Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolizja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2021

Spokojnie...

Wtorkowy dzień - jak zwykle zaczynam od 7.00. Na drogach wiadomo - śnieg, lód, koleiny i ogólnie - ślisko - ale w końcu zima - więc normalka. Kilka minut po dziewiątej, już z drugą kursantką jadę sobie nieco mniej niż 40 km/h i nic nie zwiastuje tego, co wydarzy się za chwilę. 

Prosty odcinek drogi, z przeciwka nadjeżdża kolejny pojazd - nie zwracam zbytnio uwagi, wszak co chwila ktoś jedzie z przeciwka. Auto jest przed nami jakieś 50 - 60 metrów i dostrzegam jego nietypowe zachowanie - auto przodem sunie w stronę pobocza i dość głębokiego rowu po swojej stronie. Widocznie kierowca musiał wpaść w poślizg, skupiam swoją uwagę tylko na nim i mówię jakby z automatu do kursantki: "zwolnij". Dostrzegam wtedy, że jest to leciwe Audi 80 koloru szarego (srebrnego?). Początkowo jego dziwny tor jazdy nie niepokoi mnie aż tak, jak to co dzieje się po chwili. Kierowca próbuje ratować się przed wjechaniem do rowu i odbija kierownicą na drugą stronę - czyli wprost na nas. 

Dzieli nas kilkanaście metrów, Audi jedzie na pewno szybciej niż my i doskonale widzę jego atrapę chłodnicy, reflektory, stary poniszczony zderzak - to wszystko kieruje się dokładnie na nas! Na hamowanie jest już zbyt późno, poza tym nie chciałbym się zmierzyć z tym autem w czołowym zderzeniu, więc błyskawicznie chwytam kierownicę i skręcam na pobocze - puste i nawet lekko odśnieżone. Ułamek sekundy później słyszę gwałtowny huk uderzenia z boku (od strony środka jezdni, czyli od kursantki), oraz czuję że obracamy się pod wpływem potężnej siły. Audi spycha nas jeszcze bardziej na pobocze, gdzie prawą stroną zaczepiam o zamarzniętą lodową zaspę -tył pojazdu jest  dosłownie kilka centymetrów od ogrodzenia prywatnej posesji (z mojej strony nie było rowu ani krawężnika). 

Nie wiem co się dzieje za mną, nie wiem co z Audi - ponieważ jadąc bokiem mam zamiar już tylko natychmiast zatrzymać pojazd i w ogóle nie mam czasu na lusterko. Na ile mogłem przejąłem kierowanie autem, choć to bardziej siła uderzenia pchała auto niż ja nim kierowałem. Gdy udało się już zatrzymać natychmiast włączyłem światła awaryjne i spytałem przerażonej kursantki czy coś jej się stało. Odpowiedziała że nie, ale dla mnie nie była to jeszcze wystarczająca odpowiedź.

Widzę, że silnik nadal pracuje więc natychmiast go wyłączam i próbuję wyjść, ale drzwi blokuje zaspa - napieram z większą siłą mając coś dziwnego w świadomości - mianowicie to, że drzwi się uszkodzą gdy będę je tak traktował. Otwierając je nieznacznie wydostaję się i każę kursantce zostać i się nie ruszać. Ta jest przerażona i pyta mnie "czy to moja wina?" Odpowiadam że nie i jeszcze raz wydaję polecenie - nie wysiadaj z pojazdu!

Gdy już wyszedłem widzę trzech facetów idących w moją stronę oraz kilka zatrzymanych pojazdów, w tym jeden w rowie. Pytają czy wszystko ok, ale ja od razu pytam który z nich kierował Audi. Starszy gość mówi że on, na co ja od razu żądam od niego prawa jazdy. W sumie to nie wiem czemu tak zareagowałem, może sądziłem że tak na drodze mógł się zachować tylko ktoś nie posiadający uprawnień? Facet podaje mi swoje prawo jazdy, oddaję mu go i dopiero teraz widzę, że praktycznie nie mam boku pojazdu z lewej strony. Audi uderzyło w okolicy przedniego koła, prześliznęło się przez drzwi przednie, tylne, następnie zahaczyło o błotnik z tyłu a następnie wpadło do rowu. 

