Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupota. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 czerwca 2025

Podsumowanie tygodnia 402

Poniedziałek 

W domu (a ściślej rzecz ujmując na balkonie) zastałem zwłoki. Czarny, średnio duży ptak i sporo piór wokół. Nie wiem, czy tu odbyła się jakaś bitwa pod moją nieobecność, czy po prostu koniec żywota ptaka, ale musiałem to jakoś sprzątnąć (domestos w sprayu oraz chusteczki antybakteryjne, gorąca woda + płyn do mycia naczyń). Nie pytajcie co zrobiłem z ptakiem (a pod nim jakaś dziwna plama).

Wtorek

"Wcale się nie opaliłeś" - komentują współpracownicy. A ja jestem tak zakręcony, że podczas obsługi klienta siadam przy stanowisku kolegi. Wypełniam z nim wstępne dokumenty (papierowe) gdy wtem podchodzi kolega - "właściciel" stanowiska i spojrzeniem pyta mnie " co ty tu do cholery robisz?!". A ja myślami wciąż na Santorini:

Środa

Awaria komputera. Dokładniej - coś z systemem. Niestety tylko z moim, bo u innych wszystko działa normalnie. Wzywam informatyka, który coś tam próbuje naprawiać. Niestety opóźnia mi to całą pracę. Tekst kierownika - "może wreszcie wykażesz się kreatywnością?".

Czwartek 

Komputer naprawiony. W ramach kreatywności odliczam czas do końca pracy i... kupuję wycieczkę na Rodos na długi urlop w październiku 😀 

Tym razem znów polecę z TUI (Santorini było z Rainbow), które trochę żongluje ceną wycieczki. Znalazłem świetny hotel, który w weekend kosztował ponad 2400 za osobę, we wtorek cena wynosiła już 2123 zł a dzisiaj była niższa o równą stówkę. 2023 zł za 4* hotel z bardzo dobrymi opiniami, wyżywieniem all inclusive, oraz z prywatną plażą i leżakami/parasolami w cenie to świetna oferta. Oczywiście w tym jest podstawowe ubezpieczenie, opłata na fundusz gwarancyjny oraz opieka rezydenta. Za transfer w obie strony dopłaciłem 150 zł (za dwie osoby). Dodatkowym kosztem będzie podatek turystyczny (70€ za pokój) oraz ewentualne wycieczki/pamiątki.

Do wyjazdu pozostało nieco ponad 111 dni 🤗

Piątek 

Już drugi raz w tym tygodniu idę podlać kwiaty do koleżanki. Nie pamiętam czy o tym pisałem, wyjechała nad morze bałtyckie. Pisała, że ma okropną pogodę. Ja tymczasem uważnie podlewam kwiaty - a szczególnie cytrynę, którą ostatnio o mało co nie uśmierciłem. Niestety nie obyło się bez problemów i tym razem. Chcąc przewietrzyć mieszkanie otwieram okno balkonowe oraz okno w  kuchni. To drugie niestety ma jakąś starą klamkę, która podczas otwierania połamała się na pół. Szkoda.

poniedziałek, 5 lutego 2024

Dylematy. Znowu.

Nie bardzo wiem, jak się zachować. Gdy byłem sporo młodszy, myślałem że ludzie w pewnym wieku są w stanie bezproblemowo rozwiązywać większość kłopotów ale także nie mają dylematów w kwestiach relacji oraz oceny. 

Gdy "x" potrzebuje coś ode mnie, uśmiecha się szeroko, nie zawaha się zadzwonić nawet w niedzielę (od współpracowników i tak nie odbieram po pracy), jest w stanie rzucić słaby - ale jednak - komplement. Naturalnie, jeśli ma w tym jakiś cel. Niesamowite, jak szybko, a w zasadzie natychmiast - potrafi wbić szpilę w najczulsze miejsce, donieść do głównego managera na coś, co robię (właśnie zgodnie z zaleceniami szefa), czy po prostu zrównać z ziemią cały mój wysiłek. 

No i taki dwulicowy "x" jak liść na wietrze układa się tak, jak akurat mu wygodnie i jaką ma potrzebę. Jestem coraz bliżej ku temu, aby wygarnąć mu co o tym myślę, że powinien się trochę hamować jeśli wciąż chce korzystać z mojej uprzejmości. 

Do pewnego czasu korzystał z tego, że był managerem mojego działu, więc mógł wykorzystywać swój stołek do różnych rozgrywek. W tej chwili jest inaczej. Myślę, że chyba najlepiej byłoby wprowadzić nowe zasady stopniowo, reagować na pojawiające się nieprawidłowości w jego zachowaniu i zwyczajnie nie dać się wciągnąć w głupie dyskusje. Tylko czy mi się to uda? 

Tymczasem w weekend znów piekę ciasteczka maszynkowe. Polubiłem je :) Przypominają mi czas młodości oraz dorastanie na wsi. Robię od razu podwójną porcję :) 



piątek, 26 stycznia 2024

Napięcia

Po zmianach managera, w firmie klimaty jak w polskim parlamencie. Każdy uważa że ma rację, że ma lepsze argumenty, lub po prostu - większe uzasadnienie do swojego działania. I nic to, że prawo stanowi inaczej, że przecież wytyczne są inne - prawo to my - jak uważają co niektóre osoby. Zatem wszystko wisi na włosku. Atmosfera do bani, ale co najlepsze - wszystko to dzieje się na innych szczeblach a nie wokół mnie. Oczywiście czasem ktoś próbuje mnie podgryźć, donieść do szefa, ale i tak pracuję sobie spokojnie w swym tempie.

Tymczasem na tygodniu i w weekendy mam sporo czasu dla siebie. W końcu. Na leniwą herbatę z widokiem na wschód słońca, na eksperymenty w kuchni, na książkę, na drzemkę, na długi spacer i wiele innych.

Na vege kotlety z kaszy gryczanej:

Świetnie pasują jako przekąska na zimno do pracy następnego dnia. Praktycznie bez niczego - żadnego sosu, czy innego dodatku. Są pożywne i smaczne. Będę robił częściej. 

Na zapiekankę ziemniaczaną:

Fajny pomysł na wykorzystanie resztek z dnia poprzedniego. Szybko się przygotowuje, równie dobrze smakuje odgrzane później. 

