dzień i od święta, bardzo dobrych wyników sprzedaży książki, oraz przyjemnych chwil z kosiarką i ekspresem do kawy :)

Boguslawa Matusiak - pięknych chwil z wnuczką, zdrowia i pomyślności w Nowym Roku, oraz spełnienia marzeń!

czerwona filiżanka - samych ciekawych recenzji, satysfakcji oraz pozytywnych zaskoczeń na cały nadchodzący Nowy Rok!

flowersblossominthewintertime - życzę Ci kolejnych filmów ciekawych co najmniej tak, jak w ostatnim wpisie, który zainspirował mnie do nadrobienia zaległości w tym zakresie :) Niech zatoki pójdą sobie precz od Ciebie, pomyślności w Nowym Roku!

Frau Be - podoba mi się Twój styl i tematyka pisania, nieraz uśmiecham się pod nosem czytając kolejne wpisy. Zapewne nie zabraknie Ci pomysłów na następne tematy, ale chciałbym abyś miała tylko dobrych ludzi naokoło oraz piękny czas dla siebie :)

Grażyna - wiem że tak jak ja uwielbiasz podróże. Życzę Ci zatem spełnienia marzeń podróżniczych, oraz tego, aby wszystko potoczyło się po Twojej myśli tak, jak sobie to zaplanujesz! Dziękuję za wiele wspaniałych spotkań, noclegów i pomocy w różnych sprawach związanych ze stolicą.

Hebius - Twój Pokój z widokiem to całkiem przyjemne miejsce z humorem, dystansem, ciekawymi komentarzami oraz opisami codzienności. Życzę Ci, abyś w końcu w Nowym Roku wykorzystał zaproszenie do mnie, które mam nadzieję pamiętasz.

Igomama - wycieczek teatralno-kulturalnych, bezproblemowych wyjazdów nawet "last minute" oraz pięknych kart na Nowy Rok!

Igotata - życzę Ci fantastycznych wrażeń podczas koncertów - także tych ostrzejszych brzmień :) Ale także aktywnych wojaży wakacyjnych pełnych ciekawych miejsc które później będę mógł obejrzeć i przeczytać na blogu !

Isamena - życzę Ci, aby nigdy nie minął Twój optymizm i ciekawe spojrzenie na różne otaczające nas aspekty życia, ponieważ z dużym zainteresowaniem czytam Twoje wpisy!

Iwona - życzę, aby wszystkie złe sprawy/rzeczy szybko się zakończyły! Życzę Ci dużo zdrowia, radości i pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku :)

jotka - kolejnych pięknych art żurnali, jak najwięcej uśmiechu (zwłaszcza po tych wizytach i dentysty) oraz radości w Nowym Roku :)

Kasia Dudziak - życzę Ci pięknego czasu takiego, który sobie wymarzysz. Zawirowania, które czasem komplikują życie niech odejdą w zapomnienia, a Ty z uśmiechem na buzi prezentuj kolejne części opowiadań!

Lech - lubię czytać o Australii, lubię poznawać nowe kultury i zwyczaje, a dzięki Tobie mam okazję także do ciekawych wymian komentarzy, Życzę Ci mnóstwo radości z każdego dnia oraz satysfakcji z ciekawie prowadzonego bloga - czekam na kolejne zdjęcia i opisy!

Lou Fontaine - dalszych sukcesów oraz tego, aby to co sobie zaplanujesz się spełniło! Oraz ciekawych książek do przeczytania w Nowym Roku!

Magda - samych przepysznych przepisów, ale i radości oraz satysfakcji z każdego dnia dla Ciebie!

Marcepanowy Kącik - Twoje królestwo wspaniałych przepisów zawsze doprowadza mnie do stwierdzenia "ale to musi być pyszne". Wszystkiego najsmaczniejszego, cudownych doznań kulinarnych, ale także miłych zaskoczeń w tym temacie dla Ciebie!

Maria Nowicka - uwielbiam oglądać Twoje niebo, zachody i wschody słońca - mimo że widzę je dość często nigdy się nie nudzą, a chmury zawsze układają się inaczej! Twoja twórczość to jest coś nowego dla mnie, życzę Ci mnóstwo przyjemności podczas każdego poranka i wieczora, sił do fotografowania i działania!

