czwartek, 17 listopada 2022
Luz
czwartek, 23 czerwca 2022
Nauka jazdy
poniedziałek, 17 maja 2021
Szelma
Jestem bardzo cierpliwy, na każdych jazdach bez zgryźliwości staram się wszystko wytłumaczyć i nie raz powtórzyć. Czasem jest tak, że ktoś na ostatnich jazdach wciąż nie potrafi włączyć świateł - zawsze wtedy daję wskazówki jak to zrobić mimo tego że już powinien to umieć.
Pewnego dnia robię tzw obsługę z kursantką na placu manewrowym. Ma już 12 godzin, więc co najmniej sześć razy już uczyłem ją jak włączyć poszczególne światła. Podchodzi do nas jeden z moich kolegów z pracy, a kursantka akurat ma sprawdzić działanie świateł cofania. Do tej czynności powinna włączyć bieg wsteczny i wyjść sprawdzić czy światła są sprawne, ale ona zapomniała jak się to robi. Mój kolega widząc sytuację stracił ochotę na konwersację ze mną, i od razu podszedł do niej i powiedział "w tym aucie nie ma wstecznego biegu, Tomek cię oszukał i teraz stoi i się śmieje". Dziewczyna natychmiast w to uwierzyła, wychodzi z auta i ze złością mówi że daję jej do sprawdzenia coś, czego nie da się zrobić. Staję jak wryty, a kolega prawie turla się po placu ze śmiechu. Pytam ją, jakim cudem przed chwilą jeździła po placu do tyłu, ale ona zdaje się nie rozumieć tego co mówię, tymczasem kolega tylko dolewa oliwy do ognia dodając "w tym aucie nie ma wstecznego".
Próbuję opanować sytuację i pokazuję jej w jaki sposób powinna sprawdzić światła cofania. Kolega odwraca się i z szelmowskim uśmieszkiem odchodzi. Ona zdaje się nie ogarniać tego, ale mam czas i zaczynam z nią sprawdzać światła od początku...
poniedziałek, 26 kwietnia 2021
Kosmos i oczekiwania szefa
Zniesmaczenie. Po ostatnim zebraniu, po którym prawie każdy dostał po tyłku, atmosfera poleciała hen daleko w kosmos. Czy słuszne te wyrzuty w kierunku nas - i tak i nie. Część uwag była jak najbardziej słuszna i merytoryczna, ale część z nich to zupełnie niepotrzebne kwestie - które powodują jedynie zgrzyty i niechęć do jeszcze lepszej pracy.
Dokładanie obowiązków, a jednocześnie wskazywanie że przecież pracując na etacie mam(y) np. urlopy to przecież żadna łaska - to jest coś co się należy jak psu buda. Stawka godzinowa, która mimo że jakiś czas podskoczyła wciąż jest mizernieńka tak, że sądzę iż niewielu z Was chciałoby pracować za tak małe pieniądze.
Kiedyś, gdy zaczynałem w tej firmie pracę było inaczej, lepiej. Wtedy było nas czterech instruktorów, dzisiaj jest ponad dziesięciu. Obawiam się, że to wszystko może iść w złym kierunku - ilość a nie jakość, coraz większy zysk firmy a jednocześnie wyzysk pracowników, brak profesjonalnych szkoleń i coraz większe wymagania szefa - to nie może się udać.
środa, 24 marca 2021
Telefon
Coraz częściej kursantom nie chce się przyjść do firmy na jazdy, tylko proszą o to aby podjechać do nich pod dom. Jeśli ktoś mieszka dalej ale wciąż na terenie miasta to nie ma problemu - rozumiem że dojechanie autobusem lub taksówką jest mało komfortowe i kosztowne, ale dziwi mnie że ludzie którzy mieszkają niedaleko także chcą aby po nich jeździć. Zawsze takie osoby tracą trochę czasu, ponieważ najpierw o pełnej godzinie kończę z kimś jazdę, a następnie wsiadam sam za kierownicę i jadę po następną osobę.
