Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykłady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wykłady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2025

Między dniem a snem

Duże miasto. Departament taki jak mój, ale większy. Jestem tu z samego rana, bo muszę przejść  szkolenie. Najpierw teoria (wykłady) z całą kilkuosobową grupą, potem indywidualne zajęcia praktyczne. Wszystko, co muszę zrobić to być na zajęciach, nie ma żadnych egzaminów. Ale... niełatwo wytrzymać...

1) mój wykladowca/trener - starszy i zapewne posiadający dużą wiedzę mężczyzna. Niestety, od samego początku zjechał w dół z manierami. O ile mogę zrozumieć, że bez pytania zaczął zwracać się do innych per "ty", o tyle używanie podłych słów to już poziom ulicy. Nie lubię tego;

2) w tej części zajęć powinienem poznać nowe systemy, aplikacje oraz nauczyć się nimi posługiwać a przynajmniej poznać możliwe drogi poruszania się po tychże. Ale, ku nie tylko mojemu zdziwieniu, wykład dotyczył także tego jak używać telefonu komórkowego, jak nauczyć dzieci tabliczki mnożenia, czy jak usmażyć jajecznicę. Możliwe, że trener chciał rozluźnić atmosferę takimi tematami, ale gdy zajmują one mniej więcej połowę czasu przeznaczonego na te zajęcia, to nie wygląda zbyt dobrze;

3) kolejną cechą charakterystyczną był specyficzny rodzaj odpowiedzi, który trener oczekiwał od grupy. Na przykład, zapytał o to która godzina jest po godzinie czternastej. Ktoś z sali odpowiedział "piętnasta". "Nie" - odparł z dumą trener. "Czternasta jeden". Gdy analogicznie do powyższego zadawał kolejne pytania, coraz mniej osób z grupy się odzywało, ponieważ jego reakcja i tak była taka sama - negująca każdą odpowiedź i wskazująca, że tylko jego rok myślenia jest prawidłowy;

4) mnóstwo czasu poświęcił na krytykowanie. Gdy był przy moim stanowisku podczas ćwiczeń, narzekał na wszystko, ale nie bardzo kwapił się do wytłumaczenia jak można zrobić to co robię lepiej. "Stosujesz starą metodę, tak robiło się w latach dziewięćdziesiątych" - usłyszałem. "A jak mogę to zmienić?" - "później wytłumaczę" - odpowiedział. Tylko tego później nie było, bo robiłem inne zadania przy innych systemach operacyjnych. Albo: "Tak pracowało się na starych pecetach, czy ty nie zauważyłeś że świat poszedł do przodu?";

5) "przygotowałem zadanie dla ciebie, ale i tak go nie rozwiążesz. Jest tak "ustawione", że nie da się go zrobić" - usłyszałem przy kolejnym systemie. Świetnie, to po co mam się starać skoro od razu zakomunikował, że "się nie da"? Ale mimo to, zacząłem. Powoli, trochę po swojemu. Kilka razy musiałem cofnąć aplikację, bo faktycznie był to ślepy zaułek. Ale po pewnym czasie udało mi się rozwiązać zadanie. Gdy trener podszedł i zobaczył wynik, nie skomentował. A jeśli spytałem o coś, usłyszałem "nie rozwijamy tematu" tonem nie znoszącym sprzeciwu. Potem znów kilka podłych epitetów i do kolejnego zadania;

6) "a teraz zrób to i to -  później powiem ci co zrobiłeś źle" - oznajmił przy kolejnym zadaniu. Faktycznie ciężko było to wykonać, tym bardziej że na wykładach nie było o tym mowy - taką aplikację widziałem pierwszy raz, więc poruszałem się jak dziecko we mgle. Coś tam rozpocząłem, ale nie doszedłem nawet do 20%, gdy wyczułem stojącego za moimi plecami trenera. "Kolego, co ty robisz? Przecież ty nie masz nawet podstaw, myślisz że będę tłumaczył ci tak proste rzeczy?". Wydawało mi się, że po to będzie takie szkolenie żeby się nauczyć, ale tu okazuje się inaczej. Oczywiście nie dowiedziałem się, w jaki sposób rozwiązać to zadanie;

7) kiedy już upewnił się, że wszystkie zadania wykonałem nieprawidłowo, przyszedł czas podsumowania. "Jesteś słaby, do niczego. Jak się w ogóle tu znalazłeś?", "Nie mów nikomu, że próbowałem Cię czegoś nauczyć", "Nie masz żadnych szans na awans, rozumiesz?", "Do niczego się nie nadajesz", albo "Po co ty tu jesteś?" - to tylko kilka z jego opinii.

8) prócz tego postanowił określić moją ocenę całościową w skali od 1 (bardzo źle) do 6 (bardzo dobrze). Nie wiem czy każdy dostąpił takiego zaszczytu, ale widziałem że niektórzy mieli więcej szczęścia - innego trenera. "Jak myślisz ile bym ci dał za to co zrobiłeś?" - nie odpowiedziałem, ale w myślach od razu widziałem 0 lub coś na minusie, lecz nie musiałem długo czekać na jego kontynuację - "dałbym ci 1+". Uffff odetchnąłem - ale bardziej z tego powodu że kończyło się szkolenie, bo jego ocena mało mnie interesowała.