Na ciastka maszynkowe:

Tuż po upieczeniu czegoś mi w nich brakowało. Ale wystarczyło aby postały do następnego dnia i okazały się genialne. Chyba najlepsze jakie zrobiłem do tej pory.

sobota, 6 stycznia 2024

Podsumowanie tygodnia 325

Poniedziałek

Nie sądziłem, że ten tydzień będzie aż tak obfitował w różne wydarzenia. Ten dzień akurat do bani - nie dość że wstałem dopiero w południe (czyli zmarnowałem pół dnia) to jeszcze nie mogłem odeprzeć myśli o nadchodzącym tygodniu w pracy.

Wtorek 

Masakra. Nic mi nie wychodzi, męczę się nie tylko z klientami ale także sam ze sobą. Jestem wkurzony tak, że powinienem brać coś na uspokojenie. I na zmniejszenie ciśnienia.

Środa 

Jakby lepiej niż wczoraj, choć wciąż nerwowo i mnóstwo niepewności. System komputerowy nie działa, a informatyk ma to w du*ie. Nie mam sumienia zgłaszać tego do przełożonego, no ale tak się nie da pracować. Lawiruję.

Czwartek 

Dobra, muszę zmienić coś bo inaczej źle się to skończy. Kilka spraw się wyjaśniło - z korzyścią dla mnie. Nie wiem czy ktoś naprawiał mój komputer, ale działa w porządku. Uff. Ciśnienie powoli zaczęło schodzić. Po pracy idę na squasha, daję z siebie tyle energii że wieczorem padam ze zmęczenia. Godzinna gra jeszcze nigdy mnie tak nie wyczerpała jak teraz. Waliłem w piłkę jak oszalały, czy to już są pierwsze objawy wariactwa?

Piątek 

Czuję się jak nowo narodzony. Zmęczenie z wczorajszgo dnia minęło, w pracy wszystko dobrze się układa, choć raz niepotrzebnie wypalam z zatem do osoby, która żartów nie zna. Dociera to do mnie dopiero po chwili... No trudno. Po pracy oddaję się muzyce. Dzisiaj króluje Simply Red :) 

I najważniejsze - rezerwuję wycieczkę do Bułgarii na czerwiec. Lecę do tego samego hotelu (byłem tam już chyba 5 razy) z tym samym biurem podróży. Sozopol - bo tam się wybieram - oferuje piękne plaże, uroki starego zabytkowego  miasteczka, mnóstwo atrakcji turystycznych (m.in. rezerwat przyrody Ropotamo, Nesebyr - miasto z zabytkami wpisanymi na listę UNESCO), miejscowy folklor oraz niesamowite wrażenia kulinarne. Już nie mogę się doczekać i myślami spaceruję po Wschodnim brzegu Bułgarii :)

czwartek, 23 marca 2023

Podwyżka czyli obniżka

Kilka dni temu zauważyłem, że firma w której pracowałem poszukuje instruktora nauki jazdy. Zamieścili ogłoszenie w kilku miejscach, w tym między innymi w mediach społecznościowych. Rzecz jasna bez żadnych konkretów typu rodzaj umowy, czy proponowane wynagrodzenie. Ciekawe w jakim czasie znajdą kogoś do pracy, bo raczej nie będą mieli z tym jakiegoś większego problemu - oczywiście wśród osób dorabiających sobie popołudniami/wieczorami/weekendami. Najczęściej są to osoby z zawodami strażak/policjant/nauczyciel. Gdy odchodziłem od nich z pracy tylko trzy osoby (łącznie ze mną) miało umowę o pracę, reszta zlecenia/inne. Teraz gdy mijam auta szkoleniowe z tej firmy, to nawet nie rozpoznaję tych (nowych) ludzi, ale przy jakiejś okazji muszę wstąpić do nich i pogadać z szefostwem - ot tak po prostu.

Tymczasem w Departamencie z obiecanych podwyżek szykują się ale obniżki. Ogólnie - wszystko zrobiło się zagmatwane z możliwością i obniżenia i podwyższenia z tym, że byłoby to zależne od poszczególnych managerów odpowiedzialnych za konkretne działy. Bezsensowne dla pracowników nowe zasady hierarchii ustalania wysokości wynagradzania powoli będą degradować system płac. Oczywiście coś co dla szarego pracownika jest bezsensowne dla kierownictwa może okazać się silnym orężem w wielu kwestiach. I tak za pewne będzie, o ile nic się nie zmieni i nowe przepisy wewnątrz Departamentu wejdą w życie.

Na razie przyglądam się temu i o ile większość z moich współpracowników była już wezwana do kierownika  na szczegółowe rozmowy o tyle mnie nikt nie zapraszał. Nie mam pojęcia czy to dobrze czy źle, ale mogę zyskać trochę czasu na dodatkową analizę i ogląd sytuacji, oraz na reakcje innych.

wtorek, 6 grudnia 2022

Szkolenie

Kilka dni temu wróciłem ze szkolenia. Takiego wyjazdowego, kilkudniowego. Mój Departament spokojnie mógłby się bez tego obyć, ale skoro inni wyjeżdżają, to przecież my nie możemy być gorsi! Tym bardziej że wyniki finansowe nienajgorsze, więc szalejemy! Mój manager wybrał miejsce, termin oraz wszystko inne tak, że nie było żadnego wyboru - nawet czas wolny został skrupulatnie zaplanowany. Cały program został zatwierdzony przez wszystkich ważnych ludzi, my - pracownicy musieliśmy się z nim zapoznać, podpisać akceptację i w drogę.

Najpierw szkolenie w Departamencie takim jak nasz, ale kilka razy większym. Wszędzie ochrona, kamery, bramki oraz drzwi, które otwierają się jedynie po zbliżeniu identyfikatora. Kilka pięter, nowoczesne windy, wszystko bardzo rozbudowane. Nasz gabinet głównego managera wygląda przy tym jak kanciapa ubogiego przedsiębiorcy. Sami nie mogliśmy się nigdzie poruszać, więc został nam przydzielony człowiek z "prawami dostępu" który oprowadził nas po niemal całej placówce. Przy okazji okazał się dość gadatliwym i skorym do rozmowy pracownikiem, więc sporo ciekawych rzeczy się dowiedziałem. 