Wiąże się to z koniecznością zdejmowania oznaczenia "L" z dachu, a potem ponownym zakładaniem. Ostatnio dzwoni do mnie szef i pyta, czy jeżdżę z osobą która ma już prawo jazdy. Odpowiadam mu że nie - że ta osoba z którą jeżdżę ma dzisiaj egzamin. A on mówi, że ktoś do niego zadzwonił z informacją że jadę bez oznaczenia "L" na dachu. No tak - zapomniałem założyć... Prawie pół godziny jeździłem nieprawidłowo oznaczonym autem... :(
poniedziałek, 25 stycznia 2021
Szkolenie dodatkowe
Na kilka dodatkowych jazd (po całym kursie) przychodzi do mnie osoba mniej więcej w moim wieku, która do tej pory jeździła z moim kolegą z pracy. Już na samym początku widzę, że będę miał co robić...
- tuż po wejściu do auta jedną z pierwszych czynności które wykonuje jest... włączenie świateł mijania. Gdy pytam ją dlaczego to robi odpowiada, że instruktor bardzo krzyczał gdy zapomniała o światłach, więc od pewnego momentu włączała je "od razu". Oczywiście nie była w stanie powiedzieć jakie inne światła mogłaby użyć (miałem na myśli do jazdy dziennej), nie wiedziała co znaczy funkcja "AUTO" na włączniku - ani nigdy z niej nie korzystała. Więc już na samym początku zacząłem tłumaczyć jej co i jak;
- kolejny element, który rzucił mi się w oczy to ustawienie lusterek zewnętrznych. Ustawiła je bardzo w dół, co oczywiście powoduje że będzie jej łatwiej przejechać po placu manewrowym, ale na ulicy nie zobaczy tego wszystkiego co powinna. Jak twierdziła, jej instruktor w ogóle nie zwracał na to uwagi a ponieważ na placu manewrowym miała spore problemy jakiś znajomy doradził jej, aby "pomogła" sobie obniżając lusterka. Zdziwiona była, gdy powiedziałem że ma źle ustawione lusterka. Tu znowu minęło kilka minut zanim doszliśmy do porozumienia co do tego jak należy to ustawić;
- podczas jazdy kursantka nie zwracała uwagi na to kiedy należy zmieniać biegi. Nauczona na zasadę: "ruszysz i od razu dwójkę, 30 km/h i wrzucasz trójkę" nie raz zdławiała silnik, gdy podczas ruszania na wzniesieniu jeszcze dobrze nie ruszyła a już włączyła dwójkę. Niestety, nie miała pojęcia o tym że obowiązują ją konkretne obroty silnika podczas zmiany biegów, oraz że powinna w miarę możliwości dojść przynajmniej do czwartego biegu. Nie wiem czy to prawda, ale powiedziała że nigdy nie używała czwórki!;
- po zaparkowaniu skośnym powiedziała identycznie - że nigdy do tej pory nie parkowała skośnie. Była z siebie zadowolona, że jak na pierwszy raz to nieźle jej wyszło. Ale ja się zastanawiam jak można "przejść" kurs praktycznej nauki jazdy i nie zrobić jednego z zadań egzaminacyjnych?! Kolejna sprawa to korekta toru jazdy, którą mogłaby wykorzystać przy każdym parkowaniu, tylko że ona o niej nie słyszała! To także jej wina, ponieważ to wszystko było na wykładach, więc nawet jeśli (choć to niesamowite) nie miała tego na praktyce, to powinna wiedzieć;
- na kolejnych jazdach (zorientowała się że niewiele do tej pory umiała) chciałem poprawić jej parkowania. Do tej pory skręcała "na sposób", a poza tym robiła to bardzo chaotycznie. Pokazałem jej, że auto pojedzie bez dodawania gazu, oraz że musi na bieżąco obserwować tor jazdy swojego auta oraz odległości między sąsiednimi pojazdami i korygować ten tor jazdy. Ona do tej pory skręcała określoną ilość razy a potem nie robiła już nic. Uwierzycie w to? Bo mi ciężko!;
- na ostatniej jeździe zapytała mnie, czemu do tej pory nikt jej tego nie wytłumaczył, ale nie byłem skory do odpowiedzi - wszak nie będę krytykował kolegi - tzn nie przy niej, bo tu już mogę. I tak sobie myślę, że jeśli kursanci którzy przychodzą od innych instruktorów do mnie a potem wracają do swoich, opowiadają im co i jak robili, to ci instruktorzy muszą mnie strasznie nienawidzić. Poza tym, zastanawia mnie co oni robią przez te wszystkie godziny jazd? O czym oni rozmawiają w czasie szkolenia? Bo raczej nie o nauce :)
czwartek, 10 grudnia 2020
Trans - koniec
Transpłciowy kursant miał dziś ostatnie dwie godziny jazdy. Ostatnio nie przyszedł na jazdę (bo zapomniał), a dziś miał ze mną egzamin wewnętrzny.
