Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 kwietnia 2025

Podsumowanie tygodnia 392

Poniedziałek 

Kilkanaście dni temu była kolejna kontrola. Wnioski - bez zastrzeżeń w moim przypadku, więc wszystko ok. W nagrodę - premia. 

Tymczasem kilkoro z moich współpracowników ma sporo uwag, ale najciekawsze jest to, że popełniają tak głupie błędy, że bardzo mnie to dziwi. Prócz tego, nie potrafią przyznać się, co oczywiście zostało zarejestrowane przez kamery w Departamencie. Mimo tego, że wszelkie dowody świadczą przeciwko nim, idą w zaparte. Śmieszne się to wszystko robi.

Wtorek

Kartka od Grażyny ze świątecznymi życzeniami.

Środa

Po pracy jadę do dużego miasta na koncert. Zanim dotrę na salę koncertową idę na spacer do miejskiego parku w samym centrum. Spostrzeżenie - jest tu mnóstwo ludzi - młodszych i starszych. To miasto wciąż żyje (u mnie po godzinie 17 ulice pustoszeją). A w restauracji z ledwością udaje mi się dostać stolik. 

Koncert wspaniały (Matt Dusk).

Czwartek 

W mieszkaniu gorąco. Po pracy mam nieco ponad 25 stopni, więc próbuję jak działa klimatyzacja. Po kilku chwilach odczuwalnie chłodniej 😀


Piątek 

Dzień wolny - nasz Departament zamknął swoje drzwi, więc korzystam - najpierw idę na badania w ramach programu 40+, potem wizyta u dentystki (krótka rozmowa o pogodzie i tulipanach), długi spacer do centrum, kebab na mieście i zakupy w zaskakująco pustej Biedronce. Wieczór na saunach.

Wesołych Świąt moim Czytelnikom - mile spędzonego czasu dla Wszystkich z Was ❤️

czwartek, 13 stycznia 2022

Chmury

Dziś dwie kontrole. Mniej więcej w południe zostałem wezwany do gościa, który w naszym Departamencie zajmuje się kontrolami. Na swoim wielkim ekranie pokazał mi kilka elementów, które wg niego powinienem zmienić/poprawić (to kontrola z poprzednich tygodni realizowana przez monitoring/kamery w Departamencie). Chodziło o sprawę pewnego pana, który kiedyś tam był przy "moim" okienku i próbował coś załatwić. Ja już zupełnie tego nie pamiętam. Co najważniejsze - procedury, których użyłem były prawidłowe, finał sprawy również. Zalecenia dotyczyły kwestii wypełniania dokumentów oraz użytego słownictwa przeze mnie. Nie to żebym przeklinał, ale - w Departamencie obowiązuje pewien kanon słownictwa, którego używa się w stosunku do klientów. 

Druga kontrola odbywała się po południu i rozgrywała się już przy moim "okienku" - na żywo. Na szczęście tu obyło się bez najmniejszych wpadek, więc wszystko zakończyło się stwierdzeniem kontrolującego "bez uwag". W tym miesiącu mam raczej spokój i mogę popatrzeć w chmury :))
 

czwartek, 26 sierpnia 2021

Koooontrolaaaaa

No nie, ile może o tym pisać? Dzisiejszy dzień ZNOWU przysporzył mi stresu. Z samego rana manager powiedział, że przyjdzie do mojego "okienka" celem dokonania kontroli. To jakaś masakra, gdzie ja pracuję?!?!?!? Nie dość, że nie zjadłem śniadania z rana (sądziłem że zrobię to w wolnej chwili w Departamencie) to jeszcze ON wyskoczył mi z kontrolą :[

