sobota, 21 marca 2026
Podsumowanie tygodnia 450
sobota, 30 sierpnia 2025
Podsumowanie tygodnia 411
poniedziałek, 4 grudnia 2023
Ludzki człowiek
sobota, 7 października 2023
Podsumowanie tygodnia 312
sobota, 30 września 2023
Podsumowanie tygodnia 311
Poniedziałek
Sam wkopuję się w niewygodną sytuację. Zupełnie jej się nie spodziewałem i - możliwe - mógłbym jej uniknąć, gdyby nie moja durna ochota pomagania. Tyle razy już się przekonałem że nie warto, ale wciąż brnę w tą samą stronę. Natychmiast zostało to wykorzystane przeciwko mnie, więc do okienka wróciłem zrównany z błotem i zły. Na siebie.
Wtorek
Kontrola w pracy. Kilka nieprawidłowości. Wg kontrolujących, bo ja mam inne zdanie na ten temat. Obecnie czekam na protokół z kontroli, którego nie wiem czy podpiszę.
Po pracy piekę drożdżówki z ciasta francuskiego (kupnego) ze śliwkami - prosto z drzewa. Bardzo dojrzałymi i pysznymi. Z dodatkiem odrobiny cukru i większej ilości cynamonu. Smakują wybornie.
Środa
Sytuacja z poniedziałku trochę się prostuje. Nie dlatego, że ktoś wyciągnął wnioski, lecz dlatego że jestem potrzebny - więc i narracja została złagodzona. A może uśpiona? Mniejsza o to.
Czwartek
Ciężki dzień, ale w perspektywie długo weekend, ponieważ to ostatni dzień w pracy w tym tygodniu. Wciąż piękna pogoda. Mam ochotę na duże lody, które funduję sobie po popołudniowej saunie w dużym mieście.
Piątek
Odpoczywam, korzystam z możliwości jakie daje duże miasto. Jestem prawie zupełnie anonimowy, a gama atrakcji idealnie wpisuje się w moje oczekiwania.
Wieczór z pięknym zachodem słońca, a jutro kino - "Zielona granica".
czwartek, 15 września 2022
Granica
wtorek, 26 lipca 2022
Inny świat
Zachęcony przez Agnieszkę zamówiłem książkę Amy Harmon - Inna Blue. To mój pierwszy zakup tej autorki, ale na pewno nie ostatni. Dziś właśnie skończyłem czytać. Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, wciąga od samego początku, a historia jest bardzo nietuzinkowa. Po przeczytaniu pierwszych stron wydawało mi się, że znam dalszy jej rozwój, że wszystko potoczy się szablonowo, że bohaterowie wybiorą rozwiązania dla nich najkorzystniejsze, najbardziej odpowiadające ich potrzebom, czy najprostsze - gdy tymczasem wszystko kierowało się zupełnie innymi drogami. Tożsamości poszczególnych bohaterów tkwią w zawieszeniu do późnego końca i przyznam szczerze, że zupełnie inaczej wyobrażałem sobie to jak historia ta potoczy się dalej oraz to kto jest kim - pod wieloma względami...
Książka zrobiła na mnie spore wrażenie, polecam! Była też bardzo dobrą odskocznią od tego co w pracy, a szczególnie pod koniec tygodnia dużo się działo. Pierwsza umówiona klientka w Departamencie w piątkowy poranek próbowała wyprowadzić mnie z równowagi (chyba nawet nieświadomie), starałem się nie reagować ale przyniosło to skutki odwrotne do oczekiwanych, wręcz opłakane. Dziś wiem, że popełniłem błąd i powinienem inaczej prowadzić jej sprawę - szczególnie po przeanalizowaniu "krok po kroku" od której to analizy nie byłem/jestem w stanie uciec i wciąż siedzi mi w głowie. Sprawę musiałem zgłosić przełożonemu który w pierwszej chwili zamarł z wrażenia, ale po przestudiowaniu dokumentów zalecił abym się nie martwił. Łatwo mu powiedzieć, konsekwencje ponoszę ja. Zobaczymy.
