Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaris. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

wtorek, 13 stycznia 2026

Może

Po dość ciężkim dniu pełnym wyzwań i nietypowych sytuacji wracam do domu. Wybieram dłuższą drogę, bo mam ochotę przejechać się poza miasteczkiem i wyciszyć. 

Droga jest czarna i pusta, jadę około 60 km/h. Bardzo cicho w tle leci Die With a Smile. Termometr wskazuje -14. Gdy wjeżdżam do lasu czuję, że auto zaczyna lekko "myszkować". Wykonuję mikroruchy kierownicą aby zachować tor jazdy na wprost i stopniowo zwalniam, aby spróbować zahamować i zbadać stan przyczepności kół do nawierzchni. Przy około 40 km/h wciskam niezbyt mocno hamulec, ale od razu uruchamia się ABS a auto prawie wcale nie zwalnia - jadę po czarnym lodzie. W ułamku sekundy robi mi się bardzo gorąco, a wszystkie mięśnie napinają się jakby przygotowywały do najgorszego.

Po zmniejszeniu prędkości zatrzymuję się w zatoce tuż przy jezdni i wychodzę nabrać świeżego powietrza oraz zrobić zdjęcie. Droga przypomina lodowisko - ledwo mogę ustać na nogach. 


Dookoła prawie idealna cisza. Słyszę tylko szmer układu hybrydowego auta. Powietrze jest bardzo zimne, choć wciąż czuję że wewnątrz jest mi gorąco. Wracam do pojazdu. Nie przekraczając 30 km/h dojeżdżam do miasteczka i dopiero wtedy zaczynam się relaksować. 

Robię kilka rund naokoło centrum. Droga jest biała, ale ze sporo lepszą przyczepnością. Okazuje się, że nawet oczekiwanie na skrzyżowaniu z czerwonym światłem pozwala na odpoczynek. Podkręcam muzykę i wsłuchuję się w kolejne utwory analizując przebieg linii melodycznej na przemian basu i głosu prowadzącego. 

Zamiast takiego bezsensownego jeżdżenia powinienem posprzątać w domu, uprasować białe koszule, lub choćby pójść poćwiczyć na basenie... Ale może to zrobię jutro, przecież świat się nie zawali. Może.

Dziś okazało się, że soboty mają być pracujące, ale dyżury będą tak podzielone, aby nikt nie musiał pracować więcej niż 3 soboty w miesiącu, a może i 2. Ale...rozpoczynam nowy projekt, a to oznacza że muszę zarezerwować sobie jeszcze kilka dodatkowych weekendów (łącznie z niedzielą). Robiłem to już wcześniej, więc nie martwi mnie to prócz tego, że będę miał mniej czasu dla siebie... 

Powoli myślę o urlopach, ale te najwcześniej w czerwcu (nie więcej niż tydzień) i na przełomie września i października (dwa tygodnie). Sycylia? Portugalia? Majorka? A może po prostu Bieszczady? Wstępnie rezerwuję nocleg (z możliwością odwołania), bo sam jeszcze nie wiem jak to wszystko się zgra z projektem oraz tymi sobotami i możliwością zgrania grafiku. 

Tymczasem kończę przejażdżkę. Po zaparkowaniu w garażu nie bardzo mam ochotę wychodzić z przytulnego wnętrza autka. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Na pewno nie będę wracał drogą przez las...

sobota, 22 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 433

Poniedziałek 

Dzień wolny, ale bynajmniej nie leniwy. Wstaję odrobinę później niż zwykle, ale mam już zaplanowane:
  1. posprzątać w całym mieszkaniu;
  2. zrobić pranie;
  3. zmienić pościel;
  4. pojechać do krawca z problematycznym zamkiem w bluzie;
  5. pouczyć się;
  6. poćwiczyć na basenie;
  7. zrobić wpis na bloga;
Prócz tego, załatwiłem kilka innych spraw, zatem poniedziałek mogę uznać za udany. A wieczór przy muzyce francuskiej.

Wtorek 

W pracy całkiem znośnie, nawet jakby lekko. Po pracy piekę ciasteczka maślane. Będą małym słodkim upominkiem dla dziewczyn -G, R oraz Z, które w czwartek wybierają się w daleką wycieczkę.




Robię tylko dwa wzory, ale całość zajmuje mi sporą część popołudnia. Smakują idealnie. Miałem wybrać się na spacer, ale trochę mnie to  zmęczyło.

Środa

W pracy więcej uwagi niż zwykle, ale na plus, jestem zadowolony. Później trochę roboty w dwóch miejscach. W tym drugim musiałem wykazać się ponadprzeciętną cierpliwością. Cisza i spokój, które witają mnie po przekroczeniu progu mojego mieszkania wieczorem, są bezcenne. Nawet nie włączam radia, upajam się totalną ciszą...

Czwartek 

Bardzo lekki dzień. Nie przepracowałem się, za to pozałatwiałem kilka spraw on-line i przez telefon. 

Po południu zbieram się na wyjazd do dużego miasta. Wieczorem długi spacer, w później cichutko grający jazz i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - jako przypomnienie, bo czytałem tę książkę kilka lat temu. "Zamek" Franza Kafki musiałem odłożyć, bo czytanie na telefonie jest męczące.

Piątek

Dzień wolny. Z rana przegląd auta w serwisie Toyoty (1348 zł), gorąca czekolada (gratis) w czasie oczekiwania na autko. Miły i uśmiechnięty doradca serwisowy.


