Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 451

Poniedziałek 

Wolne, zaplanowałem sobie trzy dni odpoczynku. Zatem już w weekend wyjechałem z domu. Trochę dalej, ale w znajome rejony, choć dekoracja trochę mnie zaskoczyła. Mnóstwo światełek - przystrojone domy, oświetlone choinki, a nawet kilka dużych bombek świątecznych. Cała "wioska" jakby z innej epoki.

Wtorek 

Hotelowe śniadanie jak zawsze pyszne. Jedzenie poza domem smakuje inaczej. Piękna pogoda sprzyja wycieczkom. 

Środa

Przy okazji załatwiam sprawy związane z Departamentem. Jestem przygotowany, więc nie dam się spławić z byle powodu. Na szczęście nie ma takiej potrzeby i wszystko załatwiam jak trzeba. 

Po południu powrót do domu.

Czwartek

Powrót do pracy, dzień fajny i miły. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Gdyby każdy tydzień składał się z dwóch pracujących dni byłoby idealnie 😁

Piątek 

Podobnie jak czwartek mimo pewnych przeciwności. Po pracy przygotowuję ciasto ze śliwkami. Ograniczając spożycie cukrów dodaje erytrytol - trochę "na oko", ale wychodzi bardzo dobre 👍


sobota, 3 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 439

Poniedziałek 

Urlop. Daleki wyjazd. Turystów prawie wcale. W lesie na pięknych szlakach tylko sarenki i szum wysokich drzew. Po południu więcej słońca i wyjście na sauny (w tym jedna z widokiem na góry). Dużo przypadkowych ludzi, zatem nie bardzo potrafią poprawnie zachowywać się w saunie. M.in. głośno rozmawiają, oraz nie używają ręczników pod stopami. Kupuję bilety na 4 godziny, więc do hotelu wracam dopiero około 22 zbyt zmęczony na nocne wyjście do centrum, choć mam tam mniej niż 50 metrów.

Wtorek

W poszukiwaniu atrakcji przemieszczam się dużo, ale niestety trafiam na zakłócenia w ruchu spowodowane przez rolników. No i zima na drogach, ślisko. Ledwo zdążam na umówioną godzinę w muzeum. Prawie dwugodzinne zwiedzanie strasznie mnie nudzi. Może z powodu przewodnika, który całe zdania wypowiadał w jednym tonie?

Środa

Wciąż wolne.  Do domu na razie nie wracam, bo i po co? Za to odnajduje Rckik (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa) i idę oddać krew. Pani w rejestracji miła, a ta w laboratorium jeszcze bardziej, bardzo miło się z nią rozmawia. Gorzej z lekarką, ale u niej na szczęście najkrócej. Na sali pobrań byłem sam. Ten dzień nie jest zbyt popularny wśród krwiodawców, ponieważ jutro i tak jest wolne (krwiodawcy przysługuje dwa dni wolnego).

Po odpoczynku idę do restauracji rybnej i funduję sobie smażone filety z pstrąga na zielonych liściach i frytki na osobnym talerzu, tak jak lubię. Bardzo smaczne. W restauracji prócz mnie tylko jakaś para z dzieckiem. Co ciekawe, oboje "w telefonach".


Czwartek 

Poranek przy zielonej herbacie i Zamku F. Kafki. Nie jest lekko, ale założyłem sobie że przeczytam 10 stron dziennie i na razie trzymam się planu. 

Po południu wybieram się do centrum handlowego do kina (Pomoc domowa). 5.5 km w jedną stronę, zatem wybieram się autobusem, co już samo w sobie stanowi przygodę. Film całkiem fajny. Powrót pieszo, co zajmuje mi niecałą godzinę. Wciąż strzelają. Czyżby zostały im petardy z dnia poprzedniego? Bez sensu. 

Piątek 

Wciąż wolne. Po śniadaniu jadę do centrum handlowego zobaczyć co mają na wyprzedażach. W sumie to chyba nic nie potrzebuję, ale ostatecznie kupuję ładną kurtkę w świetnej cenie. Potem lody w znanej sieciowej "restauracji" i 2.5 godziny na saunach. Piękne aromaty z odpowiednią muzyką sprawiają że wychodzę jakby lżejszy. 