Po obiedzie rozpoczęły się szkolenia. Wjechaliśmy na ostatnie piętro które okazało się być centrum edukacyjnym z kilkoma salami. W jednej z nich rozpoczął się blok trwający 180 minut. Dwoje wykładowców, bardzo ciekawa tematyka - taka adekwatna do czasów i problemów z którymi obecnie spotkam się coraz częściej. Te trzy godziny (z przerwami) zleciały bardzo szybko. Potem przekąski i ciąg dalszy ale z innej tematyki i z kim innym. Tu było jeszcze fajniej, ponieważ kobieta prowadząca zadawała nam mnóstwo pytań, a mi udało się odpowiedzieć całkiem nieźle na sporą ich część - może dlatego że siedziałem dość blisko i miałem z nią dobry kontakt wzrokowy? Niesamowite, jak szybko minęło 120 minut. 

Po szkoleniach zostaliśmy przewiezieni do hotelu. Jak się okazało z sauną, jaccuzi, basenem, pełnym zapleczem rekreacyjno-sportowym, oraz fantastyczną kuchnią. Wszędzie czyściutko, pachnące białe ręczniki i piękne nowoczesne oświetlenie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. A gdy potem spojrzałem na opinie hotelu były tam prawie same najwyższe oceny. Nie sprawdzałem cen - bo przecież za wszystko płacił mój Departament. Po wyśmienitej kolacji podsumowanie dnia przez szefostwo i przydzielenie pokoi (dwuosobowe). Tu w naszej placówce było najwięcej zgrzytów już przed samym wyjazdem. Jeden chciał być z tym, drugi nie chciał być z kimś innym, normalnie jak w przedszkolu. Dla mnie było obojętne z kim będę spać, przecież to tylko kilka dni - nie ma co robić problemów z tak błahego powodu. 

Został więc mi przydzielony (a raczej ja do niego) pan B. W hierarchii on prawie na szczycie naszego wydziału, a ja - sami wiecie - typowy noob. Ale przez te półtora roku całkiem nieźle się z nim dogadywałem (już na początku zaproponował by mówić mu po imieniu - mimo dużej różnicy wieku/stanowiska/statusu finansowego), a nawet mieliśmy sporo wspólnych tematów, o których z innymi współpracownikami w ogóle nie było rozmowy. Smooth jazz, Bieszczady, knajpki i kawiarnie w Przemyślu, auta elektryczne, rodzaje serników i szarlotek - mogliśmy o tym rozmawiać w każdej nadarzającej się przerwie. Ale... Kilka dni wcześniej podczas rozmów w cztery oczy z moimi współpracownikami typowaliśmy kto z kim będzie w pokoju i tak się składało, że nikt z nich nie chciał być razem z B. Zastanawiało mnie to, no ale bez przesady.

Teraz już doskonale ich rozumiem. Z oczywistych względów nie mogę pisać o szczegółach, ale jedną noc wytrzymałem. Ponieważ później było tylko gorzej, zastanawiałem się co robić, mam już trochę lat, ale jeszcze nigdy w życiu nie byłem w takich sytuacjach. Niby stałem z boku, ale jednak byłem tak blisko. Mogłem nie robić nic, mogłem działać, ale przede wszystkim starałem się odnaleźć w tym wszystkim. Podjąłem decyzję i kolejne noce spędziłem gdzie indziej - a tak na prawdę po prostu za ścianą - korzystając z pewnego zaproszenia. Czyżby aż tak było widać moje zmieszanie/zażenowanie całą sytuacją? 


Z dzisiejszego punktu widzenia możliwe, że była to trochę zbyt pochopna decyzja, aczkolwiek stanowiła ona jedynie promil całości zdarzeń, które nie powinny nigdy mieć miejsca. Na pewno moja decyzja nie miała wpływu na dalszy bieg sytuacji, a kolejne dni mijały na szkoleniach, skrupulatnie zaplanowanym "czasie wolnym" oraz anormalnym zachowaniu B. Cudem udało mi się kupić dwie kartki, niemalże "ukradkiem" wskoczyć na pocztę i je wysłać!

Wciąż jestem pod wrażeniem w zasadzie wszystkiego co odbywało się na tym szkoleniu. Mam mnóstwo pozytywnych wrażeń i kilka negatywnych, które teoretycznie nie powinny przyćmiewać tych dobrych. Ale jednak - wciąż one przelatują mi przed oczami, pojawiają się w ciągu dnia i nocy, analizuję je z każdej strony i zastanawiam się dlaczego:
  • bo dotyczą B. którego wydawało mi się że znam?
  • bo nigdy nie widziałem czegoś takiego?
  • bo nie wyobrażam sobie jak on może teraz spojrzeć innym w oczy?
  • bo ja po czymś takim spaliłbym się ze wstydu?
  • bo inni tolerują stan jaki jest a nie powinni?
  • bo zadziwia mnie bierna postawa managera?
  • bo innym brakuje odwagi, tak jak mi*?
  • bo skoro cały Departament wiedział, dlaczego nie wprowadzili żadnych środków zaradczych**?
Mimo całej mojej podłości, daleko mi do B. i wiem, że gdybym kiedykolwiek wkroczył w te rejony to byłby już czas bliski końca. Końca mojego intelektu (już obecnie minimalnego ale jednak), odruchów typowo przypisanych homo-sapiens, oraz wszelkich innych - ogólnie pisząc rzeczy i spraw normalnych

* Jako typowy noob w Departamencie, czuję się najmniej adekwatny do tego, aby komukolwiek prawić uwagi. Jakiekolwiek. Już wiem, że nawet te najbardziej życzliwe i wynikające jedynie z czystej chęci pomocy komuś, mogą być odebrane zupełnie inaczej. Tym bardziej, jeśli dotyczą one osoby, od której przynajmniej teoretycznie - mam się uczyć i brać przykład. Osoby, za którą w tej chwili mógłbym co najwyżej chodzić i sprzątać. Nie widzę najmniejszych przesłanek ku temu, aby mówić innej osobie jak ma żyć, co robić, co jest dobrem a co złem, co można a czego nie można, ponieważ takie uwagi mogę dać najbliższym znajomym, lub swoim dzieciom - gdybym je miał oczywiście. Ale nie dorosłemu facetowi, który ma ze sobą problem(y). Zwłaszcza że cały rząd managerów i innych szefów prawie nic/w ogóle nic nie robi.

