Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 454

Poniedziałek 

Dalszy ciąg historii z nieprzyjemnym zapachem na klatce schodowej. Para ludzi mniej więcej w moim wieku, która mieszka na pierwszym piętrze ma problem z higieną, lub zbyt rzadkim używaniem pralki - a najpewniej - z jednym i drugim.

Ale także z kulturą, gdyż od pewnego czasu przed drzwiami zostawiane są buty lub klapki. Gdy była zima sądziłem że to dlatego, żeby nie nanosić brudu do mieszkania, ale teraz nie rozumiem takiego zachowania. 

Odór jest tak intensywny, że trzeba zatykać nos bo inaczej robi się niedobrze. Na szczęście mieszkam dwa piętra wyżej. 

Nie wiem czy ktoś z nimi rozmawiał, możliwe że tak, bo ogólnie pozostali sąsiedzi są raczej dobrze zorganizowani. Otwierają okna, ale mało to pomaga. Ja na swoim piętrze zawiesiłem trzy odświeżacze powietrza - tak na wszelki wypadek. I u mnie na klatce pachnie kompozycją kwiatową.

Wtorek 

Po pracy poświęcam mnóstwo czasu na naukę. Za jakiś czas spróbuję podejść do egzaminów które pozwolą mi zajmować się trudniejszymi i bardziej rozbudowanymi sprawami klientów.

Środa

Po pracy obiad jem w knajpie. Potem idę podlać kwiatki u sąsiadki. Zgodnie z pozostawioną instrukcją. W domu zasiadam przy ustawach, rozporządzeniach, wytycznych i mnóstwem innych materiałów. 

Czwartek

Chia jest coraz bardziej popularnym produktem używanym w kuchni. Pierwszy raz robię deser z jogurtu greckiego, chia i galaretki cytrynowej. Wychodzi ok, ale następnym razem zrobię na mleku kokosowym z dodatkiem owoców.

Deser zjadam w autobusie w drodze do [...]. Ten długi czas staram się wykorzystać na naukę, choć okoliczności wokół mnie nie są sprzyjające.

Wieczorem trochę alkoholu, a mi dużo nie trzeba.

Piątek

Kąpiele w rzece. Spacery w lesie. 

Miła i całkiem długa rozmowa, która nastraja mnie optymistycznie, w dodatku wstrzeliłem się tak idealnie, że nikt nam nie przeszkadzał. Moje dylematy - to już zbyt duża uprzejmość czy jeszcze nie? 

Pobyt w spa (znowu pływanie, ale w basenach różnej maści), zjeżdżalnie, sauny i jacuzzi. Odpoczynek, znowu jedzenie i znowu relaks plus zachód słońca. Tym razem jacuzzi w pięknym zielonym ogrodzie. Tuż obok rzeka i wygodne ścieżki spacerowe. A dzisiaj (sobota) powrót prawie do domu.



                          

sobota, 11 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 453

Poniedziałek 

Wietrzny, zimny, deszczowy a nawet z lekkim gradem. Zdecydowanie nie sprzyjał spalaniu kalorii na świeżym powietrzu.

Wtorek 

Przez dłuższy czas nie będę musiał robić zakupów, bo jedzenia ze świąt zostało dużo. Wystarczy trochę warzyw i kilka obiadów z głowy. 

Środa

Wizyta u koleżanki. Znowu wyjeżdża, więc mam zająć się jej kwiatkami. Dostałem szczegółowe informacje w jakich ilościach i kiedy je podlewać, a którym zmieniać wodę na świeżą (niektóre stoją w słoikach). 

Czwartek

Kiedyś pisałem o problemach psich zapachów z parteru. Ten problem zniknął, bo sąsiadka pozbyła się niemytych psów, ale pojawił się inny. 

Na pierwszym piętrze mieszka para, która jest na bakier z higieną. Przechodząc obok ich mieszkania, czuję bardzo nieprzyjemny odór, który czasem jest tak intensywny, że rozchodzi się na prawie całej klatce schodowej. 

Rozmawiałem o tym z innymi sąsiadami i jest to dużo problem szczególnie dla nich (mieszkają bliżej pary). Dzisiaj zauważyłem, że prócz otwierania okien na klatce pojawił się odświeżacz powietrza 😁 

Piątek

Wyjazd do dużego miasta, ale po drodze przystanek w małej mieścinie na sauny. Obiekt fajny, miła obsługa, ale cenowo trochę przesadzili. Tym bardziej dziwi mnie, że wewnątrz było całkiem sporo ludzi. Chodzę do kilku innych miejsc z jeszcze lepszymi atrakcjami i jest tam sporo taniej.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Święta, święta i...

... po świętach. U mnie już jutro do pracy, więc czas na odpoczynek się kończy.

Było aktywnie - rower i dużo spacerów. Upiekłem sernik bez cukru. Spód z herbatników, ser gotowiec + mascarpone i mus malinowy na górę (sam przecierałem).



Następnym razem lekko zmodyfikuję ilość składników, bo wydaje mi się że jest odrobinę zbyt tłusty (masło) i słodki (erytrytol).

*** *** ***

Tymczasem ostatnio trochę pozmieniało się w kwestii przepisów drogowych oraz zdobywania uprawnień. 

1) Od nieco ponad miesiąca siedemnaście lat wystarczy, aby ubiegać się o wydanie prawa jazdy. Jest tam trochę obostrzeń, ale jak ktoś chce to może próbować. Wg mnie to mało potrzebne zmiany, wypuszczenie na drogi kolejnego rocznika młodych kierowców bez konkretnych zmian w szkoleniu to igranie z bezpieczeństwem.

