Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegląd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przegląd. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

czwartek, 5 grudnia 2024

Staruszek Yaris

Za kilka dni mój Yaris będzie miał dokładnie 4 lata. W tym czasie służył mi dzielnie w dojazdach do pracy i na wycieczki, starałem się nie męczyć go zbytnio, dbać oraz chronić przed złem tego świata. Zafundowałem mu nawet garaż, za co odwdzięcza się pięknym lakierem.

W ciągu tych lat przejechałem nim niecałe 50 tysięcy kilometrów i - jak do tej pory - nie zawiódł mnie ani razu. Ostatni przegląd w ASO (cztery dni temu) potwierdził bardzo dobry stan autka z jednym wyjątkiem - akumulator (12V) jest na skraju życia. Ma tylko 8% stanu naładowania i - niestety - więcej mieć nie będzie. Jest już tak zużyty, że nie pomoże mu nawet dobry prostownik. W każdej chwili auto może nie dać się uruchomić, więc czeka mnie wymiana. W tej chwili ustalam gdzie to wykonać - w autoryzowanym serwisie czy we własnym zakresie. 

W tym pierwszym koszt wynosi 980 zł, a w warsztacie specjalizującym się w akumulatorach około 350 zł z tym, że tu mówimy o innym typie akumulatora. Wydaje mi się, że chyba zdecyduję się na ASO, ponieważ jest to zbyt ważny element pojazdu. W tej chwili pod maską (a tak naprawdę pod kanapą, ponieważ akumulator znajduje się ukryty pod tylną kanapą - oczywiście z bardzo ograniczonym dostępem) pracuje bateria w technologii AGM, tymczasem tani warsztat proponuje mi zwykły akumulator żelowy. 

Przegląd kosztował niecałe 2 tysiące złotych, ale należy wiedzieć że to tzw duży przegląd (taki, jaki wykonywany jest po 60 tys km) i obejmuje m.in. wymianę płynu hamulcowego, dezynfekcję klimatyzacji i sprawdzenie całego układu hybrydowego. Zwykły przegląd kosztuje mniej niż połowę tej sumy. 

Ubezpieczenie (pełny pakiet polis ubezpieczenie szyb) to nieco ponad dwa tysiące, ale nie ma co na tym oszczędzać. Pracy dzisiejszych cenach części oraz roboczogodziny w ASO, najmniejszy problem będzie kosztował więcej niż to ubezpieczenie.

Czekając na wykonanie przeglądu oglądam Lexusa LBX - to takie małe autko - klasy mojego Yarisa ale z większym prestiżem. Wygląda nawet nieźle, ale wewnątrz mam wrażenie ciaśniej niż u mnie. Kupować? Nie kupować? Teraz są wyprzedaże, ale czy ja potrzebuję nowego auta? A może jeszcze poczekać i dopiero za 2-3 lata kupić? Wtedy będzie pewnie już nowy model.

sobota, 9 grudnia 2023

Podsumowanie tygodnia 321

Poniedziałek

Czterodniowy tydzień w pracy jest zachęcający. Za oknem biało i ślisko.

Wtorek 

Dzień mija mi w miarę szybko, po południu odpoczywam i robię naleśniki - szklanka mąki, szklanka mleka, 3/4 szklanki wody gazowanej, dwie łyżki roztopionego masła, dwa jajka i szczypta soli. Smażę na suchej patelni przy dość sporym ogniu. Zero cukru. Takie naleśniki nadają się i do słodkich i słonych potraw. Polecam.

Do tego robię ser z odrobiną cukru pudru i aromatem waniliowym. Albo ze zwykłym serem białym i kawałkami wędzonego łososia i szczypiorkiem. 

Środa 

Finalizuję kwestie ubezpieczeniowe auta. Robię zdjęcia do AC i przez pomyłkę nie wysyłam wszystkich. Informują mnie o tym w piątek, a ja szybko dosyłam to co trzeba.