Mo. - dzięki Tobie mogę podróżować "na gapę" razem z Tobą i oglądać świat Twoimi oczami, czuć atmosferę tak jak Ty oraz chłonąć klimat każdym zmysłem! Z niecierpliwością czekam na każdy Twój kolejny wpis, który absorbuje całą moją uwagę. Życzę Ci przepięknych i bezpiecznych podróży tam, gdzie sobie tylko zapragniesz.

Monika - życzę Ci trochę mniej wietrznych dni (lubię czytać o spacerach nad morzem), oraz dużo czasu do dzielenia się z najbliższymi tym, co w życiu ważne. Oraz tego, aby każdy dzień był taki jaki sobie wymarzysz!

notki - życzę pięknych bukietów (nie tylko od S.), oraz fantastycznych wrażeń z koncertów jazzowych!

Pani od Puszka i Puszek - aby wszystko ułożyło się po Twojej myśli, aby każda ważna sprawa nie była stresująca tylko leciutka jak łapka Puszka :) 

Piotr Bezimierz Salwa - powodzenia w tym, czym się obecnie zajmujesz! Natchnienia i ochoty na dalsze blogowanie - jeśli będziesz chciał nadal się temu poświęcać!

przeważnie poważnie - relaksujących wyjść do lasu na grzyby, spełnienia marzeń oraz nieustającego uśmiechu i satysfakcji z każdego dnia w nadchodzącym Nowym Roku :)

Radiomuzykant - ka - życzę Ci kolejnych przepięknych wycieczek po Karkonoszach, ale także w dalszych miejscach, które tylko czekają na Twoje odkrycia i dzielenia się nimi z nami! 

saberblog - samych dobrych zleceń, ba - najlepszych! Oraz dużo radości i uśmiechu :) No i przepięknych wycieczek!

Salmiaki - Ewo, życzę Ci dużo zdrowia i pięknego nastroju każdego dnia, oraz abyś znalazła czas i ochotę do tych zajęć, które wykonujesz z przyjemnością! 

Stanley Maruda - życzę Ci spotkania z Hebiusem! Wiem, że tematów na bloga Ci nie zabraknie, ale sił i ochoty do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami, oraz dobrych nocy, bez niepotrzebnego budzenia!

Teatralna - spełnienia marzeń kulturalnych i wyjazdowych, oraz jak najmniej alarmów Naczelnikowych, czyli spokoju i pomyślności życzę :)

Woland - pięknych wędrówek z lekkim plecakiem, ale przede wszystkim bardzo życzliwych i otwartych napotkanych ludzi życzę! Oraz przepięknych krajobrazów i miejsc tak ciekawych, że będziesz się cieszył nimi jak dziecko :)

*** *** ***

Jeśli kogoś tu nie wymieniłem - przepraszam najmocniej!

Ja nadrabiam zaległości filmowe - przedwczoraj obejrzałem Free solo - ekstremalna wspinaczka i muszę przyznać, że to świetny film. Zrobił na mnie duże wrażenie, prawie cały film oglądałem mając mokre dłonie. Polecam! 

Ogólnie nie przepadam za świętami, zatem staram się wykorzystać ten czas po swojemu. Już jutro wyjeżdżam na dość długo, zamierzam odpocząć i zdystansować się od tego wszystkiego związanego z Departamentem. U mnie jest biało - śnieg przykrył szarość. Pięknych prezentów pod choinkę, lub po prostu świetnie spędzonego czasu! Miłego wszystkiego dla Was moi drodzy Czytelnicy!

sobota, 22 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 433

Poniedziałek 

Dzień wolny, ale bynajmniej nie leniwy. Wstaję odrobinę później niż zwykle, ale mam już zaplanowane:
  1. posprzątać w całym mieszkaniu;
  2. zrobić pranie;
  3. zmienić pościel;
  4. pojechać do krawca z problematycznym zamkiem w bluzie;
  5. pouczyć się;
  6. poćwiczyć na basenie;
  7. zrobić wpis na bloga;
Prócz tego, załatwiłem kilka innych spraw, zatem poniedziałek mogę uznać za udany. A wieczór przy muzyce francuskiej.

