Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instruktor techniki jazdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instruktor techniki jazdy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 czerwca 2016

Automatyczna skrzynia biegów

Jako instruktor techniki jazdy mam możliwość pracy z osobami, które posiadają już uprawnienia do kierowania. Od czasu do czasu zgłasza się ktoś taki z różnych powodów - a to by poćwiczyć jazdę defensywną, hamowanie awaryjne, lub omijanie przeszkód czy np. ecodriving.

Ostatnio zgłosiła się starsza pani, która na co dzień jeździ pojazdem z automatyczną skrzynią. Jazdy więc realizowałem na jej aucie. Abstrahując od jej problemów i moich nauk z tym związanych chciałbym tu podkreślić, jak wygodne jest podróżowanie automatem w ruchu miejskim.

To baaaaaaaaaaaaardzo wygodne i o wiele  bezpieczniejsze niż zwykle. Obsługując jedynie "gaz" i hamulec, nie musi się skupiać na sprzęgle, czy odpowiedniej redukcji biegów. Nie musi myśleć, czy lepiej byłoby mieć dwójkę czy jeszcze trójkę. Ona, jeśli tylko potrzebuje mocy - po prostu wciska prawy pedał i jedzie. Czas i uwagę, którą normalnie musiałaby przeznaczyć na obsługę biegów może wykorzystać gdzie indziej. Np na obserwację przejść dla pieszych, choć nie tylko.

Podobnie przy ruszaniu. Mając automatyczną skrzynię nie trzeba uważać na sprzęgło, na moment załączania przez niego biegu tak, aby pojazdem nie szarpnęło a jednocześnie dało się dość szybko ruszyć. Ona znów jedynie zdejmuje nogę z hamulca, a pojazd delikatnie rusza. To mega łatwe, a silnik nigdy nie gaśnie z powodu nieumiejętnego ruszania, bo takiego tu nie ma!

Identycznie łatwo jest pod górę - pojazd się nie stacza, więc komfort ruszania na wzniesieniu - olbrzymi. I co jeszcze? To silnik zawsze dba o optymalne obroty, nie pozwoli ani zejść zbyt nisko ani zbyt wysoko - wszystko odbywa się z uwzględnieniem wielu czynników, w tym np temperatury pracy silnika. Mało tego, automat posiada specjalne tryby - zimowy, ekonomiczny, sportowy i inne które ułatwiają codzienną jazdę.

Małym minusem jest nieco większe zużycie benzyny, choć i to nie zawsze. Pojazd którym jeździmy ma już 6 lat, ale nowsze technologie są w stanie zaoszczędzić paliwo w stosunku do skrzyni manualnej, a także "uczą się" stylu jazdy kierowcy dopasowując odpowiednie parametry pracy silnika do zapotrzebowania.

Automat dla leniwych? Dla średnio umiejących? Dla wygodnych? Nie, zdecydowanie dla wszystkich chętnych :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Poziom - 3

Podziemny parking minus 3 może dostarczyć samych pozytywnych wrażeń. Spore zjazdy, ostre zakręty i frajda na całego! Będąc już na parkingu, wychodzę do galerii i odbieram wcześniej zamówioną książkę - Przez trzy Ameryki - Tomasza Gorazdowskiego. Polecił mi ją kolega - wielki miłośnik wszelkiej motoryzacji.


Książka wygląda na bardzo ładnie wydaną, zawiera sporo kolorowych zdjęć i ma przyjemny wstęp (na razie jestem na tym etapie).

Tymczasem po wyjechaniu z podziemnego parkingu, pojechaliśmy na pierwszą lepszą stację Orlen. Już od dłuższego czasu chciałem sprawić pewnej kursantce prezent i odebrać książkę Szerokiej Drogi - Sobiesława Zasady w zamian za punkty Vitay. Niestety, wysłany miesiąc temu mail do centrali Orlenu pozostał bez odpowiedzi na pytanie, gdzie mógłbym taki poradnik doskonalenia techniki jazdy odebrać.


Wybrałem więc pierwszą z brzegu stację i ... bingo! Co prawda okazało się że tej nagrody już w katalogu nie ma (choć w aplikacji mobilnej nadal jest), ale przemiły pan po prostu wyjął książkę z szuflady i spytał, czy wezmę ten egzemplarz - jako prezent - który im po prostu pozostał. Ucieszyłem się jak dziecko! Poradnik nosi bardzo małe ślady "leżakowania" w szufladzie, a już po chwili był mój, a następnie kursantki - której zrobiłem taki właśnie prezent.



środa, 8 stycznia 2014

Księżniczka [ileś tam...]

Myślałem że mnie słuch myli, ale po baaardzo długiej przerwie odezwała się księżniczka. W końcu wróciła skądś tam (przyznaję, nie słuchałem jej bardzo długiego wstępu) i w końcu chce dobrnąć do finału. Ale, finał jest niezwykle daleko, wszak ona jest znowu na linii startu. Przykłady? Proszę bardzo (kilka pytań w czasie jazdy):

- gdzie jest sprzęgło?
- jak powinnam ustawić te lusterka?
- jak włączyć wycieraczki?

