Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 kwietnia 2022

Jazda hybrydą

Zimowa eksploatacja Toyoty Yaris IV w wersji hybrydowej podniosła średnie zużycie paliwa do poziomu 4.1/100 km. Czy to dużo? Nie, ponieważ najczęściej użytkowałem pojazd na krótkich dystansach - które to są najmniej korzystne dla eksploatacji pojazdu. Już chwilę po wciśnięciu przycisku "START" uruchamiał się silnik spalinowy - nawet wtedy gdy bateria układu elektrycznego była prawie pełna. Oczywiście znacząco wpływało to na średni wynik zużycia paliwa. Ciekawe, że kilkaset metrów jazdy na zimnym silniku najczęściej odbywało się przy jednostajnych obrotach silnika - niezależnie od dynamiki przyspieszenia czy prędkości jazdy, ponieważ układ elektryczny kompensował zapotrzebowanie na moc, a podczas zwalniania doładowywał baterię. Fajne!

Rozgrzewanie silnika oraz całego układu nie trwało zbyt długo, ale kolejną sprawą jest ogrzewanie wnętrza. Aby z kratek wentylacyjnych leciało ciepłe powietrze (przy minusowych wartościach na zewnątrz) potrzeba było dodatkowych minut, a to znowu podnosi średnie zużycie. Wyjściem z sytuacji jest korzystanie z podgrzewanych foteli (niesamowite, jak poprawiają komfort jazdy w zimne dni) oraz podgrzewana kierownica. Porównując bilans zużycia energii i paliwa zdecydowanie na plus wychodzi korzystanie z podgrzewania foteli/kierownicy niż ogrzewanie całego pojazdu. 


Naturalnie w trasie choćby kilkunastokilometrowej nie robi to aż tak dużej różnicy, ale gdy codziennie pokonuję 5 km do pracy to ma znaczenie. Kolejnym aspektem jest fakt, iż rekuperacja oraz oddawanie energii przy minusowych temperaturach nie zachodzi w sposób aż tak efektywny jak podczas eksploatacji w lecie. 

Obecnie wygląda to inaczej, ponieważ przy tych temperaturach (5-8 stopni gdy wyjeżdżam z garażu) autko od razu ochoczo pracuje na układzie elektrycznym - o ile tylko ma wystarczającą ilość elektronów w baterii. Rzadziej korzystam z ogrzewania, więc średnie zużycie paliwa będzie spadać w oka mgnieniu.  Podczas tych pięciu kilometrów dziennie (w jedną stronę) średni czas jazdy na silniku elektrycznym wacha się od 65% do nawet 80%. Wiadomo jak to w mieście - ruszanie/hamowanie/postój i tak bez końca. Tu hybryda jest najbardziej efektywna, przy czym wcale nie jest najlepiej muskać pedał przyspieszenia najdelikatniej jak się da. Silnik spalinowy zdecydowanie szybciej rozgrzewa się podczas bardziej dynamicznego przyspieszania (oczywiście bez przesady) oraz chętniej wyłącza się przy jednostajnej jeździe. 


Elektronika sama wybiera co i jak w prawie każdym aspekcie. Kierujący ma do dyspozycji tryby jazdy (eco/normal/power) oraz tryb EV (tryb elektryczny). Ten ostatni dostępny pod wieloma warunkami - m.in ilości dostępnej energii i zapotrzebowania na moc. Bateria pozwala na przejechanie w tym trybie nieco ponad 2 km - wszystko zależy od ukształtowania terenu. Nie jest to więc zbyt powalająca wartość, ale w mieście sprawdza się idealnie. Sama bateria najczęściej ładowana jest tylko do około 80% pojemności oraz rozładowywana do około 20% - zapobiega to przedwczesnemu zużyciu ogniw. Z tego co widzę na różnych forach Toyoty, taksówkarze robią nawet 600 000 km na oryginalnej baterii, więc nie ma się co martwić tylko trzeba się cieszyć i nie zwracać uwagi na szalejące ceny paliw :)

wtorek, 26 listopada 2019

Nowości w pracy

Od kilku dni pracuję na nowym samochodzie. Jest faktycznie nowy - przejechał nieco ponad 2 tysiące kilometrów gdy zaczynałem na nim pracę. Wszystko chodzi w nim  bardzo sztywno i cicho. Początkowo nie miałem okazji aby samemu nim pokierować, ale dziś już tak - skrzynia jest bardzo precyzyjna, choć czasem jedynka wchodzi dość ciasno.


Wewnątrz trochę jeszcze czuję plastik i gumę z wycieraczek pod nogami. Auto nie ma zbyt dużej ilości nowinek, można by nawet powiedzieć że jak na dzisiejsze standardy jest już lekko archaiczne, no ale każdy kupuje przecież to na co ma ochotę :)

Bardzo dużo spala paliwa. Oczywiście większość czasu spędzam w mieście, no ale prawie 10 litrów benzyny na 100 km to raczej ujma jeśli chodzi o dzisiejsze standardy. No i emisja spalin - także na wysokim poziomie niestety. Zegary umieszczono w głębokich tubach, co powoduje że z pozycji pasażera (instruktora) prawie nic nie widać. Także usytuowanie kontrolek (kierunkowskazy/światła) jest takie, że ode mnie nic nie widać i każdorazowo muszę zaglądać czy kursant włączył właściwy kierunkowskaz. Zdjęcie poniżej zrobiłem lekko od lewej strony i już prędkościomierz jest zasłonięty.