Wieczorem szukam kina, w którym mógłbym obejrzeć Dom dobry. I jest. Małe kino w miejscowości podmiejskiej 17 km ode mnie. Od razu kupuję bilet, bo tu w dużym mieście króluje Avatar. Lubię takie małe kina za fajny klimat, a nie dość że mają tańsze bilety to jeszcze filmy grają punktualnie bez reklam. 

wtorek, 11 listopada 2025

Niezwykły dzień w Kazimierzu

Długi weekend pracując w Departamencie? Absolutnie nie! To znaczy zależy dla kogo, bo kadra zarządzająca oczywiście miała wolne, ale pracownicy nie, zatem mój "długi weekend" ograniczył się do niedzieli, ponieważ w sobotę i poniedziałek byłem w pracy. Ale, kilka dni temu odezwała się Hania - ta urocza dziewczyna z Turkusowego Wzgórza z propozycją wspólnego śniadania w Kazimierzu Dolnym. Spotkanie, rozmowa, wspólne jedzenie - głupstwem byłoby odmówić, zatem w niedzielę z samego rana popędziłem do Kazimierza.

Hania zapobiegliwie pojawiła się wcześniej w umówionym miejscu przeczuwając, że natłok turystów spowodować może brak wolnych stolików. Ale ja też wyjechałem wcześniej, bo sam przejazd przez miasteczko oraz zaparkowanie w tak gorącym okresie to nielada sztuka. 

Nie wiem jak Wy to widzicie, ale dla mnie wspólne jedzenie to jeden z ważniejszych elementów spotkań i interakcji, który sprzyja budowaniu relacji oraz wzmacnia poczucie wspólnoty z ludźmi, których darzymy szacunkiem i zaufaniem. To właśnie przy stole, w atmosferze relaksu i dzielenia się jedzeniem często rodzą się najcenniejsze wspomnienia, a więzi umacniają się. 

Zamówiliśmy tradycyjne śniadanie (jajecznica, szynka, żółty ser, sałatka oraz pasta z twarogiem) oraz zieloną herbatę i oddaliśmy się długiej rozmowie. 

Hania to energetyczna i przebojowa dziewczyna z przepięknym uśmiechem. Jej otwartość sprawia, że można z nią swobodnie rozmawiać na absolutnie każdy temat, od codziennych spraw po głębokie filozoficzne rozważania, zawsze znajdując w niej uważnego i zaangażowanego słuchacza. Jest bardzo kulturalną i ciekawą osobą, przy której nuda nie ma żadnych szans.

Najedzeni postanowiliśmy wybrać się w okolice winnicy. Na Kazimierskim Rynku chmury szczelnie zasłoniły niebo, ale na szczęście wbrew prognozom pogody nie padał deszcz.

Śmiejąc się, żartując i rozmawiając na różne tematy dotarliśmy do winnicy, która o tej porze roku wyglądała inaczej - po letnim sezonie wydawała się, jakby odpoczywała w głębokim śnie nabierając sił do kolejnego wydania owoców, oraz przyjęcia gości.

Wracając do miasteczka inną drogą wstąpiliśmy do Galerii z przepięknymi obrazami. Jej właścicielka Klara (poznałem ją podczas winobrania) zaprosiła nas na herbatę. Miałem okazję zobaczyć miejsce pracy artystki, porozmawiać z domownikami oraz odpocząć w bardzo miłej (oraz jazzowej) atmosferze. 

Aż żal było wychodzić, ale za oknem zaczęło się ściemniać, do miasteczka prawie godzinny spacer, a przecież ja musiałem jeszcze wrócić do domu, zatem skierowaliśmy się w stronę Kazimierza. Tam z trudem znaleźliśmy wolny stolik u Dziwisza, bo mieliśmy - na koniec naszego spotkania - chęć na gorącą czekoladę.

Nawet nie wiem kiedy minął ten wspaniały dzień, a ja mam ochotę na kolejne spotkania z Hanią! Udało mi się zrelaksować, odpocząć oraz zapomnieć o pracy przynajmniej na ten jeden dzień. 

sobota, 25 października 2025

Podsumowanie tygodnia 419

Poniedziałek 

Po śniadaniu wybieram się do stolicy wyspy Rodos. Autobus początkowo pusty szybko się zapełnia tak, że w połowie trasy nie zabiera już nikogo a chętnych wielu. 


