Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekompetencja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

poniedziałek, 25 stycznia 2021

Szkolenie dodatkowe

Na kilka dodatkowych jazd (po całym kursie) przychodzi do mnie osoba mniej więcej w moim wieku, która do tej pory jeździła z moim kolegą z pracy. Już na samym początku widzę, że będę miał co robić...

  • tuż po wejściu do auta jedną z pierwszych czynności które wykonuje jest... włączenie świateł mijania. Gdy pytam ją dlaczego to robi odpowiada, że instruktor bardzo krzyczał gdy zapomniała o światłach, więc od pewnego momentu włączała je "od razu". Oczywiście nie była w stanie powiedzieć jakie inne światła mogłaby użyć (miałem na myśli do jazdy dziennej), nie wiedziała co znaczy funkcja "AUTO" na włączniku - ani nigdy z niej nie korzystała. Więc już na samym początku zacząłem tłumaczyć jej co i jak;
  • kolejny element, który rzucił mi się w oczy to ustawienie lusterek zewnętrznych. Ustawiła je bardzo w dół, co oczywiście powoduje że będzie jej łatwiej przejechać po placu manewrowym, ale na ulicy nie zobaczy tego wszystkiego co powinna. Jak twierdziła, jej instruktor w ogóle nie zwracał na to uwagi a ponieważ na placu manewrowym miała spore problemy jakiś znajomy doradził jej, aby "pomogła" sobie obniżając lusterka. Zdziwiona była, gdy powiedziałem że ma źle ustawione lusterka. Tu znowu minęło kilka minut zanim doszliśmy do porozumienia co do tego jak należy to ustawić;
  • podczas jazdy kursantka nie zwracała uwagi na to kiedy należy zmieniać biegi. Nauczona na zasadę: "ruszysz i od razu dwójkę, 30 km/h i wrzucasz trójkę" nie raz zdławiała silnik, gdy podczas ruszania na wzniesieniu jeszcze dobrze nie ruszyła a już włączyła dwójkę. Niestety, nie miała pojęcia o tym że obowiązują ją konkretne obroty silnika podczas zmiany biegów, oraz że powinna w miarę możliwości dojść przynajmniej do czwartego biegu. Nie wiem czy to prawda, ale powiedziała że nigdy nie używała czwórki!;
  • po zaparkowaniu skośnym powiedziała identycznie - że nigdy do tej pory nie parkowała skośnie. Była z siebie zadowolona, że jak na pierwszy raz to nieźle jej wyszło. Ale ja się zastanawiam jak można "przejść" kurs praktycznej nauki jazdy i nie zrobić jednego z zadań egzaminacyjnych?! Kolejna sprawa to korekta toru jazdy, którą mogłaby wykorzystać przy każdym parkowaniu, tylko że ona o niej nie słyszała! To także jej wina, ponieważ to wszystko było na wykładach, więc nawet jeśli (choć to niesamowite) nie miała tego na praktyce, to powinna wiedzieć;
  • na kolejnych jazdach (zorientowała się że niewiele do tej pory umiała) chciałem poprawić jej parkowania. Do tej pory skręcała "na sposób", a poza tym robiła to bardzo chaotycznie. Pokazałem jej, że auto pojedzie bez dodawania gazu, oraz że musi na bieżąco obserwować tor jazdy swojego auta oraz odległości między sąsiednimi pojazdami i korygować ten tor jazdy. Ona do tej pory skręcała określoną ilość razy a potem nie robiła już nic. Uwierzycie w to? Bo mi ciężko!;
  • na ostatniej jeździe zapytała mnie, czemu do tej pory nikt jej tego nie wytłumaczył, ale nie byłem skory do odpowiedzi - wszak nie będę krytykował kolegi - tzn nie przy niej, bo tu już mogę. I tak sobie myślę, że jeśli kursanci którzy przychodzą od innych instruktorów do mnie a potem wracają do swoich, opowiadają im co i jak robili, to ci instruktorzy muszą mnie strasznie nienawidzić. Poza tym, zastanawia mnie co oni robią przez te wszystkie godziny jazd? O czym oni rozmawiają w czasie szkolenia? Bo raczej nie o nauce :)

czwartek, 29 października 2020

Końcowe jazdy

Na końcowe jazdy przychodzi dziewczyna, która do tej pory miała dwoje instruktorów. Zna mnie z wykładów i tak się akurat złożyło, że dziś właśnie trafiła do mnie. Podczas całych tych dwóch godzin nagadałem się bardzo dużo, ponieważ nie wiedziała ona o wielu aspektach:

  • hamowanie silnikiem przy zwalnianiu i zatrzymywaniu
  • używanie czwartego biegu 
  • asystent ruszania na wzniesieniu (nowy Suzuki Swift)
  • parkowanie - kryteria oceny i sposób wykonania
  • parkowanie równoległe (nigdy nie ćwiczyła)
  • wykonanie manewru zawracania na odcinku drogi
  • taktyka jazdy
  • prawidłowe użycie świateł w czasie jazdy
  • wykorzystanie potencjału systemu hybrydowego
  • wykonanie czynności po zakończeniu jazdy
O powyższych w ogóle nie słyszała, nie miała pojęcia co i jak zrobić. To, co wykonywała prawidłowo to technika ruszania, jazda po pasie ruchu do przodu i tyłu (z pewnymi zastrzeżeniami) oraz pierwsze zadanie - czyli sprawdzanie świateł oraz płynów eksploatacyjnych. Co ciekawe, dziewczyna ta nie odrzucała mojej wiedzy, którą w ciągu tych dwóch godzin chciałem jej przekazać. A jak widać z ilości punktów powyżej nie było tego mało - tym bardziej szanuję jej postawę za to że nie zamknęła się na najprostszych (żeby nie napisać prymitywnych) "poradach" poprzednich instruktorów. 

Na koniec jazd powiedziała, że w ciągu tych dwóch godzin dowiedziała się więcej niż przez 26 poprzednich! I zapytała, czy w sobotę również będą z nią pracował. Odpowiedziałem że nie, ponieważ w weekendy odpoczywam... Zasmuciła się, ale mam nadzieję że zapamiętała choć część z tego co jej przekazałem :)

niedziela, 30 sierpnia 2020

Jakość Toyoty...

Zmieszany, zniesmaczony i rozczarowany. Tak opuściłem w sobotę autoryzowany salon Toyoty. Sprzedawca okazał się totalnie zaskoczony, gdy usłyszał że chcę kupić Toyotę Yaris w najdroższej wersji - czyli za prawie 90 000 zł. Wydawało mi się nawet, jakby podświadomie zniechęcał mnie do wydania u nich pieniędzy. No po prostu jestem w szoku!

Poza tym, nie znał odpowiedzi na żadne pytanie które mu zadałem. A było tak: zadaję mu pytanie a on bez słowa klika w klawiaturę komputera i znika na minutę lub dwie bez słowa wyjaśnień. Nie wiem więc czy się na mnie obraził, czy jak, no ale siedzę na przeciwko i czekam. Po kilku chwilach jego odpowiedź najczęściej "nie wiem, nie mogę znaleźć". Miałem wrażenie, jakbym był natrętnym i przeszkadzającym klientem, który najlepiej gdyby sobie już poszedł.

Praktycznie nie dowiedziałem się niczego, a byłem gotowy aby wpłacić zaliczkę i podpisać umowę, ale ten sprzedawca nie miał na to w ogóle ochoty. W pewnym momencie miałem ochotę po prostu wyjść, ale pojawiały się też inne myśli - w jaki sposób mógłbym zmienić sprzedawcę na innego. Ostatecznie postanowiłem grzecznie nie zadawać innych (trudniejszych) pytań i po prostu pożegnałem się. Więcej dowiedziałem się z folderów i filmów na YouTube. Tak jak kiedyś pisałem - nawiązałem kontakt z innym salonem Toyoty i być może właśnie tam dokonam zakupu.

Tymczasem napisałem maila z treścią moich rozczarowań do dziełu marketingu tego salonu oraz do centrali Toyoty. Kiedy kupowałem w tym samym miejscu auto w 2008 roku i potem w 2015 wyglądało to zupełnie inaczej...


Źródło zdjęcia: toyotanews.ue

sobota, 11 lipca 2020

Podsumowanie tygodnia 143

Poniedziałek

Gorąco bardzo. Klimatyzacja chodzi prawie na maksymalnych obrotach, a na placu asfalt miękki tak, że ciężko się po nim jeździ.

Moja kursantka zdała egzamin praktyczny (przy pierwszym podejściu).

Wtorek

Kolejna kursantka zdała praktykę (również przy pierwszym podejściu).

W prawym uchu od pewnego czasu słyszę piski i trzaski. To może być efekt używania słuchawki bluetooth, którą zwykle trzymałem w prawym uchu. Korzystam z niej od kilku lat i myślałem, że nie będzie to miało negatywnego związku na zdrowie - niestety może być inaczej. Teraz nie używam jej, ani żadnej innej, W pracy staram się ograniczyć rozmowy do minimum.

Dowiaduję się, że niebawem dostanę podwyżkę. A wieczorem wizyta na basenie - pierwszy raz po długim czasie zamknięcia obiektu.

Środa

Dziwny telefon. Rozmowa jakby jałowa, choć porozumiewamy się przecież w tym samym języku. Ja swoje on swoje. Odkłada słuchawkę zniesmaczony, a ja co najmniej zdziwiony. Co więcej - okazuje się że kilka minut wcześniej identyczną rozmowę (z tym samym człowiekiem) odbył mój szef. 

Czwartek

Tak jak wcześniej pisałem w mieście sporo inwestycji drogowych. Zarządcy dróg wytyczyli objazdy, ale zrobili to w taki sposób że jadąc pierwszy raz nie mam pojęcia którędy pojechać. Masakra. Dopiero za drugim razem gdy udało mi się dostrzec co jest namalowane na jezdni kolorem żółtym a co nie mogłem z pewnością przejechać.