Wtorek 

W pracy całkiem znośnie, nawet jakby lekko. Po pracy piekę ciasteczka maślane. Będą małym słodkim upominkiem dla dziewczyn -G, R oraz Z, które w czwartek wybierają się w daleką wycieczkę.




Robię tylko dwa wzory, ale całość zajmuje mi sporą część popołudnia. Smakują idealnie. Miałem wybrać się na spacer, ale trochę mnie to  zmęczyło.

Środa

W pracy więcej uwagi niż zwykle, ale na plus, jestem zadowolony. Później trochę roboty w dwóch miejscach. W tym drugim musiałem wykazać się ponadprzeciętną cierpliwością. Cisza i spokój, które witają mnie po przekroczeniu progu mojego mieszkania wieczorem, są bezcenne. Nawet nie włączam radia, upajam się totalną ciszą...

Czwartek 

Bardzo lekki dzień. Nie przepracowałem się, za to pozałatwiałem kilka spraw on-line i przez telefon. 

Po południu zbieram się na wyjazd do dużego miasta. Wieczorem długi spacer, w później cichutko grający jazz i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - jako przypomnienie, bo czytałem tę książkę kilka lat temu. "Zamek" Franza Kafki musiałem odłożyć, bo czytanie na telefonie jest męczące.

Piątek

Dzień wolny. Z rana przegląd auta w serwisie Toyoty (1348 zł), gorąca czekolada (gratis) w czasie oczekiwania na autko. Miły i uśmiechnięty doradca serwisowy.


Potem wizyta w dobrej garmażerce (faszerowane udko 5.40 zł, cztery pieczone ziemniaki 2.20 i duża surówka z marchwi 5.70) - bo nie miałem ochoty na jedzenie w knajpie, więc odgrzałem sobie w domu. 

Trochę odpocząłem i poszedłem do fryzjera (40 zł). Potem do aquaparku na 2.5 godzinny relaks w strefie saun (47 zł). Wieczorem sałatka na wynos z kurczakiem i grillowanym ananasem (39 zł) z pobliskiej restauracji. Sade z płyty winylowej na starych, ale porządnych i dużych głośnikach. Na noc podróż, ale przestał padać śnieg, więc jest tylko mokro i prawie pusto.

A w planach na weekend praca (sobota) i koncert jazzowy (niedziela). 

sobota, 22 lutego 2025

Podsumowanie tygodnia 384

Poniedziałek 

Wracam z pracy, a facet od domofonu montuje urządzenie przy drzwiach wejściowych. Gdy później wychodzę na spacer on wciąż coś tam jeszcze robi i nie kończy - domofon wciąż nie działa.

Wtorek 

Około 3 nad ranem pod blok podjeżdża srebrny VW Golf, z którego wychodzi kobieta. Udaje się na samą górę i dokonuje kradzieży: dwóch kwiatków oraz wycieczki spod drzwi sąsiadów. Moje kwiatki zostawia.

Tego samego dnia facet kończy montaż domofonu i wszystko zaczyna działać. Wreszcie.

Środa 

Spokojniejszy o to co zostawiam w mieszkaniu wyjeżdżam na urlop. 

Czwartek 

Nocny spacer wśród atrakcji świetlnych. Niestety dość mroźno i bezwietrznie - czyli ze smogiem w powietrzu.






Piątek 

Długi słoneczny spacer, a potem sauny. Obiekt odwiedza więcej ludzi niż zwykle, bo nawet na dużym parkingu ciężko znaleźć miejsce, a wewnątrz prawdziwe tłumy. I to pomimo dość wysokich cen - czyli zapotrzebowanie jest.

sobota, 11 stycznia 2025

Podsumowanie tygodnia 378

Poniedziałek 

Noc nieprzespana, z nosa się leje, gardło boli ale przynajmniej mam siłę. Biorę leki, mam je z poprzedniego chorowania, niestety jutro muszę iść do pracy.

Wtorek 

Do południa trochę ciężko, ale klienci dużo mi nie przeszkadzają więc da się żyć. 