Widząc to wracam do kursantki i pytam znowu - czy wszystko jest ok. I wciąż każę jej zostać w aucie, a jeśli koniecznie będzie chciała wysiąść to tylko przez moje drzwi - raz że w szoku wpadnie komuś pod samochód od środka jezdni, a dwa że te drzwi to już chyba ledwo się trzymają. Telefon do szefa żeby poinformować o sytuacji, a w tym samym czasie ktoś podchodzi i mówi że ma nagrane całe zdarzenie - gość jechał za nami i miał kamerę. Każę mu chwilę poczekać, bo muszę powiedzieć szefowi co się stało. Szef przez telefon decyduje o wezwaniu policji, o czym informuję sprawcę zdarzenia. 

Natychmiast dzwonię na 112 - rozmowa wydaje mi się trwać wieczność. Dyspozytor najpierw nie może znaleźć miejsca zdarzenia (tak to jest jak się z małej miejscowości dzwoni na centralę 112), następnie wypytuje o szczegóły, o numery rejestracyjne aut itp itd. "Informuję policję, proszę czekać na przyjazd" - ufff - w końcu. Biorę namiary do świadka (tego z kamerą) i proszę, by na wszelki wypadek zabezpieczył fragment wideo z uderzenia. Gość zgadza się, a ja pozwalam mu jechać dalej. Policja dociera w ciągu około 10-ciu minut, w ciągu których znów wracam do kursantki oraz odbieram kilka telefonów od szefa - wypytuje mnie czy mam kompletną dokumentację (kartę kursanta, swoje dokumenty) - oczywiście że mam - przecież to normalne. Informuje mnie także, że już wysyła do mnie kolegę który będzie do dyspozycji gdybym coś potrzebował, oraz że zamyka na chwilę biuro i sam do mnie jedzie.

Wcale mnie nie zdziwiło, że policjant nie wiedział jakie dokumenty może wziąć ode mnie. Najpierw dałem mu legitymację instruktora - mam wrażenie że widział ją pierwszy raz, obejrzał i oddał a ja bez jego słowa dałem mu już to co chciał - czyli swoje prawo jazdy. Zdziwiło mnie natomiast, że nikt mnie nie spytał co się w zasadzie stało i jak do tego doszło. Opowiadał o tym jedynie gość z Audi - przy czym akcentował wyrazy typu "było ślisko", "nie posypana droga", "nie odśnieżona droga", "jechałem powoli". Ja tymczasem stałem spokojnie obok - bardzo spokojnie i nic nie mówiłem. 

Zdziwiło mnie także, że nikt nie sprawdzał nas pod kątem alkoholu. W pewnym momencie policjant poprosił abym podszedł z kursantką (ta wciąż siedziała w aucie jak jej kazałem). Poszedłem więc po nią i wziąłem jej kartę szkolenia - naiwnie sądząc że może stróże prawa zechcą choć pobieżnie rzucić okiem na dokumentację. Oczywiście chcieli tylko jej numer PESEL - niestety nie miała żadnego dokumentu tożsamości (a tyle razy ją prosiłem by wzięła dowód osobisty na jazdę) - no ale miałem kartę z której ochoczo podyktowałem policjantowi ten numer. 

Po kilkunastu minutach kierującemu Audi zaproponowali mandat (najniższy z możliwych 220 zł), a mnie dali kartkę z numerem ubezpieczenia oraz informacją, że notatka z kolizji będzie na komendzie w ciągu dwóch-trzech dni oraz powiedzieli że to wszystko - że mogę jechać. I dopiero teraz sobie tak pomyślałem - niby jak miałbym jechać tak rozwalonym autem? Ciekawe, czy oni zatrzymali w ogóle dowód rejestracyjny (teraz robi się to on-line), bo mnie nie poinformowali ani słowem.

W tzw. międzyczasie przyjechało nawet dwóch kolegów (jeden z nich zabrał moją kursantkę do domu), oraz szef. Godzinę później miałem już drugie auto - na którym oczywiście pracowałem do wieczora :)

Dodam jeszcze, że podczas tego całego zdarzenia sprawca był niezwykle ugodowy i zgadzał się praktycznie na wszystko co chciałem. Najwyraźniej zdawał sobie sprawę z sytuacji, a tuż po zderzeniu zapytał nawet czy nic nam się nie stało - szczególnie kursantce która była "na linii ognia".