Jakby tego było mało tego samego dnia kilka godzin później dość podobna sytuacja z tym, że nie miałem z tym wiele wspólnego. To znaczy nie ponoszę za to odpowiedzialności. Do mojego okienka zleciał się cały wydział zobaczyć "skutki" - oczywiście gdy klient został już odprawiony. Manager który dziś mną zarządzał jak dowiedział się o tej sprawie stwierdził "ale masz dziś pecha!" i znowu wdrożył procedurę ale już pod innym kątem - nie groźną dla mnie.
Na koniec dnia przyszła osoba, która wcześniej miała zastrzeżenia co do mojego wykonywania obowiązków (pisałem o tym w tym wpisie #poniedziałek). Tak, przyznaję - jestem uprzedzony do niej, nie dałem z siebie ani grama więcej niż to co przewiduje instrukcja Departamentu. Jej utyskiwania zbyłem niczym, nie skomentowałem tego, pozostałem neutralny, nie zamierzałem pomagać jej w czymkolwiek ani współczuć mimo tego, że zdaje się miała jakieś kłopoty będąc przy okienku (albo tylko blefowała, nie wiem). Odprawiłem ją z kwitkiem. Wiem, jestem typowym prostakiem a moje postępowanie jest wysoce nieprofesjonalne :P
Tymczasem zaczynam czytać nową książkę:
środa, 29 września 2021
Dokumenty
W Departamencie niemiły zgrzyt. Pracuję tam od trzech miesięcy i ciągle poznaję współpracowników - a ci raz są tacy a kolejnym razem inni. Albo - jak coś potrzebują to mało co nie wejdą w tyłek, a gdy im coś nie na rękę to potrafią uzewnętrznić naturę odmienną niż kulturalna. Oczywiście nadają na siebie nawzajem podczas nieobecności drugiej osoby - przy czym zupełnie inaczej wyrażają się gdy tej drugiej osoby nie ma a inaczej gdy jest. 100% niespójności. Czasem gdy tego słucham to zupełnie nie rozumiem, więc staram się słuchać jak najmniej. Ale nie o tym - wracam do zgrzytu, ponieważ dotyczył on mnie bezpośrednio.
Otóż jeden ze współpracowników musiał podejść dziś do okienka, ale do innego niż zwykle (nie do swojego) - to okienko dla osób niepełnosprawnych/innych nietypowych. Stanowisko to jest rzadko wykorzystywane - ale w pełni funkcjonalne (czasem używamy go jeśli jest jakaś awaria komputerów przy innych okienkach). Można na nim załatwić wszystkie sprawy tak jak na zwykłym okienku. Wcześniej byłem tam ja, zalogowałem się, rozpatrzyłem sprawę klienta, przybiłem kilka pieczątek, wylogowałem poprawnie i poszedłem wypić herbatę. W dodatku otworzyłem okno, gdyż w powietrzu unosił się niezbyt miły zapach a wiedziałem że jeszcze w tym samym dniu okienko to będzie wykorzystywane. Gdy kilkadziesiąt minut później podszedł tam wspomniany współpracownik ze swoim klientem okazało się, że nie jest on przygotowany do obsługi petenta - nie dość że nie miał wszystkich dokumentów/kodów dostępu, to jeszcze chciał aby na stanowisku były dodatkowe "papiery" które tak naprawdę nikomu nie są potrzebne, ponieważ wprowadza się je do systemu jedynie raz (i one oczywiście były już wprowadzone - inaczej nie mógłbym się tam zalogować). Ale on je chciał - i to oczywiście ode mnie! On po drugiej stronie sali, ja przy swoim okienku z kolejnym petentem i słyszę takie coś: "Tomek, a gdzie są dokumenty?" No myślałem że pójdę do niego i puszczę mu wiązankę brzydkich słów, ale oczywiście nie zrobiłem tego.