Tak więc można powiedzieć, że zaczynamy od początku. No dobrze, klient - pan - ja się dostosuję, choć będzie to długo trwało i jeszcze więcej kosztowało.

wtorek, 24 września 2013

Po warsztatach...

Po warsztatach doskonalenia zawodowego dla instruktorów, mam bardzo pozytywne wrażenia. Większość instruktorów (a w tej grupie było ich 25-ciu) znałem z widzenia, na moim wykładzie była bardzo miła atmosfera (czego nie można powiedzieć o wykładzie z policjantem :P), wywiązało się kilka krótkich i ciekawych dyskusji n/t techniki kierowania oraz eco-drivingu. Muszę lekko zmodyfikować prezentację, by była jeszcze lepsza :D

Mam nadzieję, że za dwa tygodnie na następnym kursie będzie podobnie, prawdopodobnie wtedy także zajmę się częścią praktyczną :)

PS. żadnych trudnych pytań nie było.

piątek, 20 września 2013

Muchomorek

Była już kursantka, co przynosiła cukierki na jazdę. Była też taka, co przynosiła wino (!) - oczywiście nie spożywaliśmy w czasie jazdy. Zresztą po jeździe też nie :P

Była też taka, która przynosiła kanapki, a inna nawet całe obiady (np domowo obgotowany kawał kurczaka, chyba to nóżka była... nie pamiętam dokładnie). Fenomenem była ta, która piekła ciasta. Naprawdę super - serniki, pierożki nadziewane konfiturami, szarlotki (moje ulubione - MNIAM MNIAM!!) i inne specjały. Niestety nie wiedziała, że nie lubię kawy i czasem przynosiła coś o smaku kawowym (a FE!, pozbywałem się tego dość szybko oddając ciasto kolegom). Ale jej wyroby cukiernicze były mega pyszne! Niestety, zdała już - więc i ciastka się skończyły. A z oferty matrymonialnej nie skorzystałem.

No i teraz się trafiła taka, która chce przynieść grzyby! A może chce mnie otruć? Najpierw spytała czy jestem żonaty, a parę godzin później pojawił się dłuuuugi sms m.in. z pytaniem "jakie grzyby lubisz"? Oczywiście nie odpisuję, olewam jak większość sms-ów od klientów. No chyba, że odpisać "lubię czerwone muchomory w białe kropki" ;-)

Powinienem już zamykać komputer, ale muszę jeszcze poczytać o systemach recyrkulacji spalin, filtrach cząstek stałych i innych ciekawostkach. Jutro mam wykład na warsztatach doskonalenia zawodowego dla instruktorów nauki jazdy. Przedmiot: technika jazdy i obsługa pojazdu. Temat: ecodriving + pytania z techniki jazdy i podstawowej obsługi.

Hmm, czy powinienem się spodziewać trudnych pytań ze strony instruktorów? Zobaczymy, w każdym razie cieszę się że w końcu wykorzystam zalety posiadania legitymacji instruktora techniki jazdy :)

czwartek, 23 czerwca 2011

Instruktor techniki jazdy - egzamin praktyczny

Auta egzaminacyjne
19 czerwiec 2011 to jeden z piękniejszych dni. Właśnie wtedy, w Toruniu odbył się egzamin praktyczny na instruktora techniki jazdy. ITJ - co to takiego i czym się różni od instruktora nauki jazdy - pisałem już wcześniej, więc tu skupię się na samym egzaminie. Polega on wykonaniu trzech zadań (jedno z góry ustalone + dwa z trzech  losowane). Zadania wykonuje się najpierw pojazdem bez systemów wspomagających hamowanie i stabilność jazdy, potem wszystkie zadania powtarza się autem z systemami (ABS+ESP). Jeden z egzaminatorów siedzi na fotelu pasażera, drugi obserwuje z zewnątrz. Egzamin odbywa się na pojazdach Dacia Logan i Kia Ceed.

Zadania:
1) prezentacja przygotowania do jazdy, slalom pomiędzy pomiędzy 10. pachołkami - czas 20 sekund (każdorazowo określa komisja). Zadanie obowiązkowe. Nie wolno potrącić pachołków. Prędkość co najmniej 10 km/h. Oceniana jest głównie praca rąk i dociążanie i odciążanie pojazdu.

2) hamowanie awaryjne w zakręcie. Prędkość co najmniej 50 km/h, hamowanie rozpoczyna się na prostym odcinku płyty poślizgowej a kończy w łuku. Zadanie losowane. Nie wolno potrącić pachołków. 

3) zademonstrowanie zjawiska podsterowności i nadsterowności oraz opanowanie poślizgu. Zadanie wykonywane na płycie poślizgowej w formie pierścienia. Zadanie losowane. Egzaminator informuje, co najpierw trzeba wykonać (nad - czy podsterowność). Należy trzykrotnie kolejno zademonstrować pod i nadsterowność oraz przeciwdziałać tym zjawiskom - czyli opanować poślizgi. Zadanie zostanie zaliczone, jeśli auto się nie zatrzyma, obróci i nie wyjedzie poza określony tor jazdy.