Potem wizyta w dobrej garmażerce (faszerowane udko 5.40 zł, cztery pieczone ziemniaki 2.20 i duża surówka z marchwi 5.70) - bo nie miałem ochoty na jedzenie w knajpie, więc odgrzałem sobie w domu. 

Trochę odpocząłem i poszedłem do fryzjera (40 zł). Potem do aquaparku na 2.5 godzinny relaks w strefie saun (47 zł). Wieczorem sałatka na wynos z kurczakiem i grillowanym ananasem (39 zł) z pobliskiej restauracji. Sade z płyty winylowej na starych, ale porządnych i dużych głośnikach. Na noc podróż, ale przestał padać śnieg, więc jest tylko mokro i prawie pusto.

A w planach na weekend praca (sobota) i koncert jazzowy (niedziela). 

sobota, 7 grudnia 2024

Podsumowanie tygodnia 373

Poniedziałek 

Zaskoczony możliwą natychmiastową awaria akumulatora - czyli uziemieniem auta - szukam najlepszej drogi do rozwiązania problemu. Zaprząta to dość sporo mojej uwagi. A w pracy wysyp premii - dziś dowiaduję się o kwocie niewielkiej - bo tylko 600-złotowej.

Wtorek

Zostaję wytypowany do nowego projektu. To wyróżnienie, ponieważ z całego Departamentu "wykosiłem" kolegów/koleżanki, którzy mają dużo większy staż od mojego. Będę reprezentować nasz oddział Departamentu na cały kraj, co oznacza dużo przygotowań i oczywiście nauki. A czasu nie jest zbyt dużo - niecałe dwa tygodnie.

Środa

Kolejna premia - tym razem większa (ponad dwukrotnie niż poprzednia), a to nie koniec ponieważ w tym miesiącu będzie jeszcze jeden bonus (na razie nieznanej wysokości) a z początkiem stycznia kolejny. Możliwe, że łącznie z podwyżką.

Czwartek 

Dzwonię do ASO w sprawie akumulatora. Dopytuję o warunki wymiany oraz cenę ale nie podejmuję jeszcze decyzji. Po pracy jadę do gościa z niezależnego serwisu w moim małym miasteczku, który testuje mój dotychczasowy akumulator i stwierdza, że trzeba go wymienić jak najszybciej ponieważ w każdym momencie może wyzionąć ducha. Proponuje konkretny model na wymianę. 

W pracy bardzo dobrze. Wieczorem drink i muzyka (La Maison - Gabin).

Piątek

Podjąłem decyzję. Dzwonię do Toyoty (dział części) i pytam, czy mają odpowiedni do mojego autka akumulator. Mają. Ostatni. Pan od razu pyta czy zarezerwować. Odpowiadam twierdząco. Po chwili dzwonię do serwisu umówić wymianę. Pan ma niezłą zagadkę gdzie mnie wcisnąć, ponieważ standardowe terminy to za miesiąc. Po kilku chwilach ciszy odzywa się i proponuje dzisiaj (!) na 20.15. Oczywiście zgadzam się i wieczorem pędzę do serwisu. A tam mnóstwo ludzi. Czekam w kolejce dobre 15 minut aby oddać auto. Doradca - pan ubrany w świąteczny sweterek (średnio układał się na dość dużym brzuchu) jest bardzo uprzejmy i miły. Po godzinie odbieram auto. Okazuje się, że serwis nie policzył nic za robociznę, a dodatkowo dał rabat - płacę nieco ponad 900 zł i zadowolony wracam do domu.

czwartek, 5 grudnia 2024

Staruszek Yaris

Za kilka dni mój Yaris będzie miał dokładnie 4 lata. W tym czasie służył mi dzielnie w dojazdach do pracy i na wycieczki, starałem się nie męczyć go zbytnio, dbać oraz chronić przed złem tego świata. Zafundowałem mu nawet garaż, za co odwdzięcza się pięknym lakierem.

W ciągu tych lat przejechałem nim niecałe 50 tysięcy kilometrów i - jak do tej pory - nie zawiódł mnie ani razu. Ostatni przegląd w ASO (cztery dni temu) potwierdził bardzo dobry stan autka z jednym wyjątkiem - akumulator (12V) jest na skraju życia. Ma tylko 8% stanu naładowania i - niestety - więcej mieć nie będzie. Jest już tak zużyty, że nie pomoże mu nawet dobry prostownik. W każdej chwili auto może nie dać się uruchomić, więc czeka mnie wymiana. W tej chwili ustalam gdzie to wykonać - w autoryzowanym serwisie czy we własnym zakresie. 

W tym pierwszym koszt wynosi 980 zł, a w warsztacie specjalizującym się w akumulatorach około 350 zł z tym, że tu mówimy o innym typie akumulatora. Wydaje mi się, że chyba zdecyduję się na ASO, ponieważ jest to zbyt ważny element pojazdu. W tej chwili pod maską (a tak naprawdę pod kanapą, ponieważ akumulator znajduje się ukryty pod tylną kanapą - oczywiście z bardzo ograniczonym dostępem) pracuje bateria w technologii AGM, tymczasem tani warsztat proponuje mi zwykły akumulator żelowy. 

Przegląd kosztował niecałe 2 tysiące złotych, ale należy wiedzieć że to tzw duży przegląd (taki, jaki wykonywany jest po 60 tys km) i obejmuje m.in. wymianę płynu hamulcowego, dezynfekcję klimatyzacji i sprawdzenie całego układu hybrydowego. Zwykły przegląd kosztuje mniej niż połowę tej sumy. 