I tak sobie myślę, że te wszystkie fakultety, studia, wieloletnie doświadczenia, dodatkowe kursy oraz  certyfikaty wszelkiej maści można o kant potłuc. Są one zupełnie niczym. Można być wykształconym i bogatym chamem, lub ubogim i prymitywnym ale na poziomie. Jeśli nie ma się elementarnej kultury, ogłady, dyscypliny, szacunku do innych, jeśli się nie używa mózgu, ma innych w głębokim poważaniu - wszystkie dyplomy szlag trafi. Jeszcze nigdy nie widziałem tak wielkiej amplitudy pomiędzy jednym a drugim w tym samym człowieku i wydaje mi się, że szczególnie to zrobiło na mnie wrażenie. To jest ten punkt kulminacyjny, który pozostawił głęboko wyryty rów. 

** Nasz Departament ma regułę/zarządzenie/definicję na każde możliwe zdarzenie, ale jak widać - najmniej obrotny jest tam gdzie trzeba.

Tymczasem życie toczy się dalej. Jedne relacje będą takie same, drugie będą mocniejsze/lepsze a trzecie z kolei - sporo gorsze. Kilkudniowe szkolenie może odsłonić drugie "ja" człowieka - na plus lub na minus, lub też utrwalić usposobienie na obecnym poziomie. Mam nadzieję, że ja przynajmniej pozostałem na tym samym poziomie.

niedziela, 12 grudnia 2021

Schody

Weekend bardzo intensywny, bo: 

- długie spacery (na lody, po odbiór zamówień internetowych, aby obejrzeć ewentualne nabytki na prezenty);

- jazda na hulajnodze (nie jest wskazane, aby hulajnoga stała długi czas nieużywana, więc przejechałem dziś kilka kilometrów w obie strony - chodniki jeszcze odrobinę w lodzie ale dało się jechać);

- zakupy prezentowe w dużym sklepie "ze wszystkim" (długo wybierałem co/komu);

- "Psy prewencji" (w końcu zabrałem się za tę książkę która leżała na półce ponad 2 miesiące);

A na moim osiedlu taka infrastruktura:

Więc ani z hulajnogą, ani nikt z wózkiem nie da rady normalnie przejść...

czwartek, 3 czerwca 2021

Degenerat

Na pierwszą jazdę przyszedł kilka tygodni temu, dziś kończy kurs. Nadal jest młodym buntownikiem, który wszystko chce zrobić po swojemu. Rad słucha dopiero, gdy coś mu się nie uda - ale wg jego mniemania oczywiście. Bo np to że nie włączy kierunkowskazu, lub naruszy linię podwójną ciągłą, albo gdy przekroczy prędkość to zupełnie normalne, a gdy zwracam mu uwagę na te sprawy to uważa że się czepiam. Może faktycznie się czepiam :P

Na szczęście pracuję na firmowym sprzęcie, ale gdy na kolejnej jeździe zaczął ruszać z piskiem opon na placu manewrowym, a na mieście ruszał i przyspieszał do około 5-6 tys obrotów silnika nie wytrzymałem. Wygarnąłem mu, że nie tylko nie jeździ z głową ale także nie szanuje sprzętu (pojazdu) do nauki. Że bez sensu jest gwałtownie przyspieszać aby za moment równie gwałtownie hamować. Bo ja rozumiem że on jest młody i że lubi poszaleć, tylko ile można to tolerować? Po tym wszystkim przez dwie jazdy był bardzo grzeczny. Jechał normalnie, uważał na wszystkie znaki, ładnie zmieniał biegi i w ogóle - nawet nie przekroczył prędkości.

Po dwóch jazdach znowu się zaczęło. Akurat wczoraj chciał podjechać do domu (posesja tuż za miasteczkiem). Podjeżdżamy pod bramę za którą kręci się jego ojciec. Młody machnął do niego lekceważąco, a ojciec prawie w biegu otworzył nam bramę. Od razu pomyślałem sobie, że to takie bezstresowe wychowanie. Gdy chwilę rozmawiałem z rodzicem dowiedziałem się, że kursant jest pełnoletni i robi co zechce, a do domu wraca kiedy chce. Za moich czasów takich rzeczy nie było, jednak rodzice byli autorytetem nie tak jak obecnie.

Ale to jeszcze nic. Najbardziej poirytował mnie następujący fakt. W drodze do jego domu minęliśmy patrol z miernikiem prędkości. Mój kursant po przejechaniu obok policji zaczął mrugać i ostrzegać tych jadących z przeciwka. Najpierw zauważyłem to ale nie miałem pewności na 100%, ale poczekałem chwilę i  przy drugim razie nie miałem wątpliwości. Degenerat. Na szczęście to jego ostatnie jazdy, więc wytrzymam to.

wtorek, 4 maja 2021

Ki czort

Po długim ale pogodowo niezbyt udanym długim weekendzie czas wrócić do pracy. Dziś obserwowałem chmury za oknem - ciekawie się układały (nie mam zdjęcia, bo nie pomyślałem o tym aby zrobić). Oczywiście chmurom mogłem poświęcić tylko ułamek czasu - wtorek był bardzo intensywnym dniem, dodatkowo pod koniec dnia pracy lekko odczuwałem bóle głowy. To z głodu/zmęczenia/maseczki - a najpewniej z tego wszystkiego.

Za to wczoraj mimo deszcze wybrałem się na krótki spacer do lasu. Do tego samego, którego sprzątałem z moimi wolontariuszami w ramach Operacji Czysta Rzeka około 20 dni temu. Są już pojedyncze śmieci, a także miejsce posiadówki bliżej nieokreślonych - którzy pozostawili po sobie mnóstwo nieczystości. Zastanawiam się, co trzeba mieć w głowie aby przyjść do lasu i tak bardzo naśmiecić. Nie mogę tego pojąć.





Idąc do lasu napotkałem tego dnia szczególne kwiatki (i nie były to tulipany). Ktoś wyrzucił oponę tuż obok kosza na śmieci, a ktoś inny (lub ten sam) kawałek dalej wyrzucił żelazko. 