Z dzisiejszej perspektywy cieszę się, że zrobiłem ucieczkę na pobocze i wybrałem zderzenie boczne a nie czołowe. Przy tej prędkości nie skończyłoby się ono dobrze dla nas, wszak Suzuki to konstrukcyjnie bardzo miękki i słabo chroniący pojazd. Urazy kończyn dolnych byłyby "gwarantowane", tym bardziej że po mojej stronie jest dodatkowy hamulec i sprzęgło - które na pewno przesunęłyby się w głąb pojazdu. Uciekając na pobocze liczyłem, że Audi uderzy bardziej w tylne drzwi - co dla nas w ogóle nie byłoby już zagrożeniem. Tak się jednak nie stało. Gdy później auto było już na lawecie zauważyłem, że po stronie kursantki było trochę rozbitego szkła oraz odłamki naszego lakieru. Było naprawdę blisko...

Auto ma uszkodzony cały bok - nie widać tego dokładnie na zdjęciach, ale są tam dziury na wylot, do tego pęknięty jest dach oraz wgniecenia z prawej strony (uderzenia w zaspę) i kwalifikuje się do szkody całkowitej. Uważajcie na siebie!

czwartek, 16 stycznia 2020

Skrzyżowanie

Na jednym ze skrzyżowań w mieście do kolizji dochodzi częściej niż na innych. Oczywiście nie ma tam policji, która pilnowałaby porządku. W związku z tym, dzieją się tam różne rzeczy...

To skrzyżowanie, na którym sygnalizacja ustawiona jest nieco wcześniej niż zwykle - czyli kierowcy potrzebują więcej czasu na przejechanie przez takie skrzyżowanie. To normalne, ale gdy jeden z kierujących skręca w lewo sytuacja zmienia się na tyle, że nieobeznani z przepisami powodują duże zagrożenie.


Sygnalizator wyświetla zielony kolor, jest całkiem spory ruch. Pojazd, który znajduje się w miejscu cyfry 5 zamierza skręcić w lewo, ale musi wcześniej ustąpić pierwszeństwa pojazdom nadjeżdżającym z przeciwka. Niestety, kierujący jadący za nim mają w nosie przepisy stanowiące o tym, że nie wolno wjeżdżać na skrzyżowanie gdy nie ma możliwości jego opuszczenia (art. 25 ustęp 4 punkt 1 prawa o ruchu drogowym). Nie mając miejsca na kontynuowanie jazdy, kierujący nr 4 powinien  powinien się zatrzymać w miejscu cyfry 1, ale tak nie robi tylko wjeżdża dalej. Podobnie robią inni kierujący (2,3 - ten to stoi już na przejściu, ale kto by się tym przejmował?) a w międzyczasie zmienia się wyświetlany sygnał na sygnalizatorze.

W momencie gdy 5 zjeżdża ze skrzyżowania, kierujący za nim ruszają na wprost nie mając pojęcia raczej, że już nadawany jest sygnał czerwony, a pojazdy z prawej i lewej zaczynają ruszać. I tak dochodzi do kolejnych kolizji. Pewnie będzie tak jeszcze całkiem długo...

Gdy jestem z kursantem w takim miejscu pierwszy raz, zatrzymujemy się w bezpiecznym miejscu i rysując tłumaczę co/jak/dlaczego. Mam nadzieję, że będą świadomie poruszali się nie tylko na tym ale także na innych skrzyżowaniach.

sobota, 16 marca 2019

Podsumowanie tygodnia 75

Poniedziałek

Zmieniam opony na letnie (oczywiście w firmowym aucie). A to przy okazji naprawy jednego z kół, w którym ubywało powietrza. Wymiana i naprawa łącznie 80 zł.

Wtorek

Niespodziewany bonus. Firma zapłaci mi za czas poświęcony na wymianę i naprawę ogumienia. Szok!

Środa

Oby przetrwać. Młody kursant ma w nosie kurs na prawo jazdy. Gdy tłumaczę to względnie słucha, ale gdy o coś pytam odpowiada "co tu dużo mówić", albo "przecież pan to wie". Nie chcę być zły na niego, więc albo nic nie pytam albo sam tłumaczę (choć mam wrażenie jakbym mówił to do siebie :P).

Czwartek

Ooo, w drugiej pracy (to tam gdzie od stycznia obcięli mi wynagrodzenie) do tej pory było spokojnie. Aż do dziś kiedy to zostałem "wyklęty". Oczywiście "zaocznie", ale inni współpracownicy nie omieszkali mi o tym powiedzieć. Ale za co? A za to że nie chciałem przyjść dodatkowo do pracy (niby tylko na pół godzinki) - asertywnie stwierdziłem że nie przyjdę jednej ze współpracownic. Niektórzy zasugerowali że mam przynieść czarną kurę na przeprosiny. Chyba im się w głowach poprzewracało - mam przepraszać kogoś że ośmieliłem się powiedzieć "nie" dodatkowej i oczywiście bezpłatnej pracy?! (a tak w ogóle to pierwsze słyszę o czarnej kurze na przeprosiny).