2) Także od ponad miesiąca można utracić uprawnienia do kierowania za przekroczenie prędkości ponad 50 km/h poza obszarem zabudowanym. Ciekawe, że media milczą w temacie kierowania pojazdem mimo posiadanego zakazu kierowania. Kiedyś (do 03.03.2026) konsekwencją było przedłużenie zakazu o 6 miesięcy, ale to się zmieniło. Obecnie zakaz wydawany w takich sytuacjach wynosi aż 5 lat!

3) Są już statystyki wypadków za ubiegły rok. Wypadków jest znacząco mniej, także na przejściach dla pieszych. Wnioski - jednak surowsze kary działają, a gdyby poprawić kilka innych aspektów moglibyśmy myśleć o powolnym doganianiu najlepszych państw europejskich w tych kwestiach. 

A Wy co sądzicie o tych zmianach? 

I jak Wam minęły święta? Bardzo najedzeni?

sobota, 4 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 452

Poniedziałek 

Dużo się dzieje, po kolei.

1) Z rana informacja o podwyżce i to ze skutkiem natychmiastowym - czyli od marca. 10% - zawsze coś. I zapowiedź, że w tym roku będzie jeszcze jedna. Przyzwyczaiłem się, czekam teraz na premię, albo jakąś nagrodę co najmniej.

2) W drukarce kończy się toner, wydruki są ledwo widoczne. Ja sobie nie z takimi problemami radzę, ale to wstyd dawać klientom tak wyblakłe dokumenty, że prawie nic na nich nie widać. Dzwonię więc do działu informatyków (bo oczywiście samemu nic nie mogę dotykać), ale oni mają czas - olewają moje zgłoszenie a ja świecę oczami przed klientami. Dopiero mój "kolega" z okienka obok tak się wkurzył, że sam zadzwonił po nich klnąc na prawo i lewo. Poskutkowało. Przyszedł informatyk i wymienił co trzeba.

3) Basen. Na torach sporo ludzi, wszyscy intensywnie pływają. Na szczęście moja kondycja nie jest zła i nie jestem zawalidrogą. A w saunie jeszcze większy tłum i głośno jak na targu.

4) Wieczorem spotkam sąsiadkę z naprzeciwka (wszystko wiedzącą). Pokazuję jej kartkę z Chicago którą dostałem przez pomyłkę, a ona od razu mówi że to dla sąsiadki piętro niżej. Natychmiast zanoszę pomyloną kartkę.

Wtorek

Po pracy sporo czasu spędzam w kuchni. Najpierw robię obiad, potem naleśniki z serem. Na szczęście jedno i drugie zostaje mi na jutro. W planach nauka - powinienem uczyć się i co najmniej przygotowywać prezentację na szkolenie które mam prowadzić w drugiej połowie kwietnia, ale lenistwo zwyciężyło. Wychodzę na krótki spacer w lekkim deszczu, a potem odpoczywam przy muzyce (m.in. "Samba z kalendarza - D. Miśkiewicz), a wieczór spędzam z Netflixem ("Ołowiane dzieci").

Środa

W pracy praktykanci. Przychodzą wg określonej wcześniej listy tak, aby nie robić zamieszania przy okienkach z klientami. Muszą zaliczyć obsługę klienta pod nadzorem nas - pracowników Departamentu. Nie wiem czemu ale najczęściej przychodzą do mnie. Np. taki W. upodobał sobie mnie i nie chce do nikogo innego, tylko do mnie. Ok, na bieżąco koryguję jego błędy i pilnuję czy dobrze wypełnia dokumenty oraz prowadzi sprawy.

Pomiędzy klientami łapie (on) szklankę wody i pije jednym tchem. Po obsłużeniu trzech klientów ma dość, jest wyczerpany i musi odpocząć. Robimy małą przerwę, podczas której omawiam z nim nieprawidłowości i zwracam uwagę na szczegóły które powinien poprawić. Robi postępy, choć jeszcze mnóstwo musi się nauczyć.

Plus - za opiekę nad praktykantami przewidziano większą premię.

Czwartek 

Z pracy wychodzę wcześniej (znowu). Od razu na basen. W 35 minut przepływam 1000 metrów i pędzę na saunę. Dziś luźno (aromat sosnowy). 

Piątek 

Zbliża się czas świąt. Na szczęście szybko minie, bo to prawie zwykły weekend plus poniedziałek. W nurcie marszu pod prąd robię różne rzeczy, których w ten piątek nie robią inni. Ogólnie luz. Nawet trudne sytuacje nie wyprowadzają mnie z równowagi. Po pracy korzystam z pięknej pogody i spacerkiem idę na lody do centrum miasteczka. Wieczór początkowo z nauką, potem z drinkiem przed TV.

Tym, którzy świętują życzę pięknych Świąt Wielkanocnych! 

A tym, którzy nie świętują po prostu fajnego długiego weekendu i mile spędzonego czasu!



sobota, 21 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 450

Poniedziałek 

Po pracy obiad w restauracji. Idę na rybkę, a właściwie jadę samochodem, bo zbyt zimno na rower. W knajpie zajęty jeden stolik. Siedzą tam dwie dziewczyny na oko ciut starsze ode mnie. Jedna jest na wózku. I pies. Całkiem ładny. Mówię dzień dobry, obie odpowiadają lekko się uśmiechając. Zamawiam pieczonego pstrąga w sosie borowikowym, sałatkę i pieczywo. Chętnie wziąłbym frytki, ale są niezdrowe.




Celowo wybieram poniedziałek na taką wizytę licząc, że nie będzie tu tłumów. I nie mylę się. Za to wewnątrz jest mnóstwo słońca, ponieważ cała południowa ściana jest przeszklona. Oczekiwanie na jedzenie umilają mi sączący się delikatny jazz z głośników oraz obserwowanie powoli obniżającego się słońca. Dyskretnie zerkam na dziewczyny, które zajęte konsumpcją i rozmową wydają mi się jakby nie dzisiejsze. To pewnie z powodu tego, że mnóstwo ludzi w restauracjach wlepia twarz w smartfona. Pisałem już o tym nie raz, gdy klienci w takich miejscach nie chcą (?) ze sobą rozmawiać, lub po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, tylko korzystają z telefonów przeglądając jakieś tam treści.
 
