Frywolna niedziela - upalna, ale leniwa, różnorodna, ale przewidywalna. Przedpołudnie mija mi na typowo domowych robotach, a w tle przygrywa muzyka z Cafe social - link do posłuchania jednej z piosenek (do odsłuchania, a nie ściągnięcia - link wygaśnie za 7 dni).
A sobota z lekka pracująca, ale bez szaleństw. Najpierw jazda po trasie, potem krótko plac manewrowy (kursant nadspodziewanie dobrze sobie radzi jak na pierwszy raz), a potem znów trasa. Trochę niepokoją mnie dźwięki dochodzące spod "maski", czas o tym pomyśleć poważniej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usterka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usterka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 lipca 2016
piątek, 28 października 2011
D jak ... autobus (...)
Czas nadrobić zaległości z kursu jazdy autobusem - co niniejszym czynię :)
Pisałem ostatnio, że autobus ten sprawia sporo kłopotów na wąskich miejskich drogach. Pomyłka. Dopiero od kiedy jeżdżę z innym instruktorem (a jest nim Jaco - czytelnik tego bloga) - dopiero wtedy rozpoczęła się jazda wąskimi uliczkami ! Ale po kolei.
Od kilku godzin pracuję pod okiem J (wcześniejsze 12 h miałem z wspominanym wcześniej Ł). Nie chcę tutaj robić żadnego specjalnego porównywania, ale po raz kolejny okazało się, jak jest ważne trafić na dobrego instruktora. Przez 2 godziny jazdy z Jackiem dowiedziałem się i zrozumiałem - więcej - niż na poprzednich 12 h z innym instruktorem. Ł po prostu był, był fizycznie obecny. I tyle. Nie tłumaczył za wiele (nic ?), na pytania odpowiadał "tak" lub "nie". Nie sądziłem, że pomiędzy instruktorami może być aż tak duża przepaść. Oczywiście, na jazdy od teraz umawiam się tylko z Jackiem.
Za kierownicą tego wielkiego autobusu czuję się coraz pewniej, co nie oznacza że nie popełniam błędów ;-)
Epizod 1 Na pewnym skrzyżowaniu o ruchu okrężnym, na pasie obok pojawił się podobnie wielki autobus komunikacji miejskiej.- jak go zobaczyłem, skręcając w lewo trochę najechałem na wysepkę ronda :P Tak, spanikowałem i nie potrzebnie tak od niego uciekałem. Ale następnym razem będzie lepiej ! Obiecuję :) Spostrzeżenie - staram się jak mogę, mimo klimatyzacji i ogólnie niskich temperatur - wychodzę mokry po jeździe :)
Epizod 2 Jeździliśmy więcej po uliczkach w centrum miasta, ale także na tych zlokalizowanych nieco dalej. Niestety cechują się one tym, że są beztrosko porośnięte drzewami - których nikt raczej nie przycina - zwłaszcza tam gdzie są lusterka w tym wielkim autobusie :) Na jednej z ulic (info dla Łukasza - czytelnika bloga, nie poprzedniego instruktora - Lotnicza/Mościckiego) przy skręcie w lewo nie udało mi się pojechać bez dotknięcia do sporych gałęzi. Cofnąłem więc troszkę, po czym całą ulicę przejechałem środkiem - bo inaczej nie udałoby się bez uszkodzenia lusterek (fotka u góry), szyb i boku autobusu (z przeciwka akurat nikt nie jechał). Ale - za nami jechał pewien instruktor nauki jazdy - i zaczął trąbić ! Dodam, że jechał sam z tablicą L na dachu. Pół kilometra dalej wyprzedził nasz 12 metrowy autobus przez linię podwójną, bezpośrednio przed skrzyżowaniem i przejściem dla pieszych. Spostrzeżenie - chyba nie lubi firmy w której pracuję ...
Epizod 3 Udało mi przy złapać nieproszonego gościa. Wyglądał tak jak na zdjęciu (foto by Jaco). Spostrzeżenie - znów coś zepsułem ? :P (wcześniej była sprawa z hamulcem, ale może już jej tu nie wspominajmy)
Epizod 4 W centrum zaliczyłem wpadkę z ruszaniem na wzniesieniu (info dla Ł - przy cerkwi). Wcześniej jadąc na tej stromej górce miałem pusto, więc bez zatrzymywania pomknąłem dalej. Dziś musiałem się zatrzymać i pierwsze ruszenie się nie udało (zbyt mało gazu). Drugie za to było ok. Spostrzeżenie - dziwnie jeździ się autobusem po centrum - widok z góry jest zupełnie inny niż z poziomu Yarisa. O wiele bardziej cudowny ... :) Nie sądziłem nigdy, że będę miał taką możliwość ...