Współpracownik zrobił to celowo, gdyż w innych przypadkach pracy na tym okienku nie wymaga żadnych dodatkowych dokumentów, ale skoro zauważył że wcześniej byłem tam ja, to pomyślał że poznęca się nad nowym pracownikiem - czyli mną. Na jego pytanie odpowiedziałem mu "a zorganizuj sobie jak je potrzebujesz". Kolega odwrócił się i wyszedł zostawiając petenta przy okienku!!! Wyobrażacie to sobie? Zostawić klienta przy okienku i odejść?!?!? Gdyby to zauważył manager kontrolujący, lub główny manager, to współpracownik musiałby się nieźle tłumaczyć, ponieważ to wbrew regulaminowi. Klienta NIE MOŻNA pozostawić przy okienku!!! Musiałoby się chyba zacząć palić, aby można było sobie odejść od stanowiska, no ale... Tylko kilka osób z mojego działu to zauważyło, a kontrolującego dzisiaj nie było w pracy.
Gdyby tylko współpracownik wykazał odrobinę dobrej woli wcale nie musiałby opuszczać okienka, ponieważ nawet bez jego kodów dostępu mógłby załatwić sprawę klienta, a później uzupełnić to co trzeba (nie raz ja tak robiłem gdy okazało się że czegoś nie wziąłem ze sobą) - ale nie - on postanowił zrobić wielkie halo.
W ogóle, zauważyłem że ten współpracownik "bawi się" telefonem w czasie obsługi, a kiedyś w przerwie powiedział że musi sobie zrobić nową listę piosenek do słuchania bo już stara mu się znudziła. Nie mam pojęcia czy on słucha muzyki w czasie kontaktu z klientami i zupełnie mnie to nie interesuje, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak faktycznie było. Jakie to szczęście że to jest poza mną, że ja tak nie robię oraz że reprezentuję innym poziom pomimo tego, że on pracuje tu już ponad dziesięć lat (jak sądzę).
Naturalnie mógłbym pójść z tym do managera, wtedy kolega oberwałby po nosie - ale po co? On wybroniłby się, ponieważ jako pracownik z o wiele dłuższym stażem ma większe zaufanie niż ktoś taki jak ja - pracujący trzy miesiące. Nie zamierzam schodzić do jego poziomu, ale postanowiłem ograniczyć kontakty do niezbędnego minimum, unikać wszelkich dialogów, nie reagować na zaczepki i odciąć się maksymalnie.
czwartek, 23 września 2021
Nowe obowiązki
Od kilku dni prócz tego co robiłem do tej pory w Departamencie Spraw Trudnych i Beznadziejnych wykonuję część obowiązków jednego z managerów mojego działu. Nie jest to nic co zajmowałoby mi dużo czasu, spokojnie się z tym wyrabiam a i tak zostaje mi dużo czasu na siedzenie i nic nie robienie, jedzenie i picie, rozmowę ze współpracownikami, spacerowanie od działu do działu itp. Jedocześnie wymaga to dobrego zorganizowania, dużej dyscypliny oraz oraz trzymania "ręki na pulsie".
Już pierwszego dnia nowych obowiązków z samego rana przyszedł do nas główny dyrektor i zapytał kto się zajmuje obowiązkami nieobecnego przez dwa tygodnie managera - odpowiedziałem że ja. Zapytał czy już zrobiłem to co trzeba a ja odparłem "tak jest". Przy okazji spotkała mnie nietypowa sytuacja, ale wybrnąłem bezproblemowo - nie chciałbym pytać kogokolwiek co i jak mam zrobić - wolałem to zrobić sam. Bardzo to lubię, mam porządek w swojej szafce a na biurku wszystko równiutko poukładane, więc nie sprawia mi to trudności.
W ramach tych nowych obowiązków wymagam pewnego określonego działania od moich współpracowników - a przypomnę że ja tam pracuję najkrócej. Trochę dziwnie się z tym czuję, ale to pewnie tylko na początku. Na razie grzecznie wykonują moje prośby (no bo raczej nie polecenia) - więc jest ok.
Przy okazji robię też inną sprawę - właśnie pod nieobecność tego działowego managera. Inni - akurat ci którym ułatwiam pracę - są zachwyceni i uśmiechają się do mnie ładniej niż wcześniej. Tymczasem jeden kolega z okienka obok powiedział tak "o, pokazałeś że umiesz więcej i teraz będą cię wykorzystywać", a drugi nic nie mówi tylko patrzy spod oka. To ten rodzaj człowieka, który wszystko rejestruje za pomocą narządu wzroku, bardzo mało mówi, ale jeśli już - to najczęściej donosi na współpracowników do głównego managera. Muszę na niego uważać i ogólnie - ograniczać się w kontaktach z nim.
sobota, 18 września 2021
Podsumowanie tygodnia 205
Poniedziałek
Dzień wolny, ponieważ pracowałem w którąś sobotę. Wstaję późno, robię większe zakupy (w dużym mieście), idę na lody a wieczorem na przejażdżkę rowerem. Ciepły, ładny dzień na odpoczynek.