Gdy dziewczyny wychodzą, z jeszcze większym uśmiechem życzą mi przyjemnego popołudnia. Niespiesznie kończę obiad i - zanim wrócę do czterech ścian - idę na krótki spacer nieopodal, łapiąc ostatnie promienie słońca.
 
Wtorek
 
Zastanawiam się, skąd moja poprawa nastroju. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że może to mieć związek z sytuacją głównego managera. Od kilku dni jest w dość dużych tarapatach. Czy jego kłopoty sprawiają mi radość? Czuję do niego tak wielką złość, że wszystko jest możliwe.
 
Obecnie spada w przepaść. Próbuje rozpaczliwie łapać się czegokolwiek, oby jakoś przetrwać i wisi na bardzo cienkiej gałązce, która w każdej chwili może się oderwać.
 
Nie ma już "motywujących" briefingów z rana. Nie jest już tak arogancki i chamski jak zwykle. W ogóle, unika wychodzenia ze swojego gabinetu. Przemyka jak cień z parkingu do biura i spowrotem. Możliwe, że to tylko chwilowe, ale obserwuję to sobie i jakoś mi lżej.
 
Środa 
 
Generalne sprzątanie w domu. W końcu wyrzucam zasuszone kwiatki, które uśmierciłem nie podlewając ich. Jednak mogę mieć tylko takie rośliny, które są bardzo tolerancyjne na moje działanie.
 

Czwartek
 
Po pracy idę do kawiarni na mus z białej czekolady. Siedząc obserwuję ludzi i ruch uliczny. Potem od razu na basen i saunę. Wieczór jak zwykle z przepisami i zadaniami do rozwiązania.
 

Piątek
 
Zimno. Dzień w pracy mija szybko, ale jutro (sobota) znowu do roboty. Ile jeszcze? Tego nie wiem, ale za tydzień będę miał wolną sobotę. Tymczasem w skrzynce na listy niespodzianka. Karta z Chicago. Ktoś wpisał mój adres, ale inne imię i nazwisko, więc to pomyłka. 


Karta wędrowała ponad 10 tygodni. Szkoda, że nie dotrze do właściwej osoby sprawiając komuś przyjemność 

sobota, 14 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 449

Poniedziałek 

Na stacjach paliw kolejki. I to spore. Mimo cen, które błyskawicznie poszybowały w górę, w dalszym ciągu ludzie tankują chyba na zapas - bo zwykle kolejek nie ma.

Wtorek 

Kolejne absurdy w Departamencie. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo że chodzi o pieniądze. I tak jest tym razem.

Środa

Wizyta u lekarza. Obejrzał zagrożone miejsce i kazał je obserwować oraz zgłosić się natychmiast, gdy tylko stan się pogorszy. Na chwilę obecną wszystko jest ok - choć możliwe że będzie potrzebne dłuższe leczenie - jeśli oczywiście stan się zmieni.

Co dziwne, do lekarza nie było żadnej kolejki, a przyjęty zostałem punktualnie.

Czwartek 

Ciepło. Po robocie aby poprawić sobie humor, poszedłem na lody. Tak - rozpocząłem już sezon na lody. Śmietankowe. Przepyszne!

Piątek 

Pracę kończę godzinę wcześniej. W domu podgrzewam obiad i siadam do nauki i rozwiązywania zadań. Na wieczór jadę do aquaparku na 2 godziny relaksu w saunach. 

A jutro (czyli w sobotę) muszę ustawić budzik na 7.00, bo oczywiście idę do roboty. 

sobota, 7 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 448

Poniedziałek 

Moją uwagę przykuwa potencjalny problem ze zdrowiem. Tak, niedawno uporałem się z półpaścem, a tu na horyzoncie nowy problem. I chyba gorszy niż ten poprzedni, choć tego nie wiem. Zacząłem szukać informacji w sieci, ale one tylko pogorszyły sprawę, bo od razu zacząłem odczuwać objawy, które były tam opisane. Dałem sobie kilka dni na obserwację i potem podejmę decyzję co dalej. 


Wtorek 

Ogólnie, idę po cienkim lodzie. Albo po polu minowym. A czas ucieka mi pomiędzy palcami. Po południu basen i sauna.

Środa 

Po pracy szybki obiad oraz kilka minut odpoczynku. Później czas spędzam studiując przepisy, zadania i przykłady.

Czwartek 

Jadąc rano widzę test osoby w krótkich spodenkach, podczas gdy termometr wskazywał 0 stopni Celsjusza.

Popołudnie znowu z basenem i sauną. Czyli 40 minut treningu pływania i 10 minut przyjemności w saunie. Muszę pomyśleć, czy nie zamienić tych rzeczy...

Piątek 

W pracy mam najmniej podłych klientów z całego tygodnia. Czyżby się zlitowali i w piątek postanowili odpuścić? Nie analizuję tego długo, bo z Departamentu wychodzę wcześniej i jadę na pyszną rybkę do knajpy. Potem chwila czasu tylko dla mnie - łagodna muzyka, gorąca kąpiel i relaks przy filmie. Na zaczepkowe SMS-y odpisuję tylko dwoma słowami. 

A jutro - bez zaskoczenia - czyli w pracy.

sobota, 28 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 447

Poniedziałek 

Poniedziałki są najmniej przyjazne. W perspektywie 5 dni w robocie, jak to przeżyć? Po południu jadę do restauracji na obiad - tak aby podnieść sobie humor. Tam jak zwykle świetny smażony pstrąg - ale zamawiam więcej warzyw aby zrównoważyć dietę. I pusto, nie było prawie nikogo podczas mojego pobytu. 