Początkowo po szkoleniu miałem plany pójścia na sauny, ale jakaś niewidzialna siła odebrała mi ochotę. Będąc wciąż w dużym mieście pojechałem do centrum. Na starym mieście mnóstwo ludzi - zwykle mnie to uspokaja, ale nie tym razem. Lody też nie poprawiły nastroju. Długi spacer w słońcu spowodował odczucie głodu, zatem wybrałem się do jednej z ulubionych knajp na pizzę i sernik baskijski. Niestety nie było mojej ulubionej kelnerki, za to jedzenie pyszne. Potem znowu spacer, tłumy ludzi i powolny powrót do domu. Dobrze że jechałem zgodnie z przepisami, bo mijałem trzy kontrole prędkości (na dystansie około 100 km), a do kompletu nieszczęść brakowałoby tylko mandatu.

A Tu zdjęcie z powrotu:


*** *** ***
Tymczasem po kilku dniach kontynuacja szkolenia. Tym razem z innym trenerem - od początku powiedział czego od nas oczekuje i jak będzie wyglądać szkolenie. Jak człowiek tłumaczył co jest do czego. Pokazywał różnice i podobieństwa do tych systemów z których już korzystam. Nie przeklinał, nie poniżał, nie denerwował się bez powodu. Było zupełnie inaczej niż poprzednio, sporo nowych rzeczy się dowiedziałem. Na razie kończę ten cykl szkoleń, resztę będę robił we własnym zakresie, ale napiszę o tym niebawem.

poniedziałek, 9 listopada 2020

Ona czyli on

Na pierwszą godzinę jazdy przychodzi dziewczyna. Po twarzy widzę, że spotkałem ją już na wykładach w ubiegłym tygodniu, a zapadła mi w pamięci (co się prawie w ogóle nie zdarza) ponieważ:

- siedziała najbliżej mojego stanowiska;

- po wykładzie podeszła aby zapytać jak się nazywam;

- sam nie byłem pewny, czy to chłopak czy dziewczyna.

Pierwsze spotkanie zaczynam standardowo - od przygotowania do jazdy. Bardzo dużo tłumaczę, dziewczyna słucha i próbuje wykonać moje instrukcje - m.in. dotyczące ustawienia fotela i lusterek, dodaję także, że gdyby było coś czego nie rozumie mimo moich wyjaśnień aby od razu mówiła. 

- [ona] to ja mam prośbę

- [ja] tak, słucham?

ponieważ identyfikuję się jako osoba transpłciowa, proszę mówić do mnie Daniel

- dobrze, postaram się nie zapomnieć - wypowiedziałem te słowa jak jakiś automat, do którego cokolwiek by powiedziano on i tak wyrzuciłby z siebie tak samo zimne i obojętne potwierdzenie. Gdy to usłyszałem byłem w takim szoku, że co najmniej przez pierwsze pół godziny co chwilę się myliłem kontynuując temat przygotowania do jazdy. Dobrze, że wszystko odbywało się na postoju, bo w czasie jazdy mogłoby to się źle skończyć dla nas wszystkich, niezależnie od tego kto jak się identyfikuje.

Na koniec jazd zaczepiłem na moment o ten wątek mówiąc, że gdybym zapomniał o tym że Julka to Daniel i właśnie tak trzeba się do niego zwracać, aby nie odebrał tego jako złośliwości, a po prostu z powodu mojej krótkotrwałej pamięci. Ale, ponieważ temat ten utkwił mi na cały dalszy dzień, a także na kolejny i następny - nie ma o to żadnych obaw. Do dziś Daniel miał już pięć jazd i ani na moment nie zapomniałem o tym, choć w karcie szkoleniowej widnieją inne dane oczywiście.

Taką sytuację mam pierwszy raz podczas szkolenia. Zupełnie mi to nie przeszkadza, jak tylko umiem staram się być tolerancyjny (różnie mi to wychodzi). Taka prośba wymaga dużej ilości odwagi, bo przecież nigdy nie wiadomo na kogo się popadnie, prawda? Oraz jak zareaguje ta druga osoba.

On poznał mnie na wykładach - choć byłem tylko na jednym spotkaniu (6 wcześniejszych wykładów miał z kim innym). Tak sobie myślę, że gdyby jeździł u któregokolwiek z moich kolegów lub koleżanek, co najmniej naraziłby się na nieprzyjemne docinki, dwuznaczne żarty lub pewną formę ostracyzmu. Znam ich niestety i wiem, jak reagują w kwestiach związanych z tolerancją i wszelką odmiennością. Sądzę, że mogą nie rozumieć słowa transpłciowość a Daniel miałby trudne zadanie aby wytłumaczyć im o co w tym chodzi...

sobota, 27 czerwca 2020

Podsumowanie tygodnia 141

Poniedziałek

Zaczynam od 7.00 akurat spod swojego bloku. Czekam punktualnie, po piętnastu minutach dzwonię, ale kursant nie odbiera. To nie jest jego pierwszy raz, kiedy nie przychodzi na jazdę. Mam więc prawie 2 godziny dla siebie.