Po kilku dniach oznakowanie zostało poprawione, a część "ślepych" dróg zablokowana. Czym? Nie, nie znakami - drogowcy ustawili na nich kilka palet z kostką brukową.

Piątek

Tego tu jeszcze nie było - to skrzyżowanie z jedną z głównych dróg w mieście:


I zagadka, jak się nazywa znak u góry?

wtorek, 14 kwietnia 2020

Stróże prawa w czasach zarazy

Jeszcze w czasach normalności na widok radiowozu ciśnienie wzrastało, a serce zaczynało bić szybciej. Jeszcze gorzej, gdy taki radiowóz uparcie jechał za eLką przez kilka ulic i skrzyżowań. Obaw było wiele - a to że kursant jedzie zbyt wolno, a to że zbyt późno włączy któryś kierunkowskaz (lub co gorsza włączy w złą stronę), albo że na którymś skrzyżowaniu zgaśnie mu auto podczas ruszania, albo że cokolwiek innego nie spodoba się stróżom prawa. 

W naszym społeczeństwie jest syndrom czegoś jakby strachu i obaw przed Policją. Może wynika to z faktu stanu wojennego kilkadziesiąt lat temu, pozostałości mentalnych istnienia dawnych funkcjonariuszy milicji, czy może długo utrwalanego wizerunku ukrywania się za krzakami z radarem - to już tak bardziej współcześnie. 

Pamiętam, gdy jakiś czas temu podczas próby ruszenia na jednym ze skrzyżowań kursantowi zgasł silnik. Dwaj policjanci na motocyklach nerwowo ominęli nas trąbiąc podczas całego manewru, a w dodatku pokazali nam niewybredny gest środkowym palcem. Innym razem, gdy patrol ruchu drogowego przybył na miejsce kolizji (mojej koleżanki instruktorki) od razu popisał się brakiem kultury oraz nieznajomością przepisów. No cóż, takie jednostkowe przypadki nie świadczą na szczęście o całym garnizonie i ja wierzę, że są policjanci którzy wzorowo wykonują swoje obowiązki i bez obaw można się do nich zwrócić o pomoc w razie potrzeby.

Do tych obrazów nie pasuje dzisiejsze zachowanie stróżów prawa, którzy w tych trudnych dla wszystkich nas czasach, potrafią z uporem dawnych metod pracy karać, strofować i narzucać dla siebie najwygodniejsze interpretacje przepisów. Tyle, że w dzisiejszych czasach ludzie mogą udokumentować takie wyczyny, jak np ten. W sieci filmów tego typu jest mnóstwo. Z drugiej strony, skoro rzecznik policji chwali się w mediach społecznościowych filmem na którym hiszpańscy policjanci zatrzymują i biją leżącego już motocyklistę podpisując to "Zostawiam tylko do obejrzenia" to nie ma się co dziwić. Film po burzy komentarzy został usunięty, a rzecznik pokrętnie się tłumaczył - tu artykuł).

Trzy przykłady na koniec.

1. Strach pojechać zatankować auto bo można zostać posądzonym o niepotrzebne wychodzenie z domu (o myjni to już nie wspominam). A gdyby coś się wydarzyło i musiałbym pojechać np do mamy która potrzebowałaby pomocy? Powie ktoś żeby zostawić kwestię pomocy służbie zdrowia. Naprawdę? Tej służbie zdrowia która sama ze sobą nie radzi? 

2. Mój znajomy wychodząc na spacer z psem przy okazji bierze plecak z lekami - powiedział że boi się że takie wyjście z psem będzie wg policji/straży miejskiej niewłaściwe/niepotrzebne. A więc bierze plecak z lekami, aby tłumaczyć się wyjściem do apteki po niezbędne leki. 

3. Aberek obawia się pójść dalej do sklepu bo "zahaltują po drodze". Jak to przeczytałem to zdziwiłem się bardzo, ale faktycznie - coś w tym może być. Ja robię zakupy w sklepie oddalonym o około 12 km od domu, ale tam jest dużo taniej (dla mnie w tej chwili to ważna rzecz) a duża powierzchnia sklepu oraz samoobsługowe kasy dają komfort niezbliżania się do innych ludzi.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Zakaz wstępu

W ten weekend była tak piękna pogoda, że aż mną coś wierciło aby pójść na długi spacer do lasu. Niestety obawiając się konsekwencji karnie siedziałem na balkonie czytając książkę i co chwilę spoglądałem na - oddalony ode mnie o mniej więcej pół kilometra - piękny las. Gdy po południu sprawdziłem lokalne serwisy informacyjne, potwierdziło się to o czym myślałem - policja obstawiła jedyne legalne wejście do lasu od strony miasta. Zadysponowali dwa radiowozy oraz bezzałogowy statek powietrzny (dron). Mało tego, prócz funkcjonariuszy w mundurach "porządku" pilnowali także tzw tajniacy.