Piątek

Kolega miał kolizję. To efekt jego gwałtownych hamowań, które nawet mnie przyprawiają o ból głowy. Oczywiście winna zdarzeniu kobieta, która wjechała w tył eLki.  Nie podjeżdżajcie zbyt blisko, bo może się to źle skończyć.


piątek, 15 lutego 2019

Podsumowanie tygodnia 71

Poniedziałek

Pracuję sporo poza miastem. W ciągu dnia robię ponad 500 km.

Wtorek

Dziś bez pływania - przeziębienie wciąż trzyma mnie w szachu.

Środa

Belferka milczy, więc albo zrezygnowała albo zbiera kasę na jazdy dodatkowe. No albo zrobiła sobie jakąś przerwę - bo to też jest u niej możliwe.

Czwartek

Delikatna kolizja - uszkodzony lewy błotnik. Gość wyjeżdżający z parkingu obtarł nieco lakier, ale szybko dogadał się z szefem.

Piątek

Przygotowuję się do hybrydowego weekendu. Czyli załatwiam kilka spraw powoli zmierzających do sprzedaży obecnego auta i kupna hybrydy :)


sobota, 2 lutego 2019

Podsumowanie tygodnia 69

Poniedziałek

Po czterech dniach "wolnego" ciężko wrócić do rytmu pracy od rana.

Wtorek

W drugiej pracy znowu kończę wcześniej.


Środa

Kolizja na egzaminie. Pisałem już o tym kiedyś - na ruchliwej drodze egzaminator wydaje polecenie zatrzymania pojazdu. Większość kierowców z tyłu nie zachowuje należytej ostrożności, tym razem skończyło się to sporym uderzeniem w tył.



Czwartek

Do sprawdzenia poziomu oleju służy kijek - jak twierdzi pewien młodzieniec.

Piątek

Rezerwuję ten dzień i wyjeżdżam na krótki weekendowy odpoczynek.

niedziela, 13 stycznia 2019

Awaria - c.d.

Jak pisałem ostatnio, moje prywatne autko odmówiło posłuszeństwa. We wtorek miałem chwilę aby zaprowadzić go do mechanika, ale podczas odśnieżania zauważyłem taką kartkę za wycieraczką:


Spoglądam więc nerwowo na przód auta i widzę to:



No tak, kolejny problem - ale także ktoś uczciwy. Auto odpaliłem na pych z pomocą kolegi z pracy, a podczas wyjeżdżania z parkingu zatrzymała mnie jakaś pani, która okazała się sprawczynią kolizji (postanowiłem zadzwonić do niej później). Przepraszała i tłumaczyła jak do tego doszło, ale ja spieszyłem się do mechanika i powiedziałem że zadzwonię jutro.

Z pomocą R. zaprowadziłem auto - następnego dnia okazało się że auto już zrobione. Zaśniedział jakiś przewód i dlatego rozrusznik nie działał. Zapłaciłem 20 zł i na razie jeżdżę.

Pani od kolizji zapłaciła za uszkodzony element pojazdu.

A teraz kilka (alfabetycznych) osobistych konkluzji:

1) Aberfeldy - a wiesz że swoim Swiftem byłem ostatnio przy salonie Toyoty? Na pewno zorientował się że "coś się szykuje" :D

2) Adamie Madulski - już sobie wyobrażam jak wciskam przycisk "Power", który nigdy nie odmawia posłuszeństwa. I nic się nie psuje. Ale to komfort psychiczny! Można jechać na koniec świata i z powrotem takim autem!

3) Adi - teraz auto sygnalizuje mi o kolejnej usterce. Raczej nie będę jej naprawiał, obniżę odpowiednio cenę. I mam nadzieję że auto jeszcze trochę pojeździ.

4) Basiu - hybryda sama włączy odpowiednie światła. Ot, znak czasu i techniki.

5) Blask - popierasz mnie z tym pomysłem? Ja zawsze tak długo się zastanawiam i jestem taki niezdecydowany, ależ to straszne!

6) bluesand - nawet jeśli kupię używany, to nadal będzie na gwarancji. Więc gdyby coś, to nie zostanę sam w szczerym polu.