Najbardziej lubię tam jeździć rowerem w lecie. Wtedy można jeść na zewnątrz, chociaż wewnątrz też jest ok - tego dnia widoczny był nawet delikatny zachód słońca.

Wtorek 

Po pracy basen. I kilka minut na saunie - tym razem z aromatem sosny.

Środa 

Mimo tego, że mam napięty grafik postanowiłem zrobić coś odrobinę słodkiego - domowe faworki. Wyszły całkiem smaczne, następnego dnia były lekko gumowate, ale to pewnie dlatego że ciasto nie było odpowiednio cienkie. A może dlatego że nie dałem alkoholu?



Czwartek 

Dużo słońca. I prawie weekend - i to wolny!

Piątek 

Po pracy wyjazd. Na drodze duży ruch i kilka patroli policji (głównie kontrolowali prędkość). Ciepło. Zapominam, że mam włączone podgrzewanie fotela a gdy się orientuję jest mi tak gorąco, że włączam chłodzenie 😁

sobota, 21 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 446

Poniedziałek

W pracy uczę się nowego oprogramowania. To znaczy dużej aktualizacji, która poprzewracała to co było do tej pory. Pisałem już chyba, że wszystkie sprawy były poukładane w katalogach, a teraz są w jednym z bardzo długą listą, którą w poszukiwaniu tego właściwego tematu należy przewijać prawie w nieskończoność. Prócz tego, średnio raz w tygodniu wgrywane są kolejne łaty i poprawki tak, że ciężko szybko to ogarnąć.

Wtorek

Zima wciąż trzyma. W dzień intensywne opady śniegu, na wieczór i noc siarczysty mróz. Droga do pracy śliska.

Środa

Ból głowy minął zupełnie. Szereg suplementów które biorę zapewne pomagają stanąć na nogi i odzyskać siły. Te ostatnie powróciły do normy, sen stopniowo się poprawia, ale to też dzięki znajomemu,  który podczas rozmowy zasugerował aby nie pić czarnej herbaty przed snem. Czasem zdarzało mi się wypić herbatę po godzinie 20. Od tego czasu sen jakby poprawił się. W każdym razie nie budzę się tak często w nocy, a rano nie jestem zmęczony.

Czwartek

Po pracy basen, 1000 metrów w nieco ponad pół godziny, a potem sauna z mentolem. W międzyczasie krótkie i miłe rozmowy z panią w kasie, oraz stałymi bywalcami saunowymi. Ci ostatni pilnują obecności, bo wystarczy raz nie przyjść a następnym razem pytają co się działo że mnie nie było.

Piątek

Z rana wpadam na fatalny pomysł. Ponieważ trochę wstyd pod Departament do Spraw Trudnych i Beznadziejnych podjeżdżać brudnym autem, toteż wstępuję na myjnię. -13 jakoś mnie nie zniechęca, ale...po wyjechaniu z myjni zaczynam żałować tej decyzji. Na szczęście w ciągu dnia ociepla się na tyle, że gdy wychodzę z pracy mam najczystsze auto ze wszystkich pracowników!

Po pracy obiad na mieście, szybkie zakupy w sklepie po drodze do domu i gruntowne sprzątanie w mieszkania (prócz mycia okien, wiadomo - jeszcze zbyt zimno) i krótki odpoczynek. Następnie przygotowania do pracy w sobotę - bo niestety znowu mam dyżur. Rezygnuję z białej koszuli zamieniając ją na granatowo-szarą. Myślę, że do czarnych spodni będzie idealna. Przeglądam dokumenty i zapoznaję się z dwoma elementami, które lekko mnie stresują. Oglądam je sobie na spokojnie, staram się przyzwyczaić do nich, bo jutro wiem że będę musiał przy nich majstrować. Oby z dobrym skutkiem :)

sobota, 14 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 445

Poniedziałek 

Osłabienie prawie minęło, ale sen wciąż dość średni. Zatem rano wstaję zmęczony i wtedy najchętniej bym spał, lub w ciągu dnia.

Wtorek 

Leki na sen nie działają. Po kilku dniach postanawiam ich nie brać.

Środa

Kino. "Pies 51" - świetny film, który trzyma w napięciu do samego końca. Polecam.

Czwartek 

Popołudnie na basenie. Trochę nie mam sił, ale odrobina ćwiczeń a potem odpoczynek na saunie dobrze na mnie wpływa. Szkoda, że ten efekt jest taki krótki.

Piątek 

Dzień staje się coraz dłuższy. Po południu wciąż jest widno i to oznacza że wiosna coraz bliżej. Tego dnia jest słonecznie, zatem szczególnie widać te zmiany.

sobota, 7 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 444

Poniedziałek 

Telefoniczna konsultacja z lekarzem. Nowe leki. Gdy mam je w domu, czytam o możliwych działaniach niepożądanych i aż boję się je brać, ale nie mam wyboru - to znaczy mogę ich nie brać, tylko że chciałbym poprawy zdrowia i swojego stanu. 

W nocy stoję przy oknie i gapię się na księżyc - bo na parkingu nic się nie dzieje. Zasypiam dopiero nad ranem.


Wtorek 

Budzę się koło 9, lekko oszołomiony. Leki działają. Trochę kręci mi się w głowie, ale w ciągu dnia jest lepiej. Dużo słońca i mroźno.

Środa 

Ból głowy mija, sen lepszy. Mam siłę zrobić sobie porządne śniadanie. Łosoś i awokado. Niby wyjąć z lodówki, ale wcześniej nie miałem sił, ochoty, apetytu, nie miałem...

Czwartek 

Jest lepiej. Dobrze że mam Lidla tuż obok, bo zaczynam mieć ochotę na różne rzeczy - znaczy że wraca apetyt. Do śniadania wyciskam sok z pomarańczy.