Mój balkon lekko ukwiecony. Kupiłem ostatnie dostępne kolorowe roślinki, przesadziłem w swoje doniczki i podlewam nawozami, aby ładnie wyglądały :)




Wtorek

Pod koniec dnia trafia mi się osoba, która już nieco godzin jazdy ma za sobą. Ale wciąż nikt nie nauczył jej dostosowywania prędkości. W efekcie pędzi jak szalona, nie zwalnia ani przy przejściach, ani przed zakrętami, ani przy skrzyżowaniach. Napracowałem się, ale mam nadzieję że zrozumie o co chodzi.

A poza tym - zapisałem się na egzamin weryfikacyjny. Jadę do Gdańska za około miesiąc na egzamin teoretyczny - nie wiem jeszcze jak ogarnę to organizacyjnie, ale zobaczymy :)

Środa

Z samego rana na 2 godziny dziewczyna. Bardzo wysoki poziom kultury, normalnie aż jestem zaskoczony że jeszcze są tacy młodzi ludzie - niezwykle miło się pracowało :)

Czwartek

Podczas wykładów on-line kolegi dochodzi do nieprzyjemnych wydarzeń. To może efekt złudnej anonimowości tych którzy siedzą po drugiej stronie komputera? Nie wiem, ale były one (wydarzenia) na tyle złe, że sam szef zaangażował się w sprawę. Ja mam nadzieję, że nie będę miał tej nieprzyjemności i nie będę musiał z łobuzem jeździć.

Piątek

Kontynuacja z czwartku. Procedury wykładów on-line zostały zmienione, trwa namierzanie łobuza i jest to tylko kwestia kolejnego wykładu (w poniedziałek). Głupota ludzka nie zna granic.

sobota, 6 czerwca 2020

Podsumowanie tygodnia 138

Poniedziałek

Dowiaduję się, że w mojej byłej pracy (o której pisałem wiele razy) dokonują redukcji etatów. Po tym jak zostałem zwolniony (na początku epidemii) nie mam ochoty tam wracać i mimo znacznego uszczuplenia finansowego - dla dobra mojej psychiki raczej tam już nie wrócę. Bo od zawsze były tam kłótnie i spięcia, a teraz gdy redukują etaty - myślę że mogą się tam dziać iście dantejskie sceny.

Wtorek

W końcu otwieram swój ciężko zdobyty płyn do dezynfekcji rąk zakupiony już jakiś czas temu na Orlenie. Hebius miał rację - w sumie nie wiem po co go kupiłem, może by mieć spokój psychiczny - w czasach gdy go brakowało koniecznie chciałem go mieć, a w domu wystarczy przecież umyć ręce...

Środa

Zaczynam kolejną grupę wykładową. Młodzi, fajni, grzeczni, nikt nie przeszkadza, nikt nie rozmawia, co prawda niektórzy bawią się telefonami - ale to chyba takie dzisiejsze pokolenia. Staram się im nie przeszkadzać i nie zaczepiam ich, ale... kilka minut po rozpoczęciu wykładu do sali wchodzi spóźniony chłopak i od razu ucieka na koniec sali. Ponieważ w czasie pandemii to ja decyduję gdzie usiądzie, daję mu miejsce w pierwszym rzędzie - nie mając wyboru zajmuje miejsce. Ponieważ nie toleruję spóźnień, daję mu większość pytań które mam do moich słuchaczy. Wywołuje to nieco zakłopotanie u niego, ale - w końcu to wykład więc ratuję go z każdego pytania na które nie jest w stanie odpowiedzieć. Ciekawe czy następnym razem także się spóźni - czy w ogóle nie przyjdzie :P

Czwartek

Codzienne wstawanie o 6.00 spowodowało że wpadam w rytm i jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza. Chyba doszedłem do perfekcji w kwestii wykorzystania każdej minuty z rana, a gdy tak myślę o tym co i jak robię - to jednak dobrze że mieszkam sam bo ktoś pomyślałby że wariuję...

Piątek

Dzień szybko leci, co prawda zaczyna się o 7 a kończy o 18, ale to przecież nie koniec dnia. Trzeba zrobić parę rzeczy w domu, także poza nim. W zamian oglądam zachody słońca :)



sobota, 12 maja 2018

Podsumowanie tygodnia 31

Poniedziałek.

Naprawdę tego się nie spodziewałem. Moja firma, zrobiła mi niespodziankę i wyrównała mi wynagrodzenie za ostatnie dwa tygodnie. Ponieważ ja wypłatę otrzymuję dwa razy w miesiącu, za poprzedni okres dostałem wspomniane wyrównanie - niby śmieszne 75 zł, ale...zawsze to jakieś pieniądze... Nie liczyłem na to, spokojnie mogliby mi tego już nie dawać - a tu taki szok...