7) cudARTeńka - co wtorek w ciszy na basen?

8) Dariusz - możesz mieć rację, z tym swoim "na złom" :P Niesamowicie trafiłeś z tym komentarzem.

9) Grażyno - być może auto kupię w stolicy. Przy okazji pomyślałem że mógłbym odwiedzić Ciebie i P. Baaaardzo miło się przebywa w waszym towarzystwie! :) W ogóle, ta stolica ma jednak dużo zalet których tu na prowincji nie ma.

10) Nie Anioł - robię teraz jakieś 10 tys rocznie swoim autem, firmowym kilka razy więcej :)

11) Polly - jak widzisz wszystko mi sprzyja do tego zakupu hybrydy, nie? Tak bardzo chciałbym ją mieć...

12) wadera - bóstwem będzie moja nowa hybryda :D

A teraz kończę, bo po śniadaniu wybieram się na długi spacer do lasu (ale wcześniej przeleję małe co nieco na Orkiestrę). Tak jak za tydzień i jeszcze za dwa. Może mnie nie zastrzelą?

czwartek, 27 grudnia 2018

Kraksa autem z wypożyczalni

Pisałem niedawno o moich odczuciach po wypożyczeniu auta "na minuty", teraz pojawiają się doniesienia o ułańskiej fantazji wypożyczających.

Kilka dni temu na jednej z ulic (chyba w stolicy) wypożyczający śpieszył się tak bardzo, że nie zmieścił się na jezdni uderzając w bramę. Wiadomo - im krócej trwa podróż tym kosztuje mniej, ale tym razem koszty wynajmu będą dużo większe. W prawie nowym Yarisie odpaliły wszystkie poduszki, a przód jest znacząco uszkodzony. Kierującemu nic się nie stało.

źródło: fanpage Panek carsharing
Wg regulaminu w takiej sytuacji wszelkie koszty oraz całą odpowiedzialność ponosi wypożyczający. Rażąco naruszył nie tylko regulamin, ale także zasady ruchu drogowego. Normalnie kierujący zapłaciłby mandat (za kolizję od 300 do 500 zł + 6 pkt), tu musi dodatkowo pokryć koszt utraty pojazdu przez firmę wypożyczającą. Yaris w takiej specyfikacji w salonie kosztuje około 70 000 zł, wiadomo że w międzyczasie nastąpiła utrata wartości pojazdu - ale tak czy inaczej koszty będą duże - także za uszkodzenie ogrodzenia.

źródło: fanpage Panek carsharing
Tymczasem w wigilię świąt Bożego Narodzenia w Lublinie inny wypożyczający wsiadł do auta pod wpływem alkoholu. Wjeżdżając na parking uszkodził dwa pojazdy i uciekł z miejsca zdarzenia. Ustalenie sprawcy było dziecinnie łatwe. Także tym razem koszty będą bardzo wysokie. Prócz samego kierowania pojazdem pod wpływem i konsekwencji z tego wynikających, wypożyczający będzie musiał pokryć szkody napraw wszystkich pojazdów.

źródło: lublin112.pl
Cóż, być może kiedyś nauczymy się korzystać z cudzej własności, dbać o nią i szanować jak swoje. Często widzę że w wypożyczonych pojazdach ludzie palą papierosy (jest zakaz), śmiecą, urywają części ruchome wewnątrz. Do głowy mi nie przychodzi aby cokolwiek niszczyć, bo to nie moja własność, lub aby coś zabierać bo mi się akurat podoba. Pomysły ludzi są coraz bardziej dziwne, pewnie słyszeliście o facecie który w jednym z dużych sklepów chciał ukraść laptopa? Podszedł do samoobsługowej kasy i zważył pudełko z laptopem jako banany, na szczęście obsługa zauważyła i udaremniła oszustwo.

Firmy car sharingowe wciąż borykają się z aktami wandalizmów, być może nagłośnienie tego typu zdarzeń nauczy choć trochę kultury?

sobota, 1 grudnia 2018

Podsumowanie tygodnia 60

Poniedziałek

Wstaję o 6.00, aby zdążyć na 7. Po kilkunastu minutach dostaję SMS-a że kursant odwołuje. Świetnie.


Wtorek

Zamieniam się na auto z kolegą. Wsiadam, a tam na dywaniku pod nogami tyle syfu i brudu, ale także jakby ziemia na której coś zielonego rośnie. Trawa? Na zewnątrz ledwo widać kolor karoserii.