Tymczasem na stronie Lasy Państwowe jest artykuł z 2017 roku, tu fragment: Wydzielane przez drzewa fitoncydy powodują, że w powietrzu leśnym jest o połowę mniej bakterii niż w mieście. To takie leśne, lotne antybiotyki, gdyż wykazują działanie grzybo- i bakteriobójcze oraz hamujące rozwój wirusów. Cały artykuł tu.

Dla mnie kontakt z przyrodą jest konieczny, choćby ze względu na stan zdrowia psychicznego. I rozumiem że trzeba zachować odległość od drugiej osoby (choć dziwi mnie że przebywając z kimś w domu mogę z tą osobą spać a na ulicy muszę zachować dystans 2 m - przecież to tak głupie że aż brak słów!), ale żeby zakazywać wstępu do lasów? Poza tym, wielu prawników informuje o tym, że zamknięcie lasów jest decyzją bezprawną.

Za to wybory 10 maja - nadal mają się odbyć...

czwartek, 26 grudnia 2019

Telefon 2

Przychodzę do drugiej pracy. Co prawda najważniejsze wydarzenie jest dopiero o godzinie 10, ale jestem już na 9 ponieważ współpracownicy oczekują ode mnie wykonania pewnych czynności, o które już wcześniej była awantura. Ale mimo tego że jestem punktualnie (w grafiku mam od 9.00), oraz że poszedłem do najodleglejszego pokoju aby właśnie tam popracować, nie dane mi to było. Co chwilę przychodził któryś współpracownik i zawracał mi głowę czymkolwiek. Bo fakt, że przyszedłem rozniósł się po zakładzie w prędkości światła. Aż wpadł ten jeden, który z pretensjami wyskoczył natychmiast:

- Tomek, ty faworyzujesz innych współpracowników, a dla mnie nie chcesz zrobić tego co robisz dla innych. To niesprawiedliwe, nie może tak być absolutnie! Albo robisz wszystkim albo nikomu!

- nie, dla nikogo nie robię tego. Dokładnie - nie robię tego nikomu.

- no jak nie, jak wiem że robisz. Z. i P. mi o tym powiedzieli.

- to nie jest prawda. Wierz komu chcesz, nie zamierzam ciebie przekonywać na siłę. Ale wiesz co? Nawet gdybym wykonał ten projekt o którym mówisz, byłaby to jedynie moja dobra wola, ponieważ w moim zakresie obowiązków tego nie ma. Ba, z umowy jednoznacznie wynika że to Ty i inni współpracownicy powinni zagwarantować mi [tu wyliczam kolejne punkty i pokazuję mu umowę i zakres obowiązków]

- ale jak to? Naprawdę? Co to za umowa? Trzeba to zmienić natychmiast!

-słucham? Żartujesz sobie? Taką umowę mam u was już od samego początku. Nikt tu nie zwraca uwagę na takie rzeczy jak zakres obowiązków.

[chwila ciszy]

- Tomek, przepraszam Cię za te słowa, ja nie wiedziałem. Co zrobić aby nasza współpraca była lepsza?

- jesteście bardzo niezorganizowani, panuje tu chaos. Ja myślałem, że pracuję z ludźmi na poziomie. W tym zakładzie pracy nic się nie poprawi. Wy jesteście pomiędzy sobą tak skłóceni i tak rywalizujecie, że tu nic nie zmieni się na lepsze. Albo pójdę do managera i on zareaguje, albo po prostu znajdziecie sobie inną osobę do spełnienia waszych żądań. 

Potem wpadł drugi i trzeci, natomiast żenujący ton ich żądań pozostał niezmienny.

I na tym zakończyły się rozmowy (tu przedstawione w dużym skrócie, emocji i słów było więcej), a mi zostało niewiele czasu na zrobienie tego, po co przyszedłem. Po godzinie 10-tej podczas firmowej uroczystości potwierdziło się to co powiedziałem mojemu współpracownikowi. Po 11-tej wyszedłem z poczuciem, że przez chwilę (do końca roku) będę miał spokój, ale w styczniu problem powróci ze zdwojoną siłą i kolejnymi ich głupimi pomysłami.

Zdałem sobie sprawę z czegoś bardzo istotnego, że ich poziom intelektualny jest niższy niż mój. Nie mogłem w to uwierzyć, wszak to oni powinni być profesjonalistami w swoich kategoriach. Długo nad tym pracowali, później ktoś kilkukrotnie weryfikował predyspozycje do wykonywania zawodu. Tymczasem nie myślą, nie przewidują, nie analizują swojego zachowania i nie są w stanie racjonalnie podejmować decyzji. Kierują nimi najniższe instynkty - dowalić komu się da, zatopić współpracownika jak najszybciej, oczernić go podkładając bombę, a gdy komuś coś się udaje należy natychmiast z całą stanowczością go/to skrytykować. Oczywiście nie wszyscy tacy są, ale jakieś 70-80% załogi. Do tego, gdy coś im powiem, ubiorą to w zupełnie inne słowa, przeinaczą fakty tak, aby tylko wywołać kolejny skandal. Bowiem to miejsce żyje takimi właśnie skandalami, plotkami, podkładaniem sobie coraz większych bomb.