W środku nocy dziwna akcja na klatce schodowej, wzywanie policji i nawet krótki pościg - niestety nieudany. W wolnej chwili napisze o tym więcej.

Środa

W bloku poruszenie, od teraz każdy dźwięk na klatce powoduje że wyglądam przez wizjer sprawdzić co się dzieje. Przy okazji poznaję kto tu w ogóle mieszka.

Czwartek 

Ze zdrowiem dużo lepiej. Zostaje tylko katar i trochę zmieniony głos. 

Piątek 

Wyczekuję końca pracy i jadę do dużego miasta. Na drodze trochę biało a trochę nie. Za to wietrznie i kilka aut w rowie. 

Nieudana wizyta w restauracji - nie zrobiłem rezerwacji więc musiałem jedzenie zamówić w innym miejscu, co też było bardzo dobrym pomysłem. Tuż obok miejsca nocowania mam świetną knajpkę - małą ale jakościowo genialną. Zamawiam pizzę którą spokojnie można podgrzać (lubię gorącą) i wieczór spędzam odpoczywając w domu i trochę drinkując (miodowa nalewka z ostatniego wyjazdu urlopowego). Mam nadzieję, że w drugim domu nic złego się nie dzieje - od sąsiadów nie mam żadnych informacji - a to już dobrze.

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Wesołych Świąt!

I udanych prezentów :)

Na święta upiekłem kruche ciasteczka - jako mały upominek świąteczny, choć rozdaję je także bez większej okazji w ciągu roku.



Cześć została udekorowana, ale większość będzie po prostu posypana pudrem. Foremki różne - jakie miałem pod ręką.



Te kolorowe są do rozdania.




Przygotowanie ich zajęło mi sporo czasu, ale takie upominki swojej roboty są najlepsze.



Poza tym odpoczywam. Wszystko na święta już gotowe. Wieczorny spacer w zimowej scenerii, a potem gorąca herbata ze świąteczną muzyka na pierwszym planie.




Zatem - Wesołych Świąt, miłego spędzenia czasu, lub po prostu dobrego odpoczynku!

sobota, 23 listopada 2024

Podsumowanie tygodnia 371

Poniedziałek 

W pracy różnie. Po niej staram się szybko zapomnieć co tam się działo. W domu szybkie odświeżenie i pędzę do dentystyki. Do tej, która zwraca się do klientów "skarbie". Przyjmuje mnie z dziesięcio-minutowym spóźnieniem, ale od razu z uśmiechem zaczyna rozmowę (i pracę). Niestety, trafia na mnie - a ja na piłce nożnej się nie znam. Jednak jej to w ogóle nie zraża i pyta mnie "skarbie jak myślisz, kto wygra dzisiejszy mecz?". A ja nawet nie mam pojęcia kto z kim gra 😱 Na szczęście nie mogę mówić, bo ciągle coś tam robi. Po kilku minutach jest po wszystkim. 200 zł, mam dzwonić, gdyby się coś działo.

Wtorek 

Szczęście trochę mnie opuściło. W pracy trudna klientka, choć - wydaje mi się - traktuję ją jak każdą inną, to niebawem okaże się że ona widzi to inaczej.

Po pracy idę na siłownię. Trener daje wycisk, jestem cały mokry po ćwiczeniach. Jeszcze kilka lekcji i chyba z niego zrezygnuję - czasem mam wrażenie że on chce mnie zamęczyć na tej siłowni, a ja chcę tylko ogólnie wzmocnić mięśnie i rozruszać swoje stare kości.

Środa

Klientka z wczoraj z pretensjami. Z różnymi, ale nacisk na brak kultury. Manager nie miał nawet zamiaru obejrzeć nagrań znad mojego okienka, tylko od razu opieprzył. I zdecydowanym tonem zażądał poprawy jakości obsługi, większej kultury i ogólnie - ogłady. Nie chce mi się nawet tego komentować. W każdym razie nic nie zamierzam zmieniać.