Petent i jego sprawa byli dość dwuznaczni. Bo niby chciał załatwić sprawę, ale zupełnie nie miał pojęcia jak to zrobić (tacy są prawie najgorsi). Gdy na kilka minut przed podejściem do "okienka" przygotowywałem wstępne dokumenty już zauważyłem tę dwuznaczność (błędy formalne). Nieco starsza osoba pogubiła się w tym co i jak, a ja musiałem sztywno trzymać się jedynej linii działania, dodatkowo używając określeń dozwolonych i zaakceptowanych w Departamencie. To niesamowite, gdy petent opowiada mi totalne bzdury - takie głupoty, że gdybym brał je na poważnie już miałbym jakąś chorobę psychiczną, a ja muszę tego wysłuchać nie przerywając mu, ładnie się uśmiechnąć (ale tak aby petent nie poczuł się urażony/zniesmaczony/zlekceważony) i okazać maksimum zainteresowania jego oraz jego sprawy. Następnie moim zadaniem jest przedstawić mu stanowisko Departamentu - oczywiście najczęściej zupełnie odmienne od jego. 

Tak na marginesie - czasem niektórzy w ogóle nie rozumieją co do nich mówię, gdyż używam zasobu słów właściwych i tylko tych zaakceptowanych przez głównego managera naturalnie. Zdarza się, że ktoś odchodząc od "okienka" zupełnie nie wie jaka jest przyczyna odrzucenia jego wniosku, ponieważ nie rozumie tego co do niego mówię (oczywiście moi współpracownicy mają tak samo). Ci bardziej odważni dopytują (ja mogę jedynie powtórzyć dozwoloną formułkę), a inni nie. Na zakończenie zawsze pytam czy to co powiedziałem jest zrozumiałe, oraz czy są jakieś pytania, lub czy mogę pomóc w czymś jeszcze, ale w 90% pada odpowiedź "nie".

Wracając do petenta i jego sprawy. Podczas kolejnych etapów wychwytywałem coraz więcej błędów - szanse na pozytywne załatwienie wniosku tej osoby topniały w oczach. Oczywiście człowiek zaserwował mi kilka niestandardowych aspektów sprawy (z trzema miałem niemałe kłopoty), a tuż obok mnie był manager który wszystko obserwował i notował. Szczerze - nie miałem pojęcia jak to rozwiązać, ale na szczęście miałem jeszcze kilka minut ponieważ przeszedłem do kolejnych etapów. Na koniec sprawy musiałem konkretnie zadecydować jak to zakwalifikować, oraz jaki przepis pod to podłożyć. 

Po odesłaniu petenta manager poprosił mnie do swojego manager-roomu i omówił cały proces. Miał dwa drobne zastrzeżenia (zawsze coś musi mieć, jak się dowiedziałem nawet u najstarszych pracowników cokolwiek znajdzie i wpisze do protokołu kontroli), co ciekawe - zupełnie inne niż te o które ja się obawiałem, niemniej jednak - sprawę petenta załatwiłem w sposób zgodny z linią Departamentu. HUUURRRAAAA :D

Ale wiecie co? Rozmawiając później ze współpracownikami n/t moich wątpliwości każdy inaczej rozwiązałby tę sprawę. Kto miał rację? Nie wiem, ale mojego działania kontrolujący nie zakwestionował - to chyba jakiś cud był...

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Kontrola. Znowu

Kilka dni temu, spokojnie czekam sobie na swoją godzinę podejścia do "okienka" i wezwania kolejnego klienta. Niczego nie świadomy podgryzam cynamonowe ciasteczka i popijam herbatkę (letnią łąkę). Aż tu do mojej sali wchodzi manager i oznajmia mi, że za chwilę będzie kontrolował mnie przy "okienku" :o. Ale się ucieszyłem... Odechciało mi się wszystkiego - herbata była okropna w smaku, a ciasteczka ohydne. Gdy o kontroli dowiedzieli się moi wciąż nowi współpracownicy zaproponowali mi pewną pomoc, dzięki której mógłbym uniknąć kontroli akurat w tym dniu, ale niestety.

Równo o 13 miałem już klienta, powinienem pojawić się w "okienku" i go wywołać, ale manager kazał mi poczekać na niego i wciąż się spóźniał. Przyszedł po 7 minutach (ja chodziłem już jak na szpilkach - strasznie nie lubię się spóźniać) i zaczęliśmy. 