Ubezpieczenie (pełny pakiet polis ubezpieczenie szyb) to nieco ponad dwa tysiące, ale nie ma co na tym oszczędzać. Pracy dzisiejszych cenach części oraz roboczogodziny w ASO, najmniejszy problem będzie kosztował więcej niż to ubezpieczenie.

Czekając na wykonanie przeglądu oglądam Lexusa LBX - to takie małe autko - klasy mojego Yarisa ale z większym prestiżem. Wygląda nawet nieźle, ale wewnątrz mam wrażenie ciaśniej niż u mnie. Kupować? Nie kupować? Teraz są wyprzedaże, ale czy ja potrzebuję nowego auta? A może jeszcze poczekać i dopiero za 2-3 lata kupić? Wtedy będzie pewnie już nowy model.

sobota, 11 maja 2024

Podsumowanie tygodnia 343

Poniedziałek

Budzę się ledwo żywy. W nocy trochę spałem a trochę nie, ale nic nie wskazywałoby na tak słaby poranek. Nie mam siły zwlec się z łóżka, boli każda cześć ciała. Jakoś wstaję i ogarniam się do roboty. Ale mam szczęście, moi klienci umówieni na dzisiaj są kompletnie nie przygotowani i przy okienku z nimi jestem dosłownie kilka minut i wracam na zaplecze. I do toalety, bo dochodzą problemy żołądkowe. Do domu nie mogę, na zwolnienie też nie. Muszę to jakoś przeżyć, koleżanka z innego działu przynosi mi kubek zaparzonej mięty co trochę pomaga. O 16 kładę się już u siebie na łóżku i nie mam siły na jakąkolwiek aktywność.

Wtorek 

Wciąż słabo, ale deko lepiej niż wczoraj. Pierwszy raz w tym tygodniu coś jem. Kanapki (2) z szynką i miksem sałat, ale sam nie wiem czy odczuwam głód czy nie. Stopniowo coraz lepiej, a wieczorem prawie całkiem dobrze.

Środa 

Do pracy jadę hulajnogą. Schodzę z niej na każdym przejściu i przeprowadzam, ale tam gdzie są przejazdy dla rowerzystów przejeżdżam. Na jednym z nich (3 pasy w jednym kierunku) pojazd najbliżej mnie zatrzymuje się, ja wjeżdżam i widzę że zza niego jedzie drugi, który w ogóle nie zwalnia. Zatrzymuję się gwałtownie i zeskakuję z hulajnogi, a pojazd przejeżdża kilka centymetrów od przedniego koła hulajnogi. Gość pojechał dalej, a ja już do chodnika wolałem się przejść.

Czwartek 

W pracy spięcia. Kolega kilka okienek dalej ode mnie robi mi niezbyt przyjemne uwagi - wyraźnie ma jakiś problem. Ignoruję go.

Piątek 

Wolne. Tzn nie do końca, ale tak prawie. Lubię takie piątki. Wcześniej szykuję autko, żeby ładnie się prezentowało. Przed południem jadę do dużego miasta i standard - 2.5 godziny na saunach, potem kolacja na mieście (uwielbiam sezon na szparagi!) i zasłużony odpoczynek!


sobota, 30 marca 2024

Podsumowanie tygodnia 337

Poniedziałek

W pracy dobra wiadomość. Podwyżka. Główny manager zapowiedział ją już w styczniu i choć przez moment myślałem że nic z tego (od tamtej pory nic na ten temat nie było mówione), to jednak dotrzymał słowa. Około 15% netto. Mam nadzieję że to nie ostatnia podwyżka w tym roku.

Wtorek 

Względny luz. 

Środa

Skarbie przesuń głowę - powiedziała dentystka. Na oko 3-4 lata starsza ode mnie. Bardzo miła. I nietypowe - w przychodni nikogo nie było, więc przyjęła mnie piętnaście minut przed czasem. Jeszcze nigdy to mi się nie zdarzyło, zawsze było opóźnienie.

Czwartek 

Bardzo przyjemny dzień. Klienci, których obsługuję są totalnie nie przygotowani, co oznacza że zamiast 8 godzin pracuję najwyżej 3.

Piątek 

Po pracy zmieniam koła na letnie, myję i odkurzam autko, a nawet funduję mu warstwę wosku ochronnego. Jutro będę piekł makowca i odpoczywał :)

Życzę Wam Wesołych Świąt, mile spędzonego czasu w gronie najbliższych lub po prostu - złapania oddechu, pięknych wycieczek i spacerów, bo pogoda zapowiada się wspaniale!

sobota, 9 grudnia 2023

Podsumowanie tygodnia 321

Poniedziałek

Czterodniowy tydzień w pracy jest zachęcający. Za oknem biało i ślisko.

Wtorek 

Dzień mija mi w miarę szybko, po południu odpoczywam i robię naleśniki - szklanka mąki, szklanka mleka, 3/4 szklanki wody gazowanej, dwie łyżki roztopionego masła, dwa jajka i szczypta soli. Smażę na suchej patelni przy dość sporym ogniu. Zero cukru. Takie naleśniki nadają się i do słodkich i słonych potraw. Polecam.

Do tego robię ser z odrobiną cukru pudru i aromatem waniliowym. Albo ze zwykłym serem białym i kawałkami wędzonego łososia i szczypiorkiem. 

Środa 

Finalizuję kwestie ubezpieczeniowe auta. Robię zdjęcia do AC i przez pomyłkę nie wysyłam wszystkich. Informują mnie o tym w piątek, a ja szybko dosyłam to co trzeba.