Wtorek

W drugiej pracy współpracowniczka, która mówiąc delikatnie - nie lubi mnie - stwierdziła że schudłem. I że mam ładną koszulę. Albo coś jej się z mózgiem dzieje, albo ma jakiś interes do mnie?

Środa

Znowu wyjazd w trasę. Dwie kursantki, które aż z radości podskakują na wieść że jedziemy tak daleko... Ja też się cieszę, tylko muszę uważać na wszystko dookoła, jak ktoś myśli że to takie proste - ot sobie jeździ człowiek - to zapraszam, można skonfrontować to u mnie na żywo ;-)


Czwartek

Nic że gorąco. Poziom ubraniowy trzeba trzymać. Mimo że inni już w sandałach i krótkich spodenkach, ja wciąż w długich spodniach, koszuli i odpowiednio dobranych butach. Klimatyzacja pomaga, więc nie mogę narzekać.

Piątek

Na wykładach nikt się nie odzywa, mimo że pytam o bardzo proste rzeczy. W końcu jeden z kursantów podnosi rękę do góry, ja uradowany myślę - o, w końcu jakieś pytanie albo dyskusja - a on: czym mogę już wyjść? Ehhh...

poniedziałek, 28 marca 2016

Szybkie szkolenie

Ponad dwadzieścia godzin szkolenia teoretycznego jednego dnia? Hipotetycznie to możliwe, wg przepisów również. Tylko czy takie szkolenie będzie efektywne choć w najmniejszym stopniu?


czwartek, 6 sierpnia 2015

Jazda w upale

W tak gorące dni jak obecnie, klimatyzacja w aucie jest prawdziwym cudem. Jednak ważne jest jej właściwe użytkowanie:


  1. tuż po otwarciu auta choćby przez chwilę spróbuj przewietrzyć rozgrzane wnętrze,
  2. po uruchomieniu auta otwórz szyby na krótki czas i jednocześnie włącz klimatyzację (może być na najwyższą prędkość nadmuchu) z włączonym obiegiem wewnętrznym,
  3. po 2-3 minutach zamknij szyby i zmniejsz prędkość wentylatora,
  4. zimnego powierza nie wolno kierować bezpośrednio na twarz, klatkę piersiową,

Włączenie obiegu wewnętrznego blokuje dostęp powietrza z zewnątrz, co pozwala na schłodzenie bardziej efektywne niż normalnie. Z drugiej strony, włączanie klimatyzacji na krótkich trasach, z częstym wysiadaniem z pojazdu wiąże się z dużym ryzykiem co najmniej uciążliwego kataru. Także nadmierne schładzanie wnętrza nie jest zbyt zdrowym pomysłem - chyba że wybieramy się w dłuższą podróż. Ale przed końcem jazdy i tak warto podnieść temperaturę.

Tymczasem na wykładzie irytuje mnie młody człowiek, namiętnie rozmawiający z kolegą, co chwilę podśmiewający się. Zwróciłem mu uwagę, na trochę pomogło. Następnie odebrał telefon, potem następny - znów poprosiłem go o nieprzeszkadzanie. Nie mogę wyjść ze zdziwienia jak można odbierać telefon będąc na wykładzie... To takie nieeleganckie...

czwartek, 16 lipca 2015

Z nutami w tle

Po kilkunastu dniach pracy popołudniami, wreszcie udaje mi się zakończyć pewien projekt, który obiecałem opracować jednej z moich uczennic. Musiałem na to poświęcić mnóstwo czasu, ale gdy podopieczna bardzo poprosiła (a do tego jest sumienna i grzeczna) , więc nie mogłem odmówić.



Po kilku dniach upałów nadszedł czas na ochłodzenie, oczywiście z gwałtownymi burzami, gradem i porywistym wiatrem. Ale nie ma co narzekać, na głowę mi się nie leje :)

A na wykład przyszło równe 40 osób. Pomimo względnego chłodu na zewnątrz, w sali zrobiło się tak duszno, że nie było czym oddychać. Klimatyzacja w sali na pełnych obrotach niewiele zdziałała, choć wolę sobie nie wyobrażać gdyby jej nie było...

środa, 3 czerwca 2015

Pytania

Po wykładach podchodzi jedna z kursantek z pytaniem: - czy może sobie wybrać kolor auta w którym będzie się uczyć jeździć? Hmm, początkowo w ogóle nie rozumiem o co jej chodzi, wszak każdy instruktor po prostu jeździ swoim lub firmowym autem. Ale ona - wywnioskowałem z dalszych jej pytań -  już wybrała sobie instruktora, tylko nie pasuje jej kolor auta którym on jeździ. A to pech :(



Kilka dni później ta sama kursantka dopytuje, gdzie odbywają się pierwsze jazdy - z wyraźnym oczekiwaniem iż będzie to jakieś puste pole, fragment prostej drogi całkowicie wyłączony z ruchu, albo najlepiej wielki pusty plac na którym nie będzie nic prócz jej i ulubionego koloru auta. I znowu pech - nie udzielam jej konkretnej odpowiedzi, bo to gdzie ćwiczy się na pierwszych jazdach zależy od instruktora - a trudno wypowiadać się za innych. Odchodzi, chyba zniesmaczona :(

Jak na razie więcej pytań nie było...