To ostatnimi czasy bardzo typowe. Widzę to na forach, w komentarzach internetowych. Taki jad wylewający się z ludzi, niechęć i wrogość do drugiej osoby, zazdrość gdy ktoś ma lepiej lub więcej. Sądziłem, że za internetowymi nickami kryją się sfrustrowani z problemami w dzieciństwie, ale jest inaczej.

Mój plan na styczeń - robić to co mam robić, nie wdawać się w dyskusje (one nic nie dają, moi współpracownicy nie rozumieją argumentów) i olewać wszelkie ich zachcianki, fochy i żądania. Jeśli to się nie uda (a jest duże ryzyko), pójdę do managera (z tego co widzę, nie ma on najmniejszej ochoty na wchodzenie w ten temat), a jeśli to nie pomoże po prostu podziękuję. Ale na razie moja cierpliwość jeszcze wytrzymuje (gorzej z ciśnieniem, które dobija po "akcjach" współpracowników do niebezpiecznych wartości).


wtorek, 15 października 2019

Deficyt

Z rana zaczynam jazdę po mieście. Kilka remontowanych ulic powoduje, że drogi zwane szumnie "objazdami" zaczynają się korkować, a wyjazd z podporządkowanej drogi to już w ogóle ciężko. W samym centrum miasta widzę, jak do jezdni zbliża się mamuśka z trojgiem dzieci. Jedno małe, drugie średnie, a trzecie na hulajnodze. Ale co tam dzieci, mamuśka z nosem w smartfonie przechodzi mi przed samą maską - oczywiście nie na przejściu, które znajduje się ok 20 metrów dalej - tak, że muszę hamować. Nawet nie spojrzała w moją stronę, za to dzieciaki tak - miały trochę przestraszone miny, ale z czasem nauczą się przechodzić bez mrugnięcia okiem. Mając taką nauczycielkę szybko to opanują. Nie trąbię, bo nawet nie mam na to czasu.

W tym miejscu dość często policja dyscyplinuje takich pieszych mandatami. Przedwczoraj czekając nieopodal tego miejsca na kursanta widziałem, jak nieoznakowany radiowóz przez kilkanaście minut jeździł w jedną i drugą stronę i za każdym razem policjanci interweniowali. Tam non stop ktoś przechodzi w niedozwolony sposób. Tymczasem przejście znajduj się około 20-25 metrów dalej. Czyli mandaty są zbyt niskie.

Kilka minut po ósmej, a ja nieoczekiwanie wpadam w ogromny zator. Dwa pasy w jedną stronę, nigdy w tym miejscu aż tak bardzo się nie zakorkowało, w pierwszej chwili pomyślałem że musiało się coś stać. Pewnie jakiś wypadek, potrącenie pieszego, lub jakaś poważna kolizja, wszak to najbardziej główna droga w mieście i z byle powodu nie robi się tu aż taki sznur aut. Po kilku minutach okazuje się, że drogowcy postanowili (w końcu) odnowić linie i uwijają się jak mrówki - stop - raczej jak muchy w smole, malując oznakowanie poziome tym samym wyłączając połowę jezdni. Szkoda, że nie robią tego poza godzinami porannego szczytu.

Tymczasem na innej ulicy zarządca drogi postanowił dać dwa znaki, ale zdaje się że nie pomyślał ani prze chwilę:


niedziela, 23 grudnia 2018

Drogowi geniusze

W moim małym pięknym miasteczku skończono kilka inwestycji drogowych. Cechą charakterystyczną jest, że drogowcy (projektanci?) zawsze coś sknocą. Na jednej z dróg pomylili znaki, zamiast "droga jednokierunkowa" (na zdjęciu po prawej) ustawili "nakaz jazdy prosto" (po lewej).


Ja wiem że to trudne aby odróżnić oba te znaki. Ba, moi kursanci w 80% nie widzą różnicy, to dlaczego drogowcy mieliby widzieć? No i teraz jedziemy sobie taką uliczką, kursant pyta mnie czy to jest droga jednokierunkowa, a ja odpowiadam że teraz już nie. Przed remontem to była jednokierunkowa, teraz już nie. To znacząco zmienia zasady ustawienia pojazdu podczas skrętu w lewo.

Co ciekawe, na końcu tej drogi jest możliwość skręcenia w prawo lub w lewo, na wprost nie ma możliwości - wygląda to tak jak poniżej:



Uprzedzając pytanie Polly - czy zgłosiłem to do zarządu dróg - nie, i nie zamierzam. Mam to w ... nie powiem gdzie. A czy zauważyliście znak "droga z pierwszeństwem" na końcu tej drogi? No super, ale która droga jest główna, bo przecież na wprost nie ma jezdni...