Tym razem była to kontrola "w czasie rzeczywistym" - ale miała nieco inny charakter niż ten o którym pisałem ostatnio, ponieważ wtedy dotyczyła innej części moich obowiązków. Tak jak poprzednio musiałem wykazać się znajomością zasad i regulaminów, choć teraz główne znaczenie miało wdrożenie ich w kontekście mojego klienta. Po ogarnięciu wstępu który zajmuje mi zwykle nie więcej niż 5-7 minut (m.in. odpowiednie przywitanie klienta, wstępne rozpoznanie jego potrzeb, dokładnie zweryfikowanie jego dokumentacji) przeszedłem do drugiego kroku a po chwili do następnego. Ponieważ z przyczyn innych niż formalne nie mogłem zrealizować oczekiwań klienta, jednym z moich ostatnich obowiązków było wskazanie konkretnych przepisów oraz mogących mieć wpływ na sprawę rozwiązań niezbędnych do pozytywnego zakończenia oczekiwań klienta, odpowiednie uzupełnienie dokumentacji, upewnienie się o zrozumieniu przez klienta tego co do niego powiedziałem, oraz grzecznym pożegnaniu się.  A, bo bym zapomniał - oczywiście musiałem jeszcze dowiedzieć się czy przypadkiem nie ma innych spraw, które mój Departament mógłby dla niego zrealizować.

Niezbyt zadowolony klient odszedł od "okienka" w miarę bezproblemowo, a kontrolujący zadał mi jeszcze kilka trudnych pytań dotyczących klienta oraz jego sprawy - w tym kilka hipotetycznych - to znaczy takich gdyby ów klient był bardziej roszczeniowy/wymagający/trudny/bezczelny. Odpowiedziałem na nie właściwie - więc i tym razem kontrola zakończyła się dla mnie bezproblemowo. Manager miał oczywiście swoje wypracowane metody postępowania z m.in takimi sytuacjami i podzielił się ze mną nimi. Wszystko omówił ze mną w cztery oczy. Teraz właściwie to nie wiem kiedy będzie następna kontrola, ale mam nadzieję że w ciągu miesiąca nic nie będzie. 

To idę napić się herbaty i zjeść kilka ciasteczek cynamonowych.


sobota, 28 lipca 2018

Podsumowanie tygodnia 42

Poniedziałek

Dwie osoby z innego ośrodka przyszły do mnie na doszkolenie. Pojeździliśmy. Obie zdały za pierwszym razem :)

Wtorek

W firmie bezproduktywne zebranie. Bez sensu. Straciłem ponad godzinę czasu...

Środa

Kontrola z wydziału komunikacji. Tym razem na mieście - w aucie. Wszystkie dokumenty, oznakowanie auta, policja dodatkowo trzeźwość i stan techniczny pojazdu. Prawie pół godziny kontrolowali - dobrze, mogliby częściej - miałbym więcej czasu na rozprostowanie kości :)

...a po pracy podglądam chmurki...

Czwartek

Tym razem zebrało mi się na słuchanie Ireny Santor. To jest bardzo dziwne, jakiś powrót do przeszłości mi się chyba przydarzył... A wieczorem gruntownie czyszczę firmowe auto, bo jutro daleki wyjazd.

Piątek

Wybieram się w trasę. Ale sporo dalej niż zwykle - łącznie robimy ponad 450 km (w obie strony) - uciechy dla kursantów co niemiara - ja zmęczony padam na glebę...

sobota, 2 grudnia 2017

Podsumowanie tygodnia 8

Poniedziałek

Na jazdę przychodzi dość wysoki i dobrze zbudowany kursant. Ma genialny sweter - z królikiem Bugsem. Może nie pasuje to do niego, a może wręcz przeciwnie? :)

Wtorek

Pierwszy śnieg, który utrzymuje się dłużej niż kilka minut. Na mieście paraliż. Kierowcy, którzy jeszcze nie zmienili opon na zimowe nie mogą wjechać na niewielkie wzniesienia.