A w taki upalny dzień jak dziś, warto wybrać się nad wodę, zwłaszcza wieczorem, kiedy słońce powoli chowa się za horyzontem :)

piątek, 20 lutego 2015

Co Ty tutaj robisz?

Podczas ostatniego pobytu w Kazimierzu Dolnym
Nie mogę sobie tego wyobrazić, nie mam pojęcia, wciąż się nad tym zastanawiam, a po powrocie do domu myślę, czy to aby prawda - jak można nauczyć jeździć osobę głuchoniemą? Albo z - chyba - dość dużą wadą wzroku? Od kilku dni na wykłady przychodzą dwaj charakterystyczni panowie. Jeden nie słyszy, a drugi nie widzi. Ha, niemożliwe? A jednak...

Niedosłyszący porozumiewa się za pomocą języka migowego - (oczywiście nie ze mną, bo ja takiego języka nie znam), a wiem to, ponieważ na pierwsze zajęcia teoretyczne przyszedł z bratem, który na bieżąco tłumaczył mu to co akurat było na wykładach. Ale tylko na pierwszych, potem był już sam. No i po którymś z wykładów, kątem oka widzę, jak owy mężczyzna w średnio-młodym wieku zbliża się do mnie i już wiem - zechce o coś zapytać a ja przecież się z nim nie dogadam! Ciśnienie i puls mi gwałtownie wzrasta, facet porusza jedynie ustami i coś gestykuluje a ja go kompletnie nie rozumiem! Czuję się zażenowany. W końcu pisze mi na kartce pytanie które chciał zadać, a ja tłumaczę rysując odpowiedź na tablicy. Ufff, zrozumiał, podał rękę na pożegnanie, uśmiechnął się i wyszedł. A ja nadal zawstydzony i zażenowany sytuacją. Od tamtej pory modlę się, by nie podszedł do mnie po wykładach i nie pytał o nic. Wiem że to głupie, powinienem mieć więcej odwagi i "wyjść bardziej na przeciw niego". Myślę o tym. Ciągle.

Tymczasem drugi mężczyzna siada bardzo blisko tablicy, na której wyświetlam slajdy z prezentacjami kolejnych tematów. Kilka dni temu wziął krzesło, przybliżył się i usiadł jakieś 2-3 metry przed tablicą, która ma co najmniej 2 m kwadratowe powierzchni! Wszyscy inni zajmują miejsca przy stolikach, jego zachowanie było bardzo nietypowe! Pomijając fakt, że nie dał mi swobody poruszania się przy tablicy, wywołał na sali litościwe uśmieszki i niedowierzanie typu: co on tu robi?!

No właśnie, nie wiem co on tu robi...? Zadaje mądre pytania, nosi wielkie okulary i, jak się zdążyłem zorientować - bo człowiek jest bardzo otwarty - ma duże poczucie humoru. Choć z drugiej strony, co mnie to obchodzi co oni obaj tu robią? Tak, to jest kurs na prawo jazdy a nie kurs na gospodynię domową - ale co mi do tego? Obaj nawzajem się nie znają, ale łączy ich jedno - chcą mieć prawo jazdy...

Zauroczyła mnie ta pszczoła - w jednej z galerii w KD - :))

Swoją drogą, może to taki znak czasu? Może w dobie niżu demograficznego i permanentnego braku klientów, nadszedł czas na obniżenie wymogów? Może wzrok i słuch nie są już tak wymagającymi elementami, a w imię tolerancji i nie utrudniania życia poszkodowanym przez los, faktycznie lepiej nie utrudniać im dodatkowo życia? A... może to tylko pytania retoryczne?

Nie mam pojęcia, nie muszę wiedzieć, trzeba tylko robić swoje :))

A już w sobotę kolejny wyjazd do większego miasteczka, a potem piękne słońce będzie znów świeciło nad Kazimierzem Dolnym! I wyjście na najlepszą gorącą czekoladę jaką jadłem w życiu!!! O innych atrakcjach nie będę wspominał w tym wpisie ;-)

czwartek, 4 grudnia 2014

Początki końca

Nowa grupa wykładowa, jakieś 14 osób. Wyjątkowi. Od stycznia wykłady nie będą obowiązkowe, przyszły kandydat na kierowcę po pobraniu numeru PKK będzie mógł od razu przystąpić do egzaminu teoretycznego.

Wg mnie to bezsensowne, pomysłodawcy wchodzącej zmiany założyli, że kursanci mogą uczyć się sami w domu. Tylko czy sami wszystko zrozumieją? Czy wykładowcę może zastąpić samodzielna nauka, doszukiwanie się szczegółów, analizowanie różnych/nietypowych sytuacji itd? Pewnie może, tylko kursant sam musi do tego dojść. Ale czy mu się będzie chciało, czy będzie podchodził na chybił/trafił do egzaminu teoretycznego?