Czwartek 

Po pracy jadę na przeglad rejestracyjny do zaprzyjaźnionej stacji kontroli pojazdów. Jest tam miło i szybko, bo przede mną nie było nikogo. Kolejny taki przegląd za dwa lata. Następnie wyjeżdżam do dużego miasta Ale  przed tym chce kupić faworki w jednej z najlepszych ciastkarni. Niestety pani informuje mnie, że faworki były po 106 zl/kg i nie miały wzięcia, więc robili przez tydzień i już nie będą. Szkoda. Jest mroźno i trochę ślisko, zwłaszcza w mieście.

Piątek 

Z rana podwójne zakupy w Lidlu (cukier do wypieków na święta), potem do garmażerki (ryba po grecku i krokiety meksykańskie - genialne) i szybki wyjazd do Toyoty na przeglad po trzecim roku użytkowania. Pół godziny w korkach, bo musiałem przez całe miasto przejechać. Miła obsługa, pan z uwagą słucha tego co mówię (w prawych drzwiach słuchać jakiś rezonans/wibracje podczas odtwarzania muzyki - szczególnie niskich tonów) po czym notuje to w zleceniu. Rzeczowo odpowiada na moje pytania, w sumie mógłby pracować w Departamencie - jest kulturalny i rzeczowy. Mechanicy przy okazji aktualizują oprogramowanie systemów bezpieczeństwa, oraz myją auto. Ja w tym czasie jadę autobusem  do centrum (przystanek mam nieco ponad kilometr od serwisu) na obiad, a po powrocie (tą samą linią autobusową ale z o wiele gorszym kierowcą który gwałtownie hamuje i przyspiesza, jakby wiózł ziemniaki! Ludzie zwłaszcza starsi niezadowoleni - dobrze że nikomu nic się nie stało) auto już na mnie czeka. Miło i niezbyt drogo tym bardziej, że gratis dostaję kolejny rok gwarancji na autko. 

Potem wizyta na saunach z małym incydentem. Jeden z klientów (starszy pan) po seansie czuje się słabo, a gdy w asyscie pracowników bierze prysznic osuwa się z impetem na podłogę. Ratownicy rozpoczynają reanimację którą kończy zespół ratownictwa medycznego i zabiera gościa do szpitala. Przy okazji podejrzenie złamania co najmniej ręki.

Fakt, że seans był bardzo gorący. Chyba dla tego pana zbyt gorący. Dla mnie ok, wygrzałem się tak że po wyjściu z obiektu miałem wrażenie że jest cieplutko mimo dużego mrozu i silnego wiatru 😁

sobota, 12 listopada 2022

Podsumowanie tygodnia 265

Poniedziałek

Oby dotrwać do czwartku. Oby wytrzymać i nie dać się zwariować. To najważniejszy cel na ten tydzień.

Wtorek

W pracy w miarę bezproblemowo, a biorąc pod uwagę jak trudnych klientów mają moi koledzy z okienek obok - to wręcz idealnie. Po pracy popołudniowa drzemka, oznaka starzenia się.

Środa

Tak jak tydzień temu także i dziś dłuższa wycieczka na hulajnodze. Aby nie wpaść w większe dziury trochę ją prowadzę, co mnie strasznie irytuje (wydłuża czas powrotu do domu).

Czwartek

Dotrwałem. Bez skandali, bez problemów, bez afer. Cud jakiś. Po pracy dość długo jadę do domu (autkiem, bo zapowiadali deszcz więc od razu zdecydowałem się na 4 koła) bo korki duże. A potem wyjazd do dużego miasta. Tam także ruch większy niż zwykle.

Piątek

Wolny dzień, ale z samego rana aż do południa ból głowy. Czyżby te dwa duże drinki w czwartek to jednak zbyt wiele, a może to natłok nerwów z całego tygodnia? Po południu kupuję polisę ubezpieczeniową do Yarisa. Mimo że obecna kończy się dopiero za miesiąc załatwiam to już teraz. Raz że taniej już nie będzie, dwa że i tak trzeba będzie to zrobić. 1480 zł za pełen pakiet.

środa, 27 kwietnia 2022

Jazda hybrydą

Zimowa eksploatacja Toyoty Yaris IV w wersji hybrydowej podniosła średnie zużycie paliwa do poziomu 4.1/100 km. Czy to dużo? Nie, ponieważ najczęściej użytkowałem pojazd na krótkich dystansach - które to są najmniej korzystne dla eksploatacji pojazdu. Już chwilę po wciśnięciu przycisku "START" uruchamiał się silnik spalinowy - nawet wtedy gdy bateria układu elektrycznego była prawie pełna. Oczywiście znacząco wpływało to na średni wynik zużycia paliwa. Ciekawe, że kilkaset metrów jazdy na zimnym silniku najczęściej odbywało się przy jednostajnych obrotach silnika - niezależnie od dynamiki przyspieszenia czy prędkości jazdy, ponieważ układ elektryczny kompensował zapotrzebowanie na moc, a podczas zwalniania doładowywał baterię. Fajne!

Rozgrzewanie silnika oraz całego układu nie trwało zbyt długo, ale kolejną sprawą jest ogrzewanie wnętrza. Aby z kratek wentylacyjnych leciało ciepłe powietrze (przy minusowych wartościach na zewnątrz) potrzeba było dodatkowych minut, a to znowu podnosi średnie zużycie. Wyjściem z sytuacji jest korzystanie z podgrzewanych foteli (niesamowite, jak poprawiają komfort jazdy w zimne dni) oraz podgrzewana kierownica. Porównując bilans zużycia energii i paliwa zdecydowanie na plus wychodzi korzystanie z podgrzewania foteli/kierownicy niż ogrzewanie całego pojazdu. 


Naturalnie w trasie choćby kilkunastokilometrowej nie robi to aż tak dużej różnicy, ale gdy codziennie pokonuję 5 km do pracy to ma znaczenie. Kolejnym aspektem jest fakt, iż rekuperacja oraz oddawanie energii przy minusowych temperaturach nie zachodzi w sposób aż tak efektywny jak podczas eksploatacji w lecie. 

Obecnie wygląda to inaczej, ponieważ przy tych temperaturach (5-8 stopni gdy wyjeżdżam z garażu) autko od razu ochoczo pracuje na układzie elektrycznym - o ile tylko ma wystarczającą ilość elektronów w baterii. Rzadziej korzystam z ogrzewania, więc średnie zużycie paliwa będzie spadać w oka mgnieniu.  Podczas tych pięciu kilometrów dziennie (w jedną stronę) średni czas jazdy na silniku elektrycznym wacha się od 65% do nawet 80%. Wiadomo jak to w mieście - ruszanie/hamowanie/postój i tak bez końca. Tu hybryda jest najbardziej efektywna, przy czym wcale nie jest najlepiej muskać pedał przyspieszenia najdelikatniej jak się da. Silnik spalinowy zdecydowanie szybciej rozgrzewa się podczas bardziej dynamicznego przyspieszania (oczywiście bez przesady) oraz chętniej wyłącza się przy jednostajnej jeździe. 


Elektronika sama wybiera co i jak w prawie każdym aspekcie. Kierujący ma do dyspozycji tryby jazdy (eco/normal/power) oraz tryb EV (tryb elektryczny). Ten ostatni dostępny pod wieloma warunkami - m.in ilości dostępnej energii i zapotrzebowania na moc. Bateria pozwala na przejechanie w tym trybie nieco ponad 2 km - wszystko zależy od ukształtowania terenu. Nie jest to więc zbyt powalająca wartość, ale w mieście sprawdza się idealnie. Sama bateria najczęściej ładowana jest tylko do około 80% pojemności oraz rozładowywana do około 20% - zapobiega to przedwczesnemu zużyciu ogniw. Z tego co widzę na różnych forach Toyoty, taksówkarze robią nawet 600 000 km na oryginalnej baterii, więc nie ma się co martwić tylko trzeba się cieszyć i nie zwracać uwagi na szalejące ceny paliw :)

sobota, 6 listopada 2021

Podsumowanie tygodnia 212

Poniedziałek

Wolne. Trochę jeżdżę, trochę odpoczywam. Ostatnie (?) w tym roku lody na mieście. Na obiad frytki i ryba.

Wtorek

Krótszy tydzień, od razu lepiej :) Umawiam się na przegląd w Toyocie, bo już zbliża się wymagany termin (15000 km). Wieczorem przejażdżka rowerem.

Środa

Podwyżki cen benzyny mnie nie ruszają.

Czwartek

Pracę kończę o 15 i od razu wychodzę do domu. Odbieram dwie paczki i idę na obiad do koleżanki. A wieczorem pływanie w aquaparku.

Piątek

Spokojnie, fajny dzień. Nie wymęczył mnie za bardzo, a tu znowu weekend :)

wtorek, 19 października 2021

Hybrydą w górę i dół

Korzystając z kilku dni wolnego w ubiegłym tygodniu wybrałem się w nieco dalszą wycieczkę. Sam wyjazd - fantastyczny: począwszy od pogody kończąc na zwiedzonych atrakcjach, ale nie o tym. W końcu miałem okazję przejechać się trochę dalej moją hybrydową Yariską - byłem ciekaw jak będzie spisywać się na krętych i górskich drogach, jakie będzie zużycie paliwa oraz ogólnie - jak sobie poradzi oraz co na taką jazdę powiedzą pasażerowie?

1) cechą nowej hybrydy jest szybkie ładowanie baterii* - wystarczy niezbyt długi zjazd i z 30% robi się 80%, wiele razy miałem nawet 100%. Zarządzanie gromadzeniem oraz oddawaniem mocy z baterii jest bardzo dobrze realizowane - przy sprzyjającym ukształtowaniu terenu udało mi się 15 km przejechać na samym prądzie ani razu nie uruchamiając silnika spalinowego;

2) podjazdy pod wzniesienia można pokonać na dwa sposoby - albo standardowo na silniku spalinowym, albo na elektrycznym - o ile jest wystarczająca ilość energii. Często tak robiłem dość szybko opróżniając baterię, która znowu się ładowała zjeżdżając z góry;

3) zużycie paliwa nigdy nie przekroczyło 3.7 litra, na niektórych odcinkach wynosiło równe 3 na 100 km. Prędkość - na drogach krajowych nie przekraczałem 100 km/h z przewagą 80-90, a w rejonach serpentyn i wzniesień/spadków średnia prędkość to 30 km/h;

4) komfort oraz głośność - na akceptowalnym poziomie. Silnik czasem wchodził na wyższe obroty - ale tylko gdy intensywniej przyspieszałem lub miał naprawdę dużą górę do pokonania. Wyprzedzanie lub włączenie się do ruchu to sama przyjemność.