Ręce opadają, gdy widzi się takie postępowanie ludzi. Tego dnia nie zrobiłem zdjęć żadnych tulipanów, więc będę się posiłkował tymi zrobionymi w przeszłości:

środa, 14 kwietnia 2021

Krzyk

Poniedziałek. Spojrzałem z samego rana na grafik - szykował się spokojny dzień (czyli normalni i w miarę fajni kursanci). Ale już pierwsza godzina dała popalić... To miała być rutynowa jazda - dwugodzinna, a na jednej z nich miałem zrobić egzamin wewnętrzny - ponieważ kursantka już kończy szkolenie.

Jej początki były z moim kolegą, nie dogadywali się, ponieważ kolega należy do tych instruktorów którzy sami trzymają sprzęgło. Powoduje to że kursantowi nie gaśnie auto, ale czego on się wtedy nauczy? Kursantka zrezygnowała z jazd z nim i wybrała się do mnie. Była zachwycona. Ja mniej. Gdy przyszła na jazdę miała ponad dziesięć godzin za sobą, a wciąż nie umiała podstawowych rzeczy, więc nie było lekko.

Pod koniec kursu pojechaliśmy do większego miasta. Kursantka sama poprosiła o to, ponieważ po zdaniu egzaminu prawdopodobnie będzie dość sporo tam dojeżdżać - więc mimo pandemii udało nam się to zorganizować.

Wracając do poniedziałku - zaczynam egzamin wewnętrzny. Po placu manewrowym wyjeżdżamy na miasto. Kursantka średnio radziła sobie do tej pory, ciągle zapominała o podstawowych sprawach (redukcja biegu, używanie kierunkowskazów), ale tym razem nawet całkiem nieźle jej szło. Po około dwudziestu minutach postanawiam wjechać na małe osiedle, gdzie chciałem zrealizować zadanie zawracania. Podczas skręcania w lewo zbliżamy się przejścia dla pieszych, na którym jest starszy facet. Kursantka zupełnie nie reaguje, bo go po prostu nie widzi (nie wiem jak to możliwe, ale mniejsza o to). Facet w strachu zatrzymuje się,  a ja z całą siłą wciskam hamulec. Ponieważ nasza prędkość oscyluje w okolicy 15 km/h auto praktycznie zatrzymuje się w miejscu. 

W tym czasie mam podwójny obraz - krzyczącą kursantkę oraz minę przestraszonego i trochę rozeźlonego człowieka przed maską. On sobie poszedł dalej, ale kursantka niestety została w aucie. Zaczęła krzyczeć, że już miała nogę nad hamulcem, że miała nawet wciśnięte sprzęgło (to akurat jej pozostało z nieprawidłowej techniki kierowania podczas skrętu w lewo) oraz że nie da sobie wmówić błędu. Nie reaguję, tylko powoli uruchamiam pojazd i zjeżdżam ze skrzyżowania i przejścia dla pieszych oczywiście robię to z pozycji instruktora. Po zatrzymaniu kilka metrów dalej informuję, że wynik egzaminu wewnętrznego jest negatywny, ale kursantka przystępuje do drugiej fali ataku.

Zaczyna obyć opryskliwa, krzyk miesza się z jakimś żalem, czy nie wiem nawet czym. Nie bardzo daje sobie cokolwiek tłumaczyć, więc postanawiam wrócić do biura i po prostu zakończyć jazdę. Bez jakiejkolwiek zwłoki czasowej kończę szkolenie z nią i informuję szefa o zaistniałej sytuacji. Kursantka w obecności szefa już nie krzyczy, choć wciąż jest nabuzowana. Następuje zmiana instruktora i moje lekcje z nią kończą się. Muszę się napić melisy.

poniedziałek, 1 marca 2021

Nowe kwiatki

Dzieje się, ciągle coś mnie zadziwia i robię zdjęcia - utrwalając na przykład znaki. Pierwszy z nich to zakaz zatrzymywania, który wg prawa obowiązuje ZA znakiem, no chyba że pod nim byłyby odpowiednie tabliczki, ale w opisywanym przypadku nie ma. Więc znak obowiązuje ZA

I teraz się zastanawiam, kto mógłby się ewentualnie zmieścić za znakiem? Anorektyczny rowerzysta? Nie wiem, ale regularnie zatrzymuję się przed tym znakiem ze swoimi kursantami. Gdy pytam ich czy możemy tu stać, 100% z nich odpowiada że nie. 

Drugi znak, który wzbudził moją ciekawość to ten poniżej. 

Zwykle znaki ostrzegawcze nakazują zachować szczególną ostrożność, no ale nie w tym przypadku, ponieważ takiego znaku najzwyczajniej nie ma. Najbardziej podobny do niego jest ten:


No ale różnica jednak zdecydowana! Więc czy ten przy drodze przed czymś ostrzega? Nie. Zmusza do zachowania szczególnej ostrożności? Nie. Obowiązuje? Nie.

wtorek, 16 lutego 2021

Niby

Niby znajoma chce się zapisać na egzamin praktyczny, ale od kilku jazd sygnalizuję jej że powinna podszkolić się i poprawić te rzeczy, o których "trąbię". Ona swoje, ja swoje - ale jakoś bierze te godziny dodatkowe i jeździ. Zadecydowaliśmy, że dziś zrobię jej egzamin wewnętrzny i jeśli go zda, będzie mogła podejść do egzaminu państwowego. A więc zaczynamy.

1) Na placu manewrowym wylosowała sprawdzenie poziomu oleju oraz światła cofania. Po otwarciu pokrywy silnika nie wydobyła z siebie ani słowa* przez 5 minut - czyli przez czas przewidziany na realizację tego zadania. Dałem jej drugą szansę (kolejne 5 minut) ale znowu to samo. Wynik egzaminu negatywny, ale to dopiero początek...

* przed egzaminem pytałem czy chce przypomnieć sobie to zadanie. Odpowiedziała że nie, bo dzisiaj sobie o tym czytała!

2) Na mieście. Ja mówię w prawo - ona jedzie prosto. Ja mówię w lewo - ona zawraca. Gdy ja chcę zawrócić ona jedzie w prawo. No nijak nie mogę się wstrzelić w jej zamiary! Ona zawsze robi co innego niż ja chcę.