Złą wiadomością jest to, że także od stycznia egzaminy mają być droższe. Na razie nie wiadomo dokładnie o ile, biorąc pod uwagę że to już za niecały miesiąc istnieje szansa, że podwyżki zostaną wprowadzone nieco później.


środa, 23 kwietnia 2014

Pytanie egzaminacyjne

Na skrzyżowaniu znajduje się auto (A) oczekujące na możliwość skrętu w lewo. Czy kierującemu tym pojazdem zaleca się:
a) ustawienie przednich kół w kierunku skrętu
b) utrzymywanie jak najdłużej wyprostowanych kół osi przedniej


Raczej łatwe, często kursanci znają właściwą odpowiedź, ale jak już pytam dlaczego, to nie potrafią uzasadnić. A może ktoś z szanownych czytających odpowie.. :-)


środa, 26 lutego 2014

Zlepek

1) Na wykładach bardzo fajni, kontaktowi i mili ludzie. Gadam jak nakręcony, i nawet spalona lampa od projektora (swoją drogą led-owa, niby mająca się nie przepalać tak szybko...) mi nie przeszkadza, choć nie mogę pokazać kursantom fajnych zdjęć i filmów.

2) Kursant z ADHD (opisany w poprzednim wpisie) bardzo mnie irytuje. Czym? Tym że nie widzi, nie słyszy, robi nie wiele, za to krytykuje innych kierowców - i ogólnie, delikatnie mówiąc - ma bardzo luźne podejście do sprawy.

3) Popołudniowa wizyta w firmie lekko burzy mój pozytywny nastrój, choć w sumie nie powinno już chyba nic mnie zdziwić. Z pozytywów - w końcu przeszliśmy na nowszą wersję joomli, czyli mamy ładniejszą, prostszą i praktyczniejszą stronę internetową.

4) A w szkole przygotowania do popisu uczniów, który organizuję już niebawem. Oczywiście zero wsparcia od szefowej, nie kiwnęła nawet palcem w sprawie tej - podobnie w kwestii wycieczki. Stwierdziła, że poczekamy jeszcze (tylko na co?).

wtorek, 24 września 2013

Po warsztatach...

Po warsztatach doskonalenia zawodowego dla instruktorów, mam bardzo pozytywne wrażenia. Większość instruktorów (a w tej grupie było ich 25-ciu) znałem z widzenia, na moim wykładzie była bardzo miła atmosfera (czego nie można powiedzieć o wykładzie z policjantem :P), wywiązało się kilka krótkich i ciekawych dyskusji n/t techniki kierowania oraz eco-drivingu. Muszę lekko zmodyfikować prezentację, by była jeszcze lepsza :D

Mam nadzieję, że za dwa tygodnie na następnym kursie będzie podobnie, prawdopodobnie wtedy także zajmę się częścią praktyczną :)

PS. żadnych trudnych pytań nie było.

środa, 13 lutego 2013

Księżniczka [2]

Poskutkowało! Księżniczka przyszła dziś na jazdę grzeczna, by nie powiedzieć skruszona! Jeszcze raz powiedziałem jej co mi się nie podoba i udało się - było całkiem normalnie, choć oczywiście dało się wyczuć bardzo napięte struny, ale mam nadzieję że będzie ok.

Tymczasem jutro zaczynam wykłady, a przygotowując się do nich przeglądam nowe materiały, jakie kursanci dostają do nauki domowej oraz próbne egzaminy - pełne błędów.

Przykładowe pytanie:

Poniżej jakiej ograniczonej widoczności kierujący może włączyć tylne światła przeciwmgłowe?

a) 80m
b) 40m
c) 60m

I co obstawiacie? Bo wg autorów w/w materiałów, prawidłowa odpowiedź to c. Ja zaznaczyłem b (kodeks: kierujący pojazdem może używać świateł przeciwmgłowych tylnych w sytuacji, gdy widoczność jest mniejsza niż 50m) i wskazało mi na błąd!

Mam głęboką nadzieję, że to tylko w tych materiałach, a nie na egzaminie państwowym ;-)

środa, 25 lipca 2012

Kinowo

Kontynuując tytuły z poprzednich blotek wspomnę o filmie Prometeusz, który obejrzałem w niedzielę. Fajny - ale nie rewelacyjny, trzymający w napięciu - ale niezbyt wciągający. Efekty 3D robią wrażenia, momentami dość brutalne sceny - więc uwaga jeśli ktoś bardzo wrażliwy. Pełna sala ludzi, dobrze że wcześniej zarezerwowałem bilety. Ogólnie polecam, aczkolwiek szału nie ma.

Wracając z kina prowadzę nie swoją Renault Lagunę (niemniej ciekawe niż film :P, aczkolwiek słaby silnik (1.8+LPG), skrzypiące wnętrze oraz twarde sprzęgło i totalny brak chęci do jazdy na drugim biegu psuły ogólne wrażenia z jazdy.

A w poniedziałek w pracy dwa wykłady plus sześć godzin jazd. Po 18 jestem wykończony, dobrze że obiad wystarczy odgrzać, bo nie chciałoby mi się go robić tak od podstaw...