4) jazda szosowa. Polega na przejechaniu wyznaczonym torem jazdy o różnej przyczepności i kącie rozwarcia zakrętów, prawidłowej pracy rąk (skręt szosowy), użyciu co najmniej trzech przełożeń skrzyni biegów, hamowaniu biegami, właściwym torze jazdy i technice pokonywania zakrętów - w tym także na spadku i wzniesieniu. Zadanie losowane.

Zadanie nr 1.
Egzamin rozpoczął się o godzinie 9.00. Spod ośrodka Rajder (w Toruniu) zostaliśmy przewiezieni na tor szkoleniowy i rozpoczęło się ... czekanie. Najpierw losowanie zadań. Ja wyciągnąłem zadanie nr 2 i 3 (opis wyżej). Około godziny 12.15 zostałem wyczytany. Miałem przygotować się do jazdy - co też uczyniłem. Po chwili do auta podszedł egzaminator, który zadał kilka pytań n/t zadań i techniki ich wykonania. Innych pytał także jak się przygotowywali do jazdy i czemu to jest tak istotne, ale u mnie darował sobie to. Nie były to jakieś strasznie trudne pytania, ale trzeba wiedzieć co i jak się będzie robiło. Następnie przyszedł drugi egzaminator, który wsiadł do auta i podjechaliśmy na pierwsze zadanie.

Wg mnie raczej łatwe, trzeba uważać aby nie potrącić pachołka, właściwie operować kołem kierownicy, "pracować" gazem by we właściwych momentach dociążać i odciążać osie pojazdu, no i wyrobić się w czasie. Mój pierwszy przejazd Dacią Logan zajął 18-19 sekund (nie pamiętam dokładnie), ale tym pojazdem jeździło się dziwnie ze względu na ciężko działający gaz. Przejazd Kią był nieco szybszy. Zadanie zaliczone bezbłędnie, nie obawiałem się tego. Poszło tak, jak to zaplanowałem (no może prócz brzydkiego ruszenia Dacią). Prędkość około 20 km/h, drugi bieg - choć większość jeździła na jedynce.

Zadanie nr 2.
Następnie hamowanie awaryjne. Zdecydowanie najtrudniejsze zadanie - hamowanie bez ABS (czyli Loganem) jest trudne, wymaga precyzji i maksymalnej koncentracji. Jak się pojedzie nieco wolniej niż 50 km/h, zadanie może nie być zaliczone gdyż nie spełni to ustalonych kryteriów (tuż przed miejscem rozpoczęcia hamowania znajduje się dodatkowy pomiar prędkości wyświetlany na elektronicznej bramce. Egzaminatorzy przyjęli, iż liczyć się będzie prędkość na tarczy prędkościomierza - co każdorazowo sprawdzał egzaminator wewnątrz pojazdu), jak się pojedzie nieco szybciej - wypadnięcie z toru niemalże gwarantowane.

Strasznie bałem się tego zadania, choć dzień wcześniej byłem na płycie i przy ćwiczeniach wychodziło bezbłędnie, to tu doszedł stres. Ogromny. Pierwszy przejazd - Logan bez ABS. Wjeżdżam na płytę mając około 53 km/h, ujmuję gaz i szykuję się do hamowania, egzaminator mówi - uwaga, by nie było zbyt wolno ! Cholera !! - depczę gaz i tuż przy określonym miejscu hamuję do oporu techniką przerywaną ! W międzyczasie skręcam i próbuję nie potrącić pachołków a jednocześnie utrzymać się na torze. Słychać dźwięk poślizgu opon, cała szyba jest mokra z powodu zraszaczy płyty. Zakręt jest w lewo,  Dacia niebezpiecznie zbliża mi się do prawej strony ! Odpuszczam hamulec, gdyż inaczej "skoszę" pachołki ! Przy samym końcu łuku auto w końcu staje. Chyba nic nie potrąciłem, chwila ciszy i przez "walkie talkie" drugi egzaminator mówi - pachołki nienaruszone, prędkość ok. Ufff, walczyłem do końca ! Egzaminator wewnątrz - dobrze, jedziemy na następne zadanie. Później się dowiaduję, że radar na bramce wskazał 46 km/h przy obu przejazdach. Hamowanie z ABS+ESP to bajka. W zasadzie, to tylko formalność. Kilka osób nie zdało właśnie na tym zadaniu - oczywiście hamując bez ABS.

Moje ostatnie zadanie to nadsterowność i podsterowność. Stres odrobinę mniejszy, w głowie myśl że to najtrudniejsze hamowanie już mam za sobą ! Ale ... chyba jechałem zbyt wolno, albo zrobiłem zbyt płytkie ruchy hamulcem awaryjnym, bo nadsterowność nie została zaliczona. Trzeba to wyraźnie pokazać, czego u mnie zabrakło. A więc powtórzenie zadania. I znów gigantyczny stres ! Jadę więc ponownie (powtórzenie nadsterowności) - tym razem dużo lepiej - czas na podsterowność - banalnie łatwe, zamiast trzech pokazów robię pięć :)

Zadanie nr 3.
Jadę zmienić auto, przesiadamy się do Kii, tu wszystkie zadania poszły płynnie i bezbłędnie. Na koniec egzaminator mówi - wynik pozytywny, dziękuję. Dziękuję ! - odparłem, choć chyba nie docierało to do mnie że już jest "po" i że ZDAŁEM !! Ależ to był wielki stres, uchodził ze mnie przez resztę dnia.