Środa

Mam kontrolę z urzędu miasta. Kontrolujący uczestniczą w szkoleniu praktycznym, w aucie trochę ciasno więc wynoszę swoją kurtkę do bagażnika. Wszystko jest ok.

Czwartek

Przypadkiem dowiaduję się, że najbardziej pożądanym terminem na egzamin jest ... 6 grudnia. Ludzie myślą, że egzaminatorzy będą w tym dniu bardziej wyrozumiali niż zwykle...

Piątek

Pamiętacie pole amarantusa? Kursant, z którym udało mi się to nakręcić zdał właśnie egzamin praktyczny. Za pierwszym razem oczywiście. Fajnie, lubię takie dni :)

czwartek, 2 czerwca 2016

Pasażerowie w nauce jazdy

Kto może jeździć w aucie podczas szkolenia praktycznego? Niektórzy chyba myślą że nauka jazdy to taka dodatkowa taksówka, która po prostu się przemieszcza w obrębie miasta. Ostatnio np. podeszła do mnie pewna starsza pani, gdy parkowaliśmy w samym centrum.

- Czy możecie mnie podwieźć na ulicę [...] ? 
- nie, raczej nie możemy - odpowiedziałem, a pani zrobiła dość dziwną minę i powoli odeszła...

Oczywiście, niektórzy kursanci próbują traktować lekcję jako idealną okazję do podwiezienia znajomych ze szkoły, dziewczynę/chłopaka. Ci bardziej grzeczni przynajmniej pytają, bo są także ci, którzy uważają że skoro płacą to mogą. I wtedy ich znajomy/znajoma po prostu wsiada z tyłu - i jest zadowolony/a.



A że większość instruktorów zgadza się na takie sytuacje, jestem postrzegany jako chamski i "nieżyciowy" typ. Mniejsza o to. Wg przepisów w pojeździe szkoleniowym prócz instruktora może przebywać (§ 12 pkt 1-8, rozporządzenie z 4 marca 2016 r. w sprawie szkolenia osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, instruktorów i wykładowców):

  • jeden dodatkowy uczestnik kursu (w przypadku szkolenia w zakresie prawa jazdy kategorii B1, B, B+E),
  • do 6 uczestników kursu w przypadku szkolenia w zakresie prawa jazdy kategorii (C1, C1+E, C, C+E, D1, D1+E, D, D+E),
  • kandydat na instruktora wraz z wykładowcą,
  • kierownik jednostki prowadzącej szkolenie lub upoważniony przez niego pracownik tej jednostki,
  • osoba sprawująca w imieniu starosty nadzór,
  • tłumacz, jeżeli osoba szkolona nie włada językiem polskim w stopniu umożliwiającym prowadzenie szkolenia,
  • tłumacz języka migowego lub tłumacz systemu językowo-migowego,
Najczęstsze przypadki podkreśliłem. Warto dodać, że dodatkowy uczestnik kursu podczas kontroli musi posiadać kartę przeprowadzonych zajęć, więc nie może to być przypadkowa osoba z ulicy.

Zdaje się, że to i tak nic, większym przekrętem jest szkolenie więcej niż jednej osoby (praktyka). Instruktor szkoli motocyklistę jadąc za nim autem przystosowanym do szkolenia np na kategorię B. I w aucie też ma kursanta który kieruje, a z tyłu siedzi "słuchacz" - który przecież też się "uczy". 3 w 1 - można? Zgodnie z logiką i przepisami nie można, ale kto by się tym przejmował skoro można zarobić więcej...

poniedziałek, 17 marca 2014

Mandaty do kosza?

Polecam, bo warto poświęcić chwilę na przeczytanie n/t ważności mandatów wystawianych przez straż miejską oraz ITD (głównie z fotoradarów)...

KLIK

A to się porobiło... Kto by pomyślał, że aż tak może się to wszystko namieszać. Ja na szczęście nie mam żadnego mandatu, ale pewnie wielu kierowcom da to szansę na odzyskanie pieniędzy :)


poniedziałek, 19 listopada 2012

Kontrolnie...