3) Znak stop. Trzeba się zatrzymać - o tym uczą już w przedszkolu, ale moja niby znajoma ani myśli to uczynić - gdy ja gwałtownie zatrzymuję pojazd ona wyskakuje do mnie z pretensjami "przecież się zatrzymałam". A podczas wcześniejszych jazd: "przecież było pusto". Skąd bierze się jej bezmyślność, by nie określić tego dosadniej? Przez ponad 30 godzin tłumaczyłem, ona ćwiczyła pod moim okiem, a wcześniej były wykłady na których też dużo się o tym mówiło, w dodatku ona twierdzi że cały czas czyta książkę z zasadami ruchu drogowego...

4) Tak w ogóle, to niby znajoma nie umie zbyt wiele. Np jak już dojedzie do skrzyżowania, to nie bardzo wie kto jedzie a kto powinien stać. Często jest tak, że ona dojeżdża i ma pierwszeństwo, ale hamuje bo widzi inny pojazd. Tak, wiem - to przecież olbrzymia jej zaleta że w ogóle widzi... i w zasadzie to nie powinienem się czepiać :P 

5) Parkowanie prostopadłe (pod marketem, bo wszędzie indziej można się zakopać choć śnieg nie padał już od kilku dni). Po zaparkowaniu wydaję polecenie wyjazdu, na co ona reaguje włączeniem pierwszego biegu i wyjechaniem do przodu. Moje zdumienie rośnie i rośnie, ale nie idę na łatwiznę - pytam ją jakie obowiązują kryteria do tego parkowania, ale uświadamiam sobie szybko że wyraz kryteria jest poza jej świadomością więc szybko zmieniam go na "zasady". Ona odpowiada że musi być włączony kierunkowskaz i tyle. Gdy informuję ją że powinna wyjechać tyłem chyba nie robi to na niej żadnego wrażenia - tyłem czy przodem, a jaka to różnica?

6) Długi i prosty odcinek (przynajmniej nie ma problemu z zasadami pierwszeństwa). Sęk w tym, że cały czas jedziemy lewym pasem ruchu. Przez chwilę łudzę się, że wyprzedzające pojazdy z prawej strony dadzą jej do myślenia, ale nie ma tak. Gdy zatrzymujemy się i pytam co mogło być źle ona nie ma pojęcia.

Ponadto w trakcie jazdy było wiele innych błędów i nieporozumień, włącznie z jej próbą podniesienia głosu. Tylko z uwagi na niby znajomość nie zakończyłem tej jazdy wcześniej, ale jeszcze teraz siedzi to wszystko we mnie, bo nie rozumiem jak można się tak zachować, jak można w takim stanie mieć ochotę na podchodzenie do egzaminu. Niby znajoma na koniec jazd dostała ode mnie kilka ostrzejszych słów oraz krótkie podsumowanie jej "umiejętności", na co ona tłumaczyła że tak ją nauczyłem, oraz że ma jakieś tam swoje problemy. 

I bądź dobry oraz idź ludziom na rękę - a potem taka osoba psuje cały dobry klimat szkolenia. Żałuję że miałem z nią szkolenie, gdybym wiedział w jaki sposób się to skończy już dawno przerzuciłbym ją do kogo innego. 

Z plusów - w te wszystkie śnieżyce mam pięknie odśnieżony plac przy garażu - nie wiedziałem że w cenie wynajmu będą takie usługi! No i mrozy i śnieg nie straszny mojej hybrydzie :)

niedziela, 31 stycznia 2021

Toyota bez opon

Myślałem, że w moim małym miasteczku nikt nie kupi takiego samego autka - czyli nowej Toyoty Yaris - w takiej samej wersji wyposażeniowej jak moja! Mało tego, identyczne jak moje stoi zaledwie około 100 m ode mnie! Zauważyłem je kilka dni temu, gdy szedłem na spacer. Aż mi ciśnienie skoczyło, bo myślałem że to mój samochód! Ale szybko sprawdziłem, moja Toyota spokojnie odpoczywała sobie w garażu. 

Tymczasem ktoś, kto kupił sobie samochód nie zadbał o jedną z ważniejszych spraw - ponieważ zauważyłem że Toyota wciąż ma letnie ogumienie. To dla mnie niepojęte, by kupować tak drogi samochód i nie zainwestować w rzecz mającą bardzo duży wpływ na bezpieczeństwo jazdy! Niesamowite! Nawet najtańsze opony zimowe są nieporównanie lepsze niż najlepsze letnie! Może powinienem zaapelować do właściciela i zainstalować mu kartkę na szybie "drogi właścicielu, kup zimówki dla swojej Toyoty!".

Jak się okazało kilka dni później, ktoś jednak odśnieżył auto, a potem widziałem je na mieście! Szok! Było bardzo ślisko, ja nie wyobrażam sobie jazdy w tych warunkach na takim ogumieniu! Ciekawe, czy na ubezpieczeniu właściciel też przyoszczędził... :P

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Marne szanse

Na jedną godzinę jazdy przychodzi w miarę młody chłopak. Już przed jazdą dowiaduję się w biurze, że zatrzymali mu uprawnienia i niebawem ma kontrolny egzamin. Wziął sobie jedną godzinę, aby zobaczyć co jest na placu i żeby trochę po mieście pojeździć. Chłopak na jazdę przyjechał swoim autem (kiedyś mnie to szokowało, ale nie dziś). Robił typowe błędy kierowców z ulicy. Czyli jazda na luzie, przyspieszanie przed sygnalizacją, kierowanie jedną ręką itp. itd.  

Po kilku moich uwagach dość szybko poprawił te błędy (to mnie zaskoczyło że tak szybko to poprawił). Pokazałem mu na placu co i jak, a następnie wziąłem go w jedno z trudniejszych miejsc, które wymaga znajomości przepisów - ale nie takich oklepanych - tylko na nieco wyższym poziomie. O dziwo chłopak pojechał bezbłędnie! Do tego z gracją omijał wszystkie dziury i studzienki, no ale to normalka - wszak on cały czas jeździ mimo zakazu.

Pierwszy raz zatrzymali go bo w obszarze miał ponad 120 na liczniku, drugim razem trochę mniej - ale obowiązywał go wtedy trzymiesięczny zakaz prowadzenia - który został przedłużony o kolejne trzy miesiące. Trzeci raz znowu przekroczył prędkość w okresie obowiązywania zakazu, dlatego prawo jazdy zostało mu cofnięte - teraz musi zdawać wszystkie kategorie od samego początku. Nie wnikam co gdzie i jak zrobił - ale powinien odbyć cały kurs szkolenia. A może już to zrobił - nie pytałem, bo co mnie to obchodzi? Co do egzaminu - raczej go nie zda, chociaż jeździ kilka razy lepiej niż "zwykły" kursant.