Wtorek
Niewiarygodne rzeczy dzieją się wokół mnie. Tak abstrakcyjne z jednej strony, a z drugiej trochę średnio bezpieczne nawet. Nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że coś takiego mnie kiedyś spotka, znajoma która pomaga mi w tej sytuacji też bardzo zdziwiona - mówiąc delikatnie. Gdybym mógł tu opisać, nie wiem czy ktokolwiek uwierzyłby (no może Aberek). Niestety nie mogę - jest to niezwykle prywatna i osobista sprawa, choć jak się okazało kilka dni temu - mój główny manager z Departamentu został o niej poinformowany - zapewne po to aby mnie zdyskredytować. Jak to wszystko potoczy się dalej - zobaczymy, możliwe że za jakiś czas napiszę więcej - ale to nic pewnego. Na razie miałem kilka nieprzespanych nocy, wiele przemyśleń, oraz rozmowę z panią prawniczką - która nic konkretnego nie dała. Dzięki pomocy znajomej możliwe że uda się rozwiązać tę sprawę w miarę dobrze - zobaczymy.
Środa
Burza w szklance wody. Mój dział Departamentu nawiedza huragan. To dla mnie pierwszy taki dzień w pracy, choć doskonale się orientuję że najmniej mnie to dotyczy, a może nawet i wcale. I wiecie co? Dobrze jest robić swoje zgodnie z procedurami - wtedy żadna burza i żaden huragan mnie nie ruszy, a inni - niech się martwią :)
A po południu: jeden z managerów mojego działu idzie na dłuższy urlop. Musi przekazać komuś ułamek swoich obowiązków - proponuje mnie głównemu managerowi mówiąc "Tomek jest bezproblemowy" (no nie wiem czy to takie oczywiste - patrz dzień wcześniejszy). Ja pracuję w Departamencie najkrócej, a on mi chce dać taką odpowiedzialną część swojej pracy - nie powinien dać tego komuś kto dłużej pracuje i zapewne już nie raz brał to pod jego nieobecność? Główny manager zatwierdził jego propozycję, a ja wyraziłem gotowość. Oczywiście nie wiąże się to z jakąś gratyfikacją - a przynajmniej nie w tej chwili - bardziej otwiera mi możliwość awansu. Fakt że tej pracy będzie bardzo bardzo mało - choć będzie ona dość odpowiedzialna i znacząca w Departamencie.
Czwartek
Echa dnia wczorajszego. Przechodzę wyrywkową kontrolę. Wiem że jesteście zdziwieni tymi ciągłymi kontrolami. Szczerze - akurat najmniej mnie stresowała ta dzisiejsza, ponieważ był u mnie manager niższego stopnia, który prawie niczego nie wymaga - więc to nic aż tak bardzo trudnego. Poza tym prawie cały dzień boli mnie głowa.
Piątek
Decyzja podjęta. Hulajnogi na razie nie będzie, no chyba że zimowo-jesienna pora przyniesie wyjątkowe promocje. Możliwe, że na wiosnę sobie coś takiego sprawię - zobaczymy :)
środa, 14 kwietnia 2021
Krzyk
Poniedziałek. Spojrzałem z samego rana na grafik - szykował się spokojny dzień (czyli normalni i w miarę fajni kursanci). Ale już pierwsza godzina dała popalić... To miała być rutynowa jazda - dwugodzinna, a na jednej z nich miałem zrobić egzamin wewnętrzny - ponieważ kursantka już kończy szkolenie.
Jej początki były z moim kolegą, nie dogadywali się, ponieważ kolega należy do tych instruktorów którzy sami trzymają sprzęgło. Powoduje to że kursantowi nie gaśnie auto, ale czego on się wtedy nauczy? Kursantka zrezygnowała z jazd z nim i wybrała się do mnie. Była zachwycona. Ja mniej. Gdy przyszła na jazdę miała ponad dziesięć godzin za sobą, a wciąż nie umiała podstawowych rzeczy, więc nie było lekko.