Wyjeżdżając w sobotę poza miasto, zostaliśmy zatrzymani do rutynowej kontroli przez patrol policji. Na widok pana z lizakiem na drodze, kursantka wcisnęła hamulec dość mocno - co spowodowało zatrzymanie się jakieś 100 metrów przed policjantem. Po odblokowaniu się z pasów bezpieczeństwa przejąłem sterowanie nad autem i dojechaliśmy do zatoczki autobusowej z której wyszedł policjant.



Nie był jakoś szczególnie zaskoczony, za to był bardzo zorientowany co i jak ma sprawdzić. A więc np adres firmy z boku pojazdu, ogumienie, wpis L w dowodzie rejestracyjnym, legitymację instruktora, prawo jazdy, ubezpieczenie, kartkę przeprowadzonych zajęć (wypełnioną!) i dowód osobisty kursantki. Swoją drogą - była w niezłym szoku.

Po sprawdzeniu wszystkiego, bez uwag policjanta pojechaliśmy dalej.

poniedziałek, 15 października 2012

Szybki

Ciekawa historia:

18-latek z gminy Jastków pod Lublinem w ciągu kilku dni przekroczył dozwolony limit punktów karnych. I stracił prawo jazdy. 

Świeżo upieczony kierowca najpierw na Mazowszu wpadł przy przejeżdżaniu po "podwójnej ciągłej". Do tego jechał za szybko i nie miał dokumentów. Już wtedy zdobył 15 punktów karnych. Niedługo potem wjechał w ulicę, na której obowiązywał zakaz ruchu; a niebawem także znów jechał za szybko. W sumie w ciągu 8 dni od otrzymania prawa jazdy uzyskał 30 punktów karnych. 

Wpadli na to policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, przeglądając rejestry ukaranych kierowców. Już wystąpili do urzędników, by cofnęli mu uprawnienia do kierowania pojazdami. Będzie musiał jeszcze raz ukończyć kurs. 

Źródło

czwartek, 21 października 2010

Policja kontra eLki

Dzisiejszy dzień zacząłem wcześnie rano, było wietrznie i zimno, tylko gdzie ten śnieg ?

Potem miałem przerwę i znów dwie godziny jazdy. Jak tylko rozpocząłem, od razu na radiu instruktorzy ostrzegali się o kontroli eLek ! Za chwilę zadzwonił telefon - sekretarka obdzwaniała wszystkich i pytała czy mam wszystko w porządku z pojazdem i dokumentacją. A więc panika. Instruktorzy odwoływali jazdy, bo policja organizowała akcję pod kryptonimem "eLka".

Po kilku minutach dowiedziałem się, że policjanci jeżdżą z panami z wydziału komunikacji. No w końcu połączyli siły. No i zatrzymali kilka aut z firmy w której pracuję, w tym dwa firmowe pojazdy. W jednym brakowało informacji o adresie ośrodka szkolenia kierowców, instruktor nie posiadał karty szkoleniowej kursanta, a dodatkowo pojazd nie posiadał ważnych badań technicznych. Jak można się domyśleć, dowód rejestracyjny został zatrzymany a instruktor ukarany mandatem. W tym przypadku, nauka jazdy zakończyła się natychmiast.

Podczas innej kontroli, instruktor otrzymał upomnienie. Niestety, ja nie byłem kontrolowany. Miałem tylko dwie godziny jazdy (przedpołudniowe - od 11 do 13), więc pewnie dlatego. Może jutro ? Kto wie, z tego co wiem akcja ma potrwać kilak dni ... W każdym razie, mam ważne badania (robione co rok), ubezpieczenie pojazdu, ważne uprawnienia (legitymacja) i kartę kursanta.

Swoją drogą, widziałem dziś kilkanaście pojazdów różnych firm bez żadnych informacji n/t adresu. Pewnie jutro (kiedy już się dowiedzieli o kontroli) będzie ich zdecydowanie mniej ... Z drugiej strony, panika która dziś była w firmie jest żenująco śmieszna ...

wtorek, 24 sierpnia 2010

Krótko

Krótki news obrazujący porównanie systemu polskiego i brytyjskiego.