*** *** ***

Bardzo chciałem wylosować zadanie 3 i 4, ale wyszło inaczej - w sumie też dobrze ! Mam teraz wielką ochotę na szaleństwa na płycie poślizgowej :) Dacia to toporny samochód, który dodatkowo się zepsuł dzień przed egzaminem - kiedy ćwiczyliśmy (ja i parę osób z firmy - wszyscy z nas zdali) coś tam przy lewym kole się urwało (?), co unieruchomiło Logana. Ale to było w sobotę, a w niedzielę rano auto już było naprawione. Myślę, że trafionym pomysłem była ta nauka dzień przed egzaminem, kiedy instruktor udzielił fachowych rad i pilnował poprawności zadań przez nas ćwiczonych. Wiem, że było sporo osób chętnych do nauki przed egzaminem, ale pierwszeństwo miały osoby będące wcześniej na kursie. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na naukę przed egzaminem, bo były to jazdy na tych samych pojazdach w identycznych warunkach jak na egzaminie. Jak pisałem wcześniej, kilka osób nie zdało przy hamowaniu bez systemu ABS, a jedna osoba nieprawidłowo zaprezentowała zadania, dlatego nawet nie ruszyła autem z miejsca. Zdawalność była całkiem niezła, bo na 19 osób nie zdało 4.


Koszty zdobycia uprawnień instruktora techniki jazdy (bez kosztów dojazdu i hotelów):
  1. kurs - 2500 PLN (kat. B) - większą część zapłaciła firma w której uczę jeździć, resztę ( około 700 zł) pokryłem z własnej kieszeni (choć wcześniejsze ustalenia były takie, że ja płacę 2000 zł a resztę firma);
  2. egzamin teoretyczny - 100 PLN - firma potrąciła mi z wynagrodzenia, egzamin nie zdany;
  3. egzamin teoretyczny - 100 PLN - jak na razie, za egzamin zapłaciła firma, nie potrącili mi ani za hotel, przejazd - słowem - za nic;
  4. szkolenie przed egzaminem - 1500 PLN za trzy godziny szkolenia na cztery osoby (około 380 zł/os) na autach egzaminacyjnych z instruktorem - na razie opłaciła to firma, zobaczymy przy wynagrodzeniu czy potrącą sobie czy nie - choć ustalenia były iż to instruktorzy pokrywają koszty a nie firma;
  5. egzamin praktyczny - 250 PLN (kat. B) - j.w
Teraz czekam na odbiór dokumentów i nowych uprawnień :))

niedziela, 15 maja 2011

Instruktor techniki jazdy - egzamin teoretyczny (2)

Rozbite auto, wynik nadmiernej prędkości i brawury.
I znów "po" egzaminie teoretycznym. Tak jak poprzednio, odbył się on w Bydgoskim Urzędzie Wojewódzkim. Nastroje przed egzaminem nie były optymistyczne za sprawą poprzedniego testu i negatywnej odpowiedzi Urzędu na m.in moje odwołanie od niego. Po godzinie 11 rozdano nam arkusze odpowiedzi, a po chwili kartki z pytaniami (40). Jak już ją zobaczyłem, przejrzałem pierwszą stronę by zobaczyć, czy jest coś czego nie wiem/nie umiem - i tu zaskoczenie - nie było niczego takiego ! Z odrobiną dawki optymizmu przystąpiłem więc do rozwiązywania. Po około piętnastu minutach oddałem test (na jego napisanie było 30 minut) - chyba jako pierwszy. Nie sprawdzając, nie czytając ponownie - oddałem z myślą, że to co wiedziałem zostało zaznaczone dobrze. Postanowiłem nie trzymać testu przy sobie i kombinować co by w nim zmienić, zresztą - w porównaniu do poprzedniego egzaminu, tu pytania były o wiele bardziej oczywiste, "normalnie" sformułowane i jak dla mnie - w miarę łatwe.

Po rozwiązaniu testu wiedziałem, że mam więcej punktów niż około miesiąc wcześniej, ale czy wystarczająco by zdać ? Okazało się to po jakiejś godzinie, gdy wszystko zostało sprawdzone i przeliczone. W tym czasie oczekiwanie jest męczące, większość ludzi analizuje swoje odpowiedzi, ustala prawidłowe odpowiedzi. Okazało się, że jedno pytanie niedokładnie przeczytałem (zamiast "minimalnie" zobaczyłem "może mieć" - wiem, nie są to podobne słowa, ale tak to zauważyłem po prostu). W wyniku tego powinienem zaznaczyć odpowiedź a, natomiast zaznaczyłem abc. Bez sensu, ale to następstwo przeoczenia. Nie byłem do końca pewny pytania z psychologii, ale punktowo to tylko 1 pkt, więc akurat z tego powodu stresu dużego nie miałem. Lekko zaskoczyło mnie pytanie o kategorię B1, ale tylko chwilowo, gdyż odpowiedź była oczywista (jak ktoś znał stosowne rozporządzenie oczywiście).