Dużo słońca, przynajmniej z rana. Bo później marznący deszcz.

Piątek

Siły wracają, czuję jeszcze że coś tam na głowie nie jest ok, ale zdaje się że idzie to w dobrym kierunku. Korci mnie żeby wyjść z domu chociaż na chwilę, ale deszcz i zimno więc zostaję w miejscu.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Dyskusje

Przetaczająca się kilkanaście dni temu przez Polskę fala dużego ochłodzenia mrozów i śnieżyc, do czerwoności rozgrzała zwolenników i przeciwników aut elektrycznych, ale po kolei.

Wszystko zaczęło się od tego, że nawet główne drogi pomiędzy dużymi miastami były zablokowane, a uwięzieni w korkach (a dokładniej - w swoich pojazdach) ludzie przez pewien czas byli zdani na siebie. Zanim jeszcze sytuacja zaczęła się poprawiać, w szeroko rozumianym Internecie rozgorzały dyskusje n/t tego, jaki rodzaj napędu jest najlepszy. Początkowo czytałem to z rozbawieniem, ale poziom dyskusji coraz bardziej staczał się w stronę mało przyjemnej wymiany zdań, obelg i nawet wyzwisk i rzeczy jeszcze gorszych. I z jakiego to powodu? Ano z takiego, że jeden kupił sobie Teslę (elektryk - gdyby ktoś nie wiedział) a drugi Passata (oczywiście TDI - czyli diesla), czy inne auto z tradycyjnym napędem.

Jeden wyliczał drugiemu,  ile energii lub paliwa zużyje auto podczas postoju przy np. -20 zapewniając ogrzewanie wewnątrz. Głównie chodziło tu o to, czy te ilości wystarczą by doczekać do nadejścia pomocy. Oczywiście były też "argumenty" opłacalności zakupu, kosztów utrzymania, czasu ładowania itp, ale ja się zastanawiam nad jednym - czy naprawdę kogoś zupełnie obcego obchodzi, co mną kierowało podczas podejmowania decyzji i zakupu tego a nie innego produktu? Chciałem, to kupiłem diesla lub elektryka - i co komu do tego? Jest wybór, to z niego korzystam. Po co rzucać się na forach  forsując swój punkt widzenia?

Kilka lat temu kupiłem sobie małą Toyotkę hybrydową - bo chciałem. Wydałem tyle, że spokojnie mógłbym mieć dwuletni lub trzyletni ekskluzywny wóz. Wybrałem nowego Yarisa - to była moja decyzja. Mało mnie interesuje że mogłem kupić coś innego/tańszego/droższego/lepszego/gorszego - każdy z nas ma SWOJE racje i SWÓJ punkt widzenia, SWOJE potrzeby i SWOJE przemyślenia i podejmuje decyzje na ich podstawie.

Mój sąsiad ma jedenastoletniego diesla, który mocno kopci i klekocze, ale czy z tego powodu mam go krytykować i oczerniać? Pewnie gdyby miał kasę lub ochotę (bo kasę może i ma) mógłby sprawić sobie coś o wiele lepszego, ale co mi do tego? Nic. Jestem jak najdalej od tego, aby oceniać decyzje innych, a już totalny brak kultury w przestrzeni wirtualnej jest dla mnie wstrząsający. Co ciekawe, nie sądzę aby ktoś nie posiadający nigdy auta elektrycznego mógł rzetelnie wypowiadać się na tematy związane z eksploatacją tegoż. Tymczasem na forach i czatach wszyscy wydawali się być ekspertami z najwyższych poziomów. 

Amplituda już jest bardzo duża w każdym praktycznie temacie, bo dziś łatwo wypowiedzieć się, rzucić czymkolwiek. Oczernić nie mając zielonego pojęcia o temacie. Podobny hejt był wczoraj w temacie WOŚP-u. Jedni pomagają, drudzy nie. Tylko dlaczego od razu ze sobą walczą? Dobra, muszę kończyć ten wpis bo trzeba się ogolić przed wizytą u okulisty.

sobota, 17 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 441

Poniedziałek 

Mróz i śnieg nie odpuszczają. Bardziej doceniam posiadanie garażu, nie muszę nic skrobać czy odśnieżać. 

Wtorek

W pracy ciężko. Po obiedzie na mieście idę do kawiarni na gorącą czekoladę i sernik z czerwoną porzeczką. Czekolada zbyt rzadka, choć w smaku ok to lubię gęstsze. Za to sernik pierwsza klasa.



Środa 

Kolega który pracuje w Departamencie z najmniejszym stażem (niecały rok) ma poważne problemy z jednym z klientów. W pracy nie mam czasu z nim porozmawiać, więc dzwonię wieczorem. Łamię w ten sposób moją zasadę ograniczenia kontaktów z ludźmi z pracy, ale trudno. Wymieniamy się spostrzeżeniami co do sytuacji, opowiadam mu swoje wcześniejsze trudne sprawy oraz to, jak się skończyły. Mam wrażenie że to podnosi go na duchu, bo manager oczywiście nie znając szczegółów wydał już na niego wyrok.

Czwartek 

Z trudem znajduję pół godziny na przeczytanie kolejnych stron Zamku. Co dziwne, nawet odrobinę mnie to wciągnęło choć początkowo czytałem jak za karę.

Piątek 

W pracy względny spokój. W domu powinienem ogarnąć trochę rzeczy, ale jadę na sauny, a tam zmiany. Zamontowali saunę na podczerwień i widzę, że cieszy się popularnością. Ponadto pojawiło się coś nowego w wystroju oraz zmniejszono ilość światła, jest lepiej.

Podczas jednego z seansów obsługa serwuje świetną muzykę i dużą* dawkę mentolu z trawą cytrynową. Dla niektórych zbyt dużą, bo słyszę że kaszlą, ale nie dla mnie - czasem sam sobie funduję większe dawki. Zmniejszam głębokość oddechu i czekam aż minie pierwsza - najostrzejsza fala.

