Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2026

Podsumowanie tygodnia 474

Poniedziałek 

Zaczynam kolejny tydzień intensywnej nauki. Po pracy zostaję i ćwiczę rozwiązywanie zadań. Wracam dość mocno zmęczony i muszę zmienić plany rezerwacji noclegów, bo sprawa się trochę komplikuje. Robię to przez aplikację, bo do północy mam możliwość bezpłatnego anulowania. Konsultuję przez telefon z drugą osobą warunki noclegu, ale spokojnie mógłbym to sobie darować gdyż słyszę "zrób jak chcesz". Początkowo trochę mnie to zirytowało, ale w piątek się okaże, że zupełnie niepotrzebnie. A nawet mógłbym się tego luzu nauczyć.

Wtorek 

Dojazd do pracy ciut dłuższy, bo z rana większy ruch - początek roku szkolnego. 

Po kilku akrobacjach udaje mi się pokonać wszystkie kłody pod nogi które niedawno zostały rzucone. Nie sądziłem jednak, że tyle pracy i wysiłku da tak mały efekt. To na razie tylko wstępne wyliczenia, bo wszystko okaże się gdy dostanę awans na piśmie.

Środa 

W ciągu dnia kilka miłych rzeczy, ale przelatują przed oczami zostając tylko na chwilę. Za to mnóstwo energii i czasu kieruję na negatywne elementy ostatnich dni. Dobrze byłoby to zmienić. 

Wieczorem pakuję się. 

Tymczasem osoba obdarowana codziennie jeździ na rowerze. Jest nim zachwycona! A ja zadowolony, że prezent się podoba i jest używany.

Czwartek

Wyjeżdżam z samego rana. Jadę daleko. Na miejsce dojeżdżam w godzinach szczytu popołudniowego. Spotykam znajome twarze, które okazują mi trochę sympatii i uśmiechu . Miłe. Nie jestem pewien czy odpowiednio to doceniam.

Wieczorem spaceruję mając m.in. takie widoki w witrynie:

Później nocny spacer w dobrym towarzystwie, a jeszcze później długie rozmowy przy delikatnym drinku. Teoretycznie powinienem szybko zasnąć, ale nie tym razem.

Piątek 

Będąc w nowym miejscu ciężko mi się wyspać mimo, że okoliczności sprzyjają. A może właśnie nie? Mnóstwo bodźców. Zbyt dużo. Dobre rzeczy mieszają się z nowymi, z którymi mierzę się po raz pierwszy w życiu. Już wiem, że będę je analizował przez długi czas. Będą się kotłować w głowie a ja będę przeżywał je od przodu i tyłu. Ale jeszcze nie teraz, bo nie mam na to czasu. Do niedzieli włącznie będę jak gąbka, która wchłania całą wilgoć.

Jednocześnie odpoczywam od Departamentu. Mimo że tam sporo się dzieje nie dopytuję o szczegóły. Może i trochę mnie to interesuje, ale wydaje mi się że nie powinno. 

Widzę, że jest jakiś problem z dodaniem komentarzy, mam nadzieję że niedługo się to zmieni.

sobota, 20 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 463

Poniedziałek 

Żyję urlopem, choć to dopiero od jutra. 

Szykuję auto na dłuższy wyjazd. Wymieniam filtr kabinowy, używam preparatu do odświeżania klimatyzacji i odkurzam - choć brudno nie jest.

Wtorek

Śniadanie w drodze. Jajecznica na toście, plus sałatka. Trochę dziwne, że ten tost to coś takiego jak słodka chałka. Nie jestem przyzwyczajony do takich połączeń smaków. 


Długa jazda, krótki odpoczynek i obiad w Sanoku. 


Późnym wieczorem dojeżdżam do miejsca docelowego - Wetliny.

Środa

Z rana słońce, potem deszcz. Złapał mnie, gdy wychodziłem na Smerek. Zerwał się spory wiatr, zrobiło się zimno i mokro. Bluza, kurtka, czapka i płaszcz przeciwdeszczowy uratowały mnie, ale ograniczyły przyjemność i widoki (zdjęcie poniżej w czasie, gdy chmury na chwilę odpuściły).


Po zejściu ze szlaku deszcz przestał padać, a ja udałem się na duży deser - naleśnik z serkiem waniliowym i jagodami.