Pod koniec kursu pojechaliśmy do większego miasta. Kursantka sama poprosiła o to, ponieważ po zdaniu egzaminu prawdopodobnie będzie dość sporo tam dojeżdżać - więc mimo pandemii udało nam się to zorganizować.
Wracając do poniedziałku - zaczynam egzamin wewnętrzny. Po placu manewrowym wyjeżdżamy na miasto. Kursantka średnio radziła sobie do tej pory, ciągle zapominała o podstawowych sprawach (redukcja biegu, używanie kierunkowskazów), ale tym razem nawet całkiem nieźle jej szło. Po około dwudziestu minutach postanawiam wjechać na małe osiedle, gdzie chciałem zrealizować zadanie zawracania. Podczas skręcania w lewo zbliżamy się przejścia dla pieszych, na którym jest starszy facet. Kursantka zupełnie nie reaguje, bo go po prostu nie widzi (nie wiem jak to możliwe, ale mniejsza o to). Facet w strachu zatrzymuje się, a ja z całą siłą wciskam hamulec. Ponieważ nasza prędkość oscyluje w okolicy 15 km/h auto praktycznie zatrzymuje się w miejscu.
W tym czasie mam podwójny obraz - krzyczącą kursantkę oraz minę przestraszonego i trochę rozeźlonego człowieka przed maską. On sobie poszedł dalej, ale kursantka niestety została w aucie. Zaczęła krzyczeć, że już miała nogę nad hamulcem, że miała nawet wciśnięte sprzęgło (to akurat jej pozostało z nieprawidłowej techniki kierowania podczas skrętu w lewo) oraz że nie da sobie wmówić błędu. Nie reaguję, tylko powoli uruchamiam pojazd i zjeżdżam ze skrzyżowania i przejścia dla pieszych oczywiście robię to z pozycji instruktora. Po zatrzymaniu kilka metrów dalej informuję, że wynik egzaminu wewnętrznego jest negatywny, ale kursantka przystępuje do drugiej fali ataku.
Zaczyna obyć opryskliwa, krzyk miesza się z jakimś żalem, czy nie wiem nawet czym. Nie bardzo daje sobie cokolwiek tłumaczyć, więc postanawiam wrócić do biura i po prostu zakończyć jazdę. Bez jakiejkolwiek zwłoki czasowej kończę szkolenie z nią i informuję szefa o zaistniałej sytuacji. Kursantka w obecności szefa już nie krzyczy, choć wciąż jest nabuzowana. Następuje zmiana instruktora i moje lekcje z nią kończą się. Muszę się napić melisy.
sobota, 27 czerwca 2020
Podsumowanie tygodnia 141
Zaczynam od 7.00 akurat spod swojego bloku. Czekam punktualnie, po piętnastu minutach dzwonię, ale kursant nie odbiera. To nie jest jego pierwszy raz, kiedy nie przychodzi na jazdę. Mam więc prawie 2 godziny dla siebie.
Mój balkon lekko ukwiecony. Kupiłem ostatnie dostępne kolorowe roślinki, przesadziłem w swoje doniczki i podlewam nawozami, aby ładnie wyglądały :)
Wtorek
Pod koniec dnia trafia mi się osoba, która już nieco godzin jazdy ma za sobą. Ale wciąż nikt nie nauczył jej dostosowywania prędkości. W efekcie pędzi jak szalona, nie zwalnia ani przy przejściach, ani przed zakrętami, ani przy skrzyżowaniach. Napracowałem się, ale mam nadzieję że zrozumie o co chodzi.