W parowej sporo luzu. Peeling na dziś to połączenie kawy z maliną, olejem oraz solą. Daje świetny efekt oczyszczający skórę, a jak pięknie pachnie! 

* pamiętam kiedyś, gdy saunamistrz przygotowujący kule z zapachami dodał zbyt dużo jakiegoś aromatu. W trakcie seansu zapach stał się tak intensywny, że nie dało się wytrzymać. Seans został przerwany, a ludzie musieli opuścić tę saunę, bo nawet przewietrzenie nic nie pomagało. Kajał się i przepraszał po wszystkim.

sobota, 10 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 440

Poniedziałek 

Po długim czasie wolnym, to pierwszy dzień w pracy. Trochę nie mogę się odnaleźć, gdyż z nowym rokiem zmieniło się oprogramowanie. Wcześniej różne kategorie spraw klientów były w odpowiednich działach - jakby folderach. Teraz wszystko jest w jednym miejscu i trzeba szukać. Zero uporządkowania. Ani alfabetycznie, ani kategoriami spraw... Chaos. 

Oczywiście żaden z managerów mnie o tym nie uprzedził, zatem sprawy klientów realizuję wolniej niż kiedyś. Gdy poprosiłem o pomoc managera, bo nie mogłem znaleźć odpowiedniego punktu*, popatrzył na mnie krzywym okiem i rzucił "nie zawracaj mi głowy bzdurami!".

* później na spokojnie poszukałem ponownie. Okazało się, że dział IT pominął kilka punktów, które były a teraz ich nie ma. Zapomnieli o nich. A Ty człowieku radź sobie sam. Zgłoszenie do nich o problemie odbywa się przez managera, no ale jemu mam nie zawracać głowy...

Po pracy basen (przepływam niecały kilometr) i sauna z aromatem mentolu. 

Wtorek 

Święto, więc wolne. Wybieram się na prowincję z małymi obawami czy dojadę. Droga tam jest wąska tak, że nawet w dobrych warunkach trudno się wyminąć, a teraz wyglądała tak: 

Środa

Początkowo zapowiadał się długi i ciężki dzień, ale pozostało tylko to drugie. Miasteczko zostało sparaliżowane przez obfite opady śniegu. Szczególnie droga powrotna z pracy do domu (choć krótka) zajęła mi dużo czasu.

Czwartek

Krótkie zebranie z managerem niższego szczebla. Prócz mało znaczących spraw jedna bardziej istotna - pracujące wszystkie soboty. Cel? Oczywisty. Od samego początku roku trzeba starać się poprawić wyniki finansowe z poprzedniego roku. 

Piątek

Mój cały dział plotkuje o pracujących sobotach. Wszyscy narzekają, ale druga strona medalu to pieniądze ekstra. Ponadto, praca jest lżejsza niż standardowo na tygodniu, gdyż to tylko dyżury przy bardzo ograniczonej ilości klientów, ale przynosząca duży zysk.

sobota, 27 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 438

Poniedziałek 

W pracy nerwowo. Klienci roszczeniowi liczą na jakiś cud przed świętami chyba, ale na daremno. Dział kontroli wytrzeszcza oczy ze zdumienia, bo zastrzeżenia są z kosmosu. Na szczęście mnie te sprawy nie dotyczą. Po pracy jadę na basen i saunę. Ale żeby tam dotrzeć muszę uzbroić się w cierpliwość. Zamiast 5 minut zajmuje to ponad 20. Korki na każdej ulicy.

Wtorek 

Dzień znowu nerwowy z pretensjami klientów, ale nie przy moim okienku. Po pracy znowu basen i sauna, ale już bez takich korków na mieście, za to z mentolem jak zawsze.

Środa 

Trochę białego puchu przybywa. No i mróz. 

Czwartek 

Na prowincji odczucia chłodu większe niż w miasteczku. Ale w ciągu dnia przynajmniej słonecznie. Dwa razy wychodzę na spacer. 

Piątek

Od samego rana widzę komunikaty o oblodzeniu. Marznący deszcz utrudnia poruszanie się. Jadę wolniej. Mijam kilka wypadków i kolizji, ale do celu dojeżdżam w jednym kawałku. Jutro jadę dalej, z nadzieją na długi odpoczynek, bo do pracy wracam dopiero 5. stycznia.

czwartek, 25 grudnia 2025

Świątecznie

Połowa świąt za nami, tu gdzie jestem trzyma dość spory mróz jak na obecne czasy. W dzień -7 w nocy -16. A po południu jest tak:


Polne drogi które wybieram na spacer skąpane są w szronie i ciszy. Gdzieniegdzie przefrunie jakiś sympatyczny ptaszek i tyle. Zero ludzi, czasem asfaltową drogą obok przejedzie jakieś auto. Z rana mróz większy:


Prócz spacerów (i jedzenia) czytam Zamek Kafki, co uważam za bardzo duży sukces. Wczoraj upiekłem makowca, a dzisiaj kruche ciasteczka maszynkowe. Wszystko dla mnie.


Internet tu ledwo zipie, ale już jutro zmieniam lokalizację na trochę cieplejszą i zdecydowanie bardziej zaludnioną, choć ten ostatni element będę sobie dawkował bez przesady.