Epizod 5 Na jednej z węższych uliczek (ino dla Ł - Metalowa), zaobserwowaliśmy fajną sytuację. Małe auto jadące z przeciwnego kierunku dużo wcześniej zjechało na bok - na pobocze ułatwiając mi jazdę - choć wcale nie musiało, bo zmieścilibyśmy się razem - :) Kierująca - młoda dziewczyna ładnie się uśmiechnęła, a po wymijaniu pojechała dalej. Nie zawsze jest tak miło, bowiem kilometr dalej kierujący z przeciwka był wyraźnie wzburzony pokazując "fajne" gesty - no właśnie czym był wzburzony ? Nie podobało mu się że autobus jedzie z przeciwka ? Przy czym szerokość jezdni była już całkiem spora i nikt nikomu nie przeszkadzał. Spostrzeżenie - zwykle inni widząc tak spory autobus zjeżdżają z drogi - choć oczywiście różnie z tym bywa.
Epizod 6 Na placu manewrowym najbardziej polubiłem parkowanie skośne (dla niezorientowanych - wjazd przodem, bardzo łatwe zadanie) i ... zaskoczenie - prostopadłe przodem (trudne jak cholera!). Tak ! Jest to bardzo precyzyjne parkowanie, wjeżdża się dosłownie na milimetry z prędkością żółwia ! Udaje mi się wykonać to zadanie bez użycia korekty (której to możliwość wykorzystania bardzo podnosi mnie na duchu "gdyby coś ..."). Nie lubię zatrzymywania się z "łuku" (tył pojazdu po zatrzymaniu ma się znajdować w półmetrowej przestrzeni - przy tych 12 metrach trudno to wyczuć), oraz nie lubię wyjazdu z prostopadłego tyłem. Nie można wtedy wyjechać poza obszar wjazdu oraz naruszyć pachołków/tyczek. Równoległe tyłem jest ok - takie trochę nijakie. Spostrzeżenie - mimo wszystko - lubię plac, i na pewno już się go nie boję ! A co ! :)
Finish - dzień bez jazdy autobusem, dniem straconym. Rozumie mnie ten, kto kocha jazdę ...
Pisałem ostatnio, że autobus ten sprawia sporo kłopotów na wąskich miejskich drogach. Pomyłka. Dopiero od kiedy jeżdżę z innym instruktorem (a jest nim Jaco - czytelnik tego bloga) - dopiero wtedy rozpoczęła się jazda wąskimi uliczkami ! Ale po kolei.
Od kilku godzin pracuję pod okiem J (wcześniejsze 12 h miałem z wspominanym wcześniej Ł). Nie chcę tutaj robić żadnego specjalnego porównywania, ale po raz kolejny okazało się, jak jest ważne trafić na dobrego instruktora. Przez 2 godziny jazdy z Jackiem dowiedziałem się i zrozumiałem - więcej - niż na poprzednich 12 h z innym instruktorem. Ł po prostu był, był fizycznie obecny. I tyle. Nie tłumaczył za wiele (nic ?), na pytania odpowiadał "tak" lub "nie". Nie sądziłem, że pomiędzy instruktorami może być aż tak duża przepaść. Oczywiście, na jazdy od teraz umawiam się tylko z Jackiem.
Za kierownicą tego wielkiego autobusu czuję się coraz pewniej, co nie oznacza że nie popełniam błędów ;-)
Epizod 1 Na pewnym skrzyżowaniu o ruchu okrężnym, na pasie obok pojawił się podobnie wielki autobus komunikacji miejskiej.- jak go zobaczyłem, skręcając w lewo trochę najechałem na wysepkę ronda :P Tak, spanikowałem i nie potrzebnie tak od niego uciekałem. Ale następnym razem będzie lepiej ! Obiecuję :) Spostrzeżenie - staram się jak mogę, mimo klimatyzacji i ogólnie niskich temperatur - wychodzę mokry po jeździe :)
Epizod 2 Jeździliśmy więcej po uliczkach w centrum miasta, ale także na tych zlokalizowanych nieco dalej. Niestety cechują się one tym, że są beztrosko porośnięte drzewami - których nikt raczej nie przycina - zwłaszcza tam gdzie są lusterka w tym wielkim autobusie :) Na jednej z ulic (info dla Łukasza - czytelnika bloga, nie poprzedniego instruktora - Lotnicza/Mościckiego) przy skręcie w lewo nie udało mi się pojechać bez dotknięcia do sporych gałęzi. Cofnąłem więc troszkę, po czym całą ulicę przejechałem środkiem - bo inaczej nie udałoby się bez uszkodzenia lusterek (fotka u góry), szyb i boku autobusu (z przeciwka akurat nikt nie jechał). Ale - za nami jechał pewien instruktor nauki jazdy - i zaczął trąbić ! Dodam, że jechał sam z tablicą L na dachu. Pół kilometra dalej wyprzedził nasz 12 metrowy autobus przez linię podwójną, bezpośrednio przed skrzyżowaniem i przejściem dla pieszych. Spostrzeżenie - chyba nie lubi firmy w której pracuję ...
Epizod 3 Udało mi przy złapać nieproszonego gościa. Wyglądał tak jak na zdjęciu (foto by Jaco). Spostrzeżenie - znów coś zepsułem ? :P (wcześniej była sprawa z hamulcem, ale może już jej tu nie wspominajmy) Epizod 4 W centrum zaliczyłem wpadkę z ruszaniem na wzniesieniu (info dla Ł - przy cerkwi). Wcześniej jadąc na tej stromej górce miałem pusto, więc bez zatrzymywania pomknąłem dalej. Dziś musiałem się zatrzymać i pierwsze ruszenie się nie udało (zbyt mało gazu). Drugie za to było ok. Spostrzeżenie - dziwnie jeździ się autobusem po centrum - widok z góry jest zupełnie inny niż z poziomu Yarisa. O wiele bardziej cudowny ... :) Nie sądziłem nigdy, że będę miał taką możliwość ...
Epizod 5 Na jednej z węższych uliczek (ino dla Ł - Metalowa), zaobserwowaliśmy fajną sytuację. Małe auto jadące z przeciwnego kierunku dużo wcześniej zjechało na bok - na pobocze ułatwiając mi jazdę - choć wcale nie musiało, bo zmieścilibyśmy się razem - :) Kierująca - młoda dziewczyna ładnie się uśmiechnęła, a po wymijaniu pojechała dalej. Nie zawsze jest tak miło, bowiem kilometr dalej kierujący z przeciwka był wyraźnie wzburzony pokazując "fajne" gesty - no właśnie czym był wzburzony ? Nie podobało mu się że autobus jedzie z przeciwka ? Przy czym szerokość jezdni była już całkiem spora i nikt nikomu nie przeszkadzał. Spostrzeżenie - zwykle inni widząc tak spory autobus zjeżdżają z drogi - choć oczywiście różnie z tym bywa.
Epizod 6 Na placu manewrowym najbardziej polubiłem parkowanie skośne (dla niezorientowanych - wjazd przodem, bardzo łatwe zadanie) i ... zaskoczenie - prostopadłe przodem (trudne jak cholera!). Tak ! Jest to bardzo precyzyjne parkowanie, wjeżdża się dosłownie na milimetry z prędkością żółwia ! Udaje mi się wykonać to zadanie bez użycia korekty (której to możliwość wykorzystania bardzo podnosi mnie na duchu "gdyby coś ..."). Nie lubię zatrzymywania się z "łuku" (tył pojazdu po zatrzymaniu ma się znajdować w półmetrowej przestrzeni - przy tych 12 metrach trudno to wyczuć), oraz nie lubię wyjazdu z prostopadłego tyłem. Nie można wtedy wyjechać poza obszar wjazdu oraz naruszyć pachołków/tyczek. Równoległe tyłem jest ok - takie trochę nijakie. Spostrzeżenie - mimo wszystko - lubię plac, i na pewno już się go nie boję ! A co ! :)
Finish - dzień bez jazdy autobusem, dniem straconym. Rozumie mnie ten, kto kocha jazdę ...
piątek, 25 lutego 2011
Awaria - finał
Auto odebrane, całe i sprawne :)
Na gwarancji został wymieniony alternator. Cieszę się, bo już jeżdżę Yariską :) Jednak bez samochodu, jak bez ręki.
A szczegóły wizyty w serwisie, opiszę w następnej blotce.
Na gwarancji został wymieniony alternator. Cieszę się, bo już jeżdżę Yariską :) Jednak bez samochodu, jak bez ręki.
A szczegóły wizyty w serwisie, opiszę w następnej blotce.
czwartek, 24 lutego 2011
Awaria - c.d.
Dziś rano zadzwoniłem do centrali Toyoty assistance. Miły męski głos spytał o kilka szczegółów, które przedyktowałem z dowodu rejestracyjnego, a za 20 minut skontaktował się ze mną pan z wozu holowniczego. Po 15 minutach był przy aucie i wciągał Yariskę "na pakę".
Podróż do serwisu upłynęła szybko i przyjemnie. Przy okazji dowiedziałem się, że pan z assistance (holowanie - obsługuje wiele marek pojazdów), do Toyoty jeździ z zepsutymi autami średnio co drugi dzień. No, ale trochę Toyot jest na rynku, więc może to normalne ? Mniejsza o to. Faktem jest, że pan jadąc popełniał mnóstwo wykroczeń drogowych - choć dzięki temu podróż trwała około 30 minut, a jak sam powiedział - ma dziś mnóstwo zleceń więc może dlatego się spieszył.