Środa

Oddajemy sobie nawzajem auta. Kolega bez ceregieli informuje, że tankując auto przy okazji kupił gąbkę do oczyszczania progów i mi ją daje. Zaniemówiłem.

Czwartek

Kursantka z którą mam już ponad 1/3 kursu zbliżyła się do granicy, po przekroczeniu której nie ma odwrotu. I znów płacz i przepraszanie. Dziecinada.

Piątek

Nabroiłem z samego rana. Z własnej głupoty, bezmyślności. No cóż - skoro jest wina to musi być i kara.

sobota, 24 lutego 2018

Podsumowanie tygodnia 20

Poniedziałek

Fervex działa. Już nie raz ratował mnie w ostatniej chwili. Tak to jest, jak wyskakuje się z auta bez kurtki lub czapki. I nic to że tylko na chwilkę, o nie.

Wtorek

Na jazdę przychodzi kursant, który ostatnio olewał swoje terminy. Nie dość że nie przynosi ptasiego mleczka, to jeszcze jest zdziwiony gdy nie przedłużam mu jazdy (nigdy mu nie przedłużałem, nie mam pojęcia co on sobie myśli). Ja rozumiem że miło jak nikt nie krzyczy i tłumaczy, ale wszystko ma swój umiar.

Środa

Chwila oddechu, normalni kursanci. Zauważam, że w ciągu pół godziny jestem w stanie "załatwić" toaletę, wykąpać się i wyczyścić buty, odpisać na kilka sms-ów i jeszcze pojechać po następnego kursanta.


Czwartek

I znowu kolizja, co za pech... Auto nieznacznie uszkodzone, ale ile zachodu przy tym było. Policja także.

Piątek

Jestem w biurze w WORD, przez przypadek słyszę rozmowę pani zza okienka i kursanta:

[pani] - pierwsze terminy są na marzec,
[kursant] - to ja poproszę w lutym
[p] - ale najbliższy wolny termin jest na początku marca
[k] - ale ja chcę jeszcze w lutym! I mam zdać!!!

Do "dialogu" włączyła się druga pani z okienka obok, która stwierdziła że młody człowiek chyba nie zbyt słucha co się do niego mówi... To musiał być któryś kursant ode mnie... :///

sobota, 23 grudnia 2017

Podsumowanie tygodnia 11

Poniedziałek

W końcu wysłałem kartki ze świątecznymi życzeniami. Czy w ogóle dotrą przed wigilią? Na poczcie ruch jak w młynie, na szczęście chociaż znaczki kupiłem wcześniej.

Wtorek

Jak to dobrze że mogę w jasny i niezawoalowany sposób ustalić ważne rzeczy z szefem. Dobrze, że zadzwoniłem szczególnie w tej jednej sprawie. No i w porównaniu do poprzednika, ten szef nie puszcza mi sygnałów czekając aż do niego zadzwonię...

w jednym ze sklepów...

Środa

Rano, bardzo ślisko. Na mieście spory ruch, niestety jedna z kursantek wpada w poślizg, auto zostaje ustawione bokiem i uderza w nadjeżdżające z przeciwka Renault. Oba auta mocno zniszczone, nikomu nic się nie stało. Na szczęście nie ja uczyłem.


Czwartek

Nowy kursant, którego cechuje duża ilość dezynwoltury. Nie jestem pewien czy wytrzymam cały kurs... Jak jeszcze na jazdę tego samego dnia wpiszą mi najpierw krzyczącego, a później tego - chyba będę musiał wykombinować sobie jakieś wolne...

Piątek

Młyn maksymalny. Nie dość, że nie mam czasu nawet wyjść do toalety, to jeszcze ruch na mieście taki, że większość czasu stoję w korkach. Dobrze, że będą cztery dni wolnego...

sobota, 16 grudnia 2017

Podsumowanie tygodnia 10

Poniedziałek

Jeden z kursantów kłóci się o kwestie związane z kryteriami do zadania parkowania. Po chwili z oburzeniem stwierdza, że na youtube mówili inaczej niż ja :P Zostawiłem go z tym dylematem :)

Wtorek

Kolizja z samego rana. Nie z mojej winy.

Środa

Na placu znów gromadzą się śmieci - także czyjeś buty tu wylądowały. Co trzeba mieć w głowie, żeby po prostu wyrzucić je w takim miejscu?!