Na placu manewrowym wszystko zrobił bezbłędnie i sprawnie. Umiał to, już od pewnego czasu "łuk" wychodził mu bardzo dobrze, także światła i płyny eksploatacyjne nauczył się znakomicie. Na miasto wyjeżdża bez włączony świateł, choć niebo bardzo zachmurzone i jeszcze kilka minut temu padał śnieg, no ale w tej chwili nie pada - więc nie ma problemu.
Pierwsze dwadzieścia minut bez najmniejszego potknięcia, mimo tego że na ulicach ślisko (pierwszy poważny śnieg) i dość duży ruch. Robimy parkowanie prostopadłe - akurat na "moim" osiedlu. Proszę go, aby po zaparkowaniu poinformował kiedy skończy. On informuje jeszcze wtedy, gdy nie wyłączył kierunkowskazu - czyli błąd. Zadanie parkowanie będzie musiało być powtórzone.
Podczas jazdy widzę krople deszcze/śniegu, które spadają na szybę - a przypomnę że jedziemy na światłach do jazdy dziennej. Zastanawiam się, czy są to opady z drzew czy coś po prostu pada. Nie chcę niesłusznie oblać go, więc postanawiam obserwować i czekać dalej.
Dojeżdżamy do przejścia dla pieszych, do którego z lewej strony zbliża się starsza kobieta. Widzę że kursant ją obserwuje, ale nie podejmuje żadnego działania. Szykuję się więc do reakcji i przejęcia kontroli nad autem, ale w ostatnim momencie kursant gwałtownie wyhamowuje. Na szczęście pojazdy z tyłu były nieco dalej on nas.
Po chwili wjeżdżamy na największe skrzyżowanie w mieście, gdzie wydaję mu polecenie skrętu w lewo. Kursant ustawia się właściwie na lewym pasie (w dodatku ma tam sygnalizację bezkolizyjną - więc to tak naprawdę prościzna) ale - jak zwykle - wyłączył kierunkowskaz podczas oczekiwania na zielone. Stoimy pierwsi. Gdy włącza się sygnalizator zezwalający na skręt w lewo kursant pyta mnie gdzie jedziemy a jednocześnie rusza prosto. Ja oczywiście nie odzywam się w takim momencie, a on postanawia przejechać przez skrzyżowanie na wprost. W ułamku sekundy oceniam sytuację i chwytając za kierownicę unikam kolizji z pojazdami na sąsiednim pasie, na który kursant próbował właśnie wjechać.
Tuż za skrzyżowaniem zatrzymuję pojazd w pierwszym możliwym miejscu, włączam światła awaryjne i informuję go o negatywnym. Teraz, jeśli będzie chciał podejść do egzaminu czeka go kilka dodatkowych godzin, lub chociaż powtórzenie egzaminu - ale to nie u mnie ponieważ cały grudzień już zajęty.
Tymczasem jutro odbieram swoje wymarzone autko :)
![]() |
| Źródło: toyotanews.eu.pl |
środa, 14 października 2020
Płyn zamiast kart
W dzisiejszych czasach bardziej pilnuję płynu do dezynfekcji niż kart szkoleniowych. Na przykład podczas ostatniej zamiany aut zapomniałem zupełnie o karcie kursanta, za to wziąłem płyn do rąk (i do powierzchni jednocześnie) oraz zestaw zapasowych maseczek (na wypadek gdyby któryś z kursantów przybył bez). Wziąłem też kilka rękawiczek (nie każdy chce stosować płyn) - czyli ręce pełne przedmiotów. Dopiero gdy wsiadłem i ruszyłem nowym autem zauważyłem, że karta została w starym aucie...
W dalszym ciągu dezynfekuję po każdym kursancie miejsce za kierownicą, oczywiście wymagam maseczki i rękawiczek lub dezynfekcji rąk. Staram się w miarę możliwości przewietrzać wnętrze - ale też w taki sposób aby nie przewiało mnie...
Co ciekawe, od ubiegłego piątku zauważyłem, że pojawiają się inne nauki jazdy w których kursant oraz instruktor są w maseczkach. Czyżby te ostatnie statystyki wpłynęły na ich zmianę w tym temacie? A może boją się kontroli i konsekwencji? Nie mam pojęcia. Wciąż około 80 % eLek na mieście jeździ bez maseczek.