Po wejściu do serwisu okazało się że ... i w tym miejscu dziś się zatrzymam, tak jak wczoraj zatrzymała się Toyota. Napiszę tylko, że od południa do wieczora odebrałem 3 telefony z centrali Toyoty - z kontroli jakości. Pytali o szczegóły dotyczące holowania - np czy gość z holownika próbował ustalić przyczynę usterki, czy od razu postanowił holować, o jego punktualność, kulturę i ogólnie o fachowość usługi.
To dla mnie żadna nowość, gdyż Toyota regularnie sprawdza jakość świadczonych usług właśnie w ten sposób. Dzwonili po przeglądach auta, a wcześniej po samym zakupie. Zadają przy tym bardzo szczegółowe pytania, a rozmowa najczęściej trwa około 8-10 minut. I chyba słusznie - choć mam wątpliwość czy to przynosi efekty.
Ale o tym więcej, jak już odbiorę pojazd - bo na razie nie jest to możliwe. Usterka została zlokalizowana, czekamy na część. Następny wpis jest więc czasowo uzależniony od wydania sprawnego pojazdu. Wtedy też napiszę swoje spostrzeżenia n/t pracy serwisu, podejścia do klienta i profesjonalizmu. Na razie mam prawie wolne, co zamierzam wykorzystać odpoczywając od jazd :)
Podróż do serwisu upłynęła szybko i przyjemnie. Przy okazji dowiedziałem się, że pan z assistance (holowanie - obsługuje wiele marek pojazdów), do Toyoty jeździ z zepsutymi autami średnio co drugi dzień. No, ale trochę Toyot jest na rynku, więc może to normalne ? Mniejsza o to. Faktem jest, że pan jadąc popełniał mnóstwo wykroczeń drogowych - choć dzięki temu podróż trwała około 30 minut, a jak sam powiedział - ma dziś mnóstwo zleceń więc może dlatego się spieszył.
Po wejściu do serwisu okazało się że ... i w tym miejscu dziś się zatrzymam, tak jak wczoraj zatrzymała się Toyota. Napiszę tylko, że od południa do wieczora odebrałem 3 telefony z centrali Toyoty - z kontroli jakości. Pytali o szczegóły dotyczące holowania - np czy gość z holownika próbował ustalić przyczynę usterki, czy od razu postanowił holować, o jego punktualność, kulturę i ogólnie o fachowość usługi.
To dla mnie żadna nowość, gdyż Toyota regularnie sprawdza jakość świadczonych usług właśnie w ten sposób. Dzwonili po przeglądach auta, a wcześniej po samym zakupie. Zadają przy tym bardzo szczegółowe pytania, a rozmowa najczęściej trwa około 8-10 minut. I chyba słusznie - choć mam wątpliwość czy to przynosi efekty.
Ale o tym więcej, jak już odbiorę pojazd - bo na razie nie jest to możliwe. Usterka została zlokalizowana, czekamy na część. Następny wpis jest więc czasowo uzależniony od wydania sprawnego pojazdu. Wtedy też napiszę swoje spostrzeżenia n/t pracy serwisu, podejścia do klienta i profesjonalizmu. Na razie mam prawie wolne, co zamierzam wykorzystać odpoczywając od jazd :)
środa, 23 lutego 2011
Awaria
Niestety, dziś moje główne narzędzie pracy powiedziało: "Dość ! Coś mi dolega, mówię Ci poprzez sygnalizowanie czerwoną kontrolką na desce rozdzielczej, a gdyby to było mało to i na pomarańczowo świecę !" - no i faktycznie. Na jednym ze skrzyżowań auto się zatrzymało na amen. Zgasło wszystko. Musiałem wysiąść i poinformować tych z tyłu, by sobie jakoś poradzili w omijaniu mnie, bo nic innego mi już nie pozostało.Oczywiście mogę się domyślać po owych kontrolkach - czerwonej i pomarańczowych, które nie powinny świecić w czasie jazdy - co dolega mojej Yarisce. Jednak nie będę dziś wyrokował co się zepsuło, wszak jutro auto odbiera pan lub pani z firmy holowniczej i odstawi je do serwisu.
Muszę zmartwić się niezawodnością Toyoty, gdyż unieruchomienie auta w drodze to poważna usterka, która nie przynosi chluby producentowi, na szczęście dla mnie auto jest jeszcze na gwarancji. Muszę pochwalić natomiast "pomagierów" - na moją prośbę o pomoc zjechało prawie pół firmy, a to oznacza że skrzyżowanie było zastawione eLkami - które może i z ciekawości, a może i nie - tłumnie przybyły w owe miejsce. Oczywiście chciałem jedynie kogoś z - nazwijmy to - częściami, bym mógł jakoś zjechać z tego skrzyżowania.
Dziś mam prawie wolne, napiszę więcej jak będę coś wiedział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



