Dzień dobry w Nowym Roku.
Dzień zaczynam od małego i późnego śniadania, następnie lampka czerwonego wina, a potem spacer. Na zewnątrz -13, wszystkie auta pokryte grubą warstwą mrozu.
Na obiad będą gołąbki z dnia wczorajszego, oraz książka - Ameryka po kawałku - jako prezent pod choinkę który dotarł do mnie wczoraj :)
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima.. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 stycznia 2016
poniedziałek, 25 stycznia 2010
- 32
Zanim przejdziemy do wątków związanych z nauką jazdy, dziś jeszcze ciekawostka - minus 32, którego niestety nie sfotografowałem. Auto już nocowało w garażu, ale od 8 dzielnie pracowało. Poranna jazda rozpoczęła się od 30 kilometrowej trasy poza miastem, gdzie zmrożone powietrze owiewało przednią i boczne szyby osadzając na nich lód od wewnętrznej strony. Nie sztuką jest ustawić cały strumień gorącego powietrza z ogrzewania na przednią szybę. Może to spowodować szok termiczny i pęknięcie szyby. Należy od samego początku, kiedy jeszcze silnik nie wytwarza żadnego ciepła ustawić nawiew na przednią szybę. Coraz cieplejsze powietrze będzie stopniowo ogrzewać szybę, lecz przy szybszej jeździe w trasie nie jest to łatwe. Mnie udało się temu zaradzić dopiero kiedy dotarliśmy do miasta, gdzie było trochę cieplej i zdecydowanie wolniej.

No i silnik przy takich temperaturach długo informował o niskiej jego temperaturze, natomiast dość głośno dawał o sobie znać. Już w mieście, wszystko wróciło do normy. Na parkingach ludzie próbowali uruchamiać auta, pożyczali prąd od innych i czasem pchali swe cztery kółka. Przez ten mróz na ulicach był bardzo mały ruch, także pieszych.
No, kończymy ten mroźny wpis. Ciepła nie życzę, wszak to zima i to zjawisko NORMALNE :)
Ubierać się ciepło proszę i nie narzekać :)

No i silnik przy takich temperaturach długo informował o niskiej jego temperaturze, natomiast dość głośno dawał o sobie znać. Już w mieście, wszystko wróciło do normy. Na parkingach ludzie próbowali uruchamiać auta, pożyczali prąd od innych i czasem pchali swe cztery kółka. Przez ten mróz na ulicach był bardzo mały ruch, także pieszych.
No, kończymy ten mroźny wpis. Ciepła nie życzę, wszak to zima i to zjawisko NORMALNE :)
Ubierać się ciepło proszę i nie narzekać :)
sobota, 23 stycznia 2010
Zimowo i technicznie
Coraz niższe temperatury skłoniły mnie do zastanowień, jak będzie uruchamiał silnik mojej Tojki (jak mawia kolega) ? Auto nie jest garażowane, ma równo półtora roku i 30 000 km (tuż przed drugim przeglądem). Ogólna kondycja samochodu jest (wg mnie) bardzo dobra. Nie dolewam żadnych płynów oprócz tego do spryskiwaczy. O wymianach żarówek pisałem wcześniej. Z usterek które zauważyłem można wspomnieć o piszczącym czymś przy zimnym silniku i trudnościach z włączeniem niektórych biegów, szczególnie przy niskich temperaturach. Pierwsza usterka będzie miała finał przy najbliższym przeglądzie (mam nadzieję), a druga to typowa przypadłość.
Ale wróćmy do uruchamiania silnika przy minus 17, minus 20 i minus 24 stopnie które odnotował mój termometr. Otóż, pojazd obecnie nie jest wykorzystywany codziennie, czas ma jednodniową "pauzę". Po takiej pauzie i - 17 silnik "odpala" od samego początku przekręcenia kluczyka. Aż byłem tym zaskoczony. Przy - 24 i codziennej jeździe, silnik potrzebował około 3 sekund pracy rozrusznika i rozpoczął normalną pracę. Normalną, czyli głośniejszą niż zwykle, z piskiem wspomnianym wcześniej. Oczywiście, całe auto jest bardzo zamrożone, wydaje się być ociężałe i bardzo nie współpracujące z kierowcą. Ale tylko przez pierwsze 10-15 minut. Potem jest jak zawsze - idealnie :))
Silnik bardzo szybko osiąga temperaturę roboczą bez zasłaniania czegokolwiek z przodu pojazdu, szybko także do wnętrza wpływa ciepłe powietrze. W ogóle, wydajność ogrzewania jest na bardzo wysokim poziomie. Jak do tej pory, nie jeździłem z maksymalnie ciepłym ustawieniem temperatury, gdyż było wtedy zbyt gorąco. Oczywiście, tuż po uruchomieniu silnika od razu zaczynam jazdę w zakresie dolnych obrotów silnika - bez nadmiernego przeciążania go. Służy to nie tylko ekologii, ale także naszemu portfelowi - silnik pod obciążeniem o wiele szybciej osiąga optymalną temperaturę.
A więc - nic tylko jeździć :)
PS. dodam na koniec, że sąsiadka mająca nowiutkiego VW Passata nie mogła go dziś uruchomić. I nie pomógł taksówkarz z kablami.
Ale wróćmy do uruchamiania silnika przy minus 17, minus 20 i minus 24 stopnie które odnotował mój termometr. Otóż, pojazd obecnie nie jest wykorzystywany codziennie, czas ma jednodniową "pauzę". Po takiej pauzie i - 17 silnik "odpala" od samego początku przekręcenia kluczyka. Aż byłem tym zaskoczony. Przy - 24 i codziennej jeździe, silnik potrzebował około 3 sekund pracy rozrusznika i rozpoczął normalną pracę. Normalną, czyli głośniejszą niż zwykle, z piskiem wspomnianym wcześniej. Oczywiście, całe auto jest bardzo zamrożone, wydaje się być ociężałe i bardzo nie współpracujące z kierowcą. Ale tylko przez pierwsze 10-15 minut. Potem jest jak zawsze - idealnie :))
Silnik bardzo szybko osiąga temperaturę roboczą bez zasłaniania czegokolwiek z przodu pojazdu, szybko także do wnętrza wpływa ciepłe powietrze. W ogóle, wydajność ogrzewania jest na bardzo wysokim poziomie. Jak do tej pory, nie jeździłem z maksymalnie ciepłym ustawieniem temperatury, gdyż było wtedy zbyt gorąco. Oczywiście, tuż po uruchomieniu silnika od razu zaczynam jazdę w zakresie dolnych obrotów silnika - bez nadmiernego przeciążania go. Służy to nie tylko ekologii, ale także naszemu portfelowi - silnik pod obciążeniem o wiele szybciej osiąga optymalną temperaturę.
A więc - nic tylko jeździć :)
PS. dodam na koniec, że sąsiadka mająca nowiutkiego VW Passata nie mogła go dziś uruchomić. I nie pomógł taksówkarz z kablami.
piątek, 18 grudnia 2009
Pokaleczona gimnastyka
Na zewnątrz minus 14 stopni, do tego wieje i pada. Podczas sprawdzania stanu technicznego na placu dostrzegłem, że spaliła mi się żarówka światła pozycyjnego z tyłu. Ponieważ miałem potrzebną żarówkę, nie pozostawało nic innego jak natychmiast po jedzie ją wymienić.Po pracy postanowiłem od raz zająć się tą błahą i jednocześnie ważną sprawą. Ponieważ kiedyś już wymieniałem żarówkę mijania (masakra), pozycyjną z przodu i kierunkowskaz z tyłu, nie sądziłem iż będzie czekało mnie coś jeszcze trudniejszego. Po pół godziny zmagania się z bardzo wąskim otworem i wszechobecnymi kablami utrudniającymi dostęp lekko się zdenerwowałem. Wyciągnięcie żarówki okazało się nie możliwe. W kolejnych minutach próbowałem używać do tego celu kombinerek i innych przyrządów mi dostępnych. I dalej nic. Lekkie zdenerwowanie przerodziło się w myśli - dlaczego konstruktorzy tak bardzo utrudniają życie kierowcom ?
Po godzinie zmagania się z żarówką, przeklinałem już na wszystko. Wizyta w serwisie ? Z powodu głupiej żarówki ? Nigdy w życiu ! Pozostał jedynie telefon do przyjaciela. Ten przyjechał za chwilę i ... po dłuższej manipulacji udało się ! Muszę tu dodać, że kolega ma doświadczenie, wszak to nie pierwsza żarówka w jego dłoniach.
Nie ma większych szans ten, kto spróbuje wymienić żarówkę np w trasie, nie mówiąc już o nocy.
Od dziś przez tydzień poznacie mnie po pokaleczonej lewej dłoni. Było tam tak ciasno, wszędzie ostre krawędzie, kable i inne "nieprzyjazne" elementy ... Stosuję jakieś kremy gojące, ale i tak przez kilka dni wyglądam jakbym pociął sobie dłoń ...
PS na zdjęciu jedna z ulic.
czwartek, 17 grudnia 2009
Dwudziesta dziewiąta - czyli pierwsza ...
Dziś pracowałem z kursantem, który miał dwie ostatnie godziny kursowe - 29 i 30. Ale potraktowałem je jako jedne z początkowych - ponieważ w końcu spadł śnieg i było baaaaaaaardzo ślisko :))Wszelkie zasady dynamiki zostały odrzucone - nie ma mowy o dynamicznym ruszeniu. Przy lekkim zwiększeniu obrotów silnika, koła od razu buksują a auto prawie nie przyspiesza. W związku z tym na skrzyżowaniach stoimy dłużej, gdyż nie ma szans na szybkie ruszenie. Ehh, napęd na cztery koła by się przydał ...
Wzmocnienie koncentracji i zdecydowanie łagodniejsze i płynniejsze hamowanie jest na wagę złota. Przede wszystkim, kursant powinien zwolnić odpowiednio wcześniej, tak by nie zostawiać największej siły hamowania na sam koniec - np przy dojeżdżaniu do skrzyżowania, z reguły najbardziej wyślizgane jest miejsce tuż przed światłami, gdzie kierujący najintensywniej hamują i ruszają kręcąc kołami w miejscu.
W takich warunkach, od razu pojechaliśmy na pustą uliczkę, gdzie kursant uczył się hamowania awaryjnego i przyspieszania na prostej a także w zakręcie na oblodzonej nawierzchni. Zdziwił się bardzo, gdy z prędkości 15-20 km/h po pełnym naciśnięciu na hamulec oprócz odgłosów ABS-u nie wiele się działo. Droga hamowania wywarła na nim spore wrażenie i respekt. Po 40 minutowej nauce wyjechaliśmy w centrum miasta, które bardzo się korkowało pomimo tego, że sporo kierowców w taką pogodę nie rusza auta z parkingu ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