Tymczasem w WORD egzaminatorzy przeszli na przyłbice - takie zawieszane na nosie - czyli jakby na pół twarzy, chyba też sobie taką kupię, ponieważ te które mam w tej chwili bardzo szybko się rysują i niszczą a to zdecydowanie pogarsza widzenie.
środa, 7 października 2020
Oczekiwania
Na kursie dwie nowe księżniczki. Notorycznie się spóźniają na jazdy (obie to "przyjaciółki" ze szkolnej ławki), w zasadzie to gdy do nich nie zadzwonię to nie wychodzą (wg ich życzeń podjeżdżam pod dom). Ostatnio gdy jedna z nich umówiła się na 7.00 to marudziła, że to zbyt wcześnie dla niej, że jeszcze śpi, że cały dzień będzie miała zepsuty, oraz że te wszelkie niepowodzenia w czasie jazdy to właśnie wina tej wczesnej pory. Przypomnę - ona sama umówiła się na tą właśnie godzinę.
Wczoraj znów miała mieć jazdę. O umówionej godzinie podjechałem pod dom, ale w ciągu piętnastu minut nie pojawiła się. Nie zadzwoniłem do niej (z przypomnieniem), ponieważ jeździłem akurat innym autem i nie miałem jej numeru telefonu. Gdy później spytała szefa (telefonicznie) "czy ja miałam dzisiaj jazdę?" uzmysłowił jej, że czekałem pod domem na darmo. Stwierdziła, że to moja wina - ponieważ ona mogła zapomnieć o jeździe - a ja powinienem przed każdą jazdą przypomnieć jej o tym. No księżniczka przecież. Szef poinformował ją, że to ona powinna dbać o tą kwestię, oraz że przepadły jej te dwie godziny na które była umówiona a nie przyszła.
środa, 9 września 2020
Głowę w piasek
Kilka tygodni temu firma podwyższyła cenę kursów. Szef obawiał się tego ruchu, ale postanowił zaryzykować i okazało się to bardzo dobrym pomysłem - nie tylko ze względu na moją podwyżkę i jego większe przychody, ale przede wszystkim - kursantów w ogóle nie ubyło. Wydaje mi się nawet, że jest ich więcej niż przed podwyżką, co zapewne jest zbiegiem okoliczności.
Praktycznie codziennie kilka osób zapisuje się na kurs(y) - raz więcej raz mniej, ale nie ma dnia aby nie przyszedł ktoś nowy. Kolejne grupy zapełniają się tak szybko, że po połowie terminu "rekrutacji" nie ma już wolnych miejsc. Nie sztuką jest nabrać kursantów a potem powiedzieć im, że wszystko fajnie ale najbliższe jazdy będą za trzy miesiące - z powodu braku wystarczającej ilości instruktorów i samochodów.
Z tego powodu firma stara się prowadzić odpowiedzialną politykę jakości i rozsądnego oczekiwania na jazdę oraz w miarę sprawnego zakończenia szkolenia. Mój grafik zapełniony jest na około miesiąc do przodu. Co jakiś czas słyszę, że "fajnie gdybyś dłużej pracował" ale to mnie już nie rusza. Wiem, większa kasa - ale kosztem czego? Życia/zdrowia/czasu. Już dawno temu ustaliłem że weekendy są tylko dla mnie - więc każda sobota i niedziela jest bez pracy - choć mnóstwo osób chce wtedy jeździć.
Uważam jednak, że jazdy w soboty lub niedziele powinny być lepiej wynagradzane, a chętni kursanci powinni zapłacić za to adekwatnie więcej. Jak sami nie zaczniemy się szanować to nikt inny za nas tego nie zrobi. Niestety, w mojej firmie tylko ja tak uważam, więc praktycznie wszyscy prócz mnie harują w soboty i niedziele za takie same pieniądze, a na moje propozycje zmian reagują zdawkowym "masz rację", ale jak przychodzi co do czego to chowają głowę w piasek. Więc nie ma szans by szef cokolwiek zmienił z tym temacie.