Miasto przyjemne i ładne w centrum -  wiadomo że bardzo komercyjne. Jeden niecały dzień to zbyt mało na zobaczenie choćby połowy ciekawych miejsc, zatem resztę zostawiam na inny raz.




Wtorek 

Wycieczka na Simi z oczywiście polskim biurem podróży. Przewodniczka Ania sympatycznie opowiada historię wyspy oraz inne ciekawe rzeczy. Organizacja wycieczki wzorowa.





Środa

Początkowo mam plan wybrać się na jedną z najpiękniejszych plaż na wyspie, ale ciemne chmury zwiastują deszcz (podobnie jak prognoza pogody). Więc zostawiam utensylia w pokoju i z książką* idę nad morze tuż przy hotelu, by w razie potrzeby szybko wrócić pod dach. Okazuje się jednak że mimo dużego zachmurzenia nie spada ani kropla deszczu, a po południu chmury rozstępują się.



A powyżej wschód słońca - widok z pokoju.

Czwartek 

Tsambika - jedna z najpiękniejszych plaż na Rodos. Z hotelu podjeżdżam autobusem, powrót nogami przez wysoką górę i klasztor z którego rozpościera się przepiękny widok. Wymagające podejście z dzikimi kozami a pod koniec 300 schodów w górę.





Piątek

Wieczorem czas wyjazdu. Ogólnie hotel bardzo przyjemny, ze świetnym wyżywieniem oraz ofertą sportowo-rekreacyjną. Lot mam dopiero po południu, więc korzystam do końca. Myślę, że wrócę tu za jakiś czas.



* okazała się być bardzo słaba. W sumie nie pamiętam jak ją nabyłem. Po kilkunastu stronach nie wytrzymałem i idąc na obiad pozostawiłem dla chętnych w bibliotece. Wracając z obiadu zerknąłem czy wciąż tam jest, ale już jej nie było! Albo ja się nie znam na literaturze albo ktoś był zdesperowany.

poniedziałek, 20 października 2025

Greckie wakacje

Odpoczywam. Świetnie się bawię, hotel codziennie zapewnia inne wrażenia rozrywkowe. Trochę zwiedzam. Czasem wypiję zbyt dużo, ale jestem na urlopie - wszystko mi wolno! Próbuję nowych smaków, zachwycam się ilością zieleni oraz tutejszymi zapachami. 


Pogoda na Rodos jest w sam raz. W dzień przeważnie słonecznie i bardzo ciepło ale bez męczących upałów. Wieczór nieco chłodniejszy. Czasem odrobinę popada, ale nie trwa to dłużej niż 5 minut i jest to delikatna mżawka. 


Wszędzie słychać Polaków. Na plaży, w sklepie, w autobusie, na ulicy - wszędzie rozmowy odbywają się w ojczystym języku. Czuję się trochę tak, jakbym był w kraju, ale to nie przeszkadza. Jest też sporo Niemców.


Mimo drugiej połowy października w ogóle nie widać, aby sezon tu dobiegał końca. Wszyscy korzystają z pogody i odpoczywają oraz zwiedzają, a samoloty lądują co kilka minut. Myślałem, że ruch turystyczny będzie już zdecydowanie mniejszy, ale to nawet fajnie, bo widać że tu wciąż wszystko żyje. 


Bardzo mi się tu podoba, już wiem że za jakiś czas wrócę, ale na razie wciąż korzystam z miejscowych uroków! Żadne zdjęcia ani opisy nie oddadzą tego klimatu, dlatego trzeba tu przyjechać samemu - jeśli ktoś lubi. 

wtorek, 14 października 2025

Zamość i okolice

Wycieczki, kto ich nie lubi? Dla mnie to ważna odskocznia od codzienności, a już sama jazda autem daje mnóstwo frajdy.

Kilkanaście dni temu wybrałem się w okolice Zamościa. Lubię te strony. Zamość działa na mnie kojąco, odprężająco i jakby uspokajająco. Lubię pochodzić po centrum miasteczka, ale jak już funduję sobie taki wyjazd - to obowiązkowym punktem jest Ogród Zoologiczny. 