W Polsce, za przekroczenie prędkości powyżej 51 km/h grozi od 400 do 500 PLN plus 10 punktów karnych. Można więc i jechać 250 km/h na ograniczeniu do 30, mandat jest ten sam.

W Anglii kierowca przekroczył prędkość o 69 km/h. Kara - zatrzymanie prawa jazdy na 3 lata.

Kiedy dojdziemy do konstruktywnych zmian ?

sobota, 12 grudnia 2009

Nieprawidłowości

Nadszedł czas kontroli eLek przez Policję i wydziały komunikacji.

Nie tak dawno, bo pod koniec listopada skontrolowano 90 pojazdów nauki jazdy w Białymstoku. I co ? 50-ciu instruktorów otrzymało mandaty karne za nieprawidłowości /brak/ w dokumentach, niewłaściwe oznakowanie pojazdu itp. 20 dowodów rejestracyjnych zostało zatrzymanych.

Również pod koniec listopada podobne "akcje" przeprowadzono m.in w Olsztynie, Szczecinie, a jak donosi RMF FM także w Poznaniu kontrolowano eLki:

Policja zatrzymała w Poznaniu 16 dowodów rejestracyjnych samochodów nauki jazdy. Instruktorzy nie dali kursantom dobrego przykładu. Łyse opony i brak dokumentów to najczęstsze przewinienia „elek”.
Trzy lata temu podobna kontrola wykazała, że instruktorzy jazdy też bywają piratami drogowymi. Wtedy okazało się, że jeżdżą z odpiętymi pasami bezpieczeństwa i za nic mają zielone strzałki warunkowego skrętu w prawo. Po zakończeniu lekcji nie ściągano tablic z literą „L”. Karty przeprowadzenia zajęć? A co to jest? Łyse opony? Przecież kursant jedzie wolno! Zakończona właśnie kontrola wykazała, że na 70 sprawdzonych samochodów trzeba było zabezpieczyć 16 dowodów rejestracyjnych. W jednym przypadku niesprawna była kierownica!

To nie koniec afer związanych z nauką jazdy.

Przynajmniej 15 osób oszukał nieuczciwy właściciel szkoły jazdy z Nowego Tomyśla w Wielkopolsce. Instruktor zniknął z pieniędzmi kursantów. Szuka go Starostwo Powiatowe, ale nawet jeśli znajdzie – nie może zakazać prowadzenia działalności gospodarczej. Prawo nie przewidziało możliwości zamknięcia szkoły jazdy w przypadku malwersacji pieniędzy przez instruktora.
Wydział komunikacji może kontrolować szkołę jazdy. Problem w tym, że nie ma uprawnień, jeśli chodzi kontrolowanie finansów. Istnieje więc możliwość, że do czasu zakończenia postępowania i procesu nieuczciwy właściciel szkoły jazdy będzie uczył kursantów.

*** *** *** *** ***

 Najczęstsze "grzechy" instruktorów to:
 - dokumentacja
  • brak  adnotacji L w dowodzie rejestracyjnym;
  • brak kart szkoleniowych;
  • nie posiadanie przy sobie legitymacji;
- stan techniczny pojazdu
  • zużyte ogumienie (łyse opony);
  • brak podświetlenia tablicy L (jazda z L prywatnie);
  • brak nazwy i adresu firmy po bokach auta;
  • brak wymaganego wyposażenia (gaśnica, apteczka);
Dość częsta jest sytuacja (w przypadkach nauki jazdy podmiejskich miejscowości) zabierania więcej niż jednego dodatkowego uczestnika kursu.Skąd się to wszystko bierze ? Brak L w dowodzie rejestracyjnym ułatwia odsprzedaż auta po okresie szkoleniowym. Bo kto chciałby kupić auto wcześniej używane przez kursantów ? Brak kart szkoleniowych to po prostu lenistwo i brak zorganizowania instruktorów. Kartę taką powinno się wypełnić po każdym odbytym szkoleniu - mnie pomaga ona w kontrolowaniu godzin kursanta, dostosowuję program do ilości godzin, a kursant zawsze wie ile już godzin wyjeździł. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie kursu bez karty. Brak legitymacji to beztroska i głupota.