wtorek, 30 czerwca 2020
Nie będą mnie uczyli
- prawą rękę trzyma na lewarku prawie cały czas
- nie zna kryteriów do parkowania
- na wzniesieniu rusza jak "stary kierowca" (bez użycia hamulca postojowego)
- w ogóle nie zwraca uwagi na znaki
- ograniczeń prędkości nie uznaje
sobota, 30 maja 2020
Podsumowanie tygodnia 137
Kończę pracę pod firmą, pod którą akurat podjeżdża koleżanka (instruktora). Ona wysadziła swojego kursanta, a ja swojego, po czym chowam tablicę L do bagażnika, bo skończyłem już pracę i zamierzam jechać do drugiej roboty, ale koleżanka mówi do mnie:
- Tomek, weź no wyjaśnij coś kursantowi bo ja muszę już jechać - szybko wskoczyła do auta i odjechała. A jej kursant podchodzi do mnie z telefonem i pokazuje po kolei pytania egzaminacyjne których nie rozumie i chce abym mu je wytłumaczył...
To jak się takie zwalanie obowiązków na innych nazywa?
Wtorek
Kończę wykłady - to znaczy cały cykl wykładowy. Na koniec, gdy wszyscy już wyszli podchodzi dziewczyna zadając jakieś pytanie, a po chwili wręcza mi to:
Jakby ktoś był ciekawy - tak wygląda moje miejsce pracy na sali wykładowej. Nawet kwiatek po lewej oddaje rzeczywisty obrazek tego co tam jest :)
Środa
Moje kolejne pomidory jakoś słabo rosną. Najpierw miałem ich 6, potem 4 umarło, do tych co zostało dostałem znowu 4 i tak ponownie mam ich 6, ale znowu umierają... chyba jednak nie będę zajadał pysznych czerwonych pomidorów w tym roku - a na pewno nie tych co urosną u mnie.
Czwartek
Znów wyjeżdżam w trasę. Tylko 80 km w ciągu dwóch godzin, ale dobre i tyle :)
Piątek
Piątkowe korki w mieście dają się we znaki. Już nikt nie siedzi w domach, nie ma żadnej kwarantanny - zdaje się że wszystko wróciło prawie do normy, bo przy galeriach parkingi pełne, na ulicach mnóstwo ludzi i aut.
wtorek, 19 maja 2020
W zaparte
Ale... Już pierwszy skręt W. spowodował że w głowie włączył mi się alarm: "łap za kierownicę, bo albo wylądujesz na drzewie po lewej stronie, albo na znaku i krawężniku po prawej". Po mniej więcej pół godzinie jazdy byłem cały mokry, a maseczka potęgowała wszystko co kojarzyło się z wycieńczeniem. Próbowałem wytłumaczyć W. że auto samo nie skręca, że to ona nim kieruje, że to gdzie auto pojedzie zależy od tego co zrobi z kierownicą. Zresztą, sami wiecie - przedstawiłem jej cały wachlarz tego co i jak powinna zrobić. Efektów brak.
Pojechaliśmy na plac wedle jej życzenia, bo ja ćwiczyłbym dalej unikanie krawężników, linii ciągłych, drzew, znaków i innych aut na mieście. No ale klient - nasz pan. A na placu jeszcze bardziej źle niż na mieście. W. w ogóle mnie nie słucha, nie mam praktycznie z nią kontaktu. Nawet do przodu ma kłopot aby wjechać równo i nie najeżdżać na tyczki/pachołki, a do tyłu - "panie toż to kosmos!" Dla niej czy w prawo czy w lewo to jedno licho. Na około 40 minut jeden raz udało jej się przejechać w miarę dobrze (wg mojej oceny na 3-) i gdyby tak nieco to naciągnąć to dałoby się zaliczyć.
Na koniec powiedziała "zaparłam się aby zdać egzamin". Nie skomentowałem, bo i po co? Przede mną jeszcze co najmniej 8 godzin.
wtorek, 12 maja 2020
Korzyści z trasy
Wybrałem sobie trasę akurat na około 110 minut - czyli jeśli mam dwie godziny z kursantem to od razu po ustawieniu wszystkiego wyjeżdżamy w trasę. Musi jechać dość sprawnie, nie może wlec się 50-60 km/h bo inaczej nie zdążę wrócić do miasta po kolejną osobę. Trasa jest bardzo malownicza, przebiega przez kilka powiatów i zawiera mnóstwo walorów krajoznawczych. Najpierw jadę równą i piękną drogą wojewódzką, która niedawno została wyremontowana. Jest gładka jak stół i auto dosłownie płynie po niej. Jedzie się idealnie. Za oknem soczyste kolorowe pola - zielone, żółte i szare - gdyby nie to że muszę patrzeć na drogę nie odrywałbym wzroku. Czasem jakieś stadko sarenek widzę.