* ładowanie baterii odbywa się podczas wytracania prędkości, lub podczas wstępnej fazy hamowania. Nie ma możliwości ładowania z gniazdka elektrycznego.

wtorek, 27 lipca 2021

Z zapałkami

Ostatnią niedzielę postanowiłem spędzić na odpoczynku w plenerze. Z samego rana wybrałem się dość daleko od domu, aby wypocząć w pięknych okolicach. Tak jak ja postanowiło zrobić dość sporo ludzi, ponieważ parking zlokalizowany przy drodze z jednej strony i lesie z drugiej był już prawie cały zapełniony. Znalazłem odpowiednio bezpieczne miejsce parkingowe (jak mi się wydawało) i oddałem się uciechom spacerowania, kąpania i innego nic nie robienia.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach wracając do auta zobaczyłem w tej kolejności: dym przy moim aucie (!), oraz grupkę ludzi w około (!!). Gdy podszedłem bliżej okazało się, że - prawdopodobnie - ktoś zaprószył ogień tuż przy mojej Toyocie. Grupka ludzi kończyła gaszenie, a ktoś dzwonił na 998 i odwoływał przyjazd straży pożarnej. Szybko odjechałem z tego miejsca. Wewnątrz czuć było zapach dymu, który jednak dość szybko zniknął. Auto w miarę całe - jedyne straty to zarysowany zderzak - ktoś zapewne biegnąć z wiadrem wody zaczepił i trochę przerysował. Szczęście że nic się nie stało i auto nie spłonęło...


Wracając kilka minut po tym wszystkim minąłem dwa wozy straży pożarnej, więc tak czy siak strażacy pojechali na miejsce zdarzenia. Nie chce mi się nawet pisać o bezmyślności takich, którzy nieostrożnie obchodzą się z ogniem i to w lesie, brak mi słów i nie chcę się znowu denerwować...

niedziela, 31 stycznia 2021

Toyota bez opon

Myślałem, że w moim małym miasteczku nikt nie kupi takiego samego autka - czyli nowej Toyoty Yaris - w takiej samej wersji wyposażeniowej jak moja! Mało tego, identyczne jak moje stoi zaledwie około 100 m ode mnie! Zauważyłem je kilka dni temu, gdy szedłem na spacer. Aż mi ciśnienie skoczyło, bo myślałem że to mój samochód! Ale szybko sprawdziłem, moja Toyota spokojnie odpoczywała sobie w garażu. 

Tymczasem ktoś, kto kupił sobie samochód nie zadbał o jedną z ważniejszych spraw - ponieważ zauważyłem że Toyota wciąż ma letnie ogumienie. To dla mnie niepojęte, by kupować tak drogi samochód i nie zainwestować w rzecz mającą bardzo duży wpływ na bezpieczeństwo jazdy! Niesamowite! Nawet najtańsze opony zimowe są nieporównanie lepsze niż najlepsze letnie! Może powinienem zaapelować do właściciela i zainstalować mu kartkę na szybie "drogi właścicielu, kup zimówki dla swojej Toyoty!".

Jak się okazało kilka dni później, ktoś jednak odśnieżył auto, a potem widziałem je na mieście! Szok! Było bardzo ślisko, ja nie wyobrażam sobie jazdy w tych warunkach na takim ogumieniu! Ciekawe, czy na ubezpieczeniu właściciel też przyoszczędził... :P

niedziela, 27 grudnia 2020

Święta, święta i...

Święta się skończyły, mnóstwo prezentów zostało - co ciekawe wszystkie bardzo trafione i potrzebne. Sam gromadziłem je już od końca października, by w połowie grudnia mieć już wszystko co potrzebowałem aby obdarować bliższych i dalszych znajomych. Jedyne, czego nie udało mi się zrobić to kartki - nie zdążyłem ich samodzielnie wyszyć, a zupełnie nie miałem kiedy chodzić po sklepach i wybierać gotowców (o poczcie nie wspominając - tu albo wlazłem w godzinach seniorów, albo były takie kolejki, że odechciewało się czekania).

Tymczasem moja Toyota sprawnie szybko i komfortowo dowozi mnie na kolejne wycieczki, które organizuję sobie w weekendy. Po każdej podróży w aplikacji mogę sprawdzić podstawowe parametry jazdy i jak do tej pory zawsze program karci mnie za zbyt mocne wciskanie gazu "spróbuj łagodniej przyspieszać" - ale nie da się - Yaris ma taki zryw, że nie potrafię się powstrzymać od wystartowania spod świateł z jakby torpedowym przyspieszeniem. Swoim starym autem nigdy w życiu nie ruszałem w takim tempie (z jego mocą było to niemożliwe) - może dlatego teraz daje mi to taką frajdę? W ciągu chwili na liczniku pojawia się 50 km/h, a gdy się zagapię to mam ponad 80. W dodatku w aucie jest tak cicho, że częściej muszę kontrolować prędkościomierz bo już kilka razy zdarzyło mi się znacznie przekraczać prędkość dopuszczalną w obszarze zabudowanym. Głupio byłoby, gdyby instruktor nauki jazdy dostał mandat!

Jeśli chodzi o spalanie paliwa to waha się ono od 3.3 do 4.2l/100 km (w zależności od pokonanego odcinka jazdy, nie liczę tych ekstremalnych i krótkich - gdzie jazda na prądzie odbywa się przez 80% czasu bo wtedy spalanie jest znikome), a średnie kształtuje się na poziomie 3.9 i wciąż spada - mimo chłodnych dni.

Trzy tryby jazdy zmieniają niektóre elementy: ECO m.in. faworyzuje wykorzystanie prądu oraz pomaga utrzymać tryb EV nawet podczas przyspieszania, dźwignia gazu działa jakby "ciężej" powodując że autem łatwiej jechać wolniej, a klimatyzacja działa w trybie bardziej energooszczędnym. Tryb NORMAL zrywniej reaguje na gaz, silnik spalinowy wyłącza się nieco rzadziej, a klimatyzacja pracuje standardowo. Tryb PWR oddaje kierowcy maksymalne osiągi i natychmiastową reakcję na gaz. W tym ostatnim trybie jeszcze nie prowadziłem auta.