Z ciekawszych rzeczy - dość dziwnie zamontowane zostały dodatkowe dźwignie do sprzęgła i hamulca - są nienaturalnie wysoko, co ogranicza mi przestrzeń na nogi i powoduje że chcąc np zahamować muszę podnosić wysoko nogę. Może niebawem zrobię zdjęcie i pokażę o co chodzi.

czwartek, 27 grudnia 2018

Kraksa autem z wypożyczalni

Pisałem niedawno o moich odczuciach po wypożyczeniu auta "na minuty", teraz pojawiają się doniesienia o ułańskiej fantazji wypożyczających.

Kilka dni temu na jednej z ulic (chyba w stolicy) wypożyczający śpieszył się tak bardzo, że nie zmieścił się na jezdni uderzając w bramę. Wiadomo - im krócej trwa podróż tym kosztuje mniej, ale tym razem koszty wynajmu będą dużo większe. W prawie nowym Yarisie odpaliły wszystkie poduszki, a przód jest znacząco uszkodzony. Kierującemu nic się nie stało.

źródło: fanpage Panek carsharing
Wg regulaminu w takiej sytuacji wszelkie koszty oraz całą odpowiedzialność ponosi wypożyczający. Rażąco naruszył nie tylko regulamin, ale także zasady ruchu drogowego. Normalnie kierujący zapłaciłby mandat (za kolizję od 300 do 500 zł + 6 pkt), tu musi dodatkowo pokryć koszt utraty pojazdu przez firmę wypożyczającą. Yaris w takiej specyfikacji w salonie kosztuje około 70 000 zł, wiadomo że w międzyczasie nastąpiła utrata wartości pojazdu - ale tak czy inaczej koszty będą duże - także za uszkodzenie ogrodzenia.

źródło: fanpage Panek carsharing
Tymczasem w wigilię świąt Bożego Narodzenia w Lublinie inny wypożyczający wsiadł do auta pod wpływem alkoholu. Wjeżdżając na parking uszkodził dwa pojazdy i uciekł z miejsca zdarzenia. Ustalenie sprawcy było dziecinnie łatwe. Także tym razem koszty będą bardzo wysokie. Prócz samego kierowania pojazdem pod wpływem i konsekwencji z tego wynikających, wypożyczający będzie musiał pokryć szkody napraw wszystkich pojazdów.

źródło: lublin112.pl
Cóż, być może kiedyś nauczymy się korzystać z cudzej własności, dbać o nią i szanować jak swoje. Często widzę że w wypożyczonych pojazdach ludzie palą papierosy (jest zakaz), śmiecą, urywają części ruchome wewnątrz. Do głowy mi nie przychodzi aby cokolwiek niszczyć, bo to nie moja własność, lub aby coś zabierać bo mi się akurat podoba. Pomysły ludzi są coraz bardziej dziwne, pewnie słyszeliście o facecie który w jednym z dużych sklepów chciał ukraść laptopa? Podszedł do samoobsługowej kasy i zważył pudełko z laptopem jako banany, na szczęście obsługa zauważyła i udaremniła oszustwo.

Firmy car sharingowe wciąż borykają się z aktami wandalizmów, być może nagłośnienie tego typu zdarzeń nauczy choć trochę kultury?

czwartek, 10 maja 2018

Marzenia


Ten znaczek powoduje u mnie szybsze bicie serca. Tak, wiem że to "tylko" Toyota - auto dla bardzo zaawansowanego emeryta, który nie wymaga żadnych emocji. Ale - dla mnie najistotniejsze to ten niebieski odcień wewnątrz - oznaka napędu hybrydowego - a to już mnie tak kręci, że nie widzę nic innego jak tylko hybrydę od Toyoty :)


Marzę, aby kupić sobie takie auto - ale to wciąż w strefie marzeń i pragnień - tych czysto materialnych oczywiście - ale jednak...Obecny model Aurisa (powyżej, źródło - Toyota.pl) nie jest zbyt atrakcyjny stylistycznie - ale w tym roku wchodzi nowy model (poniżej) - z tym, że to są tak duże pieniądze, że musiałbym odkładać kilka lat...


No i zasadnicze pytanie - czy ja w ogóle potrzebuję takie auto? A może zamiast hybrydy myśleć o czymś, co mógłbym wykorzystać jeszcze w nauce jazdy? Tylko czy ja chciałbym jeszcze wykorzystywać swoje auto w pracy? A może w ogóle nie kupować, tylko jeździć tym obecnym nadal? Choć trochę zaczyna się sypać, poza tym fajnie byłoby jeździć czymś, o czym się marzy...
Jak zwykle mnóstwo pytań bez odpowiedzi... Marzenia może kiedyś się spełnią, dobrze je mieć w świadomości...

sobota, 13 maja 2017

Urodziny

Dziś są twoje urodziny
Taki ważny, zwykły dzień
Może razem pomilczymy parę chwil
O tym, że nam nie jest źle
[R. Rynkowski - Urodziny]


1) dawno tu pisałem, więcej milczałem. Ostatnio nie mam czasu na aktywność blogową. Jedna praca, druga praca, weekendowe wyjazdy, nauka - nie jest tego mało.


2) w nauce jazdy kolejne szkolenie, połączone z referatem n/t zbliżających się zmian w systemie szkolenia i egzaminowania, napiszę o tym przy kolejnej okazji.


3) wycieczka do Łodzi bardzo udana, zdjęcia pochodzą z tamtejszego ogrodu botanicznego, który sam w sobie mnie nie zachwycił. Chyba jednak czekałem na większą ilość tulipanów...


4) w dniu urodzin zepsuł mi się pojazd. To dla mnie niesamowite uczucie, być uziemionym i nie mieć możliwości gdzieś pojechać. W poniedziałek szukam mechanika który naprawi auto.

wtorek, 21 lutego 2017

Elektryk z Polski

Nie, nie mam na myśli specjalisty od elektryki. Może to wydawać się nieprawdopodobne, ale może już w Polsce zamawiać pierwsze auto elektryczne - Syrena NIXI. Auto jest znane tylko z informacji internetowych, nie przeprowadzono do tej pory żadnego testu bo... auta tak w ogóle - nie ma. Jeszcze nie ma - jak podaje firma AK Motors - twórca modelu.
 

Firma ta zaprojektowała już kilka innych modeli na bazie nowej Syreny, ale jak dotąd na rynek udało się wypuścić tylko jeden rodzaj: Syrena Meluzyna R. I tylko w liczbie 25 egzemplarzy. Cena około 261 000. Ktoś zainteresowany? A wracając do elektryka: przejechanie 100 km ma kosztować około 6 zł, zasięg to około 150 km, a w 15 minut  baterie mają się naładować do 90%.


Jak auto się pojawi, to wtedy się okaże czy to wszystko prawda czy tylko życzenia...

zdjęcia: auto.dziennik.pl

wtorek, 24 stycznia 2017

Normy emisji spalin EURO

Historia normy EURO, która reguluje maksymalne wartości emisji spalin sięga roku 1992 a nawet wcześniej, ponieważ UE prowadziła przygotowania do wprowadzenia stosownego ograniczenia emisji spalin.


Norma EURO 1 pojawiła się dokładnie w lipcu 1992 roku i wymusiła użycie katalizatora w pojazdach. Cztery lata później pojawiła się norma EURO 2, a potem następne. Producenci pojazdów musieli coraz bardziej ograniczać emisję spalin stosując różne metody. Downsizing, system start&stop, zastosowanie opon o obniżonych oporach toczenia, olejów o zmniejszonych właściwościach tarcia, a w silnikach diesla pojawił się filtr cząstek stałych (do dziś powodujący sporo kłopotów). Obowiązująca obecnie norma EURO 6 jest bardzo wymagająca, w praktyce każdy nowo rejestrowany pojazd na terenie państw UE musi spełniać tę normę.
  • norma          CO          NOx         HC    

  • EURO 1       3.16                 1.13
  • EURO 2       2.2                    0.5
  • EURO 3       2.3           0.15        0.02
  • EURO 4       1.0           0.08         0.1
  • EURO 5       1.0           0.06         0.1
  • EURO 6       1.0           0.06         0.1
(źródło: autokult.pl) CO - tlenki węgla, NOx - tlenki azotu, HC - węglowodory. Powyższe dane dotyczą silników benzynowych.

Oczywiście prawo nie działa wstecz, więc pojazd który wcześniej był zarejestrowany w którymś z państw można dowolnie długo eksploatować, ale np sprowadzone auto z Chin, które nie mieści się w obowiązującej normie nie może być zarejestrowane. Innym ograniczeniem jest zakaz wjazdu (do miast, lub do centrów) dla określonych pojazdów głównie starszych, które nie spełniają wymaganych norm (wszystko zależy od polityki władz).

Ciekawostką są badania, na podstawie których określa się "zaliczenie" pojazdu. Są one przeprowadzane w dwóch częściach. Pierwszy trwa 13 minut i obejmuje symulowaną jazdę po mieście - czyli z powolnym rozpędzaniem do 15 km/h, 32 km/h oraz 50 km/h, hamowaniem i zatrzymaniem (łącznie 3 minuty). Drugi to jazda "w trasie" podczas której pojazd rozpędzany jest do stałej prędkości (z pewnymi zmiennymi) na czas 6 minut i 40 sekund. Oczywiście wszystko to dzieje się w laboratoriach.

Taki test ma się nijak do rzeczywistości. Producenci celowo przygotowują pojazd do "egzaminu" montując węższe opony, wyłączając wszelkie zbędne odbiorniki prądu, a niektórzy nawet przeprogramowują sterownik silnika aby jeszcze bardziej ograniczyć emisję spalin (na pewno słyszeliście jakiś czas temu o aferze koncernu VW).

W Polsce na razie nie ma obowiązku naklejania na szybę informacji o tym, jaką normę spełnia dane auto. Dane takie znajdują się za to w dowodach rejestracyjnych (chyba od niedawna). Moje auto spełnia EURO 6, więc - jak zapowiadają wprowadzenie ograniczenia wjazdu do centrów miast - mnie nie będzie dotyczyć :)

wtorek, 17 maja 2016

Toyota RAV4 Hybrid oraz nowy Prius

Kilkanaście dni temu swoją premierę miała Toyota RAV4 w wersji hybrydowej.


W salonie było mnóstwo ludzi, chętnych do jazdy próbnej również. Nie pozostało mi nic innego jak pokręcić się pomiędzy autami, podotykać i obfotografować nowe technologie. Pomimo tych wszystkich zainteresowanych, bez najmniejszego problemu uzyskałem interesujące mnie informacje od pracowników salonu.


Gwiazdami wśród modeli były hybrydowa RAV4 oraz kolejna odsłona modelu Prius. Oba auta naszpikowane nowinkami technologicznymi, które nie tylko usprawniają pracę układów elektrycznych aut i wydłużają zasięg, ale również znacząco wpływają na bezpieczeństwo.


Jednym z takich elementów jest zespół kamer, które dają obraz o szerokości 360 stopni wokół auta. Nie mam pojęcia jak to działa - czyżby nie trzeba byłoby się rozglądać np. podczas parkowania, tylko zerkać na kolorowy ekran na desce rozdzielczej? Dopóki nie zobaczę tego na własne oczy, nie ufam temu ;-)


sobota, 23 kwietnia 2016

I love hybrid

Usiadłem na wygodnej kanapie, zaparzona kawa rozsiewa piękny aromat na chyba całą przestrzeń w której jestem. Czekam na jazdę próbną w salonie Toyoty. Umówiłem się na przejażdżkę hybrydową wersją Toyoty Yaris.

źródło: toyota.de
Po kilkunastu minutach podchodzi pracownik salonu, który właśnie podstawił Toyotę Yaris. Ponieważ nigdy nie miałem przyjemności prowadzenia takiego auta, początkowy instruktaż wykonuje on. Chwila na teorię i wskaźniki (brak tu obrotomierza, zamiast niego jest wskaźnik ładowania, eco i power) i ... ruszamy. Siedzę z boku, ale w żadnym stopniu nie ujmuje to cudom, jakie zaczynają się dziać. Jest niesamowita cisza. Przy zatrzymaniu mam wrażenie że auto zgasło - ale tak właśnie pracują auta hybrydowe Toyoty!

Pracownik pokazuje i wyjaśnia. Mój stan euforii nie pozwala mi skupić się na tych wszystkich słowach, próbuję ogarnąć ten całokształt. Po kilku chwilach następuje zamiana miejsc. Czuję dreszczyk emocji, który jeszcze nigdy nie towarzyszył mi podczas kupowania/jazdy jakiegokolwiek pojazdu.

Nie spieszę się, powoli ruszam z miejsca parkingowego (zapomniawszy wyłączyć hamulec pomocniczy - robi to pracownik salonu) i jestem w bardzo wielkim szoku. Jadę i się cieszę, odrobinę uwagi poświęcając temu co się dzieje na drodze. Automatyczna skrzynia biegów odpręża, bardzo ułatwiając ruszanie, a silnik elektryczny jest bezszelestny!  Oczywiście przy większym zapotrzebowaniu na moc dołącza się silnik spalinowy. Sam moment jego "wsparcia" jest albo zupełnie niezauważalny, albo objawia się pojawieniem nowego dźwięku (w zależności od intensywności wciskania gazu). Nie towarzyszy temu jednak żadne szarpnięcie - wszystko odbywa się bardzo płynnie i kulturalnie.

Zwłaszcza w ruchu miejskim taka jazda jest tańsza i przyjemniejsza niż zwykle. Po osiągnięciu danej prędkości silnik spalinowy wyłącza się, a jazda odbywa się jedynie na akumulatorach. Jest to możliwe na dystansie maksymalnie 2 km, po czym auto przechodzi na konwencjonalny napęd. Oczywiście wystarczy odjąć gaz przy dojeżdżaniu do skrzyżowania aby akumulatory się podładowały.


Na początku jazdy próbnej, akumulatory były pełne w około 60 %, a po jej zakończeniu (około 20 min w ruchu miejskim) stan naładowania wskazywał 80 %. Auto takie nie służy do wyścigów, tak więc jeśli ktoś potrafi jeździć to sporo zaoszczędzi.

Odjęcie nogi z gazu natychmiast powoduje ładowanie akumulatorów, ale to nie wszystko. Podczas delikatnego wciskania hamulca wcale nie działa tradycyjny układ hamulcowy - tylko silnik elektryczny jeszcze bardziej ładuje baterie. Tym samym układ hamulcowy zużywa się o wiele wolniej niż w tradycyjnych autach.

Oczywiście wszystkie te cuda można obserwować na kolorowym wyświetlaczu, który dokładnie i rzeczowo prezentuje aktualną sytuację związaną z jazdą. W dodatku klimatyzacja nie działa konwencjonalnie - jak w zwykłym aucie, tylko sprzężona jest z układem elektrycznym. A to oznacza, że nawet podczas postoju lub jazdy jedynie na energii elektrycznej klimatyzacja cały czas działa.

Auto nie ma alternatora, rozrusznika, paska klinowego i np. sprzęgła. To są elementy, które dość często ulegają zużyciu. W aucie hybrydowym koszty związane z nimi po prostu nie istnieją. Auto ma mnóstwo wigoru, niesamowitą wręcz ciszę i standardową, zwykłą eksploatację. Poza normalną, umiejętną jazdą nie wymaga od kierowcy niczego dając tak wiele.

Prawie identyczna technologia występuje w innych modelach hybrydowych Toyoty. I tak wg. raportów TUV 2016 (statystyka niezawodności) wśród aut 8-9 letnich Toyota Prius (hybryda) znajduje się na 2 miejscu (np. Honda Accord - 45, Opel Vectra 65). Auta hybrydowe posiadają ponadto bardzo dobry stosunek ceny do wieku - podczas odsprzedaży.

Hybrydy nie są przeznaczone dla ludzi, którzy nie rozumieją podstawowych zasad ecodrivingu, oraz boją się automatów. Każdy inny może brać w ciemno :) Mnie taka przejażdżka bardzo się spodobała, polecam :)

czwartek, 11 października 2012

Auto gang

Od kilkunastu dni czytam książkę Auto gang. Hailey odkrywa przed użytkownikami czterech kółek świat wielkiego biznesu w Detroit. Zaskakująca fabuła wpleciona w skomplikowany mechanizm działania firmy samochodowej, od projektu do salonów sprzedaży* Z powodu braku czasu, jestem dopiero na etapie początkowym - ale już mogę polecić tym, których interesuje ta tematyka. Używaną książkę nabyłem na Allegro za niecałe 3 zł - warto :)

piątek, 14 września 2012

Suzuki, ach Suzuki!

Swift dojechał już prawie do 17 tysięcy kilometrów. To bardzo niewiele jak na naukę jazdy - ale zdążył już to odczuć. Nie ma co liczyć na niezawodność Toyoty, sami przeczytajcie zresztą ...

1) Po ostatniej przygodzie z odkręconym wkrętem, oberwała się uszczelka nadokienna w tylnych lewych drzwiach. Dyndała sobie tak, że nie sposób było jej nie zauważyć. Na szczęście w porę po prostu wepchnąłem ją na pierwotne miejsce, zanim odpadła w całości. Zagadką jest, czy niebawem znów się nie obluzuje ...

2) Ewidentnie coś z przodu zaczyna tłuc. Czasem kulturalniej (znaczy ciszej - trzeba wyłączyć radio by usłyszeć), a czasem wali tak, że trudno nie zwrócić na to uwagi. Nie wiem czy to nie maglownica, lub coś w zawieszeniu. Na kocich łbach ten nieprzyjemny dźwięk licytuje się z jakimś bliżej nieokreślonym rezonansem. Nie wiem, może się coś odkręca, może jakaś osłona pod silnikiem tak "daje" - doskonale pamiętam że wcześniej tego nie było.Nic, tylko unikać słabej nawierzchni! :P

3) Coś dziwnego dzieje się z płynem hamulcowym. Przy tak małym przebiegu czasem płynu jest 2-3 centymetry poniżej poziomu maksymalnego, a czasem odrobinę ponad. Nie rozumiem tego, skąd takie wahania?

czwartek, 23 lutego 2012

Weekendowo

W sobotę późnym wieczorem w końcu się wybrałem na zasłużony odpoczynek. Kilkadziesiąt kilometrów spokojnej jazdy i byłem u celu. Niedziele popołudnie to miłe spacerowanie (foto) - od razu zastrzegam że tych bałwanków nie lepiłem. Po prostu "cyknąłem" - ot tak. Tylko dwie godziny spaceru, ale doskonale wyciszające i relaksujące uczucie. Tym bardziej że tam prawie nikogo nie było.





A w poniedziałek z rana powrót do miasta i do pracy. Od tego dnia "nakręcam" sprawę sprzedaży Opla Corsy - którego to mam od dłuższego czasu. Przymierzając się powoli do zakupu Swifta, muszę zmniejszyć mój park pojazdów ;-) Wszystko idzie w dobrym kierunku, dziś bowiem zapadła ostateczna decyzja jednego z kupców - w poniedziałek podpisujemy umowę kupna/sprzedaży.

Chyba trochę mi jej (Corsy) szkoda. Służyła mi długi czas (od 2005 roku), to moje pierwsze auto do nauki jazdy. Wbrew temu co niektórzy sądzą o takich pojazdach, Opel jest w bardzo dobrym stanie. Wszystko zależy od tego czy się doba o samochód, czy nie. A teraz idzie w obce ręce, mam nadzieję że ktoś będzie o nią dbał nie tylko dolewając paliwa...

*** *** ***

Tymczasem straż miejska postanowiła działać bardziej skutecznie niż wcześniej - w środę na jednej z ulic zauważyłem takie oto auto - z założoną blokadą na kole. Pojazd stał na zakazie postoju czterema kołami na pasie zieleni. Dziś w lokalnym radio o tym mówili, podobno ma być tego więcej. Wcześniej były tylko mandaty na wycieraczką.


środa, 9 lutego 2011

Szybka naprawa

Ostatnio Yaris`ka wymagała nieco pracy. Choć wcześniej nic nie zapowiadała, to w końcu musiałem poświęcić jej nieco czasu. Najpierw korzystając z cieplejszej aury wysprzątałem wnętrze, odkurzyłem i powycierałem wszelakie zakamarki. Dolałem płynu do spryskiwaczy (bo paliwo dolewam co drugi dzień).

Ale kilka dni później spaliła się jednocześnie żarówka świateł mijania i cofania. Nie lubię tak jeździć, więc jeszcze tego samego dnia wymieniłem zużyte elementy. Jednak praktyka czyni mistrza, bo wymiana przedniej żarówki zajęła mi tylko 10 minut. Co prawda skaleczyłem dłoń, ale to chyba nieuniknione (zwłaszcza przy wymianie żarówki od strony akumulatora).

W dowód jak mało jest tam miejsca, wrzucam zdjęcia. Pierwsze zdjęcie pokazuje jak mało przestrzeni jest na wymianę żarówki od strony kierowcy - tu miejsca jeszcze nieco jest (zaznaczone strzałkami).
Drugie zdjęcie ilustruje miejsce na wymianę żarówki od strony pasażera - jak widać przestrzeni jest zdecydowanie mniej.

Trochę zastanawiają mnie stuki z okolic tylnej osi, sądząc po głębokości i ilości miejskich dziur to może być coś związanego z amortyzatorami. Niebawem sprawdzę.

No i skończyły mi się chusteczki antybakteryjne do przecierania m.in kierownicy. Będę musiał kupić, bo grypa szaleje ...

piątek, 21 stycznia 2011

Wrażenia - Punto

Fiat Punto - swego czasu jedno z najbardziej popularnych modeli w Polsce. WORD-y także go miały - choć krótko, ale miały. Dla mnie jako instruktora będzie ono zapamiętane pod znakiem poznawania personelu pewnego serwisu (z powodu częstych odwiedzin). Poznaliśmy się naprawdę dobrze, miałem też sporo nieplanowanego, wolnego czasu.

Zalety (głównie okiem kursanta):

1) Wysoka pozycja za kierownicą (siedzi się, jak na koniu), sporo widać.
2) Niezwykle ubogie wnętrze, wiec nie ma się czego uczyć.
3) Leciutko działający hamulec awaryjny - nawet delikatna kobieca dłoń, była w stanie z tego skorzystać.

Wady:

1) Twarde sprzęgło i miękki jak wata hamulec ! Dodatkowo trudny w wyczuciu. Ile razy lądowałem na przedniej szybie - nie byłem w stanie policzyć. Ile razy ktoś z tyłu hamował gwałtownie - mnóstwo ! Sprzęgło nie pomagało w ruszaniu, silnik często gasł. Trzeba było sporo uwagi poświęcić na wyczucie sprzęgła, bo inaczej nie było jazdy.
2) Wyłączane światła mijania (na pozycyjne lub zupełnie) w czasie włączania kierunkowskazów. Kursant, który zajęty jest innymi sprawami przed skrzyżowaniem, niezdarnie używa dźwigienki od kierunkowskazów, którą przy okazji włącza się światła. Efekt - często nauki jazdy Puntem jeżdżą bez świateł (instruktor nie zawsze zauważy).
3) Bardzo mało elastyczny silnik nie wybacza żadnych błędów. Z drugiego biegu nie da się ruszyć, przy małych prędkościach owa dwójka strajkuje - silnik dławi się niesamowicie szarpiąc karoserią po czym wszystko staje. Pod koniec produkcji tego modelu, Fiat zmienił oprogramowanie silnika, co pomogło wyeliminować ten problem.

Elementy pojazdu, które były wymieniane podczas pracy (te które pamiętam):

  • sprzęgło (duuuuuuuuuuuużo razy)
  • komputer sterujący pracą silnika (strasznie drogie cholerstwo, szczęście (?) że padło tylko raz)
  • wentylator silnika (regularnie i często)
  • stacyjka
  • wspomaganie kierownicy
  • akumulator, alternator, rozrusznik itp itd
  • elementy układu hamulcowego i zawieszenie
  • świece zapłonowe, wtryskiwacze itp.
Jeden z najgorszych samochodów do nauki jazdy. Kursanci, mając wybór nie wsiadali do Punto lecz do Corsy. Linka holownicza, telefon do serwisu i młotek (serio ! - do "reanimacji" wspomagania kierownicy) to wyposażenie obowiązkowe Fiata  Punto :)

czwartek, 20 stycznia 2011

Wrażenia - Corsa

Wrażenia z jazdy każdym wspomnianym we wcześniejszym wpisie autem, jest inne. Dla kursanta, który często ma pierwszy kontakt na kursie z samochodem, "przyjazne" auto to spora część sukcesu.

Opel Corsa - który pojawił się pierwszy, to bezkonfliktowe auto.

Zalety pojazdu, zwłaszcza pod względem nauki kursanta:

1) Duże przeszklone powierzchnie boczne zapewniają dobrą widoczność, chowane zagłówki z tyłu + ogromne lusterka pomagają w jeździe.  Ubogie wyposażenie stanowiło prostotę wnętrza, więc nie było czego się uczyć, przełączniki i manipulatory były szybko opanowane przez kursantów.
2) Mała szyba czołowa szybko "odparowuje" po włączeniu nawiewu, sprzęgło działa lekko, hamulce mają wyczuwalny skok a skrzynia biegów jest precyzyjna i lekko działająca.
3) Technologia Twinport przyczyniała się do sporek ekonomiki, ale także do dużej elastyczności silnika. Powodowało to, że można było spokojnie toczyć się na trzecim biegu w mieście, a nawet jak ktoś zapomniał zredukować bieg to nic się nie działo - Opel jechał posłusznie dalej bez jakiegokolwiek szarpnięcia.

Wady:

1) Dotykowy włącznik (dźwignia po włączaniu drogowych wracała w pozycję wyjściową) świateł drogowych powodował, że kursanci kilka razy włączali i wyłączali te światła. Dla innego kierowcy niż kursant to żaden problem, ale tu to co innego.
2) Mankamentem był brak regulacji wysokości fotela kierowcy, przez co niektórzy siedzieli zbyt nisko.
3) Hamulce. Zasadniczy jest średnio skuteczny, co nie jest zbyt fajne. Brakuje mu ostrości przy gwałtownym nacisku. Awaryjny szybko tracił skuteczność. Oczywiście, serwis z tym walczył - ale i to nie przynosiło szczególnych efektów. Jak pojazd był nowy - działał idealnie, po około roku już nie.
4) Duży promień skrętu - powodował trudności w zaparkowaniu, nie wybaczając błędów przy złym ustawieniu do manewru. Często parkowaliśmy z korektami.

Elementy pojazdu, które były wymieniane podczas pracy (które pamiętam):

  • sprzęgło (kilka razy)
  • przełącznik kierunkowskazów (wyłamany)
  • dźwignia do ustawiania lusterka zew. (wyłamana)
  • akumulator
  • elementy układu hamulcowego
  • szyba czołowa (kamień)
  • automatyczny włącznik świateł cofania
  • przepustnica
Ogólnie, to neutralne i przyjemne auto do jazdy - zwłaszcza dla ludzi nie jeżdżących wcześniej.  Następny wpis będzie dotyczył Fiata Punto :)

wtorek, 18 stycznia 2011

Z wnętrza ...

Z galerii wnętrz pojazdów, na których miałem przyjemność uczyć jazdy w kolejności chronologicznej:

Pierwsze auto, pierwszy stres ... Opel Corsa 2005 (niezniszczalny, jeżdżę nim do dziś prywatnie):



 Potem krótka przesiadka kilka epok wstecz - Fiat Punto 2001 (strasznie było, większość czasu auto stało w serwisie):




No i skok w siedmiomilowych butach do przodu, Toyota Yaris 2008 (dziwnie, świeżo i znowu dziwnie) :


Od paru dni jeżdżę też takim modelem z roku 2010 (miękka praca silnika, beznadziejnie "wysokie" sprzęgło):


A ciekawe, kiedy będę jeździć takim (już wiem, że będzie drogo i kredytowo ...



Dla niezorientowanych - Za symboliczną złotówkę warszawski WORD będzie wynajmował miesięcznie nowe samochody, na których przeprowadzane będą egzaminy na prawo jazdy w stolicy ...  czytaj dalej

piątek, 16 lipca 2010

Dobrodziejstwo klimatyzacji ?

Może zacznę od tego, że dziś właśnie przeziębiłem się od klimatyzacji, a raczej głupoty pracowników pewnego sklepu do którego - za potrzebą pewną - wszedłem w czasie okienka w pracy. Otóż, gdy na zewnątrz temperatura wynosiła coś koło 35 stopni, oni wewnątrz chyba testowali wydajność klimatyzacji, bo czułem że było tam ponad 10 stopni mniej ! Taki szok termiczny jest bardzo szkodliwy dla organizmu !

Podobnie jest w samochodach. Nie można popaść w skrajność i ustawić 20 stopni wewnątrz (co jest często wymuszone głośnym hukiem wentylatorów) przy ponad 30-stu stopniach na zewnątrz pojazdu. Wystarczy o 4-5 stopni obniżyć temperaturę w stosunku do tego, co jest za szybą. Wtedy i tak człowiek czuje się lepiej niż w dusznym powietrzu na zewnątrz, a jednocześnie nie doznaje szoku przy wyjściu z auta. W ogóle, przed opuszczeniem pojazdu zalecane byłoby wyłączenie klimatyzacji, lub po postu - podniesienie temperatury do zbliżonej zewnętrznej właśnie po to, by nie doznać szoku termicznego.

Oczywiście, nie może być mowy o tym, aby kratki wentylacyjne z których wydobywa się przyjemnie zimne powietrze skierowane były wprost na głowę, piersi lub po prostu - człowieka ! Strumień powietrza powinien być w miarę równomiernie rozproszony po kabinie pojazdu, może być skierowany np na środek lub zdecydowanie w górę.

Po zajęciu miejsca w rozgrzanym aucie, można od razu włączyć schładzacz, zaleca się także uchylenie szyb, by ułatwić recyrkulację powietrza, po czym należy je zamknąć. W początkowej fazie schładzania wnętrza rozgrzanego pojazdu, nie powinniśmy przesadzać z prędkością nadmuchu, potem można ustawić wg potrzeb. Klimatyzacja manualna będzie wymagała ustawienia prędkości obrotowej wentylatora,  temperatury wewnątrz nie da się ustawić na konkretnej wartości. W miejscach zacienionych (las, tunel itp) możemy być nieco chłodniej, na słońcu - goręcej. W przypadku klimatyzacji automatycznej nasza rila ogranicza się najczęściej do ustawienia żądanej temperatury, a system sam dba o regulację obrotów wentylatora.

Zdaje się że sporo osób nie umie z tego korzystać, bo narzekają na po-klimatyzacyjne przeziębienia i tym podobne problemy. Warto też wiedzieć, że klimatyzacja nie jest urządzeniem bezobsługowym. Należy o nią dbać, serwisować wg zaleceń producenta oraz regularnie używać. Używamy jej nie tylko do schłodzenia w lecie, ale także do oczyszczenia szyb z pary (osusza powietrze) - w zimie także.

sobota, 27 lutego 2010

Emocjonujące

Piątek (mimo że nie 13.) nie należał do spokojnych dni. Rozpocząłem go od pewnego egzaminu, który do końca dnia zdeterminował nastrój. Przejdźmy do rzeczy - aby było łatwiej opisać i zrozumieć, narysowałem coś, co wydarzyło się na jednej z bardzo spokojnych ulic miasta.


A więc, jedziemy z prędkością około 45 km/h drogą dwukierunkową, pobocza zasypane śniegiem tak, że krawężników nie widać. Ogólnie, nawierzchnia czarna mokra, przyczepność nie najgorsza.

Po lewej stronie zaparkowane pojazdy i tylko co kilka z nich, jest luka pozwalająca omijającym je pojazdom na wyjazd. I oto, nagle - osoba ubiegająca się o pozytywny wynik wewnętrznego (po ponad 30 godzinach jazd) - zobaczywszy pojazd jadący z przeciwka (który już prawie stanął by ustąpić nam pierwszeństwa) skręca w ową lukę ! Prędkość 45 km/h (mniej więcej), auto gwałtownie się pochyla, słychać lekki pisk opon a ja nie zdążam nawet spojrzeć w lusterko !

Będąc już za linią rozdzielającą pasy staram się przejąć sterowanie nad pojazdem łapiąc za kierownicę najpierw jedną ręką a następnie drugą. Jednocześnie, zaczynam hamować. Auto wpada na chodnik przez niską fałdę śniegu - na szczęście nie ma tam żadnych pieszych, po czym staram się powrócić na jezdnię (pierwsze czerwone kółko). Słyszę jakiś dziwny dźwięk (oprócz terkotania ABS-u oczywiście), auto będąc lewą stroną na śniegu w ogóle nie hamuje i chyba  podłoga zaczepiła o wyższą,  ubitą warstwę śniegu nad krawężnikiem ! Jakimś cudem postanawiam gwałtownie skręcić w prawo i wrócić na jezdnię, gdyż na wyhamowanie auta przed stojącym pojazdem nie ma mowy.

Dosłownie "o gazetę" mijam stojący samochód (drugie czerwone kółko), tor pojazdu staje się bardziej stabilny i ostatecznie stajemy - tuż obok zielonego auta z rysunku.

Fajnie, kursantka postanowiła, że przepuści auto jadące z przeciwka i że wjedzie w lukę pomiędzy pojazdami. Ciekawe doświadczenie. Tyle, że pojazd z przeciwka już stawał, a pomysł wjechania w tę lukę z jej prędkością był - delikatnie ujmując - nieodpowiedni. Oczywiście, wynik negatywny. Kursantka nie została dopuszczona do egzaminu państwowego.

Ciekawe, czy trafi mi się na kolejny egzamin wewnętrzny ?

poniedziałek, 3 marca 2008

Jednak gorąco.

A ja dalej o tej mijającej zimie.
Prognoza Czartogromskiego nie spełniła się. Sobota, jak i kilka dni wcześniej była dniem bez śniegowym, za to wietrzna. L o mało nie spadło z dachu, ale czy ktoś by się tym przejmował akurat w sobotę ?

Niestety, jeszcze kilka dni wcześniej temperatura była raczej na minusie. Mnie jak zawsze zimno w aucie, podczas gdy kursanci krzyczą że gorąco. W myśl zasady klient ma zawsze rację, siedzę cichutko i marznę. Ale, ale ... jazda nie znosi próżni i są momenty, gdy narzekam że i mi jest gorąco. Ba, nawet otwieram okno (pomimo mroźnego powietrza), chłodzę się też wachlując firmowym kalendarzem.

Jeden z takich ciepłych momentów wydarzył się kilka dni temu. Może określenie "ciepły" nie jest odpowiedni, ale niech już zostanie ten :)
A więc, jadę pożyczonym autem (by kursantka przejechała się innym pojazdem od czasu do czasu). Droga tuż poza obszarem zabudowanym, równa i gładka (niedawno wyremontowana) jak nie wiele dróg. Za nami podąża blisko pojazd komunikacji publicznej, tzw "BUS". Mimo małego natężenia ruchu, ten uczepił się i jedzie niewyprzedzając. Kursantka stopniowo (raczej mizernie) rozpędza auto. Przy zmianie biegu z dwójki na trójkę, nieopatrznie wkłada jedynkę. Chcąc uniknąć ostrego szarpnięcia i przyhamowania auta, wciskam sam sprzęgło (tu niestety nie działało idealnie. Do poprawnej zmiany biegów nie wystarczy dociśnięcie sprzęgła przez instruktora. Musi to zrobić osoba kierująca autem).
- Pani [...] włączyła pani jedynkę. Proszę docisnąć sprzęgło i poprawić na trójkę - poprosiłem łagodnym (jak zwykle) głosem. Kursantka szuka sprzęgła, którego nie ma - bo przecież ja je wcisnąłem ! - Ja je wcisnąłem, proszę tylko docisnąć - powiedziałem. I stało się najgorsze. Ona wcisnęła do oporu. Do samej podłogi. Tyle ile miała siły. Lecz nie było to sprzęgło. "Kopnęła" w hamulec.

Przeraźliwy pisk (także, a może przede wszystkim - pojazdu z tyłu), dym z opon i po chwili stoimy. Cudem bus wyhamował także. W lusterku mam minę gościa, który ma ochotę sprawić mi lanie, obok przestraszona kursantka. Gorąco jak w piekle. Serce bije głośniej niż rozwścieczony sygnał dźwiękowy kierowcy z tyłu. Początek dnia niesamowity. Wrażenia na cały dzień murowane.

Od tamtej pory, kursantka boi się zmieniać biegi, a gdy wciska sprzęgło robi to powoli i dokładnie.
Kierowca busa pewnie będzie już jeździł zachowując większy (należyty) odstęp, a ja podobne sytuacje mam kilka razy w miesiącu ...

czwartek, 4 października 2007

Co rządzi światem ?

Boję się, że nadejdzie dzień kiedy moje auto - główne narzędzie pracy - odmówi posłuszeństwa. Zemści się, za traktowanie jakie dostaje codziennie. Rany, bardzo się tego boję, ponieważ to oznacza iż przez pewien czas będę pozbawiony możliwości zarobkowania, pracy. Mniej zarobię ? No, na pewno. Jestem materialistą ? Chyba nie - pieniądze nie są bardzo ważne, choć bez nich byłoby ciężko.
Faktem jest, że moja dwu i pół-letnia Corsa nie sprawia zbyt wiele problemów, a przeważnie pracuję po 9-12 godzin dziennie. Najwięcej wydaję na koszty paliwa. Co się daje, naprawiam na gwarancji (ech, to "użeranie" z pracownikami serwisu - jak ja tego nie lubię). Niestety, ta się już skończyła.

Ostatnio, zamieniając się na auta kolega mówił mi że miał problemy z silnikiem w Corsie - czyżby coś się psuło ? W ciągu tego dwu i póletniego okresu auto zaliczyło dwukrotnie dłuższą wizytę w serwisie na naprawie. Pierwszym razem był to siłownik sprzęgła, a drugim przepsutnica lub komp. sterujący silnikiem - nie pamiętam - ale były z tym jakieś problemy.

I co robić ? W WORD zmieniają auta, chyba na Punto Grande. Kupić takie np. roczne i znów mieć spokój przez rok ? Tyle że wtedy moje marzenia o mieszkaniu ;ległby w gruzach na jakiś rok ...
A może pozostać przy Corsie, naprawić to co się psuje i jeździć dalej ? Jest jeszcze nieco bardziej radykalne opcja: zmienić miejsce pracy. Są ośrodki, w których pracuje się na autach firmowych. Na początku mojej kariery jako instruktora, przez 2 miesiące jeździłem na firmowym aucie. To niesamowity komfort psychiczny tego, co dzieje się z autem. Nic mnie to nie obchodziło, tylko tankowałem, podpisywałem się na stacji a firma płaciła za wszystko.

Niestety, wadą tego jest fakt, iż zarobki wtedy są bardzo małe. Poza tym, jak można odejść z firmy w której już trochę przepracowałem i znam każdego ? Mam tam stały etat, zarabiam sobie i jest ok. A w nowym miejscu nie wiem jak będzie.

Wszystko kręci się wokół kasy/pieniędzy. Niestety ...