Po jeździe ze mną podszedł do swojego auta i chyba było mu głupio odjeżdżać ot tak przy mnie (jego auto stało przy mojej firmie) bo wszedł do środka i jakby na coś czekał. Ale ja akurat kończyłem pracę i wsiadłem za kierownicę i pojechałem do domu. On także (lub gdziekolwiek indziej), a jutro zapewne podjedzie pod WORD - wiem o której ma egzamin więc z ciekawości pokręcę się tam by to zobaczyć :)

Tymczasem na ulicach miasta zima. Wreszcie.


I z ostatniej chwili:



środa, 13 stycznia 2021

Ostatnia deska 3

Pani nie daje za wygraną - uparcie przychodzi na wszystkie zajęcia, mało tego - wciąż umawia się na kolejne lekcje. I nie odstrasza jej ani to że za wszystko musi zapłacić, że nie widać postępów w nauce, ani nawet nie odstraszają jej moje podsumowania - bo wydaje mi się że nie pozostawiam tam nawet kropli nadziei na cokolwiek.

Pisałem tu już wcześniej, że aby pomóc jej w nauce na kartkach zapisywałem poszczególne elementy jazdy tak, by po prostu mogła w domu przeanalizować sobie te rzeczy, ale przede wszystkim nauczyć się właściwego działania - w domu teoretycznie a u mnie w czasie jazd praktycznie. Na nic się to nie zdało, ponieważ gdy o coś pytam (to co pisałem na poprzednich zajęciach) to ona już nie pamięta. Mówi wtedy mi że uczyła się, ale ma krótką pamięć i nie potrafi zapamiętać. Ona po prostu nie ma predyspozycji do kierowania autem, ponieważ powinna wykazywać chociaż trochę umiejętności oraz znajomości zasad.

Chyba najbardziej irytuje mnie jej tłumaczenie, bo gdy pytam jak znak minęła przed chwilą (dosłownie 2-3 sekundy od minięcia znaku) a ona mówi że go widziała, ale nie pamięta. No jak można w ciągu trzech sekund zapomnieć jednego znaku który stał przy drodze? Daję jej zadanie zawrócenia, a ona zupełnie olewa znak zakaz zatrzymywania i bez ceregieli zatrzymuje się i próbuje zawrócić. I ciągle próbuje wmówić mi że ona widziała ten znak, tylko zapomniała... I tak cały czas.

Ma ponad sześćdziesiąt godzin jazd i wciąż nie zna zasad pierwszeństwa przejazdu, a jeśli nawet coś tam sobie przypomni to i tak na darmo, bo przecież nie zauważa znaków przed skrzyżowaniem, więc skąd niby miałaby wiedzieć kto jedzie a kto czeka?

Jazda z nią przypomina mi początkowe lekcje także z innych powodów - nie redukuje biegów i nie używa kierunkowskazów. Już setki razy jej o tym mówiłem i nadal zero postępów. Dziś napisałem jej to na kartce papieru:

Czy to pomogło? Może trochę tak, bo rzadziej robiła te błędy. Ale i tak myślę, że na najbliższej jeździe nie poprawi tych elementów jazdy. Ona się po prostu nie nadaje na kierowcę - nie z takim myśleniem, z taką nauką, z takim wiekiem... Ciąg dalszy nastąpi - dla mnie to obojętne - z drugiej strony wolę jeździć z nią niż z rozwydrzonym nastolatkiem :)

czwartek, 26 listopada 2020

Wyrachowany trans

Transpłciowy kursant uparty i dziwny w obyciu. Na jednej z ostatnich jazd wszystko próbował zrobić po swojemu, mimo że naprawdę dużo czasu poświęciłem na dokładnie omówienie co i jak ma zrobić, czego oczekuję i jakie możliwości powinien wykorzystać. W ogóle nie wziął tego do siebie.

Np. podczas omijania zaparkowanych przy krawędzi pojazdów przejeżdża tak blisko nich, że albo muszę gwałtownie hamować albo szybko chwytać kierownicę aby skorygować tor jazdy, ponieważ inaczej wbilibyśmy się w zaparkowane auta lub w te jadące z przeciwka. A powinien po prostu poczekać aż pojazd z przeciwka przejedzie i wtedy spokojnie rozpocząć manewr omijania. On uważa, że "miejsca jest wystarczająco". Tłumaczę więc, ale po kilku minutach gdy znowu daję mu podobne miejsce i zadanie on znowu pcha się na auta.

Nic jednak nie zmąci mojego dobrego nastroju, stajemy więc w bezpiecznym miejscu, a ja wzbogacam wypowiedź o szkice i rysunki tak, aby zrozumiał o co chodzi. I tak w kółko co kilka/kilkanaście minut.

Inny przykład - mówiłem już mu wiele razy jak należy wykonać manewr zawracania (ba, miał to wszystko na wykładach), ale gdy wydaję mu takie polecenie on znów robi to inaczej - wg swojego "widzimisię". Albo jest tak głupi że nie rozumie moich prostych poleceń, albo tak przebiegły i wyrachowany w tym co robi. I tak sobie myślę, że chyba to drugie. 

Zauważyłem, że po każdym takim chwilowym postoju jego zachowanie jest wyjątkowo demonstracyjne. Ruszanie ospałe i wręcz flegmatyczne, zmiana pasa ruchu bez eliminowania martwego pola, parkowanie na styk do innego auta - mam wrażenie że on testuje moją cierpliwość, ponieważ w normalnych sytuacjach robi te rzeczy całkiem poprawnie. A może jest oburzony tym że tyle mu tłumaczę? 

Nie pamiętam czy pisałem o tym, ale kilka jazd temu zwróciłem mu uwagę by nie trzymał dłoni na lewarku skrzyni biegów. Opowiedział że jeździ tak jak jego koledzy. Pomyślałem wtedy o nim same najgorsze rzeczy, ale gdy skończył jazdę delikatnie zaznaczyłem że ważne aby wybrał czy będzie słuchał kolegów czy instruktora. Nie odpowiedział na mój komentarz. W ogóle mało mówi, co mnie w tym wszystkim najbardziej cieszy, ponieważ nie chcę mieć z nim żadnych wspólnych tematów do rozmów. Zarozumiałość i specyficzny sposób bycia to jego problem, nie mój - ja tylko robię swoje. 