Czwartek 

Po pracy jadę na przeglad rejestracyjny do zaprzyjaźnionej stacji kontroli pojazdów. Jest tam miło i szybko, bo przede mną nie było nikogo. Kolejny taki przegląd za dwa lata. Następnie wyjeżdżam do dużego miasta Ale  przed tym chce kupić faworki w jednej z najlepszych ciastkarni. Niestety pani informuje mnie, że faworki były po 106 zl/kg i nie miały wzięcia, więc robili przez tydzień i już nie będą. Szkoda. Jest mroźno i trochę ślisko, zwłaszcza w mieście.

Piątek 

Z rana podwójne zakupy w Lidlu (cukier do wypieków na święta), potem do garmażerki (ryba po grecku i krokiety meksykańskie - genialne) i szybki wyjazd do Toyoty na przeglad po trzecim roku użytkowania. Pół godziny w korkach, bo musiałem przez całe miasto przejechać. Miła obsługa, pan z uwagą słucha tego co mówię (w prawych drzwiach słuchać jakiś rezonans/wibracje podczas odtwarzania muzyki - szczególnie niskich tonów) po czym notuje to w zleceniu. Rzeczowo odpowiada na moje pytania, w sumie mógłby pracować w Departamencie - jest kulturalny i rzeczowy. Mechanicy przy okazji aktualizują oprogramowanie systemów bezpieczeństwa, oraz myją auto. Ja w tym czasie jadę autobusem  do centrum (przystanek mam nieco ponad kilometr od serwisu) na obiad, a po powrocie (tą samą linią autobusową ale z o wiele gorszym kierowcą który gwałtownie hamuje i przyspiesza, jakby wiózł ziemniaki! Ludzie zwłaszcza starsi niezadowoleni - dobrze że nikomu nic się nie stało) auto już na mnie czeka. Miło i niezbyt drogo tym bardziej, że gratis dostaję kolejny rok gwarancji na autko. 

Potem wizyta na saunach z małym incydentem. Jeden z klientów (starszy pan) po seansie czuje się słabo, a gdy w asyscie pracowników bierze prysznic osuwa się z impetem na podłogę. Ratownicy rozpoczynają reanimację którą kończy zespół ratownictwa medycznego i zabiera gościa do szpitala. Przy okazji podejrzenie złamania co najmniej ręki.

Fakt, że seans był bardzo gorący. Chyba dla tego pana zbyt gorący. Dla mnie ok, wygrzałem się tak że po wyjściu z obiektu miałem wrażenie że jest cieplutko mimo dużego mrozu i silnego wiatru 😁

wtorek, 4 września 2018

Suzuki Baleno

Tuż po urlopie dostałem pilne zadanie - mało związane ze szkoleniem, ale dość ważne. Mianowicie, w dniu w którym wróciłem do pracy kończyła się ważność badania technicznego. Normalnie nowo rejestrowany pojazd kolejne badanie powinien przejść po trzech latach, ale tu - wiadomo - nauka jazdy. Czyli badania co rok. Koszt: 98 zł plus 1 zł (rozbudowa systemu CEPiK).


Ale najciekawsze co innego. Baleno, na którym pracuję ma równy rok. O przebojach z nim związanych pisałem wcześniej. Teraz ma nieco ponad 50 000 km przebiegu. Kiedy pojechałem do stacji kontroli pojazdów i oddałem auto, diagnosta nie był zachwycony jego stanem - mówiąc bardzo, ale to bardzo delikatnie. Można raczej stwierdzić, że przegląd został pozytywnie podbity ledwo co. Nie będę tu zdradzał szczegółów, ale elementy które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo jazdy zostały już porządnie nadszarpnięte.

Niestety potwierdza się moja opinia n/t jakości Suzuki Baleno - raczej nie polecę tego auta nikomu. Ciekawe, czy za rok przegląd uda się zrobić...

wtorek, 17 stycznia 2017

Wstęp wzbroniony

Idę do pracy - tej innej niż jazda. A tam, wpadam w osłupienie zupełne (nie wiem, czy może być niezupełne - ale mniejsza z tym). