Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lipca 2025

Podsumowanie tygodnia 405

Poniedziałek 

Powrót do normalnej pracy. Weekendowe szkolenie dla kadry z Departamentów - innych niż mój - bardzo mnie zmęczył. Tym bardziej że prócz kwestii organizacyjnych musiałem ogarnąć te związane z wyżywieniem i dbaniem o całokształt szkoleń a przede wszystkim - dbać o komfort uczestników szkoleń. 

W przerwach dużo rozmów (cud że moje gardło nie odmówiło współpracy) i wskazywania, co i gdzie można zwiedzić po południu w okolicy miasta.

Wszystko udało się znakomicie, ale dochodzę do siebie dopiero po trzech dniach. Działanie na wysokich obrotach przez sobotę i niedzielę wykańcza. 

Wtorek

W codziennej pracy różnie, ale nie muszę aż tak bardzo pilnować spraw organizacyjnych, więc powoli odpoczywam. Także popołudniami.

Środa 

Idę z ostatnią klamką do drzwi balkonowych. Po wymianie koleżanka zachwycona. 

Czwartek 

Spływają pierwsze recenzje weekendowego szkolenia. Wszystkie pozytywne, naturalnie kierownictwo milczy. Prócz satysfakcji pod koniec miesiąca pojawi się extra kasa.

Piątek

Relaks już przed godziną 16. Lody. Wycieczka rowerowa. Odpoczynek w parku z fontanną. Ciepły wieczór. Kolacja nad jeziorem.

wtorek, 5 września 2023

Nowy sprzęt

Tak jak pisałem w środowym podsumowaniu tygodnia, pojawił się u nas nowiutki sprzęt. Komputery, laptopy, nowe czytniki do kart i inne elementy których nigdy tu nie było. Firma postanowiła podnieść poziom zabezpieczeń, do czego przygotowywała się od pewnego już czasu (głównie dział informatyków). Nam po prostu zostało przedstawione - za kilka tygodni przechodzicie na nowy system - będzie lepszy, szybszy, bardziej bezpieczny i mniej awaryjny. 

W tym celu każdy z nas musiał udać się do jednej z firm w dużym mieście, związanych z bezpieczeństwem internetowym, gdzie m.in. zostały pobrane odciski palców oraz skany tęczówki oka. Jeszcze czegoś takiego nigdy nie miałem, ale muszę przyznać że pracownik który mnie obsługiwał rzeczowo tłumaczył krok po kroku co i jak robić. Po wszystkim odbyło się szkolenie z obsługi nowego systemu - który jest o kilka epok lepszy niż ten który mieliśmy do tej pory. A przynajmniej tak mi się wydaje. 

Do tej pory korzystałem (z pewnymi zmianami) z dwóch kart oraz dwóch haseł (4 i 6 cyfrowych) które spokojnie wystarczały do operacji które wykonywałem, a obecnie musiałem ustanowić kolejne dwa hasła (co najmniej 8 cyfr, duże i małe litery, znaki specjalne) a jedna z kart została zmieniona na inną - umożliwiającą zupełnie nowe metody autoryzacji. Oczywiście nie mogę ich (kart) zgubić, bo to byłaby katastrofa. Podczas wykonywania poszczególnych operacji wpisuję aż cztery różne hasła/pin-y a na końcu potwierdzam odciskiem palca. Kosmos. Muszę uważać, aby nie pomylić poszczególnych haseł do kart - co bardzo często zdarza się moim współpracownikom.

Mimo zapewne lepszych podzespołów komputerów mam wrażenie, że wszystko trwa dłużej. Teraz odbywa się to tak:

  1. logowanie do systemu (po każdym kliencie musi nastąpić wylogowanie, więc co jakiś czas powtarzam cały cykl czynności) poprzez przyłożenie karty (ta nowa jest zbliżeniowa);
  2. wpisanie hasła (komputer chwilę myśli);
  3. ekran powitalny (na szczęście wyświetla się dość krótko);
  4. wybór konkretnej operacji (kilka kliknięć);
  5. zatwierdzenie - wpisanie drugiego hasła (komputer znów myśli);
  6. ponowne zatwierdzenie (pytanie systemowe "czy na pewno chcesz zatwierdzić operację x?") oraz wpisanie trzeciego hasła;
  7. tutaj komputer kilkanaście sekund w ogóle nie reaguje "mieląc" informację i - jak sądzę - aktualizując wyniki na serwerach;
  8. przechodzę do innej opcji i wybieram odpowiednią pozycję, po czym znowu wpisuję hasło - na szczęście ostatnie;
  9. ale - to ostatnie hasło dodatkowo zabezpieczone jest jeszcze odciskiem palca, więc przykładam i czekam, czekam, czekam...
  10. koniec - operacja zatwierdzona, komunikat "operacja potwierdzona certyfikatem x autoryzowana przez y w dniu/godzinie"
  11. drukarka wypluwa potwierdzenie papierowe (w dwóch egzemplarzach);
  12. klikam "ok" ufff - czas się wylogować i zrobić herbatę, bo za kilkanaście minut kolejny klient...
Prócz tego wszystkiego zauważyłem, że pojawiły się zupełnie nowe programy antywirusowe, antyszpiegowskie i jakieś inne "anty". Jest tego cała gama - od "a" do "z". Nowe zabezpieczenia internetowe, oczywiście blokowanie wszystkich normalnych programów typu przeglądarka internetowa - na moim komputerze/laptopie działa tylko system na którym pracuję oraz wspomniana już gama programów zabezpieczających. I mam wrażenie że to właśnie powoduje duże obciążenie procesora, bo nawet na tych starych komputerach aż tak wolno to nie chodziło...

Nie jestem pewien, ale zdaje się że każda operacja jest automatycznie rejestrowana w nadprogramie, który w razie potrzeby umożliwia prześledzenie w zasadzie wszystkiego. Kto/kiedy/z którego stanowiska/logował się/zatwierdzał operacje/autoryzował/wykonywał działania/jak długo/do której godziny. A jeśli do tego wspomnę o kamerach i nagrywaniu głosu - w zasadzie nic więcej nie potrzeba. Ot, znak czasu...

sobota, 2 września 2023

Podsumowanie tygodnia 307

Poniedziałek

Pomidorki są niesamowicie dobre. Słodkie, winne, mają miękką skórkę (bardzo nie lubię twardej skórki) - normalnie idealne! Biorę je do kanapek, do serka, do wszystkiego w sumie.



Wtorek

Po pracy jadę do znajomej, która zapraszała mnie już dobre pół roku wcześniej. Ma małe mieszkanko (32 m) na parterze. Bardzo ładnie urządzone, nie zagracone - nawet mógłbym tam zamieszkać. Niestety okolica średnio ciekawa, do centrum trochę daleko no ale coś za coś. Gdyby nie było tak gorąco, upiekłbym jakieś ciacho a tak ratuję się pralinami Rafaello, dobrą herbatą i kupnymi ciasteczkami w ładnym opakowaniu.

Środa

Przychodzę do pracy, a tam wielkie zmiany. Informatycy uwijają się jak w ukropie i kończą rozpakowywać  nowiutki sprzęt - komputery i laptopy z większym ekranem, z jakimiś nowymi funkcjami, zupełnie nowym oprogramowaniem. Tylko czy to będzie działać ot tak od razu? Zobaczymy, na razie wszystko jest ok.

Czwartek

Nowy sprzęt - dla mnie fajna sprawa, dość szybko się przyzwyczajam. Ale niektórzy współpracownicy (leśne dziadki) za nic nie mogą pojąć nowych sposobów logowania/autoryzowania/podpisywania dokumentów. Jest zabawnie, bo oni się strasznie denerwują i - oczywiście - obwiniają wszystkich na około tylko nie siebie. Obserwuję ich dyskretnie i mam naprawdę niezły ubaw, tym bardziej widzę zdziwionych tym wszystkim klientów :P

Piątek

Ciasto. Ze śliwkami. Oraz truskawkami. Także w formie babeczek. Szczególnie te ostatnie mnie urzekły, kolejnym razem zrobię w wersji na słono i będę eksperymentował z serkami/łososiem i innymi avocado :)

środa, 6 kwietnia 2022

Mrówki

Stało się! Manager pęka z dumy i radości. Nasz Departament, jako jeden z najbardziej wzorowych* w całym kraju został wybrany do przeprowadzenia naboru, przeszkolenia oraz przeegzaminowania kandydatów do pracy w Departamencie. Szok! Nie dość że wiąże się to z olbrzymią nobilitacją (oczywiście głównie dla kadry zarządzającej) to w ślad za tym idzie spory strumień finansowy (także dla kadry zarządzającej). Jeszcze trzy lata temu sam uczestniczyłem w przygotowaniach do takiej pracy, dziś widzę jak wygląda to z drugiej strony, ale nie o tym.

Kandydatów do pracy w Departamencie jest sporo, pierwsze zajęcia już się odbyły. O mało co nie musiałbym prowadzić kilku modułów, mój kierownik działu pytał czy nie chciałbym. Pamiętam, że zrobiłem wtedy zdziwioną minę - jak to ja? Przecież ja nic nie umiem i ledwo sam się jakoś tu wyrabiam! Na szczęście w międzyczasie kierownik innego działu (taaaa - komunikacja pomiędzy działami...) ustalił w swoim zespole osobę do prowadzenia tych zajęć. Wystąpienia przed ludźmi mnie nie przerażają, ale uczyć innych czegoś co niedawno sam rozpocząłem - wg mnie jest nieodpowiednie. Dziwi mnie natomiast, że sporo moich starszych kolegów ma tyle oporu przed tymi zajęciami. Mają dużą wiedzę i doświadczenie. A problemy które ja rozwiązuję w kilka minut oni "ogarniają" natychmiast.

Co się z tym jeszcze wiąże? Że za jakiś czas będę miał za plecami obserwatorów. Kandydaci do pracy w Departamencie będą umawiać się na praktyki, podczas których będą się przyglądać temu co robię, jak robię, które procedury wybieram, jakie podejmuję decyzje, jak je uzasadniam itp/itd. Będą mieli wgląd do danych osobowych naszych klientów, do systemu na którym pracujemy, oraz najważniejsze - pod koniec praktyk będą prowadzili sprawy pod moim okiem. Oraz oczywiście kierownika działu (który teoretycznie będzie czuwał nad wszystkim, a praktycznie nad niczym). Potem będą przechodzić niełatwe egzaminy, ale to już poza mną.

I co dalej? Czy będzie to oznaczało że mogę stracić pracę, ponieważ na moje miejsce będzie kilka innych osób? Niekoniecznie. Mam przewagę w prawie rocznym doświadczeniu w pracy, oraz - mimo wszystko - jakąś tam wypracowaną renomę. Tak wiem - minimalną, ledwo dostrzegalną - ale jednak. Więc o pracę się nie boję, a jeśli po tym wszystkim przyjdą do nas nowi pracownicy - będzie dobrze. Jeśli będą potrzebowali pomocy to chętnie pomogę. Sam niedawno byłem w takiej sytuacji. Na pewno nie stanie się to wcześniej niż w przyszłym roku, więc tym bardziej nie mam się czego obawiać. Tymczasem zasuwamy dalej, jak te mrówki...

* tak, wiem. Sam o mało nie naplułem na monitor ze śmiechu jak się o tym dowiedziałem będąc w Departamencie.

środa, 8 grudnia 2021

Warsztaty

Urlop urlopem, ale sprawy same się nie załatwią. Kilka dni temu uczestniczyłem w corocznych warsztatach dla instruktorów nauki jazdy. To konieczne, aby móc utrzymać możliwość szkolenia. Po odbyciu warsztatów (strasznie nudne!) otrzymałem zaświadczenie, które niezwłocznie dostarczyłem do mojego wydziału komunikacji. Cudem udało mi się to zrobić - zadzwoniłem czy przyjmą mnie bez wcześniejszego umówienia i pani się zgodziła. Szok! Więc pogoniłem najszybciej jak się dało i zapukałem do pokoju 114a. Pani powiedziała że przyjmie moje zaświadczenie, ale dodała że tak właściwie powinienem pozostawić to w biurze podawczym (stamtąd i tak dokument trafiłby do pokoju 114a - ale procedury to procedury).



Po tych załatwianiach wróciłem do domu na niecałe dwa dni. Za oknem zima. Podlałem kwiatki, sprawdziłem pocztę (przyszła pierwsza kartka bożonarodzeniowa), wymieniłem książkę na inną, wyciągnąłem bombkę z Kętrzyna i powoli będę się zbierał do jutrzejszego wyjazdu. Ale wcześniej idę na drugi koniec miasta ponieważ umówiłem się do mojego fryzjera (ekscentryczny wytatuowany młodzieniec z długimi blond włosami) - zrobię sobie więc dłuższy spacer.

sobota, 29 maja 2021

Podsumowanie tygodnia 189

Poniedziałek

Pierwszy dzień po naukach w Warszawie. Miniony weekend spędziłem u Grażyny i P. - to wyjątkowi i niesamowicie dobrzy ludzie. Miałem swój pokój do dyspozycji, bardzo miłą atmosferę stworzoną przez domowników, przepyszne śniadania i kolacje, a moje autko stało w garażu! To jedyne miejsce poza moim mieszkaniem, w którym czuję się aż tak dobrze - nic mnie tam nie krępuje, Grażyna i P są bardzo gościnni - normalnie mógłbym tam zamieszkać :) Wszystkie spotkania z nimi zostają mi długo w pamięci.

Szkolenie w stolicy bardzo wartościowe, w miłym towarzystwie - finansowo też ok :) Jeździłem takim zupełnie nowym autkiem z wypożyczalni:

Wtorek

Jeżdżę z kursantką mojego kolegi. Tylko dwie godziny, ale od razu zauważam że świetnie sobie radzi, perfekcyjnie wykonuje kolejne zadania i przedziera się przez wyjątkowo mocno zakorkowane miasto praktycznie bezbłędnie. Po południu mówię o tym koledze, któremu na pewno zrobiło się miło z tego powodu.

A po południu przesadzam kwiatki, które dostałem od Renaty. Na zdjęciu poniżej tylko kilka doniczek, reszta jest w drugiej części balkonu - dzięki mojej koleżance mam piękny i kolorowy balkon :)

Środa

Po południu sam próbuję przedostać się na drugi koniec miasta. Okazuje się, że nie tylko ja mam taki zamiar ponieważ tuż po wyjechaniu z garażu utknąłem w bardzo długim korku. Jazda hybrydą nie daje mi powodów do narzekania prócz jednego - że o mało co nie spóźniam się do drugiej pracy - mimo że wyjechałem zdecydowanie wcześniej niż zwykle.

Czwartek

Dzień zaczynam o 7.00 a wracam do domu o 22.40. 

Piątek

Wyjazd do dużego miasta. Mimo korków udaje mi się całkiem nieźle ten wyjazd, kursanci poćwiczyli sporo elementów, których w mieście nie znaleźliby. Bardzo miło wieczór :)

czwartek, 21 stycznia 2021

Zepsuty wieczór

Dzisiejszy wieczór trochę psuje mi kursantka, która ma pretensje co do procesu jej szkolenia. Ogólnie jest nawet miła i do tej pory nie zauważyłem większych kłopotów, aż do dzisiaj. Zarzuciła mi, że o pewnej rzeczy (mniejsza o to jakiej) dowiaduje się dopiero teraz - czyli podczas dzisiejszej lekcji, a wg niej to podstawa i powinienem jej to powiedzieć wcześniej. Ba - powinienem wg niej omówić to bardzo dokładnie, a z powodu tego że ona na każdej lekcji jazdy robi notatki to oczywiście powinienem jej umożliwić napisanie tegoż - aby mogła się uczyć w domu. 

Na swoją obronę mam to że: powiedziałem jej o tym wcześniej (mam dowód - pisała o tym w swoich notatkach), powinna ten temat zapamiętać z lekcji teorii, oraz fakt że specjalnie na jej prośbę na początku kursu położyłem nacisk na inne aspekty - o które ona sama poprosiła (teraz po tych zarzutach tak sobie myślę że to były może żądania a nie prośby?). Sam znalazłem ten zarzucany mi temat w jej notatkach, ale nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, bo ona "szła" dalej.

Otóż powiedziała mi, że jak na tak długo trwający kurs to w zasadzie niezbyt dużo umie, że nie widzi postępów i tak za bardzo nie wie co z tym robić dalej. Że kurs trwa ponad dwa miesiące, a to strasznie długo, że ona nie ma czasu na naukę i że jak jej coś tłumaczę to dla niej jest tego zbyt dużo - wg niej powinienem ograniczyć ilość przyswajanej wiedzy na poszczególnych jednostkach lekcyjnych, bo ona nie jest w stanie ogarnąć tego co już było. Oraz że tego wszystkiego jest tak dużo, że ona nie wiedziała że będzie tak ciężko. Starałem się bardzo cierpliwie czekać aż skończy swoje pretensje do mnie, ale gdy chyba skończyła odpowiedziałem co o tym sądzę - delikatnie i grzecznie - że proces szkolenia dopasowuję do jej tempa indywidualnie, oraz że jeśli chce to będziemy ćwiczyć wolniej (jeszcze wolniej?!?).

Ona chyba w ogóle się tego nie uczy - nie zna zasad ruchu drogowego, nie umie znaków, nie pamięta o czym mówiłem na poprzednich lekcjach! I do cholery robi te notatki? Przecież to zabiera tylko mnóstwo czasu, a przecież ona z tego nie korzysta - więc może robi je (notatki) aby jeździć mniej? Bez sensu! Poza tym odwołuje często jazdy, dlatego to wszystko tak długo trwa! Gdyby się wzięła do roboty to może coś z tego by było, bo wiedza sama do głowy nie przyjdzie. Ciekawe, czy ona w innych aspektach życia też jest tak oporna? Pewnie tak.

Męczy mnie to. I już wiem co miał na myśli kolega/instruktor, który dał mi ją na jazdy - powiedział wtedy że "nie mam cierpliwości do takich osób". Ale "jakich"? No właśnie - takich... Kursantka jazdę ma dopiero za tydzień (tak się umówiła, choć są wolne wcześniejsze terminy). Muszę jeszcze przemyśleć, czy nie zmienię jej instruktora, choć do tego czasu jeszcze wszystko może się zdarzyć - czyli znów może odwołać jazdę...

czwartek, 29 października 2020

Końcowe jazdy

Na końcowe jazdy przychodzi dziewczyna, która do tej pory miała dwoje instruktorów. Zna mnie z wykładów i tak się akurat złożyło, że dziś właśnie trafiła do mnie. Podczas całych tych dwóch godzin nagadałem się bardzo dużo, ponieważ nie wiedziała ona o wielu aspektach:

  • hamowanie silnikiem przy zwalnianiu i zatrzymywaniu
  • używanie czwartego biegu 
  • asystent ruszania na wzniesieniu (nowy Suzuki Swift)
  • parkowanie - kryteria oceny i sposób wykonania
  • parkowanie równoległe (nigdy nie ćwiczyła)
  • wykonanie manewru zawracania na odcinku drogi
  • taktyka jazdy
  • prawidłowe użycie świateł w czasie jazdy
  • wykorzystanie potencjału systemu hybrydowego
  • wykonanie czynności po zakończeniu jazdy
O powyższych w ogóle nie słyszała, nie miała pojęcia co i jak zrobić. To, co wykonywała prawidłowo to technika ruszania, jazda po pasie ruchu do przodu i tyłu (z pewnymi zastrzeżeniami) oraz pierwsze zadanie - czyli sprawdzanie świateł oraz płynów eksploatacyjnych. Co ciekawe, dziewczyna ta nie odrzucała mojej wiedzy, którą w ciągu tych dwóch godzin chciałem jej przekazać. A jak widać z ilości punktów powyżej nie było tego mało - tym bardziej szanuję jej postawę za to że nie zamknęła się na najprostszych (żeby nie napisać prymitywnych) "poradach" poprzednich instruktorów. 

Na koniec jazd powiedziała, że w ciągu tych dwóch godzin dowiedziała się więcej niż przez 26 poprzednich! I zapytała, czy w sobotę również będą z nią pracował. Odpowiedziałem że nie, ponieważ w weekendy odpoczywam... Zasmuciła się, ale mam nadzieję że zapamiętała choć część z tego co jej przekazałem :)

poniedziałek, 28 września 2020

Szkolenie tylko na firmowym

Wraz ze stopniowym zmniejszaniem się mózgu, cechą dzisiejszych (niektórych) jest unikanie mydła. Oraz wody. Nie piszę już o tym że muszę jeździć z otwartymi oknami - ponieważ i tak staram się wietrzyć (ewentualny wirus). Ale - specjalnie dla niedowiarka Hebiusa - przygotowałem krótki test - kawałek ręcznika papierowego, którym przecieram kierownicę (oraz np. dźwignię zmiany biegów). Oto jak wygląda on przed użyciem:

A tak wygląda po dwóch godzinach jazdy jednej osoby i przetarciu nim kierownicy:

I co, fajnie? Ciekawe, czy ktokolwiek chciałby dotykać takiej kierownicy po dwóch godzinach jazdy? Dodam, że gdy odbieram auto po moim zmienniku to wszystkiego czego się dotykam aż się lepi, a np. na dźwigni od zmiany biegów są czarne kropki - czyli zwykły brud. Ostatnio miałem również wątpliwą przyjemność przemieszczania pojazdu podczas kierowania nim. Fotel był mokry :/

Co jakiś czas (średnio raz w roku) udaje mi się namówić szefa, aby zdjął pokrowce i poprosić go aby wyprał je, lub zmienił na nowe.

wtorek, 30 czerwca 2020

Nie będą mnie uczyli

Wczoraj znowu wybrałem się w trasę. Kursant ma 8 godzin, ogólnie prawie umie jeździć, tylko robi to po swojemu, czyli:

  • prawą rękę trzyma na lewarku prawie cały czas
  • nie zna kryteriów do parkowania
  • na wzniesieniu rusza jak "stary kierowca" (bez użycia hamulca postojowego)
  • w ogóle nie zwraca uwagi na znaki
  • ograniczeń prędkości nie uznaje
I właśnie z tym ostatnim punktem zmierzyłem się w trasie. Wcześniej nie przejawiał takich zachowań, ale dziś to zanim wyjechaliśmy z miasta miał na liczniku prawie 70 km/h. Oczami wyobraźni już widziałem patrol z radarem, który namierza eLkę pędzącą przez miasto o 20 km/h szybciej niż można, co byłoby dla mnie niezbyt szczęśliwym finałem.

Praktycznie na każdym ograniczeniu prędkości kilkukrotnie musiałem go upominać, bo zawsze (ZAWSZE) jechał zbyt szybko. W ogóle nie zwracał uwagi ani na tablice obszaru zabudowanego (czyli ograniczenia do 50 km/h), ani na znaki B-33 ograniczające prędkość - najczęściej do skrzyżowań. Niestety, nie reagował także zbytnio na moje uwagi, więc gdy mówiłem mu aby zwolnił on ciągle przyspieszał. Wydawało mi się wtedy, jakby nie rozumiał co mówię. Więc słowo "zwolnij" zastępowałem "puść gaz", ale i to nie przynosiło skutku więc kolejne polecenie "prawą nogę odstaw na bok"- zwykle tego nie robię, bo przecież mam do czynienia z istotą myślącą oraz inteligentną i nie mam zamiaru obrażać kogokolwiek tak prostackimi poleceniami. 

To już czasem dawało efekty, a czasem nie. I żeby nie było - cały czas powtarzałem mu że zanim dojedzie do znaku ma już mieć prędkość wskazaną na znaku (lub mniejszą). No cóż, moje tłumaczenie jak grochem o ścianę, ale cały czas powstrzymywałem się od jakiegokolwiek poddenerwowania. O nie - nie zepsuje mi on humoru, po prostu ma problem ze sobą ale nijak nie odbije się to na mnie :)

Co ciekawe, gdy już mijaliśmy koniec ograniczeń prędkości kursant wciąż jechał tyle ile wcześniej. Dopiero jak go popędzałem to rozpędzał pojazd, a potem znów jechał zbyt szybko gdy wjeżdżał np w obszar zabudowany.

Rozbawiła mnie końcówka jazd. Kiedy robiłem podsumowanie on ledwo powstrzymywał się i oczekiwał tylko, kiedy będzie mógł już iść - w sensie wysiąść z auta. Być może jego poprzedni instruktorzy nie robili podsumowań - nie wiem, ale wg mnie zebranie wszystkiego "do kupy" pod koniec i jeszcze raz zwrócenie na to uwagi jest z dydaktycznego punktu dobre. 


Dziś z tym samym kursantem miałem dwie godziny po mieście. Wszystkie powyższe punkty wciąż powiela, utknął na poziomie jazdy traktorzysty - czyli byle jak, aby do przodu. W ogóle nie zwraca na mnie uwagi, nie słucha, nie poprawia praktycznie niczego. Jedyny plus że się nie kłóci, przytakuje (ale tyko słownie - żadne czyny za tym nie idą) i tyle. Wydaje mi się że on uważa iż wszystko już umie, być może jego wzorem jest np jego ojciec, który prawdopodobnie jeździ podobnie/tak samo jak on, a jakiś instruktor nie będzie mu zwracał uwagi aby ustawił lusterka czy kierował prawą i lewą ręką. 

Do tego brakuje tylko odbierania telefonu podczas jazdy, przejeżdżania bez zatrzymywania na sygnalizatorze S-2, wyprzedzania na podwójnej ciągłej i wzniesieniu. No ale to dopiero 10 godzin kursu, więc jeszcze wszystko przed nim :)

środa, 29 kwietnia 2020

Szkolenie po długiej przerwie

Szkolenie w maseczce to koszmar. Już samo oddychanie jest utrudnione, a gdy dochodzi do tego konieczność mówienia, a dokładnie - dużej ilości mówienia, to nie dość że nie ma czym oddychać, to jeszcze nie ma się siły mówić. Próbuję zaczerpnąć cokolwiek, więc wciągam powietrze które przed chwilą wypuściłem - masakra. Robi mi się słabo, zaczynam odczuwać ból głowy. Potrójna warstwa bawełny szczelnie zatrzymuje dopływ powietrza z zewnątrz, ale także jego odpływ. Po kilku godzinach jazdy czuję się tak wyczerpany, jakbym przepracował kilkanaście.

Maseczka ogranicza także pole widzenia, ponieważ bez ruchu głowy nie jestem w stanie sprawdzić czy kursant wciska sprzęgło czy nie, a nawet nie widzę dźwigni zmiany biegów bez pochylenia głowy. Widoczność do przodu jest ok, ale do dołu nie, a przecież szczególnie na początkowych jazdach trzeba na to uważać. Np w poniedziałek musiałem pilnować kursantki, która podczas pierwszych zajęć próbowała lewą nogą hamować. Nietrudno się domyślić, że mogłoby to doprowadzić do kolizji lub wypadku.

Kolejny problem to parujące okulary. W bardzo słoneczny dzień nie da się bez nich uczyć, ale gdy zakładam okulary na nos to przy każdym wydechu są zaparowane tak, że prawie nic nie widać. Moja nadwrażliwość na światło musiała zejść na dalszy plan, bo lepiej widzieć coś niż prawie nic przez zaparowane okulary. Oczywiście nie ma mowy o łyknięciu wody gdy zaschnie w gardle, ani zjedzenia czegokolwiek.

Jeżdżąc po mieście widzę, że spora liczba ludzi ma maseczki, ale dużo z nich zakłada je na brodę tak, że maseczka zasłania usta a nos jest zupełnie odkryty. No tak, ciężko się oddycha więc ludzie próbują jakoś temu zaradzić. Są oczywiście tacy, którzy maseczki nie mają, ale to raczej wyjątkowe sytuacje.

Tymczasem musiałem coś wymyślić w kontekście kolejnego dnia w pracy. Maseczka nie może mieć tylu warstw, bo nie dożyję do końca tygodnia (mimo że skróconego). Poprosiłem znajomą o pomoc i udało się. Mniejszy rozmiar oraz mniej warstw, inny krój oraz inne sposoby wiązania - i dziś było o wiele lepiej. W ciągu 7 godzin zużywam czasem 3 a czasem nawet 6 maseczek. Oczywiście są one wielorazowe - wieczorem przez chwilę zagotowuję je. Podczas szkolenia kursant także musi mieć maseczkę lub cokolwiek innego zakrywającego usta i nos, a także rękawiczki. Wszystkim przeszkadza jedno i drugie, ale nie ma wyboru. Dla poprawy ich i swojego komfortu włączam klimatyzację na wyższy bieg, otwieram okno tak by był przewiew. Oby tyko nie wywołało to przeziębienia/przewiania - bo wszystko jest możliwe.


Wg mnie konieczność ich noszenia jest nieuzasadniona. Sam widzę (choć staram się powstrzymywać) jak często muszę przy niej manipulować, grzebać przy oczach/nosie/ustach, a co dopiero takie np dzieci. Może w pomieszczeniach typu sklep/biuro jeszcze ma to sens, ale nie na chodniku. Tymczasem na ulicach więcej patroli pieszych mieszanych - policjant z kimś w wojskowym ubierze jak na poligon (często taka osoba wygląda tak młodo, jakby to był jakiś licealista), lub policjant i strażnik miejski. Nie wiem czy sypią mandatami, ale przed epidemią takich obrazków w ogóle nie było.

czwartek, 2 kwietnia 2020

Koncepcja "po"

Po tylu dniach od pracy kiedy przyjdzie ten moment to nie wiem jak sobie poradzę. Śmieję że, że bez pomocy psychologa nie da rady. Z drugiej strony, ciekawe jak będą wyglądały kwestie związane z finansami po epidemii.

Firmy, które już przed kryzysem ledwo wiązały koniec z koniec, mogą nie przetrwać tej całej wirusowej pauzy. O ile nie miałyby kłopotów z pracownikami, którzy zatrudnieni na umowach śmieciowych nic nie kosztują, o tyle opłaty typu czynsz lub ewentualne raty za pojazdy mogą być gwoździem do trumny. A jeśli do tego dodać zaniżoną cenę kursu - powiedzmy na poziomie 1000-1200 zł - to nie ma się co oszukiwać - z takiej kwoty nawet oszukując swoich kursantów - nie da się odłożyć czegoś na "czarną godzinę" a jedynie przetrwać - na byle jakim poziomie - ale tylko przetrwać. Czy w tej sytuacji znikną z rynku ci którym najlepiej wychodzi krętactwo i oszukiwanie innych?

Interesujące, czy po tym wszystkim pozostałe firmy szkoleniowe podniosą ceny kursów, czy będą chciały nadrobić czas lub ewentualnie stworzyć większe rezerwy na wypadek powtórki z rozrywki. Czy rywalizacja pomiędzy nimi (o kursanta) będzie znów na poziomie finansowym - czyli kto zejdzie z ceną jak najniżej?

Także WORD-y w czasie epidemii nie pracują, czyli mając stałe koszty nie mają dochodów. Utrzymanie całej infrastruktury a przede wszystkim ludzi kosztuje wiele. Jedyne co, to koszty paliwa których obecnie nie ma. Już przed wirusem pojawiały się głosy o podniesieniu cen egzaminów (przypomnę - ostatnia zmiana cen miała miejsce w 2013 roku), więc teraz będą jeszcze bardziej słyszalne niż wcześniej. Jak dużo? Kiedy? Zobaczymy.


czwartek, 5 marca 2020

Uśmiech

Dziś pracuję m.in. z K - to kursantka z innego, odległego miasta z tramwajami która przyjechała do partnera na kilka dnia a przy okazji postanowiła tu podejść do egzaminu. W biurze uprzedzili mnie, że to starsza pani z problemami [no świetnie], ale okazało się to nie być prawdą.

Otóż pani nie jest ani stara ani nie ma problemów. Co prawda nie zdała już kilku egzaminów w tym dużym mieście, ale po wyprowadzeniu jej jazdy "na prostą" zdała dziś - nie wiem dokładnie za którym razem ale u mnie za pierwszym. Jej głównymi problemami był brak wiary we własne umiejętności, bowiem większość zadań robiła dobrze lub nawet bardzo dobrze.

A więc przejścia dla pieszych, ecodriving, plac manewrowy - tu było bardzo dobrze. Trochę gorzej z dynamiką jazdy (m.in. nie używała 4 biegu, oraz nie pilnowała właściwych obrotów wału korbowego) oraz z pewnością siebie. Wystarczyło, że ktoś na skrzyżowaniu nieco szybciej dojechał a ona już hamowała (mimo pierwszeństwa). W ciągu 5 godzin udało mi się poprawić to co zauważyłem i postanowiliśmy wspólnie o tym że podejdzie do egzaminu.

W dniu egzaminu czyli dziś omówiłem bardzo dokładnie elementy obsługi auta pod kątem przewietrzania pojazdu, oraz używania wycieraczek (nigdy tego nie miała) bowiem dość intensywnie padający deszcz mógł popsuć jej plany. Jak opowiedziała po zdanym egzaminie - gdy na samym początku ustawiła odpowiednio nadmuch, włączyła klimatyzację oraz wycieraczki (przód/tył) egzaminator aż się uśmiechnął. No i dobrze, bo obiecała że będzie polecać do mnie kolejnych kursantów.


wtorek, 25 lutego 2020

Nauka jazdy w trasie

Zdając sobie sprawę z tego jak ważne jest szkolenie poza obszarem zabudowanym staram się z każdym kursantem wyjechać co najmniej dwa razy po dwie godziny na drogę, na której można jechać z większą prędkością. Łącznie daje to około czterech godzin poza miastem.

1) praktyczne zastosowanie znaków drogowych, ich znaczenie w formie czysto praktycznej (przy dużych prędkościach), zakres obowiązywania, odległości od miejsc niebezpiecznych, możliwość wykonywania manewrów takich jak wyprzedzanie. To, że kursant potrafi nazwać poszczególny znak to nie wszystko - o ile w powolnym ruchu miejskim taka wiedza może wystarczyć o tyle przy większych prędkościach umiejętność sprawnego odczytania - np oznakowania poziomego - jest bardzo istotna. Kwestii związanych ze znakami jest tak dużo, że często nie wystarcza mi czasu aby omówić wszystko tak jakbym tego chciał;

2) technika i taktyka jazdy. Przygotowanie do pokonania zakrętów, ewentualne zagrożenia ze strony innych użytkowników drogi, właściwe przygotowanie do jazdy na niebezpiecznych zjazdach i stromych podjazdach, jak najrzadsze korzystanie z układu hamulcowego, przewidywanie sytuacji;

3) jazda energooszczędna i dynamika - właściwe wykorzystywanie przełożeń skrzyni biegów, jazda niskoemisyjna i optymalny zakres obrotów dla takiej jazdy, wskazanie na inną charakterystykę pracy silnika w kontekście dużej dynamiki. Możliwości elastycznego przyspieszania i redukcji przełożeń;

4) zachowanie właściwych odstępów od poprzedzających pojazdów w różnych warunkach drogowych i atmosferycznych, zagrożenia typowo poza-miejskie (dzikie zwierzęta, silny wiatr, opady deszcze/śniegu, zjawisko szadzi, deformacje nawierzchni [koleiny] i ich wpływ na stabilność jazdy, zjawisko aquaplaningu), hamowanie z większych prędkości;

To tylko niektóre tematy, które należy zrealizować podczas jazdy za miastem. Gdy pytam kursantów którzy już jeździli z kimś czy byli "w trasie" odpowiadają że tak. A gdy dopytuję co się nauczyli, lub co ćwiczyli - to mówią - po prostu instruktor kazał mi jechać. I to wszystko.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

W błoto

Pracuję z panem Z. To starszy człowiek, niedawno stracił uprawnienia (chyba za alkohol, nie dopytywałem bo to nie moja sprawa). Całkiem nieźle sobie radzi, choć czasem popełnia trochę błędów. Dziś miałem z nim jedną godzinę jazdy i mniej więcej tydzień temu także jedną. Podczas tej dzisiejszej jazdy przyznał się, że między jedną a drugą jazdą u mnie wziął jeszcze dwie godziny w innej firmie (to oczywiście nic złego, tylko on decyduje z kim jeździ).

Ale nie był z nich zadowolony - wydał 100 zł, a jego instruktor po prostu przesiedział ten czas w samochodzie. Z. po jeździe miał mnóstwo pytań - głównie co do jazdy w innej firmie. Trochę trudno było mi odpowiadać, bo nie wiedziałem dokładnie o co mu chodzi. Aż musiał mi narysować to o co pytał (swoją drogą nie musiałem mu tego tłumaczyć - bo co mnie to obchodzi co on robił w tej innej firmie - ale jeśli jemu jakoś to pomoże, to czemu mam mu nie pomóc?).

Po jazdach zajął mi sporo czasu - ale nie chciałem go wyganiać z auta. Zapytałem go, czemu nie wypytywał o to wszystko tego instruktora z innej firmy - odpowiedział, że ten nie był zainteresowany tłumaczeniem.

Ja zawsze staram się na bieżąco tłumaczyć co i jak, oraz reagować na błędy. Na koniec jazdy raz jeszcze pytam czy wszystko jest jasne, czy są rzeczy które nie są zrozumiałe - wtedy chętnie wyjaśnię jeszcze raz. I uważam, że tak właśnie powinno być w każdej szkole jazdy, u każdego instruktora.


wtorek, 3 grudnia 2019

Korzyści

Jeszcze nie podszedłem do egzaminu na egzaminatora - ponieważ czekam na wyznaczenie terminu. Prawdopodobnie w maju, może wcześniej - zależy od ministerstwa - a jak wiadomo tam zapadają różne decyzje.

W każdym razie, od pewnego czasu korzystam z tego, że ukończyłem kurs dla kandydatów na egzaminatorów. Po pierwsze poszerzyłem swoją wiedzę i to znacznie. Po drugie bardziej wiem jak poprowadzić szkolenie dla kandydatów na kierowców, aby egzamin zakończył się sukcesem, po trzecie - mam więcej argumentów, które wykorzystuję podczas szkolenia w zakresie techniki i taktyki jazdy. Po czwarte - mam więcej kursantów, którzy chcą się u mnie szkolić, po piąte - o tym akurat nie mogę napisać, ale to dla mnie duże wyróżnienie, po szóste - mam bardzo dobry kontakt z egzaminatorami, więc jeśli tylko coś potrzebuję to idę do nich śmiało.

Cieszy mnie to bardzo, ogólnie jestem zadowolony z podjętej decyzji co do tego kursu.


niedziela, 9 czerwca 2019

Kurs dla ...(8)

Dawno nie pisałem co z moim kursem dla kandydatów na egzaminatorów. A więc po kolei, w punktach:

  1. skończyłem teorię, rozpocząłem zajęcia praktyczne
  2. praktyka jest fajowa, ale także mocno stresująca
  3. teoria a praktyka to dwie zupełnie inne bajki
  4. bardzo mi się podoba ten zawód, tylko dlaczego za tak małe pieniądze?
Niebawem jadę do Warszawy celem poćwiczenia różnych rzeczy przed egzaminem. Może uda mi się przy okazji nieco zobaczyć coś pięknego w stolicy?


czwartek, 22 listopada 2018

Upadek?

1) Kilka dni temu w jednym z większych miast rolnicy rozdawali jabłka. Szybko pojawili się ci, którzy zamiast po 2-3 jabłka zaczęli brać siatkami i całymi skrzynkami. W internecie oglądałem filmik - wyglądało to tak, jakby jabłka były towarem bardzo drogim i wręcz niedostępnym dla zwykłego zjadacza chleba. Z wypowiedzi rolników słychać było zażenowanie.

2) Ostatnio zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem wymagać od kursantów różnych rzeczy - np. znajomości znaków. Punktualności. Nie wiem czy mogę - ponieważ czytałem że w pewnej szkole rodzice wystosowali pismo do nauczycieli, aby ci nie zadawali uczniom prac domowych, nie odpytywali i nie wymagali od nich wtedy, gdy są zmęczeni lub smutni. Ciekawe co na to Aberek? Wydaje się Wam, że nie mam do czynienia z dziećmi? Że nie da się tego porównać? Da się! Coraz częściej widzę, że pracuję z dziećmi a nie dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi!

3) W mieście oddano do użytku skrzyżowanie, na którym pojawiła się sygnalizacja świetlna. Chcąc ułatwić życie kierowcom (a pewnie niektórym utrudnić) drogowcy zastosowali sygnalizatory kierunkowe typu S3. Powinny one gwarantować bezkolizyjność - tak aby było bezpieczniej. Celowo piszę "powinny" - bo wyobraźcie sobie że drogowcy tak zaprojektowali cykle sygnalizatorów, że w momencie gdy kierowca ma światło zielone to piesi także mogą wejść na przejście mając zielone. I nawet nikt z odbioru nie zauważył? Do pierwszego wypadku?


czwartek, 22 marca 2018

Spokój

Wczorajszy dzień - zwykły, normalny, nawet fajny. Pracuję z A - jest miła, nie mówi zbyt dużo i słucha mnie uważnie. Może mnie nawet lubi? Nie muszę otwierać okna, a nawet wręcz przeciwnie - używa delikatnych perfum, całkiem ładne. Ma męża, jest bezpieczna i nie musi szukać chłopa, więc i ja mam spokój. Nie robi mi żadnych podtekstów. Ma także końcówkę jazd, czyli daję jej wycisk maksymalny. Bo dlaczego niby miałoby być inaczej? :)

Na największym skrzyżowaniu w mieście (raptem dwie jezdnie po trzy pasy...) rozkraczamy się na samym środku, gdy A zdławiła silnik przy próbie ruszenia. Oczywiście nie odzywam się, niech radzi sama - w końcu to prawie ostatnie jazdy. Pomogę jej, gdy będzie krytycznie - czyli jeszcze nie teraz... Jak zaczną w nas jechać, trzeba będzie ratować... ale jeszcze nie teraz. Widzę, że stresuje się bardzo, ale dzielnie walczy. Uruchamia silnik, ale ten znów gaśnie. Znów szybko uruchomiła i... ze skaczącą od stresu nogą na sprzęgle małymi skokami udało jej się zjechać ze skrzyżowania (część kierowców wyrozumiale poczekała, część nas ominęła, niektórzy trąbili, nawet panowie z radiowozu nie robili problemu), a po dłuższej chwili niespodziewanie zaczyna dialog:

A - Tomek, co bierzesz na uspokojenie?
ja - nie odpowiadam jej, myślę czy to pytanie retoryczne, czy co? (jak zwykle mało mówię)
A - ale na prawdę - co bierzesz? (nie daje za wygraną i dopytuje po dłuższej chwili)
ja - pytasz poważnie? 
A - jeszcze nie spotkałam tak opanowanego człowieka (jej głos spoważniał, dobrze że nie muszę uciekać - ale mówiłem - ma chłopa),
ja - no co Ty, ja to już nerwus się robię na stare lata...
A - nie ogarniam Cię w ogóle 
ja - wystarczy że jazdę ogarniasz...

Po pół godzinie wracamy na to samo skrzyżowanie, pojazd znów gaśnie jej na samym środku... chyba jednak powinienem zacząć coś brać...

A tęsknię za tym...





wtorek, 7 listopada 2017

Fruwająca elka - cz 2 /wpis 1002/

Pamiętacie kursanta o którym pisałem tu? Kilka dni temu zdał egzamin, oczywiście za pierwszym razem. Fantastyczna wiadomość, kurs z nim to zero stresu, sama przyjemność. Już dawno nie trafił mi się tak słuchający i dobrze uczący człowiek.


Dałem z siebie wszystko, aby pokazać mu potencjalne miejsca na których może oblać. Ale nie tylko, bowiem prócz standardowego kursu miał on jazdę w nocy, wyjazd do dużego miasta (2 razy), wyprzedzanie na drodze ekspresowej, wszystkie rodzaje parkowania (nie tylko egzaminacyjne) oraz obsługę codzienną - sprawdzanie ciśnienia w ogumieniu, tankowanie, czy myjnię.

Tak, to wszystko w ciągu 30 godzin :) Idealny wpis na numer 1002.