No to bawimy się dalej, niebawem pokażę jaki znak ustawili przed innym skrzyżowaniem :)

wtorek, 11 września 2018

Word i nauka jazdy

Nie wiem jak jest w innych Word-ach, ale u nas kursanci mogą wykupić pół godziny jazdy po placu manewrowym. Trzeba mieć auto przeznaczone do szkoleń oraz instruktora, przyjemność kosztuje 30 zł. Niby niewiele, ale to jednak tylko pół godziny jazdy, podczas których można ćwiczyć tzw łuk oraz ruszanie na wzniesieniu - a wszystko w miejscu w którym za jakiś czas kandydat na kierowcę będzie próbował zdać egzamin.

Zawsze wpuszczani jesteśmy bardzo punktualnie, co mi bardzo odpowiada. Będąc dość często podczas takich szkoleń obserwuję pracę innych instruktorów. Zdziwiło mnie nie tak dawno, gdy pojazd pewnej firmy wjechał razem ze mną, ale zamiast ćwiczyć ustawili się z boku i kursant zaczął robić sprawdzenie płynów i świateł. Tak - to również ważny element egzaminu, tylko dlaczego takie rzeczy robi w czasie dodatkowo płatnym? Szkoda byłoby mi także czasu - w sytuacji możliwości jazdy po łuku sprawdzanie świateł można zrobić tuż przed lub po wyjechaniu z Word.

Ale może to tylko ja tak widzę... Jeszcze gorzej było w ubiegłym tygodniu. Konkurencja wjechała na plac kilka minut po ustalonej godzinie, instruktor wyszedł porozmawiać z pracownikiem Word-u, a kursant siedział i czekał w aucie. Gdy ja byłem już w połowie półgodzinnego czasu, oni dopiero wjeżdżali na - cały czas wolny obok - łuk.

Dla mnie są to rzeczy wręcz niepojęte. I zawsze tak sobie myślę, jakby mnie to wkurzało gdybym był na kursie...

A już w ten weekend wyjeżdżam na Mazury. Odpocznę trochę, spróbuję zrobić trochę zdjęć z góry - oby pogoda dopisała :)

Mazury 2016

sobota, 11 sierpnia 2018

Podsumowanie tygodnia 44

Poniedziałek

Równy tydzień i urlop.

Wtorek

Pytam kursanta co to za linia i co oznacza. Najpierw z wyrzutem dziwi się że w ogóle śmiem pytać, potem odpowiada "to linia przerywana". Brawo, niech żyje inteligencja.



Środa

Milcz, przeczekaj. Nie odzywaj się, próbuj olewać i milcz...

Czwartek

Trasa, znów robię mnóstwo kilometrów. Palący się autobus na poboczu drogi to jedna z "atrakcji" wyjazdu.

Piątek

Denerwuje mnie głupota innych. Tym razem w kontekście kolegi, który od pewnego czasu pracuje na "moim" aucie. A konkretnie - jak bezmyślnie uczy kursantów. Podaje im proste i oklepane głupoty, które oni chłoną jak gąbka... Chociaż, tak zastanawiając się - to chyba nawet dobrze że współpracuję z takimi ludźmi :P

czwartek, 21 czerwca 2018

Tylko spokój...

Kilka tygodni temu pisałem o drugiej pracy, w której prawie wszyscy byli zdziwieni a bardziej wkurzeni na mnie, że nie chcę zostawać po godzinach. Oczywiście w ramach wolontariatu (choć i tak pracowałem dłużej za te same pieniądze). Po względnie spokojnych czasach znów to samo, ale...

...tym razem doniesiono na mnie do samej góry - czyli szefostwa. Jeden ze "współpracowników" (co do którego nie spodziewałbym się zupełnie...) oskarżył mnie o opuszczenie stanowiska pracy "po czasie". No właśnie - po czasie - ponieważ i tak zostałem kilkanaście minut dłużej. Wg skarżącego po prostu wstałem i wyszedłem - ale przecież wymieniliśmy swoje zdania na ten temat i sądziłem iż zrozumiał, że i tak jestem dłużej, więc może mieć pretensje jedynie do siebie.

Nie wyrobił się w czasie, może ma złą organizację pracy? A może założył zbyt dużo do wykonania? A może powinien się lepiej przygotować do pracy a nie zajmować mojego czasu? I mało ważne, czy ten czas jest cenny czy nie - za każdym razem gdy idę do tej drugiej pracy, nie mogę patrzeć jak go marnują - z tych wszystkich względów o których napisałem. Wynika to również z głupiej rywalizacji pomiędzy współpracownikami. Narzucają sobie coraz więcej projektów, ale nie biorą pod uwagę że ja tam jestem w konkretnych godzinach a nie tak jak oni - od rana do wieczora.


Ponieważ jestem tam jedynie na "doczepkę" i "przylepkę", moja reputacja jest niżej niż woźnej w szkole, zatem nawet gdy proponuję zmiany służące im - w celu lepszego wykorzystania mojego czasu, jestem traktowany z lekceważącym uśmiechem. A szefostwo się nie wtrąca, wszak i tak już odchodzi więc nie chce się zajmować czymkolwiek. Tyle razy mówiłem, pokazywałem gdzie i co można usprawnić, ale jak grochem o ścianę. O skardze na mnie dowiedziałem się od życzliwej osoby, bo szefostwo choć miało dużo okazji ku temu nie zaczepiło mnie w ogóle.