A poza tym - zapisałem się na egzamin weryfikacyjny. Jadę do Gdańska za około miesiąc na egzamin teoretyczny - nie wiem jeszcze jak ogarnę to organizacyjnie, ale zobaczymy :)
Środa
Z samego rana na 2 godziny dziewczyna. Bardzo wysoki poziom kultury, normalnie aż jestem zaskoczony że jeszcze są tacy młodzi ludzie - niezwykle miło się pracowało :)
Czwartek
Podczas wykładów on-line kolegi dochodzi do nieprzyjemnych wydarzeń. To może efekt złudnej anonimowości tych którzy siedzą po drugiej stronie komputera? Nie wiem, ale były one (wydarzenia) na tyle złe, że sam szef zaangażował się w sprawę. Ja mam nadzieję, że nie będę miał tej nieprzyjemności i nie będę musiał z łobuzem jeździć.
Piątek
Kontynuacja z czwartku. Procedury wykładów on-line zostały zmienione, trwa namierzanie łobuza i jest to tylko kwestia kolejnego wykładu (w poniedziałek). Głupota ludzka nie zna granic.
wtorek, 7 stycznia 2020
Jeż
Podczas wspólnej pracy nad pewnym projektem usłyszałem dziś takie coś: Tomek, czy mógłbyś zrobić dla mnie to i to? Ale nie w domu, tylko na naszym spotkaniu w czwartek? Mógłbym - odpowiedziałem. Czyli chwilowo zrozumieli, że nie zamierzam zabierać dodatkowej pracy do domu.
Oczywiście między sobą współpracownicy podchodzą jak pies do jeża. Widząc to z boku wciąż jestem zadziwiony, ale staram się w ogóle o tym nie myśleć - i po napisaniu tego wpisu natychmiast o tym zapomnę :P
Mam dziś sporo wolnego czasu. Chyba zrobię sobie jakąś fajną zupkę - może grochową?
A taka agawa marzy mi się na balkonie :)
sobota, 20 lipca 2019
Podsumowanie tygodnia 93
Belferka, której tak trudno było opanować sztukę jazdy chyba dała sobie spokój. Nie ma jej ani u mnie, ani u moich współpracowników. No chyba że poszła do innej szkoły jazdy - tego nie wiem.
Wtorek
Na praktykach egzaminatorskich - dziś było trzaśnięcie drzwiami. Ja też bym ją oblał, a już za to co powiedziała na końcu - po egzaminie - lepiej aby nie podchodziła już więcej.
Środa
Robię ogórki małosolne. Poprzednie udały mi się całkiem nieźle, tym razem dałem jeszcze więcej kopru i innej zieleniny.
Czwartek
Belferka jednak jest. Uczy się u kolegi.
Piątek
Dobrze że już piątek, może trochę odpocznę przez weekend.
wtorek, 2 lipca 2019
Złośnik
Na młodym "człowieku" nie zrobiło to żadnego wrażenia - czyli tak jak myślałem. Mnie natomiast zastanawia fakt, że przyszedł do mnie z polecenia pewnej osoby, oraz to że z widzenia znam jego matkę. Nie ma nad nim kontroli, a na odebranie wychowania już za późno. Instruktor który ma z nim jeździć nie cieszy się z tego powodu - mówiąc bardzo ogólnie.
Zdumiewa mnie jego chamstwo i agresja w dalszym ciągu, choć od tej jazdy minęło kilka dni. Nigdy w życiu nie chciałbym go spotkać więcej, mieć jakiegokolwiek kontaktu. Prawdopodobnie ma sam ze sobą problemy, z których raczej się już nie wychodzi. Podwyższona samoocena, nadpobudliwość, intensywna euforia, ponad przeciętna nerwowość, brak racjonalnego myślenia. Muszę znaleźć sposób, aby wyrzucić go ze swojej pamięci. Jazdy z ubiegłego wtorku i środy to nic w porównaniu do tego.
Idę zrobić sobie dobrą herbatę :( I może jakaś spokojna muzyka?
niedziela, 5 maja 2019
Kurs dla kandydatów na egzaminatorów (6)
Taki nieszanujący innych wykładowca nie może liczyć na współpracę i zaangażowanie słuchaczy. Dziwi się potem, że nikt się nie odzywa, a gdy zadaje pytanie to też jest cisza. Bo i po co się odzywać? No chyba że tylko po to, aby wyjaśnić mu że wolałbym zmienić wykładowcę jednak. Także ze względu na to, jak często mylił pojęcia o których mówił, oraz w jaki płytki i trywialny sposób omawiał zagadnienia. Choć, jeśli uważał słuchaczy za idiotów to w sumie wszystko jedno...