Ogólnie, w porównaniu z poprzednim egzaminem, nie było kontrowersyjnych pytań i odpowiedzi, choć przyznaję - po niektóre z zagadnień sięgnięto naprawdę daleko. Jak ktoś nie znał pewnych zagadnień techniczno-motoryzacyjnych, miał kłopoty. Na 90 pkt, udało mi się zebrać 80 pkt. Aby egzamin był pozytywny, należy mieć co najmniej 72. Mój wynik zatem - POZYTYWNY ! W pierwszej chwili nie dotarło to do mnie, emocje były naprawdę spore. Ogólnie, do egzaminu na kategorię B przystąpiło około 100 osób, wg mojej oceny pozytywny otrzymało jakieś 30-40 z nich.

Teraz nie pozostaje nic innego, jak przygotowywać się do egzaminu praktycznego :)

sobota, 14 maja 2011

Ufff ...

Ale ten czas biegnie, jakby go ktoś popędzał ... Czy tylko ja mam takie wrażenie ? No, ale do rzeczy.

1) Kilka tygodni temu pisałem, że jazda defensywna to tzw. ecodriving. To nie prawda, nie wiem czemu wtedy połączyłem te dwa określenia. Celem jazdy defensywnej jest przede wszystkim eliminowanie ryzyka wypadków/kolizji, przewidywanie sytuacji, myślenie za innych itp.

2) Intensywnie przygotowuję się do egzaminu instruktora techniki jazdy. W sobotę mam egzamin teoretyczny, mam spory zbiór przykładowych pytań które już rozwiązałem. Czuję się nieco lepiej przygotowany niż ostatnio, ale nerwy wcale nie są mniejsze, a wręcz przeciwnie. No i presja większa - w sumie drugi raz nie zdać to nie jest fajne uczucie. Ale zobaczymy. Jutro wyjeżdżam, wracam w sobotę późnym wieczorem/nocą.

3) W pracy mam całą "partię" kursantów, którzy uważają się Roberta Kubicę. Masssakra. Do tego są bezczelni, niekulturalni, oszukują i non stop udają, kręcą i mataczą. To bez sensu. Nie lubię tego. Są niebywale odporni na nową wiedzę. Ostatnio np pewien 18-latek próbował mi wmawiać, że ma już nawyk jednorękiego kręcenia kierownicą, i że się tego "nie da" oduczyć. Żadne argumenty do niego nie trafiają, w zasadzie wszystko co mówię podważa. Dałem mu kilka dni na przemyślenie sprawy, jeśli nie zmądrzeje będzie musiał sobie wybrać instruktora innego niż ja. Niestety, jak pisałem wcześniej - takich kursantów mam całą "partię".

4) Tymczasem kursantka, o której pisałem niedawno, nie zdała kolejnego egzaminu. Wewnętrznego. Na egzaminie teoretycznym miała 12 błędów za pierwszym razem. Za drugim miała ich (błędów) 15. Przypominam, że pytań było 18. Za trzecim razem zdała, ale głównie dzięki pomocy innych osób. Z kolei egzamin wewnętrzny z jazdy zanim się na dobre rozpoczął już był negatywny. Pani nie potrafiła otworzyć pokrywy silnika. Po tym wszystkim, prawdopodobnie zrezygnuje z dalszych prób by zostać kierowcą. Dla dobra innych użytkowników i jej samej zapewne.

Znikam, muszę powtórzyć psychologię i metodykę. Odezwę się niebawem :)

czwartek, 28 kwietnia 2011

Skrótowo

Jeżdżę, pracuję, jeżdżę, pracuję - i tak cały czas. A w każdej wolnej chwili albo piszę pracę albo uczę się - do kolejnych egzaminów. A w kwestii egzaminu na instruktora techniki jazdy - egzamin przewidziany jest na 14-go maja. Czasu coraz mniej, a ja nadal "w lesie'.

Do tego głowa mnie boli od wczoraj, a to u mnie bardzo nietypowe.

Dlatego kończę dzisiejszy wpis i znikam ...

wtorek, 29 marca 2011

Instruktor techniki jazdy - c.d.

Emocje po egzaminie opadły. Ośrodek szkolenia, w którym robiłem kurs zapoznał się z pytaniami egzaminacyjnymi i sugeruje, by złożyć odwołanie. W związku z tym jestem w stałym kontakcie z instruktorami z Torunia, wspólnie ustalamy dalsze kroki postępowania w tej sprawie. Z uwagi na rozwój sprawy, na razie nie będę zdradzał nic więcej.

Tymczasem w pracy problem do rozwiązania. Nie wiem jak się za niego wziąć, ale czuję że nie obejdzie się bez rozmowy z szefem. A chodzi o kursantkę, która uważa że zbyt mało jej tłumaczę, a w dodatku czasem podnoszę na nią głos. Skąd się o tym dowiedziałem ? Ponieważ była już u szefa i zgłaszała moje "naganne zachowanie". Na szczęście szef nie potraktował jej poważnie, ale dziwnie się z tym czuję. Tym bardziej iż tłumaczę jej praktycznie bez przerwy. Nie mówiąc o krzyczeniu - nie wyobrażam sobie takiej współpracy z klientem.