W najbliższą niedzielę prawdopodobnie wybiorę się na Epokę Lodowcową 4: Wędrówka kontynentów 3D. Oglądał to ktoś? Jakieś wrażenia?

sobota, 23 czerwca 2012

Autobusowo

Zapisałem się na egzamin na autobus. Drugie podejście niebawem, napiszę jak już będzie po.

A wczoraj i dziś pojeździłem jeszcze z Jackiem (najlepszym instruktorem - dla nie wtajemniczonych) i takim innym panem, także instruktorem. Już się przyzwyczaiłem do tej kakofonii we wnętrzu Autosana H10 (zdjęcie w poprzedniej blotce), który swoje lata świetności miał bardzo bardzo dawno temu. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, więc nawet nieźle mi się jeździło - nic nie zepsułem, nie oberwałem, nikogo nie rozjechałem. Jacek nie krzyczał, więc nie było źle.
Plac mam już lepiej opanowany, co nie znaczy że nic nie może się wydarzyć na egzaminie.

Tymczasem w szkole kilka dni egzaminów, niestety musiałem być na wszystkich grupach. Wszyscy zdali, choć nie wiem  czy oceny nie są zbyt wysokie. Jak zwykle, byłem w mniejszości, więc przegłosowany. Nawet pewna wyjątkowa nieuka, która prawie nic nie przygotowała na egzamin dostała ocenę dostateczną! Pytanie, za co? Chyba za to że płaci.

Poza tym, w szkole już wakacje. Od września pracuję tam dalej - szefowa pani K, zaproponowała podwyżkę, którą zarząd zaakceptował. Ja także, bo to 50% więcej niż miałem do tej pory! Będę miał już tylko zajęcia teoretyczne - bez jakiejkolwiek praktyki - na którą po prostu nie mam czasu.

Sobotnie popołudnie po pracy to czas odpoczynku, podobnie jak cała niedziela. Dobra wiadomość jest także ta, że zrobiłem sobie cały następny weekend wolny! Tzn sobotę i niedzielę oczywiście. Może w końcu wybiorę się do ZOO, które ostatnio zachwalał Jaco? Pobyt wśród małp dobrze mi zrobi ;-)

PS. zdjęcie przedstawia parking w krzakach, szkoda że nie płatny - prawda?

środa, 1 lutego 2012

Koncertowo

Ferie to chyba nie najlepszy czas na zajęcia w szkole (w drugiej robocie). Ale musiałem odrobić zajęcia, na których nie mogłem być wcześniej (w któryś czwartkowy grudzień miałem spotkanie w WORD, którego oczywiście nie mogłem opuścić, więc odwołałem zajęcia w szkole). Musiałem, więc przyszedłem do szkoły wcześniej informując o tym, że będą zajęcia. Godzina 14.00 - nikogo nie ma, 14.45 - nadal cisza. 15.30 - przychodzi jedna osoba (grupy są przeważnie 10-cio osobowe). Normalna realizacja zajęć odpada, tym bardziej nie ma czego powtarzać wszak to piątkowa uczennica. Rozmawiamy więc o komponowaniu, zasadach tworzenia dzieł muzycznych wczoraj i dziś, zaskoczony jestem dojrzałością dialogu z 17-letnią uczennicą.

Nastraja mnie to optymistycznie, 16.15 - przychodzą dwie osoby, znów wątek z komponowaniem. Czas mija bardzo szybko, przed 17.00 kończę. Odrabianie lekcji podczas ferii nie ma większego sensu, choć szefowa mówiła żeby tak zrobić, więc trochę przesiedziałem, trochę popracowałem ...

wtorek, 22 listopada 2011

Poniedziałek

Wczorajszy dzień od samego rana zaczynał się na ostro. Przychodzi kursantka która - z powodu moich ograniczeń czasowych - jeździła z kolegą ponad połowę kursu, zbliża się do końca i ... wrrrr - wkurzyła mnie po pierwszych pięciu minutach jazdy. Przy samym ośrodku jest znak STOP - ale ona się nie zatrzymuje. Ja widząc pustkę, nie depczę jej w hamulec - dam jej drugą szansę (choć na egzaminie jej nie będzie miała), ale zwracam uwagę - powinnaś się zatrzymać - przecież był znak STOP ! - na to ona - ale po co, przecież pusto było !!! Te trzy wykrzykniki nie dałem na wyrost - wyraźnie miała mi za złe - zapewne wg niej się czepiam. Ruszyło mnie to - nie powiem. Oczywiście, nie daję tego po sobie poznać.

Ale to dopiero początek. Przy skrzyżowaniu z sygnalizacją (mając czerwone), próbuje minąć ten pierwszy sygnalizator i wjechać przed drugi - umieszczony nad jezdnią ! Przy czym totalnie ignoruje linię warunkowego zatrzymania oraz fakt, że zatrzyma się na pasach dla pieszych (nie mówiąc o tym, że będzie zadzierać głowę do góry by cokolwiek zobaczyć na sygnalizatorze). Tu już nie pozwalam na takie zachowanie gwałtownie wyhamowując auto. Ona znów te swoje teorie - przecież chciałam stanąć przed czerwonym ! Nie no, ja tak nie mogę. Ponieważ trzeba już ruszać a ja tak tego nie zostawię, zjeżdżamy w pierwszą lepszą ulicę gdzie można porozmawiać.