Ale wykład może być także na poziomie. Merytoryczny, interesujący, wskazujący na różne dodatkowe aspekty tematu. Na takim wykładzie dowiedziałem się kilku nowych rzeczy, niektóre z nich były przedmiotem moich wewnętrznych rozterek. Czas szybko leciał do przodu, ani się spostrzegłem jak wykłady dobiegły do końca. Tak ogólnie, to zestawiając te dwa wykłady można już sporo dowiedzieć się o człowieku. I na koniec - aby z praktykami dobrze trafić...
Tymczasem po kursie trochę wycieczek :)
środa, 6 lutego 2019
Tydzień bez środy
A przy okazji dostałem kopa w cztery litery. Nie mam pojęcia, jak można w taki sposób traktować innych. Nie jestem idealny, ale jakoś tam zostałem wychowany. Szacunek do drugiego człowieka, jaki on by nie był - powinien być zawsze. Wciąż jestem w szoku i chyba nadal nie dowierzam temu, co dziś doświadczyłem. Czy jestem dnem i nie nadaję się do niczego? Oczywiste że nie wiem wszystkiego, a jeśli czegoś nie rozumiem to - jak sądziłem - zapukałem do najwłaściwszej osoby. Ale nie.
Muszę na spokojnie to wszystko przemyśleć i mimo tego postarać się zrobić jeszcze więcej, aby był to ostatni cios. Niestety będzie się to za mną ciągnęło w pamięci, która nie potrafi odrzucić tego co złe, a wręcz zakoduje to w niemal idealnym stanie.
Ta środa, lepiej żeby nie istniała.
niedziela, 11 listopada 2018
Parówki i marchewki
![]() |
| Odpoczywam na ławeczce :) |
Tak sobie ostatnio myślę, że chyba sporo osób chciałoby mieć taką pracę. Tyle przyjemności, zero uciążliwości, prawie same zalety. Czasem w akcie dobroduszności dostanę nawet coś miłego (i to mimo mojego "nie"). Wadą są jedynie współpracownicy - pisałem o tym że nie szanują mojego czasu, są niezorganizowani i w ogóle - widzę że robią to co mają zrobić na odwal. Oczywiście nie wszyscy, ale ja muszę współpracować ze wszystkimi. Czasem są dni, kiedy zupełnie nie chce mi się tam iść, ale przecież muszę. Ciekawe, co oni myślą o mnie.
Ostatnio dowiedziałem się, że uważają moje wynagrodzenie za zbyt wygórowane. To dziwne, że wykonując zupełnie inną rolę niż ja, starają się porównywać wszystko do jednego (swojego) poziomu. Tak się nie powinno robić - ich kwalifikacje są zupełnie inne niż moje - oni beze mnie nie zdziałają nic, tak jak ja bez nich - jesteśmy zależni od siebie - nie musimy się kochać - ale powinniśmy współpracować jak najlepiej, a nie wytykać sobie kwestie wynagrodzenia. Zresztą - gdybym był podły (i taki jestem) to powiedziałbym że trzeba było się uczyć - to mieliby takie wynagrodzenie jak ja.
Jak w tytule - niby nie da się tego połączyć, a jednak... Ostatnio dowiedziałem się że można - nadal siedzi mi to w głowie :)
środa, 4 lipca 2018
Aby dotrwać... (1)
Epizod I - ruszanie
- ten bardzo skomplikowany proces nadal nie został opanowany. Najczęściej (średnio 9 na 10 razy) podczas ruszania auto jej gaśnie, przyczyn jest kilka - puszcza sprzęgło zbyt szybko; ma inny bieg niż pierwszy (najczęściej ten na którym jechała wcześniej - czyli dwójkę); lub wciska hamulec - tak, wciska hamulec podczas ruszania. Za to gdy trzeba się zatrzymać ona najczęściej wciska gaz. Do końca.
Jednocześnie muszę dodać, że jest coś co opanowała nieźle. To ruszanie bez sprzęgła. Czasem szybko się orientuje że auto zgasło, wtedy w mgnieniu oka przekręca kluczyk i rusza natychmiast - bo bez użycia sprzęgła. Ale to też tylko wtedy, gdy jednocześnie nie wcisnęła hamulca.