Czwartek 

Znowu źle. Ten sam manager. "Tak nie może być!". Ale jak? Przecież wszystko było zgodnie z procedurą, zaleceniami i wymogami, z którymi zapoznałem się podczas przyjmowania do roboty (bo już nawet nie chce tego nazywać pracą). Jego to oczywiście nie obchodzi, on już ma swoje stanowisko w tej sprawie i to pomimo tego, że poznał tylko jedną stronę. Jest tak płytki i ograniczony, że wystarczyło mu to wyrobienia swojego zdania. Ja nic nie zamierzam zmieniać, ani się tłumaczyć no chyba że zażąda wyjaśnień na piśmie.

Po robocie jadę na basen. Sporo ludzi w saunie, ale miło.

Piątek

Oby jakoś dotrwać do końca i wyjechać z tego bałaganu. Na ulicach trochę biało, ja tymczasem jadę do dużego miasta - marzę o tym, aby odciąć się od tego wszystkiego. Na szczęście nikt nie będzie do mnie dzwonił i zawracał głowy, więc jest na to spora szansa. Standardowo - sauna, kolacja na mieście i jakieś małe zakupy. A potem trochę alkoholu. 

sobota, 13 stycznia 2024

Podsumowanie tygodnia 326

Poniedziałek

Idzie nowe. Wydaje się być dużo lepsze niż stare. Przez to pracuje mi się spokojniej no i lepiej po prostu.

Wtorek 

Zima trzyma. Na drodze ślisko, mróz duży.

Środa 

Długo dzień, jak zwykle w środy. SMS od Darka z przypomnieniem o podlaniu fikusa.

Czwartek 

Ostatnio dzień przy w tym tygodniu. Całkiem miło. Śniadanie z widokiem na wschód słońca. 

Piątek 

Dzień wolny. Same dobre wiadomości. Po południu jadę do dużego miasta. Najpierw obiad w centrum, potem małe zakupy i dwie i pół godziny w saunarium. Idealnie na moje zimowe zatoki. 

poniedziałek, 25 grudnia 2023

Święta święta...

I za chwilę po świętach. Walczę z przeziębieniem, mega katarem, gorącem i zimnem na przemian, brakiem sił, bólem kręgosłupa, oraz brakiem snu. Biorę dużo leków, robię inhalacje na różne sposoby, a jutro idę na poszukiwania czynnej apteki bo zapas leków się kończy. Prócz tego goję poparzoną rękę, więc dzieje się. Albo inaczej - sypię się 😜

Z oczywistych względów żadnej siłowni, sauny ani choćby spaceru bo to nie wchodzi w grę. W pracy pewnego rodzaju niepewność, która rozwiąże się w ciągu tego tygodnia i może dużo zmienić. Trochę liczyłem, że będę znał decyzję przed świętami co dałoby mi trochę spokoju, ale nie. Tzn decyzja już pewnie zapadła, tylko manager nie miał ochoty się z nią dzielić. Ale na razie nie chcę pisać o tym więcej. 

Świąteczne przejażdżki w scenerii zimowej. Jest bardzo ślisko, mnóstwo aut mnie wyprzedza - jak oni mogą tak ryzykować?

A teraz idę jeszcze domowe sposoby leczenia uskutecznić, na pewno nie zaszkodzą a może pomogą... Miłych Świąt dla Was i oby były przyjemniejsze :) 

sobota, 23 grudnia 2023

Podsumowanie tygodnia 323

Poniedziałek

Z samego rana jadę do centrum krwiodawstwa. Jest sporo ludzi więc kolejka idzie dość wolno, następnie trafiam na niezbyt miłego lekarza który podnosi mi ciśnienie, ale potem jest tylko lepiej. I zdecydowanie milej.

Obiad robię w domu, potem regeneruję siły. 

Wtorek 

Wciąż odpoczywam. Przy okazji trochę ogarniam mieszkanie, ale nie zbyt wiele mam do zrobienia. 

Środa 

W pracy. Dość szybko mija dzień, później oczekiwanie na majstra, który niby ma się pojawić i dokończyć kwestie związane z małym remontem łazienki. Jednak nie przyjeżdża. Może w czwartek? 

Czwartek 

W pracy wciąż spokój. Po pracy czekam na majstera, ale i tym razem nie przychodzi. Idę na siłownię i saunę. Niestety wracam do domu z oparzeniem ręki. Podczas polewania kamieni wodą trochę mnie poparzyło. 