Więc w czym problem ? No właśnie - sama wybrała sobie mnie jako instruktora, a teraz co - nie może zmienić ? Czy mam jej w tym pomóc ? Najważniejsze, to doprowadzenie jej do egzaminu i kształtowaniu umiejętności jazdy, a na egzaminie zaliczenie go z wynikiem pozytywnym. Nie wiem co z tym zrobić, najbliższa z nią jazda jest pojutrze, do tego czasu lub najpóźniej do końca tygodnia muszę coś ustalić.

niedziela, 27 marca 2011

Instruktor techniki jazdy - egzamin teoretyczny

A więc już po. Egzamin teoretyczny odbył się w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy. Na chwilę obecną to jedyne miejsce w Polsce, gdzie przeprowadzane są takie egzaminy. Półtorej godziny wcześniej stawiłem się w wyznaczonej sali - co było dobrym posunięciem wszak wcześniej (czyli przed godziną 11) były sprawdzane tożsamości osób przystępujących do egzaminu oraz wypełnialiśmy krótkie oświadczenia dotyczące zgody na przetwarzanie danych.

Około godziny 11.30 rozpoczął się egzamin (test pisemny, pytania różnie punktowane - od 0 do 3). Na kategorię B przystąpiło około 80 osób. W wielkiej sali zostaliśmy poprzesadzani tak, że od jednej do drugiej osoby było 3 wolne miejsca. Wcześniej oddaliśmy telefony komórkowe, a członkowie komisji pilnowali, by każdy pracował sam i nie korzystał z wcześniej przygotowanych pomocy.

Jak wcześniej pisałem, każdy miał 40 (takich samych) pytań z różnych działów i 30 minut na zaznaczenie odpowiedzi. Po przeczytaniu pierwszych z nich, ogarnęła mnie myśl: Oho, coś tu się zaczyna walić - tych pytań nie przewidywałem. Owe pytania należały do grupy tych dotyczących wymiarów placu, płyty poślizgowej, kątów rozwarcia zakrętów, ich maksymalnych, możliwych i minimalnych wartości itp itd. Przyznaję, iż błędem był fakt, że nie zwróciłem na to dostatecznej uwagi przygotowując się do egzaminu. Inna sprawa, że na kursie zapewniano nas, iż takich zagadnień nie będzie.

Niestety, następne pytania było gorsze, ponieważ były jeszcze mniej jednoznaczne. Przykładowe pytanie:


Technika jazdy defensywnej polega m.in. na:

                a) eliminowaniu „trójkąta śmierci”
                b) zachowywaniu właściwych odstępów od poprzedzających pojazdów
                c) odpowiednio wczesnym sygnalizowaniu manewrów

Jak myślicie, która odpowiedź jest prawidłowa ? Dodam, że "trójkąt śmierci" to niewidoczne, martwe pole w lusterkach (zwłaszcza w pojazdach ciężarowych). Domyślam się, że w tym przypadku jazda defensywna - to tzw. eco-driving. A jeśli tak, to co ma eliminacja martwego pola, czy odpowiednio wczesne sygnalizowanie do zasad eco-drivingu ? (eco-driving to przede wszystkim dynamiczna jazda połączona z zmniejszonym zapotrzebowaniem na paliwo, przewidywaniem sytuacji drogowych, dbaniem o stan techniczny pojazdu, świadomością kierującego itp). Z punktu widzenia bezpieczeństwa jazdy wszystkie trzy odpowiedzi są prawidłowe, ale to nie był dział Bezpieczeństwo ruchu  a Technika kierowania pojazdem.

To tylko jedno z przykładowych, niezrozumiałych pytań. Jak dla mnie, styl tych pytań przypominał egzamin na egzaminatora, gdzie trzeba było wiedzieć co na myśli miał pytający.Po 30 minutach karty z odpowiedziami zostały zebrane, a po około 2 godzinach zaproszono wszystkich do sali w celu ogłoszenia wyników. Maksymalnie można było zdobyć 90 punktów, aby zdać należało mieć 80 % (72). Ja niestety nie uzyskałem tej ilości punktów. Nie zdałem egzaminu. Z 80-ciu osób przystępujących do egzaminu, wynik pozytywny uzyskało 5 osób, a 75 wynik negatywny. Ktoś maksymalnie zdobył 76 punktów, a najniżej było chyba 29.

No i to na razie tyle. Następny egzamin być może pod koniec kwietnia, ale to nic pewnego. 
Zdjęcie przedstawia fragment fajnej drogi S7 (Warszawa-Radom).

poniedziałek, 21 marca 2011

Safe driving

26 marca o godzinie 11.00 mam egzamin teoretyczny. 40 pytań z zakresu bezpieczeństwa jazdy, systemów wspomagania, psychologii, metodyki i wybranych problemów dotyczących ograniczenia liczby wypadków. Pewnie do tego dnia nic więcej nie wpiszę, bo mam mało czasu na naukę (właśnie przerabiam metodykę).