To nie jest miła rozmowa, a raczej monolog - mówię że to zupełnie nie ta droga (w przenośni), że gdzieś się zagubiła, że przy tej ilości wyjeżdżonych godzin ona jest w lesie ! Pytam się, gdzie jest wiedza z wykładów ?!? Taka jazda w ogóle nie ma sensu. Tłumaczę, że jeśli nie zmieni nastawienia do tego co robi w pojeździe, ma prawie zerowe szanse na zdanie egzaminów. Że jeśli nie zacznie stosować się do przepisów ruchu drogowego, może zrobić komuś krzywdę - bo co zrobi sobie, to jej sprawa. Jest pełnoletnia. Tzn wiekiem pełnoletnia - bo sądząc po jej podejściu do kursu, nie wydaje mi się.

Później - czyli po tej rozmowie, lepiej było tylko odrobinę. Dwie godziny jakoś przeżyłem. To naprawdę dziwne, że wtedy gdy ludzie mają ten sam cel jest tyle konfliktów. Oboje chcemy, by egzaminy zakończyły się wynikami pozytywnymi. Ona jednak próbuje się przez to "prześlizgnąć" - jak najmniejszym kosztem, wysiłkiem, zerowym nakładem własnej pracy. Co prawda nie pamiętam tej kursantki z wykładów, ale zapewne należała do tej grupy, która przychodząc po prostu przebimbała te dwie godziny. O co bym nie zapytał takie osoby, nic nie wiedzą (nawet na banalne pytanie, które było omawiane na poprzednim spotkaniu) ! Ba, nawet nie próbują myśleć. One są obecne fizycznie, ale już nie umysłowo.

Albo - co gorsza - może ona po prostu wpisywała się na listę i wychodziła ? Wszystko możliwe.

niedziela, 20 listopada 2011

Zmiany w egzaminowaniu

Prawdopodobnie, z dniem 11 lutego 2012 roku zmienią się zasady egzaminowania - ale także szkolenia (to drugie to akurat wcześniej niż wspomniana wyżej data). Jakie czekają nas nowości ? Przede wszystkim spore zmiany dokonane zostaną w kwestii egzaminów teoretycznych. Jak jest dziś - zainteresowani wiedzą, a jak ma być ?

Pytania mają być generowane w czasie rzeczywistym - z utajnionej bazy pytań. Np pojawi się kilkusekundowy film, prezentujący auta podjeżdżające do skrzyżowania z pytaniem kto ma pierwszeństwo, lub czy w danej konkretnej sytuacji będzie można wykonać manewr wyprzedzania. Oczywiście, czas na udzielenie odpowiedzi będzie ograniczony - przy czym nie będzie możliwości powrotu do wcześniejszych pytań - nawet wtedy gdy nie zostanie udzielona żadna odpowiedź.


A właśnie - z trzech odpowiedzi, zawsze poprawną będzie tylko JEDNA. Samych pytań będzie 32:
  • 20 z wiedzy ogólnej:
    • 10 pytań o wysokim znaczeniu dla bezpieczeństwa ruchu drogowego,
    • 6 pytań o średnim znaczeniu, 
    • 4 pytań o niskim znaczeniu, 
  • 12 z wiedzy specjalistycznej:
    • 6 pytań o wysokim znaczeniu,
    • 4 o średnim znaczeniu
    • 2 o niskim znaczeniu

Każde pytanie posiada przypisaną liczbę punktów za udzielenie prawidłowej odpowiedzi: 1 pkt za pytanie o niskim znaczeniu, 2 pkt za pytanie o średnim znaczeniu oraz 3 pkt - za pytanie o wysokim znaczeniu dla bezpieczeństwa. W sumie, maksymalna ilość punktów jaką będzie można zdobyć to 74. I teraz uwaga - aby zdać, trzeba będzie mieć aż 68 punktów. Wg mnie to bardzo dużo, co nie oznacza że to źle ! Podniesie to poprzeczkę i o dzisiejszych 70-75 % zdających za pierwszym razem teorię,  można zapomnieć.

Inną nowością będzie metoda e-learningowa (zamiast stacjonarnych wykładów). Będą mogły sobie na nią pozwolić ośrodki, posiadające wszystkie kategorie szkoleń (nie koniecznie szkoląc - chodzi o same uprawnienia). Choć do tego jestem akurat sceptycznie nastawiony - gdyż wtedy poziom szkolenia będzie w dużej mierze nastawiony na własną pracę kursanta. A to - jak wiemy - wychodzi zazwyczaj bardzo kiepsko.

Inna sprawa, to fakt że młody kierowca który zdobędzie uprawnienia, będzie na cenzurowanym - ale o tym innym razem napiszę.