W zimne dni jest jeszcze jedna rzecz którą polubiłem - niesamowicie szybko silnik osiąga temperaturę roboczą, a wewnątrz robi się ciepło. Oczywiście jazda bezemisyjna obniża temperaturę silnika, ale wystarczy kilka sekund i odzyskuje on optymalne wartości. Lubię także podgrzewaną kierownicę i fotele :)

Przejechałem nieco ponad 1000 km i wciąż mi mało, jak tylko uda mi się zaszczepić (liczę na to że mnóstwo ludzi zrezygnuje i nie będę czekał do połowy roku) wyjeżdżam gdzieś daleko daleko na super fajną wycieczkę :)

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Yaris - pierwsze wrażenia

Właśnie wyjeździłem pierwszy bak paliwa, robiąc około 700 km - oto moje pierwsze spostrzeżenia.

Jak wygląda auto - każdy widzi. Nie widać natomiast tego, jak solidnie jest wykonany i jakie ma się wrażenie - począwszy od chwycenia klamki po wciśnięcie gazu i natychmiastową reakcję. Yaris wydaje się być autem o co najmniej klasę wyżej niż jest. To odczucie towarzyszy mi od początku przygody z nim i z każdym dniem poczucie to umacnia się bardziej. Bezkluczykowy dostęp jest niesamowity - nie miałem pojęcia że mój Yaris będzie miał coś takiego! Wystarczy mieć kluczyk w pobliżu i dotknąć wewnętrznej strony klamki (lub przycisku w pokrywie bagażnika) i pojazd automatycznie się otwiera (a ponieważ to hybryda to wstępnie pompowane jest ciśnienie do układu hamulcowego). Aby zamknąć wystarczy dotknąć specjalnego miejsca w klamce i gotowe! Super! W ciasnych miejscach warto ustawić automatycznie składanie lusterek :)

Z przodu miejsca jest pod dostatkiem, kierownica ma duży zakres regulacji i nadzwyczaj dobrze leży w dłoniach, a w nocy widać subtelne błękitne podświetlenie klamek, schowka oraz przestrzeni na nogi. Z tyłu rzucają się w oczy drzwi, które mają mały kąt otwarcia - ale przecież mnie to w ogóle nie przeszkadza :) Jedynie skąpe podświetlenie tylnej części może dawać się we znaki. Bagażnik w sam raz dla dwóch osób - w końcu nie ma tam butli na gaz (jak w moim poprzednim aucie) czy koła zapasowego - to zostało schowane w dodatkowej przestrzeni pod bagażnikiem. 

Auto jest szybkie, zwinne i prowadzi się jakby było przyklejone do drogi. Wydaje się, że nie istnieje coś co wytrąciłoby je z równowagi - ale o tych sprawach napiszę nieco później. Średnie spalanie to 4.2, średnia prędkość to 44 km/h a średni czas wykorzystania EV to 57 %.

niedziela, 13 grudnia 2020

Witaj piękna :)

Cały proces zakupu auta przebiegał w miłej i rzeczowej atmosferze, bez niedomówień i sytuacji niejasnych. Kontakt z panią z Toyoty był wzorowy - zarówno telefoniczny jak i mailowy. Tak jak pisałem kilka tygodni temu, w dniu w którym jechałem do niej na jazdę próbną celowo została w pracy dłużej - bo inaczej nie zdążyłbym przyjechać w godzinach jej pracy.

Odbiór auta był w piątek o godzinie 9.00. Gdy dotarłem na miejsce kilka minut przed czasem, pani już czekała. Główne miejsce w salonie zajęła moja nowa przepiękna Toyota Yaris :)


Auto było przygotowane - miało założone zimowe koła (letnie zapakowano do wnętrza pojazdu) a pani miała już gotowe wszystkie dokumenty do podpisu oraz faktury, które - jak się umówiliśmy - opłacałem w salonie podczas odbioru (opony zimowe oraz pakiet ubezpieczeń). Po dopełnieniu formalności przyszedł czas na prezentację najważniejszych elementów pojazdu.



Od razu połączyliśmy mój telefon z systemem pojazdu, co nie tylko pozwala na rozmowę telefoniczną bez odrywania rąk od kierownicy ale także mnóstwo innych funkcji - na przykład nie wychodząc z domu mogę sprawdzić gdzie obecnie znajduje się moja Toyota, ile ma paliwa w baku, mogę sprawdzić wszystkie przejechane odcinki wraz ze szczegółową analizą stylu jazdy/zużycia paliwa/użycia EV oraz wiele innych -  nie wiedziałem że takie coś będzie tu możliwe! 


Następnie auto zostało wyprowadzone na zewnątrz salonu gdzie oficjalnie przekazano mi klucze oraz życzono szerokiej drogi - auto zostało odebrane. Pierwszą rzeczą było zatankowanie, więc podjechałem na stację - ledwo weszło 30 litrów, więc w zbiorniku było równe 6 litrów paliwa - to bardzo dużo, ponieważ do tej pory spotkałem się z tym że w baku był około litr lub mniej. Kupiłem od razu płyn do spryskiwaczy ale okazało się, że zbiornik wypełniony był pod korek - kolejne pozytywne zaskoczenie!