Wchodzę na Wasze blogi, ale widzę że świętujecie - ruch jest niewielki. Ja dziś dostałem wiadomość (niby z Indii), że moja rezerwacja w hotelu zostanie anulowana jeśli nie kliknę w link w ciągu 24 godzin. To oczywiście próba wyłudzenia pieniędzy lub czegoś innego, więc nie zamierzam w to klikać. Uważajcie na siebie! Przyjemnego czasu dla Was!

sobota, 20 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 437

Poniedziałek 

Po pracującym weekendzie (szkolenia z obsługi klientów dla kadry z zaprzyjaźnionego Departamentu z miasteczka nieopodal) ciężko zerwać się z łóżka. W pracy głównie zastanawiam się, jakie będą konkluzje podczas rozmowy telefonicznej, na którą umówiony jestem już od zeszłej środy. Niestety o 15.30 nikt nie dzwoni. Po pracy szybkie odświeżenie w domu i wyjazd do szkoły muzycznej na  koncert - kolędy na jazzowo. Staram się zrelaksować, ale będąc w stanie ciągłego oczekiwania na telefon trochę trudno. Koncert fajny, ale oczywiście nie da się go porównać do poziomu artystów na których bywam. Po koncercie późny obiad w restauracji rybnej poza miastem.


Telefon zadzwonił o 20. Można to rozumieć jako celowy zabieg pokazujący wyższość rozmówcy, ale nie biorę tego do siebie. Gość wypracował stanowisko ze swoim dyrektorem i zaproponował zadośćuczynienie, na które przystałem. Poprosił o wysłanie maila i przeprosił za zaistniałą sytuację. Dużo emocji.

Wtorek 

Dzień pełen słońca. Po wielu szarych dniach w końcu zrobiło się jaśniej. Także w pracy czas przyjemniej mija, o ile można tam mówić o jakiejkolwiek formie przyjemności. Z dobrych wiadomości - dość spora premia wpada na konto. Po pracy basen i sauna. W skrzynce pocztowej pierwsza kartka świąteczna.

Środa

Rozmówca odpowiedział na maila ze szczegółami opisując wypracowane stanowisko w sprawie. Podziękowałem. Teraz czekam na finał. 

W skrzynce pocztowej druga kartka świąteczna. 

Czwartek 

W pracy ciężko. Klienci dają popalić. Staram się podejść do tego maksymalnie spokojnie, ale z myślą że niebawem ten dzień się skończy. Po pracy dość intensywny trening na basenie, oraz sauna z kryształkami mentolu dla oczyszczenia dróg oddechowych. W domu po szybkim obiedzie padam na kanapę i natychmiast zasypiam.

Piątek

Mglisty dzień od samego rana. Czas w pracy mija dość szybko. Wieczorem wychodzę na miasteczko, aby zobaczyć świąteczne iluminacje oraz coś jakby jarmark - czyli kilkanaście kramów z różnymi rzeczami. Nic mnie nie zainteresowało, dlatego po dosłownie chwili idę do mojej ulubionej kawiarni na mus z białej czekolady. Wracając do domu kupuję kilka prezentowych drobiazgów pod choinkę dla najbliższych. W jednym ze sklepów spotykam szefową działu finansowego. W krótkiej wymianie zdań informuje mnie, że w przyszłym tygodniu pracownicy Departamentu otrzymają miłą niespodziankę - domyślam się że chodzi znowu o premię lub jakąś nagrodę. 



A w domu przygotowania do pracującej jutrzejszej soboty. Niecodziennie rezygnuję z białej koszuli na rzecz granatowej z wieloma raczej małymi choinkami i Mikołajkami. Mam nadzieję, że nie spowoduje to w najmniejszym nawet stopniu ujmy dla powagi Departamentu. Zresztą, chyba w sobotę można odrobinę luźniej i bez krawata? Najwyżej mnie wywalą, trudno!

sobota, 13 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 436

Poniedziałek

Weekend przynosi problem. Dość przykry i niestety zaprzątający mi głowę, mimo że staram się o nim nie myśleć. Powinienem wykonać rozmowę telefoniczną, która wydaje mi się trudna i wymagająca. Wstępnie planuję ją na wtorek, ale w głowie pojawiają się myśli, aby uciec i nie dzwonić, zrezygnować, przemilczeć. Ale też takie, że jednak trzeba wykonać krok do przodu.

Przygotowuję więc kartkę z tym, co chciałbym powiedzieć, zbieram najważniejsze fakty i rzeczy, które należy zaakcentować. Układam scenariusze, bo nie wiem w którą stronę taka rozmowa może zmierzać. Tych już nie zapisuję, bo nie mam sił aby aż tak się tym zajmować.

Wtorek

Z zadowoleniem stwierdzam, że mój planowany rozmówca wyłączył telefon. Próbuję 4 razy w różnych godzinach (dzierżąc w dłoni ściągawkę) i nic. W głowie zaczyna kiełkować myśl "próbowałeś, ale nie możesz się dodzwonić - zatem problem nie istnieje". Ale oczywiście problem wciąż istnieje, waham się czy spróbować następnego dnia, czy może napisać maila? Z tym byłoby mi łatwiej, uniknąłbym bezpośredniej konfrontacji i miałbym czas na ładne ułożenie trudnych słów w sensowne zdania.

Myślenie o tym, oraz o drugim problemie zaprząta moją głowę tak, że nie wiem kiedy minął dzień w pracy. Popołudnie na basenie i saunach.

Środa

Kartkę z wypisanymi kwestiami zostawiam nieopatrznie w domu, ale liczę że telefon wciąż będzie wyłączony. Około godziny 11 dzwonię w zasadzie aby się przekonać że nic z tego, a tu szok - jest sygnał! Co prawda telefon jest zajęty, ale po niecałej minucie oddzwania. Gdzie są moje notatki?! No tak, zostały w domu, zatem staram się maksymalnie uspokoić głos, wyrównać zbyt szybki oddech i nie dając oznak słabości rozpoczynam rozmowę. Ku mojemu zdziwieniu odtwarzam sobie to, co napisałem i ubieram to we względnie poprawne zdania. Rozmówca zaniemówił z wrażenia. To dodaje mi sił, rozwijam więc temat i dodaję "nie pozostawię tak tej sprawy!" - aż sam się dziwiąc co ja mówię! 