Do końca jazd pozostało mu pięć godzin, możliwe scenariusze to:

  1. na egzaminie obleje
  2. na egzaminie celowo pojedzie lepiej niż u mnie
  3. na egzaminie będzie miał szczęście i zda
Myślę że najbardziej prawdopodobna opcja nr 2.

poniedziałek, 19 października 2020

Samo życie...

Jeździłem ostatnio z dziewczyną tak zarozumiałą, że już od dawna nie było nikogo takiego. Podszedłem do niej na kursie jak do każdego innego, ale ona szczególnie robiła wiele aby poczuć do niej antypatię. Ja mówię jedno - ona zawsze ma drugie. Ja coś tłumaczę ona niby przyjmuje, a za chwilę znowu po swojemu. 

Większość ludzi teraz tłumaczy się "stresem". No dobra, niektórzy jeszcze złym dniem, pogodą, albo np butami. Ta zarozumiała miała swoje "ale to dziwne". No i ja się tak zastanawiam co jest dziwne? Bo dla niej wszystko czego się nie nauczyła było dziwne. Fajna i kolejna wymówka (obok stresu). 

Nie dałem za wygraną. Po każdym jej "ale dziwne!" zatrzymywaliśmy się, tłumaczyłem na spokojnie - nie w czasie jazdy, tylko tak żeby mogła skupić całą swoją uwagę na tym co mówię. Oczywiście aby wzmocnić mój przekaz użyłem także czystej kartki z kalendarza do rozrysowania danej sytuacji, a także całego wachlarza argumentów. Ale na końcu i tak słyszałem "ale to dziwne jest!". 

Nauczyłem się już dawno nie dyskutować z co niektórymi, bo to bez sensu. Interesowało mnie, aby zarozumiała robiła więc to co jej tłumaczyłem, ale ciężko jej to szło. No bo gdy nie znała zasad poruszania się, to trudno było na praktykach wyłożyć jej cały kodeks w różnych sytuacjach i konfiguracjach nie? 

Więc bez napinania się, robię swoje i aby do końca jazd :) A wieczorami kończę już to:

poniedziałek, 12 października 2020

Zagadka

Jadę sobie dziś główną ulicą (remontowaną, totalnie rozkopaną), aż tu widzę taki znak:

Fajny, nie? Ale co z nim nie tak? Jeśli ktoś ma prawo jazdy to od razu zauważy, że znak został ustawiony nieprawidłowo! Czyli jak? Odpowiedź: do góry nogami! :D

Oznacza on (gdy jest ustawiony prawidłowo) "pierwszeństwo na zwężonym odcinku jezdni" - D5, a z przeciwnego kierunku ruchu ustawia się wtedy znak zakazu B31 - "pierwszeństwo dla nadjeżdżających z przeciwka". Prawidłowe znaki poniżej:

D5

B31

Drogowcy mają naprawdę świetne poczucie humoru, co trzeba docenić szczególnie w tych trudnych czasach :)

sobota, 10 października 2020

Podsumowanie tygodnia 156

Poniedziałek

Na mieście mnóstwo remontów - korki tworzące się nie tylko w godzinach szczytu potęgują drogowcy, którzy swoim oznakowaniem wprowadzają w osłupienie, no bo gdzie pojechać w tym miejscu? Prosto czy w lewo?


A tu linia pojedyncza ciągła rozgranicza pasy w przeciwnych kierunkach - powinna być podwójna ciągła - ponieważ zgodnie z przepisami pojedyncza rozgranicza pasy w TYM SAMYM kierunku.

Z dobrych wiadomości - dostaję piękne maseczki, a zanosi się że trzeba je będzie jeszcze długo nosić...

Wtorek

Po deszczu na placu znów mnóstwo ślimaków. Zbieram tyle ile widzę i usuwam na bok - tak by nie rozjeżdżać ich.

Środa

Wciąż czekam na swoje zamówione auto. Pani z Toyoty powiedziała mi że najwcześniej na początku października (czyli już) przyjdą dokumenty do rejestracji, ale na razie spokojnie czekam. Mam oczywiście do tego aplikację i sprawdzam status co najmniej raz dziennie (na razie jestem na pierwszym etapie "zamówienie przyjęto" :)

Czwartek

Robię egzamin wewnętrzny. Kursant przejeżdża kołem poza linię ograniczającą pas ruchu w zadaniu nr 2 - więc szybko kończę (egzamin, bo jazdę oczywiście kontynuuję).

Piątek

Jak to piątek - szybko i miło, ponieważ nie zawracam sobie głowy maruderami i życiowymi nieudacznikami :D

środa, 7 października 2020

Oczekiwania

Na kursie dwie nowe księżniczki. Notorycznie się spóźniają na jazdy (obie to "przyjaciółki" ze szkolnej ławki), w zasadzie to gdy do nich nie zadzwonię to nie wychodzą (wg ich życzeń podjeżdżam pod dom). Ostatnio gdy jedna z nich umówiła się na 7.00 to marudziła, że to zbyt wcześnie dla niej, że jeszcze śpi, że cały dzień będzie miała zepsuty, oraz że te wszelkie niepowodzenia w czasie jazdy to właśnie wina tej wczesnej pory. Przypomnę - ona sama umówiła się na tą właśnie godzinę.

Wczoraj znów miała mieć jazdę. O umówionej godzinie podjechałem pod dom, ale w ciągu piętnastu minut nie pojawiła się. Nie zadzwoniłem do niej (z przypomnieniem), ponieważ jeździłem akurat innym autem i nie miałem jej numeru telefonu. Gdy później spytała szefa (telefonicznie) "czy ja miałam dzisiaj jazdę?" uzmysłowił jej, że czekałem pod domem na darmo. Stwierdziła, że to moja wina - ponieważ ona mogła zapomnieć o jeździe - a ja powinienem przed każdą jazdą przypomnieć jej o tym. No księżniczka przecież. Szef poinformował ją, że to ona powinna dbać o tą kwestię, oraz że przepadły jej te dwie godziny na które była umówiona a nie przyszła.