Pierwsze kilometry to przede wszystkim cisza i doskonałe prowadzenie. Mnogość ustawień wszystkiego w aucie (do tej pory nie wiem sporo rzeczy), precyzyjność układu kierowniczego oraz dynamika to tylko niektóre cechy, które rzuciły mi się w oczy. Pojazd jest niesamowicie komfortowy, a prowadzenie jego fantastycznie idealne!

Elementem który nieco zmącił zachwyt autem było zapalenie się kontrolki od ciśnienia w oponach - mniej więcej po trzydziestu minutach od wyjazdu z salonu. Od razu skojarzyłem, że to ze względu na zmianę kół z letnich na zimowe. Po telefonie do salonu miałem dopompować powietrza i obserwować, a gdyby to nie pomogło to ponownie skontaktować z nimi. Niestety kontrolka wciąż się świeci - pomimo prawidłowego ciśnienia - więc czeka mnie wizyta w serwisie - który ewidentnie coś źle zrobił przekładając koła. Nie ma to wpływu na użytkowanie pojazdu, ale w jakiś sposób rzutuje na całość oceny tego salonu.

O kolejnych wrażeniach niebawem, podczas odbioru zostało zrobionych 172 zdjęć, które jeszcze wykorzystam :)

sobota, 12 grudnia 2020

Podsumowanie tygodnia 165

Poniedziałek

Z samego rana nie przychodzi kursantka, więc niecałe dwie godziny spędzam w domu. Tak właściwie to każda nieobecność powinna być wykupiona dodatkowymi godzinami. Jeśli kogoś nie było np na sześciu jazdach, powinien wykupić tyle właśnie godzin dodatkowych.

Wtorek

Wieje tak samo mocno jak w poniedziałek. Nie wyjeżdżam poza miasto, ponieważ tak silny wiatr z łatwością mógłby zrzucić eLkę z dachu.

Środa

Zaplanowany dużo wcześniej wyjazd do dużego miasta z kursantką, która świetnie sobie radzi. Jest miła i szybko się uczy :)

Czwartek

Kursantka z poniedziałku w ramach przeprosin przynosi krówki (cytrynowe bleeee) oraz "perfumy" - no name. Zapach jest bardzo słaby (brzydki) - mniej więcej taki jak woda toaletowa "Bond".

Piątek

Dziś mam tylko wykład, ponieważ umówiłem się w salonie Toyoty na odbiór autka :) Teraz samochód jest już u mnie i jednym zdaniem - jeździ wspaniale - jest cichy, dynamiczny i przepiękny! Jak ochłonę to napiszę więcej :)

Przystanek w drodze do domu

niedziela, 6 grudnia 2020

Auto zastępcze

Minęło dwa tygodnie, odkąd sprzedałem swojego Swifta - i bardzo się z tego powodu cieszę - wręcz niesamowicie. 

Aby nie pozostać zupełnie bez auta pożyczyłem od mamy, która obecnie jakoś musi sobie poradzić bez czterech kółek. Oczywiście cudARTeńka zaproponowała swoje autko, a kilka dni temu nawet zadzwonił do mnie szef, który - gdy się dowiedział że sprzedałem swój samochód - zapytał czy nie potrzebuję czegoś do jeżdżenia, bo mógłby coś mi załatwić na kilka/kilkanaście dni. Podziękowałem, bo korzystam z auta mamy.

Pożyczone auto jest z 1998 roku, więc stareńkie już bardzo. Wszystko w nim trzeszczy, puka i stuka, czasem trochę trudniej odpala silnik, ale gdy już to zrobi to oznajmia to głośnym buczeniem - także wtedy gdy się już rozgrzeje. Cały czas mam wrażenie, że za chwilę się rozpadnie, albo że właśnie odpada jakieś koło lub inny ważny element. Opelek (Corsa) jest w miarę dynamiczny i w ten zimowy czas bardzo szybko podaje ciepłe powietrze rozgrzewając kabinę. Na nierównościach strasznie go nosi w każdą stronę, to też tylko na równym asfalcie pozwalam sobie jechać maksymalnie 80 km/h - a wszędzie indziej zdecydowanie wolniej.

Jednak chyba najsłabszym elementem są hamulce. To znaczy działają, ale jestem przyzwyczajony do nowszej technologii i już kilka razy nieźle się zdziwiłem jak Opelek hamuje (a właściwie jak nie hamuje :D). Szczególnie gdy się przesiadam z auta firmowego do tymczasowego jest kolosalna różnica. Za to ma szyberdach - co jest bardzo miłe (zwłaszcza w lecie, choć w zimie też można oglądać gwiazdy przez szklane okno). 

Ale tuż za rogiem czeka na mnie Yaris więc dam radę :) Dzwoniłem do salonu Toyoty, pani potwierdziła że auto jest w Polsce, ale czekamy na dokumenty które pewnie pojawią się w przyszłym tygodniu - czyli sam sobie zrobię prezent po choinkę? :)

Źródło: toyotanews.eu.pl

poniedziałek, 30 listopada 2020

Tuż tuż...

Moja nowa Toyota jest od niedzieli w Polsce - w centrum logistycznym w Mszczonowie (wiem to z aplikacji za pomocą której śledzę moje zamówienie), na razie nikt do mnie się nie kontaktował więc zapewne oczekujemy na dokumenty auta. Kolejny krok to zapłata części (w moim przypadku całości) należności, wtedy dealer wyśle mi dokumenty do rejestracji oraz ubezpieczenia auta. No a potem tylko umówić się na konkretny dzień na odbiór i już! Przyznam, że z niedzieli na poniedziałek nie mogłem spać z wrażenia...

Tak sądzę, że jutro lub pojutrze zadzwoni pani z Toyoty i będziemy działać! :))