Z końcem czerwca i tak kończy mi się umowa, nie wiem czy będę tam dalej współpracował, ale i tak dopiero od września - więc mam trochę czasu na przemyślenia...

sobota, 19 maja 2018

Podsumowanie tygodnia 32

Poniedziałek

Znów jadę w trasę. Ale tylko na cztery godziny, więc szybciej niż zwykle.

Wtorek

Stoimy na skrzyżowaniu. Pytam kursantkę, dlaczego obrotomierz pokazuje "0" a ona mówi tak: bo trzymam hamulec. I wszystko jasne. A tyle razy tłumaczyłem co się dzieje gdy auto gaśnie...

Środa

Wtorku ciąg dalszy. Milczę, próbuję się nie denerwować.

Czwartek

Mam ochotę kląć i wrzeszczeć. Mimo wszystko zamykam się w sobie i nie komentuję, nic czego nie muszę nie mówię. Zaciskam zęby i wytrzymuję. Ale poziom irytacji bliski granicy akceptowalności, a przecież każdy mi mówi że jestem taki cierpliwy...

Piątek

Dla odróżnienia dziś spokój i luz. Dobrze, bo można zwariować...


wtorek, 10 kwietnia 2018

Częsty błąd

Prozaiczny wydawałoby się, ale trochę kosztowny (140 zł). Mianowicie - chodzi o kwestię włączania świateł na placu manewrowym. Kursanci najpierw włączają światła, a dopiero potem robią całą resztę. Jak łatwo się domyślić, jeśli większość z nich zastosuje taką kolejność - akumulator po najwyżej miesiącu nadaje się do wymiany.

Włączenie najpierw świateł a dopiero potem ustawianie fotela, lusterek i tego wszystkiego jest...beznadziejnym posunięciem. Akumulator, który i tak co chwilę dostaje mnóstwo kopniaków (najgorzej jak ktoś próbuje uruchomić auto na biegu z wciśniętym hamulcem - po kilku takich próbach bateria wręcz pęcznieje i nadaje się do wyrzucenia) powinien być szanowany, bo kosztuje nie małe pieniądze. Niestety instruktorzy pracując na firmowych (a więc nie swoich) autach mają to gdzieś i uczą zachowań "na małpę" - zawsze włącz światła - będziesz mieć spokój. Im wcześniej to zrobisz tym mniejsze ryzyko że zapomnisz... (jakie to głupie...)

I to nic że świeci oślepiające słońce - takim kursantom wpaja się, że muszą włączyć światła mijania - nie rozumieją i nie widzą potrzeby korzystania z nowoczesnego oświetlenia do jazdy dziennej w technice led. Jakże często słyszę (...) kazał włanczać światła na trzy razy do przodu... (pisownia celowa). Zauważyłem, że spora część kursantów od niego nawet nie wie jak te światła się nazywają - po prostu mechanicznie przekręcają "na trzy razy do przodu"... ratunku...


Na szczęście, nie jestem sam na placu boju. Wyobraźcie sobie, że w "moim" WORD-dzie coraz częściej egzaminatorzy oblewają właśnie za kolejność - czyli jeśli ktoś najpierw włączy światła, a potem silnik - ma błąd (tabela nr 4 do rozporządzenia w sprawie egzaminowania[...], pozycja 2, pkt 1 i 2). Wiem że nie powinno, ale cieszy mnie to...

A już szczytem była pewna pani, która ostatnio na egzaminie wykazała się nadgorliwością. W piękną, słoneczną pogodę chciała być bardziej święta od papieża i ... włączyła światła - zamiast spokojnie nie ruszać dźwigni i zostawić led-y do jazdy dziennej ona włączyła "na trzy razy do przodu". Ale, biedna kobicina nie zauważyła że owa dźwignia była lekko odepchnięta od kierownicy i w efekcie włączyła - ale zamiast świateł mijania - drogowe. Oczywiście nie popatrzyła na zestaw kontrolek znajdujący się 40 cm przed jej wielkimi oczami dodatkowo wspomaganymi okularami, który wręcz krzyczał że coś jest nie tak. Nie zdała, nawet nie wyjechała z placu. I dobrze, szkoda że egzamin kosztuje tylko 140 zł...

czwartek, 18 stycznia 2018

Spokój pilnie poszukiwany

Powolne i głębokie oddychanie już nie pomaga, a stan przedzawałowy coraz bliżej. I już nie wystarczy że biegam z językiem na brodzie - najlepiej gdybym przychodził codziennie na długie, długie godziny. Nikt nie docenia, że od ponad dwóch tygodni i tak jestem 30-40 minut wcześniej do dyspozycji, ponieważ "współpracownicy" się nie wyrabiali - ale to wciąż za mało. Po takiej ilości siedzenia kręgosłup już mi tak daje, że nie myślę o niczym innym jak tylko że się położyć.