Nieco ponad 21 km pieszo, dość zimny wieczór spędzam z drinkiem na werandzie pełnej kwiatów i zieleni.

Spostrzeżenia:

1) niedźwiedzi brak
2) skrzynki pocztowej także (kiedyś była) 

Czwartek

Piękny dzień, słoneczny i cieplejszy niż środa. Wieszak na szlak i robię mniej więcej taki sam (około 20 km pieszo) odcinek, ale zaliczam dwa szczyty. Ten drugi już z pewnym zmęczeniem, zwłaszcza podczas podejścia pod górę.

Kilka zdjęć poniżej.




Piątek 

Z rana krótki deszcz, ale po godzinie słońce i letnie wysokie temperatury. Dziś bez szaleństw, bo nogi już trochę czuję, więc ciut krócej - tylko 18 km. Chyba muszę mieć lepsze buty na takie wędrówki.

Koniki po drodze, motylek i trochę widoków ze szlaku.





Obiad w restauracji, a późny deser w kolejnym miejscu - znowu naleśnik ale inaczej zrobiony i lepszy niż ten poprzedni.


*** 
A dziś - w sobotę - powrót do domu, ale dopiero na wieczór bo zamierzam zwiedzać i korzystać z atrakcji po drodze z tym, że chodzenie ograniczam do minimum 😁

Miłego weekendu!

sobota, 18 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 454

Poniedziałek 

Dalszy ciąg historii z nieprzyjemnym zapachem na klatce schodowej. Para ludzi mniej więcej w moim wieku, która mieszka na pierwszym piętrze ma problem z higieną, lub zbyt rzadkim używaniem pralki - a najpewniej - z jednym i drugim.

Ale także z kulturą, gdyż od pewnego czasu przed drzwiami zostawiane są buty lub klapki. Gdy była zima sądziłem że to dlatego, żeby nie nanosić brudu do mieszkania, ale teraz nie rozumiem takiego zachowania. 

Odór jest tak intensywny, że trzeba zatykać nos bo inaczej robi się niedobrze. Na szczęście mieszkam dwa piętra wyżej. 

Nie wiem czy ktoś z nimi rozmawiał, możliwe że tak, bo ogólnie pozostali sąsiedzi są raczej dobrze zorganizowani. Otwierają okna, ale mało to pomaga. Ja na swoim piętrze zawiesiłem trzy odświeżacze powietrza - tak na wszelki wypadek. I u mnie na klatce pachnie kompozycją kwiatową.

Wtorek 

Po pracy poświęcam mnóstwo czasu na naukę. Za jakiś czas spróbuję podejść do egzaminów które pozwolą mi zajmować się trudniejszymi i bardziej rozbudowanymi sprawami klientów.

Środa

Po pracy obiad jem w knajpie. Potem idę podlać kwiatki u sąsiadki. Zgodnie z pozostawioną instrukcją. W domu zasiadam przy ustawach, rozporządzeniach, wytycznych i mnóstwem innych materiałów. 

Czwartek

Chia jest coraz bardziej popularnym produktem używanym w kuchni. Pierwszy raz robię deser z jogurtu greckiego, chia i galaretki cytrynowej. Wychodzi ok, ale następnym razem zrobię na mleku kokosowym z dodatkiem owoców.

Deser zjadam w autobusie w drodze do [...]. Ten długi czas staram się wykorzystać na naukę, choć okoliczności wokół mnie nie są sprzyjające.

Wieczorem trochę alkoholu, a mi dużo nie trzeba.

Piątek

Kąpiele w rzece. Spacery w lesie. 

Miła i całkiem długa rozmowa, która nastraja mnie optymistycznie, w dodatku wstrzeliłem się tak idealnie, że nikt nam nie przeszkadzał. Moje dylematy - to już zbyt duża uprzejmość czy jeszcze nie? 

Pobyt w spa (znowu pływanie, ale w basenach różnej maści), zjeżdżalnie, sauny i jacuzzi. Odpoczynek, znowu jedzenie i znowu relaks plus zachód słońca. Tym razem jacuzzi w pięknym zielonym ogrodzie. Tuż obok rzeka i wygodne ścieżki spacerowe. A dzisiaj (sobota) powrót prawie do domu.