Następnie wjeżdżamy w wioski, w których mijam kilka pięknych starych domków. Są proste i niezbyt duże, choć czasem widać jeszcze poszczególne elementy ornamentyki, no i budowane dość dawno temu nie przypominają tych dzisiejszych - okazałych kolosów bezpłciowych i wymuskanych w każdym calu, z panelami solarnymi na dachu. Część z tych starych wymaga pilnego remontu, bowiem mają rozsypujący się dach, spróchniałe i ledwie trzymające się okna oraz obdrapane ściany.
Są też ładniejsze, zadbane, dopilnowane a jednocześnie mające coś fajnego w sobie. Przede wszystkim są mniejsze, a ja lubię małe domy. Niestety na zdjęciach nie udało mi się ująć tego, co widzi ludzkie oko.
Potem wjeżdżam na drogę lokalną. Bardzo mały ruch, ale mnóstwo zakrętów. Co ciekawe, nawet i tu droga jest wyremontowana i kompletnie bez zarzutu. Odcinek ten nie trwa zbyt długo, ale wywiera na mnie spore wrażenie. Za oknem znów mnóstwo kolorów, ale tym razem jadę górą a pola i łąki są jakby w dolinie. Jak dopisze pogoda to dodatkowym atutem jest niebo i chmury :)
Końcówka drogi powrotnej to długi odcinek drogi krajowej, na której można rozwinąć większe prędkości. Mijam ruiny zamku, przejeżdżam obok wielu stawów, droga ma fajne zakręty, które wymagają odpowiedniego przygotowania do ich pokonania. Ruch jest spory, ale droga szeroka i całkiem fajna. Wracając do miasta jestem naładowany pozytywnymi widokami i nową energią :)
A na koniec kilka zdjęć z tulipanami (choć w poprzednim wpisie o nich zapomniałem).
sobota, 2 maja 2020
Podsumowanie tygodnia 133
Zaczynam pracę. Cały dzień sami początkujący kursanci, którzy nie bardzo wiedzą do czego służy sprzęgło, czy kierunkowskazy. Ale i tak jest fajnie - ledwo oddycham, ale przecież mógłbym wcale!
Wtorek
W końcu udaje mi się kupić słynny już płyn do dezynfekcji rąk z Orlenu. Nie jest szczególnie drogi, ale nawet kupując taki płyn wspieram rozdawnictwo i nieudolność rządzących - tu na kwotę 5.56 PLN.
1 litr kosztował 15 zł, a 5 litrów 60 zł. Ten mniejszy dla mnie, a większy dla kolegi z pracy.
Środa
Ciąg dalszy kursantów z poniedziałku. Już powoli zapamiętują że biegi przełączamy dźwignią między fotelami, bo w poniedziałek nie było to takie oczywiste. Za to popołudniu pałaszuję moje ulubione lody śmietankowe. Niby takie same, ale jednak smakują gorzej niż zwykle. Tym razem firma produkująca dostarcza je wprost do domu - te z lodziarni są jakby inne i lepsze. No i brak wafelka :P
Czwartek
Mimo lekko padającego deszczu nie rezygnuję z przewietrzania auta i otwieram okna. To będzie cud jeśli mnie nie przewieje.
Międzynarodowy Dzień Jazzu, miałem być wieczorem na koncercie, ale wiadomo...
Piątek
Odpoczywam. No i maj - więc jak zawsze cały miesiąc związany z tulipanami :) Zdjęcie poniżej z 2019 roku, z łódzkiego ogrodu botanicznego.
czwartek, 2 kwietnia 2020
Koncepcja "po"
Firmy, które już przed kryzysem ledwo wiązały koniec z koniec, mogą nie przetrwać tej całej wirusowej pauzy. O ile nie miałyby kłopotów z pracownikami, którzy zatrudnieni na umowach śmieciowych nic nie kosztują, o tyle opłaty typu czynsz lub ewentualne raty za pojazdy mogą być gwoździem do trumny. A jeśli do tego dodać zaniżoną cenę kursu - powiedzmy na poziomie 1000-1200 zł - to nie ma się co oszukiwać - z takiej kwoty nawet oszukując swoich kursantów - nie da się odłożyć czegoś na "czarną godzinę" a jedynie przetrwać - na byle jakim poziomie - ale tylko przetrwać. Czy w tej sytuacji znikną z rynku ci którym najlepiej wychodzi krętactwo i oszukiwanie innych?