Niestety dzień już coraz krótszy, zatem musiałem darować sobie inne atrakcje - Krasnobród czy Zwierzyniec, albo mój ulubiony Roztoczański Park Narodowy - bardzo żałuję. Odwiedziłem jeszcze Rezerwat Szum - korzystając z pięknego słonecznego popołudnia. Spacer wśród cichego szmeru rzeki Szum to coś wspaniałego.

Niestety, bez noclegu trzeba było wracać do domu, bo powoli już się ściemniało. Wracając wstąpiłem na kolację i wczesno-nocny spacer perłą renesansu. 



Lubię te okolice, czuję się tu dobrze. Z daleka od domu, ale wciąż tak jakby u siebie. Tylko trzeba mieć więcej czasu, lub rezerwować nocleg aby zobaczyć te piękne miejsca. A Wy drodzy czytelnicy, macie swoje ulubione miejsca, które chętnie odwiedzacie?

sobota, 20 września 2025

Podsumowanie tygodnia 414

Poniedziałek 

W Departamencie sporo pracy, ale spokojnie. Potem mam ćwiczenia, które sprawiają że wracam do domu zmęczony.

Wtorek

Szybko kończę robotę i pakuję utensylia na dłuższy wyjazd. 

Środa

Wyjeżdżam, dość daleko, zatem wstaję wcześnie rano. Po drodze sporo ograniczeń w ruchu (remonty) oraz wypadek (niestety śmiertelny - jak się później okaże). 

Czwartek 

Odpoczywam, ale także robię mnóstwo kroków. W nocy śpię jak zabity.

Piątek 

Powoli wracam do domu. Muszę zrobić kilka przerw na rozprostowanie kości. Niebo zachmurzone, momentami lekko pada.

Krótki spacer w parku, pogoda coraz ładniejsza. A gdy usiadłem na ławce, natychmiast przybywa paw. Nie znam jego zamiarów, zatem lekko zaniepokojony czy nie zechce mnie "zjeść" robię zdjęcia. Bo paw - jak się okazało - przybył zapozować.


Potem najprzyjemniejsza część dnia - wizyta w Turkusowym Wzgórzu u Hani. Po drodze mijam bardzo miłą parę polsko-francuską - zupełnie obcy pięknie się uśmiechając mówią "dzień dobry". Oni też wracają z Turkusowego. Niebo pojaśniało, a słońce w pełni wyłoniło się zza chmur. Byłem tam niezbyt długo, bo musiałem wrócić i nabrać sił na sobotnie atrakcje, ale o tym innym razem.


czwartek, 11 września 2025

Turkusowe Wzgórze

Moja weekendowa wizyta w Kazimierzu Dolnym okazała się prawdziwym balsamem dla duszy, pozwalając mi oderwać się od zgiełku codzienności i intensywnej pracy w Departamencie.  Czekałem na ten wyjazd od kilkunastu dni. Potrzebowałem chwili wytchnienia, resetu, który pozwoliłby mi wrócić do obowiązków z nowym zapałem i świeżym spojrzeniem, lecz nie spodziewałem się, że spotka mnie aż tyle dobrego podczas tego wyjazdu. Ale po kolei.

Centrum miasteczka jak zwykle tętniło życiem, pełne było turystów spacerujących pośród malowniczych kamieniczek i straganów z lokalnymi produktami. Szybko kupiłem kilka pięknych kartek, zaadresowałem, oraz wrzuciłem do skrzynki  i pragnąłem uciec od tego gwaru, zatopić się w ciszy i samotności natury. Postanowiłem więc oddać się długiemu, niespiesznemu spacerowi bez konkretnego celu, pozwalając, by moje nogi same mnie poniosły, dokąd zechcą.  Chciałem chłonąć otaczające mnie piękno, wsłuchiwać się w szum wiatru i śpiew ptaków, poczuć prawdziwą harmonię z naturą. Wyszedłem z miasteczka w stronę Bochotnicy. Wędrując pośród rozległych malowniczych pól skąpanych w złocistym słońcu, a także wśród gęstych zielonych lasów, oddychałem pełną piersią, czując, jak stres i napięcie opuszczają moje ciało. 