Po kilkunastu minutach ustalam z rozmówcą plan dalszego działania, oraz kolejną rozmowę na poniedziałek. Możliwe, że będzie ciut łatwiej, albo i nie - wszak czas gra na jego korzyść. Nie mam żadnych nadziei, ale na pewno nowe niezbyt miłe doświadczenia.

Nocny spacer (20.30-22.30) niestety ze smogiem. Dlatego staram się unikać okolicy domów jednorodzinnych - bo to z ich kominów leci mnóstwo gryzącego dymu.


Czwartek

Praca. Główny manager podczas porannej odprawy informuje o złych wynikach ostatniej kontroli i rzuca na biurko protokoły. Świetnie, czyżby kolejny problem? Przeglądam protokoły szukając swojego nazwiska, ale wśród nich nie ma nic do mnie. Czyli u mnie wszystko wypadło ok. Uff.

W zasadzie, błędy te są tak mało znaczące, że naprawdę nie wiem po co tyle burzy się wokół tego robi. To znaczy domyślam się - aby wzniecić kolejną porcję strachu i niepewności.

Po pracy wyjazd za miasto. Ciepło, jakby była wiosna co najmniej.

Piątek

W pracy nerwowo, ale omija mnie to szerokim łukiem. Ci, którym kontrolerzy wskazali nieprawidłowości muszą się tłumaczyć, ale ja mam luz. I staram się uczyć na ich błędach, co wydaje się być proste ale tylko gdy się o tym mówi, bo podczas działania o błahą pomyłkę bardzo łatwo. Manager wymyśla kolejne formy kontroli, ale są one tak absurdalne że nie biorę ich na poważnie. Za dwa-trzy dni sam o nich zapomni i wszystko rozejdzie się po kościach. 

sobota, 6 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 435

Poniedziałek 

W pracy niepokój. Kłótnie i problematyczne decyzję głównego managera. Ostatnio go nie było przez dłuższy czas i wtedy pracowało się luźniej, ale to się już skończyło.

Po pracy idę na basen i saunę. Przepływam 1000 metrów i tylko z braku czasu kończę trening.


Wtorek

W skrzynce pocztowej awizo. To zły znak. Albo to coś z urzędu kontroli, albo jakiś inny problem. Bo raczej nie mandat.

Środa

Dostaję prezent - kołdrę obciążeniową, której zadaniem m.in. jest ograniczenie skutków stresu, lęków oraz poprawę jakości snu.
Kołdra jest ciężka (8 kg), ale bardzo przyjemnie się pod nią śpi. Czuje się trochę tak, jakby ktoś na mnie leżał, ale ciężar jest równomiernie rozłożony i jest ok. Jest bardzo ciepła i przyjemna w dotyku. Czy działa? Po dwóch nocach trudno powiedzieć, może za jakiś czas napiszę swoje odczucia. Na pewno trenuję mięśnie, bo od teraz ścielenie łóżka wymaga krzepy, a rano żeby się spod niej wydostać też trzeba się postarać.

Czwartek 

Po pracy odbieram awizo z poczty. Pismo z ZUS-u, które napisane jest takim językiem, że mało co mogę zrozumieć. 11 lat temu mój ówczesny pracodawca nie odprowadził jakichś składek. Tylko co oni chcą ode mnie po tylu latach?!

Piątek 

Dzwonię z samego rana na podany w piśmie numer telefonu do ZUS-u, bo bardzo mnie to stresuje. O dziwo odbiera żywy człowiek (aż mnie zamurowało, a gdzie boot i oczekiwanie w kolejce?), któremu podaję moje dane a ten tłumaczy, że zorientowali się (ale mają refleks) że doszło do nieprawidłowości. Ale po tylu latach wysyłają tylko informację o tym, oraz że nic nie muszę robić. I że za 14 dni wyślą jeszcze jakąś tam decyzję z urzędu. Świetnie. Uff.

W pracy nerwowo, ale również zapowiedź świątecznej niemałej premii "o ile nic nie zepsujecie". Brzmi jak szantaż, nie pierwszy i nie ostatni. Pracę kończę godzinę wcześniej i jadę na basen oraz saunę. Wieczór spędzam na przygotowaniach do sobotniego dyżuru, lekko drinkuję i słucham przedświątecznych hitów.

sobota, 15 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 422

Poniedziałek 

Olewam. To znaczy robię swoje, ale odliczam czas do końca. Zamykam oczy, staram się nie słuchać.... wpadłem w labirynt, podczas którego lekko się uśmiecham i czuję, że powoli zbliżam się do wyjścia. 

Wtorek 

Dzień wolny. Dużo jazdy, sporo atrakcji.

Środa 

W pracy dalszy ciąg olewki. Choć to chyba złe określenie, po prostu nie przyjmuję się, bo nie mam wpływu. Z labiryntu wylazłem i to o własnych siłach, jeszcze takich labiryntów mnóstwo przede mną, bo jestem w trakcie kompleksowej kontroli. Dzieje się - to jakby nic nie powiedzieć.

Po pracy idę na koncert jazzowego tria. Fortepian, kontrabas i perkusja. Dziadki 70+, ale piękne emocje! Później niespodziewana rozmowa. I jeszcze jedna. Miło.

Czwartek 

Moi współpracownicy dostają absurdalne wnioski pokontrolne, ciekawe kiedy będą dla mnie. Na razie muszę poczekać na swoją kolej, bo kontrolerzy mają pełne ręce roboty.

Tymczasem po pracy znowu koncert, ogólnie całkiem fajny, choć trochę długo - 2.5 godziny.

Piątek 

W pracy szybko minął mi czas. Później pizza i mus z białej czekolady na mieście, oraz kolejny koncert. Tym razem w domu kultury. Rozrywka na miłym poziomie.