Interesujące, czy po tym wszystkim pozostałe firmy szkoleniowe podniosą ceny kursów, czy będą chciały nadrobić czas lub ewentualnie stworzyć większe rezerwy na wypadek powtórki z rozrywki. Czy rywalizacja pomiędzy nimi (o kursanta) będzie znów na poziomie finansowym - czyli kto zejdzie z ceną jak najniżej?
Także WORD-y w czasie epidemii nie pracują, czyli mając stałe koszty nie mają dochodów. Utrzymanie całej infrastruktury a przede wszystkim ludzi kosztuje wiele. Jedyne co, to koszty paliwa których obecnie nie ma. Już przed wirusem pojawiały się głosy o podniesieniu cen egzaminów (przypomnę - ostatnia zmiana cen miała miejsce w 2013 roku), więc teraz będą jeszcze bardziej słyszalne niż wcześniej. Jak dużo? Kiedy? Zobaczymy.
czwartek, 12 marca 2020
Szkolenie w czasie pandemii
niedziela, 8 marca 2020
70 i więcej (2)
Jadąc w trasie zmusiłem ją do używania czwartego i piątego biegu. Jechała tak około 80 km/h, więc nie jest źle (kiedyś nie przekraczała 30). Oczywiście wyprzedzali nas wszyscy - także ci którym tego nie wolno. A więc w trasie nie było okazji do ćwiczenia wyprzedzania, ale trudno.
Niebawem chce iść na egzamin. Wcześniej musi zdać egzamin wewnętrzny - postanowiłem że zrobi to jeden z moich współpracowników, więc jeśli jej się teraz uda to będzie miała drogę wolną. A czy dobije do 100 godzin? Zobaczymy.
czwartek, 5 marca 2020
Uśmiech
Otóż pani nie jest ani stara ani nie ma problemów. Co prawda nie zdała już kilku egzaminów w tym dużym mieście, ale po wyprowadzeniu jej jazdy "na prostą" zdała dziś - nie wiem dokładnie za którym razem ale u mnie za pierwszym. Jej głównymi problemami był brak wiary we własne umiejętności, bowiem większość zadań robiła dobrze lub nawet bardzo dobrze.
A więc przejścia dla pieszych, ecodriving, plac manewrowy - tu było bardzo dobrze. Trochę gorzej z dynamiką jazdy (m.in. nie używała 4 biegu, oraz nie pilnowała właściwych obrotów wału korbowego) oraz z pewnością siebie. Wystarczyło, że ktoś na skrzyżowaniu nieco szybciej dojechał a ona już hamowała (mimo pierwszeństwa). W ciągu 5 godzin udało mi się poprawić to co zauważyłem i postanowiliśmy wspólnie o tym że podejdzie do egzaminu.
W dniu egzaminu czyli dziś omówiłem bardzo dokładnie elementy obsługi auta pod kątem przewietrzania pojazdu, oraz używania wycieraczek (nigdy tego nie miała) bowiem dość intensywnie padający deszcz mógł popsuć jej plany. Jak opowiedziała po zdanym egzaminie - gdy na samym początku ustawiła odpowiednio nadmuch, włączyła klimatyzację oraz wycieraczki (przód/tył) egzaminator aż się uśmiechnął. No i dobrze, bo obiecała że będzie polecać do mnie kolejnych kursantów.
środa, 4 marca 2020
Radio w tle
Ogólnodostępne RMF i Zet ociekają beznadziejnością muzyczną i zbyt małą ilością słowa. Ich muzyczne "łupanie" wytrzymuję co najwyżej kilka minut. Gdy przełączam na kolejną stację (regionalną) nadającą w miarę dobrą muzykę i mającą więcej do powiedzenia - słyszę co jakiś czas tematy czysto kościelne - czyli lipa. Kolejna regionalna stacja ma tylko muzykę (dla mnie bardzo słabą) i nic więcej. No i co wybrać? A może po prostu ciszę?



