Czwartek

Dwóch kursantów podchodzi do egzaminu teoretycznego. Obaj mają wynik pozytywny. Coraz więcej ludzi zdaje testy przy pierwszym podejściu.

Piątek

Wyjazd do dużego miasta. Noc, używanie świateł drogowych, wyprzedzanie - po całym dniu wymęczyłem się bardziej niż zwykle.

wtorek, 7 listopada 2017

Fruwająca elka - cz 2 /wpis 1002/

Pamiętacie kursanta o którym pisałem tu? Kilka dni temu zdał egzamin, oczywiście za pierwszym razem. Fantastyczna wiadomość, kurs z nim to zero stresu, sama przyjemność. Już dawno nie trafił mi się tak słuchający i dobrze uczący człowiek.


Dałem z siebie wszystko, aby pokazać mu potencjalne miejsca na których może oblać. Ale nie tylko, bowiem prócz standardowego kursu miał on jazdę w nocy, wyjazd do dużego miasta (2 razy), wyprzedzanie na drodze ekspresowej, wszystkie rodzaje parkowania (nie tylko egzaminacyjne) oraz obsługę codzienną - sprawdzanie ciśnienia w ogumieniu, tankowanie, czy myjnię.

Tak, to wszystko w ciągu 30 godzin :) Idealny wpis na numer 1002.

czwartek, 26 października 2017

Kolizja /wpis998/

Na szczęście nie moja. Kolega z pracy został "trafiony". Sprawca szybko oddalił się z miejsca zdarzenia uszkadzając tył naszego pojazdu, lecz na jego nieszczęście numer rejestracyjny utrwaliła kamera zamontowana w eLce.


Wezwana na miejsce policja przybyła po mniej więcej godzinie, ustalenie właściciela auta trwało już tylko kilka sekund. Jak się okazało nie było go w domu (auta również), a wiele wskazywało iż mógł być pod wpływem alkoholu lub środka działającego podobnie.

Ciekawe, czy policji uda się ustalić jego stan faktyczny... Sprawa jest rozwojowa.

piątek, 15 września 2017

3:0

Dzisiejszy dzień był pełen sukcesów. Trzech kurantów zdało za pierwszym podejściem. Bardzo miło się z nimi jeździło, byli uważni, słuchali moich rad i nie wykłócali się. Bezproblemowi.


Fajnie, tym bardziej pod koniec tygodnia dostać taką "nagrodę". A na zdjęciu jedno z rozbitych aut - Suzuki Baleno, które zatrzymując się przed przejściem dla pieszych zostało uderzone przez kierującego Fiatem... całkiem porządnie uszkodzone.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Kraksa ze zwierzęciem

Wypadki i kolizje z udziałem zwierząt stają się coraz częstsze. Jeśli do zdarzenia doszło z udziałem zwierząt gospodarskich, odszkodowanie za uszkodzenia pojazdu ponosi właściciel zwierząt (który powinien zadbać, aby te nie znajdowały się na drodze).

Jeśli uderzyliśmy w zwierzę leśne to kwestia odszkodowania nie jest już tak prosta. Być może stało się to w efekcie polowania lub nagonki zwierząt. Wówczas należy zgłosić się do zarządcy lokalnego koła łowieckiego, które prowadzi tzw. księgę wyjść w który odnotowane są wszystkie polowania. Natomiast w przypadku gdy polowania nie było, kierowca jest raczej na straconej pozycji.

Zarządcy lasów mają obowiązek dbać o to, by zwierzęta nie wchodziły na jezdnię. Praktycznie wygląda to tak, że najczęściej ustawiany jest znak A18b ("uwaga dzikie zwierzęta") - który wskazuje na możliwość pojawienia się zwierzyny na drodze i nakazuje kierowcy zachować szczególną ostrożność.


Niezależnie od tego kto za co zapłaci, ustawa o ochronie zwierząt wskazuje jednoznacznie:

Art. 25. Prowadzący pojazd mechaniczny, który potrącił zwierzę, obowiązany jest, w miarę możliwości, do zapewnienia mu stosownej pomocy lub zawiadomienia jednej ze służb, o których mowa w art. 33 ust. 3.

Art 33 ustęp 3:

W przypadku konieczności bezzwłocznego uśmiercenia, w celu zakończenia cierpień zwierzęcia, potrzebę jego uśmiercenia stwierdza lekarz weterynarii, członek Polskiego Związku Łowieckiego, inspektor organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, funkcjonariusz Policji, straży ochrony kolei, straży gminnej, Straży Granicznej, pracownik Służby Leśnej lub Służby Parków Narodowych, strażnik Państwowej Straży Łowieckiej, strażnik łowiecki lub strażnik Państwowej Straży Rybackiej.