Dojeżdżając do skrzyżowania muszę mówić jej co zrobić, bo inaczej nie robi nic. Ale, to że mówię nie znaczy że to zrobi. Najfajniej jest, gdy sama wpadnie na to aby popatrzeć w prawą i lewą stronę czy droga jest wolna - wtedy i tak niezależnie od sytuacji wciska cokolwiek - ale do samego końca. Najgorzej gdy trafi na hamulec, a porusza się drogą z pierwszeństwem. Naprawdę coś nad nami czuwa, bo już tyle razy było tak blisko kolizji... (domyślacie się, że po każdym takim "incydencie" stajemy z boku i tłumaczę co i jak?)
Epizod II - światła i płyny
- czyli pierwsze zadanie egzaminacyjne. Trzeba sprawdzić obecność płynów i działanie świateł. Wczoraj, gdy miała 20 i 21 godzinę jazdy, na placu spędziliśmy równe 70 minut na naukę włączania świateł. I myli się ten, kto sądzi że robiła to pierwszy raz - robiła to już co najmniej 8 razy. Po tym czasie spędzonym na tłumaczeniu, rysowaniu, pokazywaniu i sprawdzaniu świateł muszę stwierdzić, że należy ten wątek powtórzyć, ponieważ ona nadal nie potrafi włączyć świateł mijania, przeciwmgłowych tylnych ani drogowych. Zastanawiacie się jak to możliwe? Hmm, ja także...
Epizod III - plac manewrowy
- cofnąć pomiędzy liniami i pachołkami? Niewykonalne i niemożliwe. Jeszcze nigdy, ani razu nie udało jej się zrobić tego zadania. Mimo tego że do znudzenia mówię i tłumaczę, rysuję i sam pokazuję jak należy zrobić to zadanie, dla niej to wciąż czarna magia. Zawsze wjedzie w któryś pachołek, kołami najedzie na linie, auto jej zgaśnie lub - jak ostatnio - totalnie mnie olewa. Mianowicie, w końcu pozwoliłem jej samodzielnie wjechać w pozycję początkową do zadania - ot 4 metry do przodu. Ale po wjechaniu miała się tam zatrzymać. Wyjaśniłem jej to, potem zapytałem aby powtórzyła po mnie, znów wytłumaczyłem i ponownie zapytałem - odpowiedziała właściwie. Przypominam - po 4 metrach ruszenia do przodu, miała się zatrzymać. Wychodzę więc z auta, otwieram stanowisko do wjazdu, a ona co robi? Najpierw kilkanaście razy auto gaśnie, a potem po ruszeniu zamiast zatrzymać się w pozycji początkowej, pojechała dalej. Wpadłem jej do samochodu przez otwartą szybę (dobrze że otworzyłem ją do końca) zaciągając hamulec postojowy z całej siły, bo ona oczywiście już wciskała gaz do końca. Udało się, moje posiniaczone miejsce w okolicy bioder niebawem się zagoi.
Pozostawianie jej bez opieki nie jest wskazane...
c.d.n.
sobota, 19 maja 2018
Podsumowanie tygodnia 32
Znów jadę w trasę. Ale tylko na cztery godziny, więc szybciej niż zwykle.
Wtorek
Stoimy na skrzyżowaniu. Pytam kursantkę, dlaczego obrotomierz pokazuje "0" a ona mówi tak: bo trzymam hamulec. I wszystko jasne. A tyle razy tłumaczyłem co się dzieje gdy auto gaśnie...
Środa
Wtorku ciąg dalszy. Milczę, próbuję się nie denerwować.
Czwartek
Mam ochotę kląć i wrzeszczeć. Mimo wszystko zamykam się w sobie i nie komentuję, nic czego nie muszę nie mówię. Zaciskam zęby i wytrzymuję. Ale poziom irytacji bliski granicy akceptowalności, a przecież każdy mi mówi że jestem taki cierpliwy...
Piątek
Dla odróżnienia dziś spokój i luz. Dobrze, bo można zwariować...
