Dziś po wyjściu prawie wszyscy są oburzeni, że w poniedziałek (kiedy mam tam akurat wolne) nie przyjdę. Bo przecież trzeba! Bo pani, która pracowała przede mną przychodziła - ale nikt nie bierze pod uwagę że była już na emeryturze i po prostu mogła/chciała/lubiła zostawać dłużej (choć jak się dowiaduję czasem też mówiła "nie").

Masakra, dołuje mnie taka atmosfera niesamowicie. Jeszcze ten tydzień i będę miał odrobinę odpoczynku, o ile wytrzymam do końca.

Oczywiście po tej pracy wszystko inne robię w biegu wykonując kilka czynności jednocześnie. Szykuję sobie szybkie kanapki na moich ulubionych bułkach kukurydzianych z dynią (z Biedronki - nie z prawdziwej piekarni) i gotuję jajko na półtwardo, a jednocześnie dzwonię do Krajowej Informacji Podatkowej (mam proste pytanie dotyczące rozliczenia PIT-u).

Po przebrnięciu przez gadającą panią, która co chwilę kazała wybierać jakieś cyferki w końcu trafiam tam gdzie chcę zadać pytanie, i dostaję komunikat: "wszystkie linie są obecnie zajęte" - myślę ok, poczekam chwilę przecież i tak mogę jeść już kanapki, jajko się jeszcze gotuje - więc "luzik". Ale po chwilę słyszę: "jesteś 96 osobą w kolejce". O kur*a!!!  Zamurowało mnie, nie przekląłem ponownie i rozłączyłem się czym prędzej.

wtorek, 12 grudnia 2017

eLka bez instruktora?

Wjeżdżam na plac, widzę tam ćwiczącą eLkę, instruktor pilnujący kursanta przechadza się w tę i tamtą stronę. Po kilku minutach dostrzegam kursanta, który sam wyjeżdża z placu, a za nim instruktor w innym aucie - również jedzie sam.


Myślałem, że tylko wyjeżdżają kilka metrów, może muszą coś sprawdzić w drugim aucie? Ależ skąd - oni normalnie wyjeżdżają na miasto! Postanowiłem sprawdzić więc, dokąd pojadą.

Pojechałem za nimi - przyznaję, nie dowierzałem w to co widziałem... Przejechali do pewnego miejsca, co zajęło około 7-8 kilometrów z pominięciem ścisłego centrum, ale przejeżdżając po jednej z głównych tras w mieście. Kilka skrzyżowań z sygnalizacją, trzy ronda, dwa trudniejsze skręty w lewo.

Prawdopodobnie chodziło o podstawienie auta, więc pojechali na dwa samochody. W życiu nie zrobiłbym czegoś podobnego, nie odważyłbym się wysłać kursanta za mną/przede mną. Widziałem już, jak niektórzy ucząc motocyklistów "przy okazji" mają kursanta w aucie osobowym, albo uczą dwóch motocyklistów (na raz). Ale tego, żeby kursant sam po mieście...

środa, 20 września 2017

Drogowy psikus

W mieście szał remontów. Przebudowy, ulepszenia, wymiana nawierzchni, nowe skrzyżowania (jedno z rond powstaje już od ponad trzech miesięcy o końca nie widać) i ogólnie - prawie Ameryka :)


Na jednym ze skrzyżowań zagościło nowe oznakowanie. Zaprezentowałem go powyżej. Ale to nie wszystko. Kilka metrów dalej drogowcy również postanowili trochę poszaleć.


Jednokierunkowa nie dotyczy pojazdów budowy i mieszkańców. Ale także dojścia do posesji. Rany, kto to ustawiał?!

sobota, 5 listopada 2016

Codzienność

Może by tak drogowcy się zdecydowali?


wtorek, 6 sierpnia 2013

Czarna dziura

Na horyzoncie klient przezabawny, totalny ignorant - cecha charakterystyczna: uparty i zawzięty. Przy 18 godzinach jazdy wypadałoby znać choć te najczęściej występujące znaki. Ponieważ ów klient ma z tym odrobinę problemu, postanowiłem sprawdzić co dokładnie umie i przed jazdą poszliśmy do sali wykładowej z planszami znaków i zrobiłem mu mały test (żeby nie było że się czepiam: to że będę pytał o znaki dokładnie zapowiedziałem na poprzednich jazdach).

Oto niektóre wyniki, w podpisach zdjęć widać jego odpowiedzi do znaków:

droga jednokierunkowa

nieczynny przejazd kolejowy

zakaz jazdy dwukierunkowej

wjazd

koniec wjazdu

poczta

nakaz jazdy prosto
I czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? Śmiechu było co nie miara (aż notowałem jego odpowiedzi na kartce), oczywiście na kolejnych zajęciach kursant się troszkę poprawił i, pooglądał kolorowe znaki w domu, ale nadal nie pamiętał jak się nazywają i co oznaczają.

Oczywiście pytania takie jak: minimalna głębokość bieżnika, czy zasada działania systemu ABS są wg niego totalnym kosmosem :) Zdaje się, że także kwestia uzyskania uprawnień to dla niego wielka czarna dziura.