Krajobraz wokół mnie zmieniał się z każdą minutą, ukazując coraz to nowe, zachwycające widoki.  Nie napotkałem ani jednego turysty, zatem nikt i nic nie przeszkadzało w tym, by całym sobą cieszyć się z tego, gdzie właśnie byłem. W końcu, pośród zielonych wzgórz dotarłem do urokliwej winnicy o intrygującej nazwie – Turkusowe Wzgórze.

Rozejrzałem się po otoczeniu, próbując zorientować się w nowym miejscu. Były tu pysznie wyglądające niedawno zerwane pomidory, przeciery warzywne, różne wina oraz soki. W tym samym czasie usłyszałem "dzień dobry" i zauważyłem zbliżającą się postać. Była to młoda i niezwykle piękna dziewczyna. Jej delikatne rysy twarzy, promienny uśmiech i pełne gracji ruchy natychmiast przykuły moją uwagę. Z wdziękiem i naturalną uprzejmością podeszła, witając mnie bardzo serdecznie. Jak się później okazało, miała na imię Hania. Zaproponowała mi odpoczynek a także orzeźwiającą lampkę wina. Jej troska i gościnność były nad wyraz miłe, zatem od razu się zgodziłem. Mimo że widziałem ją pierwszy raz w życiu, odniosłem wrażenie, jakbyśmy znali się od lat. Rozłożyliśmy się wygodnie na leżakach, odprężając mięśnie i pozwalając, by nasze zmysły w pełni chłonęły otaczający nas urok winnicy. Hania opowiedziała mi o tym miejscu - właścicielem jest Cezary (artystyczna dusza) - którego akurat nie było, a ona  opiekuje się winiarnią pod jego nieobecność.


Rozległe połacie soczystej zieleni oraz starannie pielęgnowane winorośle ciągnące się po łagodnych zboczach, tworzyły krajobraz zapierający dech w piersiach. Jednocześnie słońce oświetlało moją twarz, a wiatr delikatnie ją ochładzał. Wdychałem  świeże,  pachnące latem powietrze,  rozkoszując się przepysznym winem oraz towarzystwem i rozmową bardzo uprzejmej Hani. Przyznam szczerze, że na co dzień nie jestem wielkim miłośnikiem wina, jednak  trunek, którym zostałem poczęstowany w tej winnicy,  przekonał mnie do siebie swoim wyjątkowym smakiem i aromatem. Było to wino o głębokiej, rubinowej barwie,  z nutami dojrzałych owoców i subtelnym aromatem dębu. Zdecydowanie należało do najlepszych win, jakie kiedykolwiek miałem okazję degustować.

Moją uwagę przykuł również niewielki, wręcz bajkowy domek, wyróżniający się turkusowymi akcentami. Okiennice, pomalowane w tym radosnym kolorze nadawały mu charakteru i lekkości. Weranda, również ozdobiona turkusowymi elementami, zdawała się zapraszać do odpoczynku i delektowania otaczającym krajobrazem.  Na niej stał mały, turkusowy stolik, idealny na poranną kawę czy popołudniową herbatę i ciastko.  A wokół mnóstwo pięknych kolorowych kwiatów. Całość prezentowała się bardzo  uroczo, tworząc idylliczny obraz sielskiego  życia. 


Czas płynął nieubłaganie, niemal niezauważalnie. Zaskoczyło mnie, gdy uświadomiłem sobie, że od mojego przybycia minęły już prawie dwie godziny. Wiedziałem, że muszę powoli wracać do miasteczka, choć chętnie zostałbym na dłużej! Z Hanią, z którą nawiązała się między nami  nieoczekiwana nić sympatii, przeszliśmy na "ty" i z uśmiechem  na  twarzy  oraz lekkością  w  sercu pożegnaliśmy  się  ciepło.  Ruszyłem  w  drogę  powrotną do miasteczka, rozmyślając o  miło  spędzonym  czasie  i  z  niecierpliwością wyczekując  kolejnego  tak udanego relaksu, ale także powrotu do Turkusowego Wzgórza - bowiem takie miejsce jest idealne aby na nowo napełnić się dobrą energią, która jest niezbędna do stawienia czoła kolejnym wymagającym projektom w Departamencie.