Piątek 

Teoretycznie wolne, ale jednak w pracy. Majster pisze ze przyjdzie po świętach. Robię ostatnie zakupy w nowym sklepie tuż obok mojego bloku. Chyba niewiele osób wie że już otwarte bo wewnątrz prawie pusto - co jak na okres przed świętami jest niesamowite.

A w sobotę robię uszka z grzybami, ciastka maślane i rybę po grecku. 

Wesołych Świąt, mile spędzonego czasu, oraz odpoczynku od codziennego trybu życia!


sobota, 9 grudnia 2023

Podsumowanie tygodnia 321

Poniedziałek

Czterodniowy tydzień w pracy jest zachęcający. Za oknem biało i ślisko.

Wtorek 

Dzień mija mi w miarę szybko, po południu odpoczywam i robię naleśniki - szklanka mąki, szklanka mleka, 3/4 szklanki wody gazowanej, dwie łyżki roztopionego masła, dwa jajka i szczypta soli. Smażę na suchej patelni przy dość sporym ogniu. Zero cukru. Takie naleśniki nadają się i do słodkich i słonych potraw. Polecam.

Do tego robię ser z odrobiną cukru pudru i aromatem waniliowym. Albo ze zwykłym serem białym i kawałkami wędzonego łososia i szczypiorkiem. 

Środa 

Finalizuję kwestie ubezpieczeniowe auta. Robię zdjęcia do AC i przez pomyłkę nie wysyłam wszystkich. Informują mnie o tym w piątek, a ja szybko dosyłam to co trzeba.

Czwartek 

Po pracy jadę na przeglad rejestracyjny do zaprzyjaźnionej stacji kontroli pojazdów. Jest tam miło i szybko, bo przede mną nie było nikogo. Kolejny taki przegląd za dwa lata. Następnie wyjeżdżam do dużego miasta Ale  przed tym chce kupić faworki w jednej z najlepszych ciastkarni. Niestety pani informuje mnie, że faworki były po 106 zl/kg i nie miały wzięcia, więc robili przez tydzień i już nie będą. Szkoda. Jest mroźno i trochę ślisko, zwłaszcza w mieście.

Piątek 

Z rana podwójne zakupy w Lidlu (cukier do wypieków na święta), potem do garmażerki (ryba po grecku i krokiety meksykańskie - genialne) i szybki wyjazd do Toyoty na przeglad po trzecim roku użytkowania. Pół godziny w korkach, bo musiałem przez całe miasto przejechać. Miła obsługa, pan z uwagą słucha tego co mówię (w prawych drzwiach słuchać jakiś rezonans/wibracje podczas odtwarzania muzyki - szczególnie niskich tonów) po czym notuje to w zleceniu. Rzeczowo odpowiada na moje pytania, w sumie mógłby pracować w Departamencie - jest kulturalny i rzeczowy. Mechanicy przy okazji aktualizują oprogramowanie systemów bezpieczeństwa, oraz myją auto. Ja w tym czasie jadę autobusem  do centrum (przystanek mam nieco ponad kilometr od serwisu) na obiad, a po powrocie (tą samą linią autobusową ale z o wiele gorszym kierowcą który gwałtownie hamuje i przyspiesza, jakby wiózł ziemniaki! Ludzie zwłaszcza starsi niezadowoleni - dobrze że nikomu nic się nie stało) auto już na mnie czeka. Miło i niezbyt drogo tym bardziej, że gratis dostaję kolejny rok gwarancji na autko. 

Potem wizyta na saunach z małym incydentem. Jeden z klientów (starszy pan) po seansie czuje się słabo, a gdy w asyscie pracowników bierze prysznic osuwa się z impetem na podłogę. Ratownicy rozpoczynają reanimację którą kończy zespół ratownictwa medycznego i zabiera gościa do szpitala. Przy okazji podejrzenie złamania co najmniej ręki.

Fakt, że seans był bardzo gorący. Chyba dla tego pana zbyt gorący. Dla mnie ok, wygrzałem się tak że po wyjściu z obiektu miałem wrażenie że jest cieplutko mimo dużego mrozu i silnego wiatru 😁