Z tego co wiem, będą osoby które wcześniej były na kursie, więc będzie okazja porozmawiać. Egzamin odbędzie się w Bydgoszczy, w tamtejszym ośrodku egzaminacyjnym (najprawdopodobniej).

Jak będę "po", odezwę się.

niedziela, 13 marca 2011

Wykładowo

Jeden z ostatnich dni przy końcu tygodnia, to zamiast jazd - same wykłady. Ale za to jakie ! Ludzie kontaktowi, nie boją się zabierać głos, odpowiadają jak pytam - słowem - NORMALNI ! Nie to co kiedyś, bo wtedy było strasznie.
Takie 2-4 osoby w grupie dają naprawdę dużo. I nawet nudny temat ożywia się sam !  Ja zastanawiam się, czemu ludzie boją się powiedzieć cokolwiek - zwłaszcza gdy wiedzą że nawet gdy palną głupotę to nikt się z nich nie śmieje, nie piętnuje itp.

W nadchodzącym tygodniu też się szykuje taki całodniowy maraton wykładowy. Lubię to, nawet nie uruchamiam auta w tym dniu :)

Tymczasem zbliża się egzamin teoretyczny z instruktora techniki jazdy, wiec każdą wolną chwilę przeznaczam na naukę tegoż przedmiotu właśnie. Prawdopodobnie 26 marca będę się pocił nad pytaniami, ale to jeszcze nic pewnego.

piątek, 11 marca 2011

Instruktor techniki jazdy [3]

Podsumowując:

1) Kurs otworzył mi oczy na wiele zagadnień związanych z samą jazdą, ale nie tylko - także w szkoleniu teoretycznym zamierzam wykorzystać kilka kwestii, które poruszone były na wykładzie w Toruniu. To bezsprzeczna zaleta, która zaprocentuje lepszym wyszkoleniem przyszłych kierowców (dziś na teorii dla kursantów na A i B wykorzystałem już wiadomości ze szkolenia na instruktora techniki jazdy).

2) To, co ćwiczyłem na płycie poślizgowej niejednokrotnie przydaje się w życiu, przy codziennej jeździe. Nie wiedziałem wielu rzeczy - począwszy od różnych skrętów kierownicą do np możliwości opanowania pojazdu przy nadsterowności. Starałem się pokonywać własne odruchy, które nie zawsze są pożądane w danym momencie (hamowanie w zakręcie).

3) Niestety, po kursie w ogóle nie czuję się na siłach iść na egzamin praktyczny. Do teoretycznego już się przygotowuję - ale do praktycznego bez jazd dodatkowych nie ma po co iść. Należy znaleźć tor z płytą poślizgową i ćwiczyć - bo inaczej egzamin na pewno skończy się z wynikiem N.

4) Egzaminy - na chwilę obecną odbywają się JEDYNIE w Bydgoszczy (teoria) i w Toruniu (praktyka). Nie ma innego miejsca, gdzie można zdać ten egzamin. Mówi się coś o torze na Bemowie w Warszawie, ale na razie nic konkretnie nie wiem. Teoria kosztuje 100 pln, praktyka 250 pln.

5) Egzamin składa się z trzech zadań - pierwsze obowiązkowe to przygotowanie do jazdy i przejazd pomiędzy 10-cioma pachołkami z prędkością nie mniejszą niż 10km/h w określonym czasie (skracam opis zadań - dla dociekliwych odsyłam do rozporządzenia - link tu). Zadanie łatwe - nic skomplikowanego. Potem losuje się dwa zadania spośród trzech (hamowanie w zakręcie, pokaz nad i pod sterowności oraz jazda szosowa). Mnie największą trudność sprawia hamowanie bez ABS. Massakra, trzeba ćwiczyć. Pod i nad sterowność całkiem nieźle, jazda szosowa bez uwag (jak powiedział instruktor). Przed każdym zadaniem omawia się je egzaminatorowi po czym przystępuje do wykonania.

6) Zdawalność - teoria dość wysoko, bo około 80-90 %, praktyka różnie - nikt nie chciał podać konkretnych cyfr, ale zwraca się uwagę na owe hamowanie w zakręcie - jako zadanie dość często powodujące wynik negatywny. Czyli jak się nie przygotuję - nie zdam - oczywista oczywistość.

7) I ważna kwestia - by podejść do takiego egzaminu  nie trzeba uczestniczyć w kursie !!! (dziś się dowiedziałem).

Na koniec jedna kwestia z dziś z pracy - wyrzuciłem kursantkę z jazdy do innego instruktora. Pierwsze 10 miała z kimś innym, z kimś kto niczego jej nie nauczył. W ciągu 60 minut auto gasło jej jakieś 20-30 razy, kobieta non stop jeździ po krawężnikach, nie widzi sygnalizatorów świetlnych, innych pojazdów o pieszych nie wspominając. "Łuku" także nie potrafi, słowem NIC. Powiedziała, że stresuje ją nowy samochód i instruktor a wcześniej całkiem dobrze jej szło (podejrzewam trzymanie sprzęgła przez instruktora, itp) , więc po 4 godzinach dałem propozycję nie do odrzucenia - numer telefonu do poprzedniego instruktora, tym bardziej że tam "tak świetnie szło !".