Zużyte ogumienie to objaw niezdrowej konkurencji polegającej na obniżaniu cen kursu. Potem okazuje się, że kursanci zamiast 60-minutowych jazd mają 45, a instruktor nie wymienia opon na zimowe, nie ma apteczki ani ważnej gaśnicy. Wojny cenowe doprowadziły do maksymalizacji oszczędności - na wykładach kursantom włącza się film lub każe rozwiązywać testy. [W moim mieście można zapisać się na kurs kat. B za 900 jak i za 1500 PLN - to chyba wiele wyjaśnia] Brak podświetlenia to niefrasobliwość, podobnie jak jazda prywatnie autem z L na dachu. Nie znoszę tego i oczywiście zasłaniam/zdejmuję tablicę z dachu.

Sporo jest też aut, które nie posiadają widocznego loga, nazwy ani nawet adresu firmy szkoleniowej - a powinny. Oczywiście, jest wiele aut które mają taką "reklamę" - ale to zobowiązuje. Pamiętam niedawno sytuację, gdy jeden z kolegów jechał przez miasteczko pojazdem z L na dachu, po bokach adres/telefon i duża nazwa firmy. Nie jechał powoli - to chyba najbardziej rozwścieczyło innych, bo po tym fakcie do firmy zadzwoniło kilka oburzonych osób (skończyło się naganą dla instruktora).

Oczywiście, nie zawsze leży wina po jego stronie.  Rozpoczynając dawno temu pracę na firmowym pojeździe szybko zorientowałem się, że na każdym z kół była inna opona, z pojazdu wyciekały różne płyny eksploatacyjne, hamulec instruktora działał jak chciał, a o kartach szkoleniowych nie było co marzyć - po prostu - dostawałem jednodniowe grafiki z kim jeżdżę i tyle ... I albo pracuję albo nie ...

Zdjęcia - gazetaolsztyńska.pl

piątek, 18 stycznia 2008

Nowe, stare ...

Tak szumnie zapowiadane pod koniec ubiegłego roku zmiany w egzaminowaniu spełzły na niczym.
Dziś czytamy, że zmiany wejdą w życie najwcześniej na jesieni 2008, lub początku przyszłego roku.
A co to za zmiany ?

Przede wszystkim, zmiany czekają egzamin teoretyczny. Dotychczasowa baza prawie 500 pytań zostanie kompletnie zmieniona. Wg niektórych informacji, ma ona sięgnąć liczby około 4000, ale na ile to jest realne, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nie tak jak obecnie, kursant podczas egzaminu będzie miał tylko krótką chwilę na zaznaczenie prawidłowej odpowiedzi. Dynamiczne symulacje konkretnych sytuacji na teście ma spowodować wymuszenie udzielania szybkich odpowiedzi. Obecnie nad jednym pytaniem można spędzić i 10 minut. To ma się zmienić.

Jeśli chodzi o pytania z udzielania pomocy przedlekarskiej, te zostały już wprowadzone (UE wymusiła to w Polsce). Cała baza pytań ma być niedostępna dla zdającego przed egzaminem. To z kolei wymusiłoby znajomość całej tematyki Kodeksu Drogowego. Naturalnie, wykłady byłby w cenie i obecność na nich wręcz konieczna.

Czy to podniesie poziom kształcenia ? Pewnie tak, ale przy okazji ceny pójdą w górę, bo to kolejna sytuacja gdy będzie możliwość "usprawiedliwionego" podniesienia ceny za kurs.

Przy okazji, mówi się o otwarciu drogi do kursu dla szesnastolatków. Oczywiście pod pewnymi restrykcjami. Szczegóły nadal nie są znane, a prędkość prac nie rokuje szybkiego pojawienia się nowych zasad. Pożyjemy zobaczymy, oby zmiany poszły w dobrym kierunku ...