Oczywiście, zwierzyny takiej nie można sobie tak po prostu zabrać. Niewiele osób zna powyższy cytowany artykuł najczęściej nie udzielając pomocy rannemu zwierzęciu.

sobota, 16 marca 2013

Stłuczka

Lubelscy policjanci próbowali zatrzymać jadące z przeciwka BMW z nadmierną prędkością. Jego kierowca zatrzymał auto, ale ...


Film pochodzi z serwisu Gazety Wyborczej Lublin.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Kolizja

Na szczęście nie u mnie, ale podczas egzaminu na mieście. Nie widziałem samego zderzenia, ale domyślam się że pojazd egzaminacyjny przyhamował w związku ze zmianą świateł na sygnalizatorze, a pojazd ciężarowy (T.I.R. z naczepą) jadący za egzaminem, nie zdołał wyhamować. To tylko przypuszczenie, ale wydaje się najbardziej prawdopodobne.



Potrzebna była pomoc ekipy pogotowia ratunkowego, więc samo uderzenie było raczej mocne - co widać na zdjęciach. Przyjechały także dwa zastępy straży pożarnej, gdyż z ciężarówki wyciekały jakieś płyny.

czwartek, 20 grudnia 2012

Nerwowo

Nic nie zapowiadało, żeby ten dzień był aż tak beznadziejny... Ale po kolei. Rano wychodząc z mieszkania wyjmuję kartkę z życzeniami od Hebiusa - miło :) Punktualnie o 8.00 jestem przy firmie, gdzie zaczynam pracę. Pięć minut później w chwilę po ruszeniu w mój bok wjeżdża ... inna eLka! Z naszej firmy, to znajomy instruktor, który ze swoją kursantką cofał z miejsca parkingowego. No ku*wa!!!

Nie widzieli, nie słyszeli (też przed użyłem sygnału) - nic nie pomogło, zatrzymali się na moim aucie. Na szczęście uszkodzenia są bardzo niewielkie, ale wkurzyłem się prawie maksymalnie! Tym bardziej, że ani przepraszam ani nic podobnego nie usłyszałem. I żeby było piękniej - ten sam gość wjechał już kiedyś we mnie (jakieś rok temu - na placu manewrowym).


Cały dzień myślę o tym i mam przed oczami jego auto wbite w moje. Jestem rozdrażniony i mało skupiony. Po godzinie 14 idę do szkoły na krótkie zajęcia (w międzyczasie wstępuję po faworki do "pysznej" cukierni), a potem wykłady (wypadki, znaki zakazu i informacyjne oraz holowanie). Myślałem, że trochę słodyczy umili mi wieczór, ale nic z tego.

A jutro firmowa wigilia, ale nie wiem czy pójdę...też mnie wkurzają, ale nie mogę tu o tym pisać...

środa, 30 maja 2012

Bum!

To się musiało kiedyś stać, prędzej czy później - mianowicie dostałem dziś w tył.
            Kursantka zatrzymała się przed jezdnią by ustąpić pierwszeństwa przejazdu, tymczasem kierowca Skody z tyłu spojrzał na jezdnię poprzeczną, zatrzymując się na moim zderzaku.
Prędkości prawie nie było, choć głowy nam poleciały na zagłówki. Włączam światła awaryjne i wychodzę mając w myślach uszkodzony tył. Patrzę, i oczom nie wierzę! Prawie nie ma znaku! Lekkie odciśnięcie jego tablicy rejestracyjnej, jakieś minimalne zadrapanie (sam większe zrobiłem ostatnio zmywając ptasie odchody).
Rozstaliśmy się w zgodzie, nie roszcząc do siebie żadnych pretensji.

W ogóle, dzień do du*y. Pod koniec jeżdżę z kobietą z innego miasta, na placu uczona była "sposobami" (czyli w jakimś momencie odpowiedni skręt kierownicy). Niestety, nie pamięta nich a ja nie wiem jak ona je robiła - skąd niby miałbym to wiedzieć?

Dzień beznadziejnie długi, ze złym samopoczuciem i cwaniakującymi klientami - tylko pogoda dopisała - ani gorąco ani zimno. Tylko to zbyt mało, by dzień zaliczyć do udanych.