Bo i po co się męczyć ? :)

poniedziałek, 7 marca 2011

Instruktor techniki jazdy [2]

Wczoraj wróciłem z Torunia, gdzie odbywał się kurs na instruktora techniki jazdy. Szkolenie dwudniowe, pierwszy dzień (piątek), wypełniony od rana do wieczora teorią. Ciekawie prowadzone, interesujące i do tego dobrze poukładane (najciekawsze zajęcia na końcu). A były to - psychologia, zasady bezpiecznej jazdy, dydaktyka/metodyka.
Dostaliśmy materiały, dzień minął nawet szybko. Sobota - czyli drugi dzień szkolenia - zaczyna się krótką teorią dotyczącą tego co będziemy ćwiczyć na torach, a po chwili wsiadamy do pojazdu. Troje kursantów + instruktor - który sam prowadzi pojazd jadąc na tor.

Pierwsze auto, którym ćwiczyliśmy był Ford Focus (jak na zdjęciu). Wyposażony w ABS. Ćwiczymy hamowanie w zakręcie i zjawiska podsterowności i nadsterowności. Po kilku próbach coś z tego zaczyna mieć sens. Hamowanie nie jest trudne, a pod i nadsterowność też spokojnie do nauczenia. Bo naszym zadaniem jest zaprezentowanie tych zjawisk a także ich opanowanie. Co mniej więcej 15 minut zmiana za kierownicą.

Następnie zmiana na auto bez ABS (na filmie moment hamowania jest rozpoczęty wcześniej - stąd taka łatwość wykonania zadania). Zaczynamy od hamowania w zakręcie - massakra ! Z prędkości około 50 km/h zamiast skręcić jadę prosto łapiąc pachołek pod auto. Instruktor tłumaczy, a w tym czasie robimy podsterowność. Za moment znów hamowanie - i znów to samo. Lądujemy za torem jazdy. Nadsterowność wywołuje instruktor, który zaciąga hamulec awaryjny na samym środku długiego łuku. Udaje mi się to opanować, więc znów jedziemy na hamowanie. I tak przez dłuższy czas - bo mimo wszystko nie takie to proste dla mnie. Zresztą nie tylko dla mnie, bo i inni jeżdżą poza wyznaczonym torem.

Kolejna zmiana na auta - tym razem wsiadamy do takiego, które posiada ABS i ESP. Wrażenia z jazdy podobnie jak pierwszym autem, z tym że przy końcu hamowania awaryjnego lekko wpadał w nadsterowność co dało się opanować.

Po przerwie obiadowej czas na kolejne dwa zadania - jazdę pomiędzy pachołkami i przejazd szosowy (niektóry tu już widzieli ten filmik na YT). Tu mamy do dyspozycji Toyotę Yaris 1.0 i 1.3 oraz Chevroleta Aveo 1.2. Jeździ się nimi podobnie, a że nie jest to jazda na czas (prócz tej pomiędzy pachołkami), nikt nie testował ich możliwości.
Wg mnie najłatwiejsze zadania, więc można było czerpać przyjemność a nie tylko pilnować uciekającego tyłu lub przodu. Pojeździliśmy kilka przejazdów po torze i wróciliśmy do ośrodka, na wykład z systemów bezpieczeństwa jazdy.
Zaprezentowano wówczas m.in działanie poduszki powietrznej. Ciekawym doświadczeniem było zajęcie miejsca za kierownicą pojazdu który dachował (zdjęcie). Około 19.30 wykład a tym samym cały kurs - dobiegł końca.

Jak dla mnie bardzo fajnie spędzony czas, mogłoby być więcej jazd - ale to wymagałoby dołożenia dnia szkolenia, co wiązałoby się z podwyższeniem kosztów niestety. Nie podobał mi się fakt, iż instruktorzy nie mówili jednym głosem - tzn każdy miał jakieś swoje pomysły na zrealizowania zadania. Bo może to i jest dobre, ale najpierw wolałbym opanować podstawy. Innym zgrzytem jest to, że nie wszyscy informują o błędach. A szkoda, bo na kursie wszelkie błędy (związane z techniką jazdy np) powinny być wskazane kursantowi. Wyglądało to tak, że z jednym instruktorem jeździło się fajnie bo nic nie mówił - ale po zmianie auta (i instruktora) okazywało się iż zadania/technika powinny być inaczej wykonane.

No i byłoby tyle na teraz. Resztę napiszę później. Nie pozostaje nic innego, jak się zacząć uczyć i zapisywać na egzaminy :)

środa, 2 marca 2011

Instruktor techniki jazdy

Jutro wyjeżdżam do Torunia. Jadę na kurs instruktora techniki jazdy.
Rano jeszcze troszkę pracuję, ale po 12.00 "wybywam".

Co tam będę robił, można obejrzeć na filmie poniżej. Robię uprawnienia kategorii B - więc będę jeździł (próbował) tymi małymi autami.

Oczywiście wrażenia opiszę, jak wrócę - w niedzielę w nocy lub w poniedziałek. Jadę jedynie na kurs, egzamin ma być w innym czasie.

Miłego weekendu :)

Tu szczegóły szkolenia i egzaminowania.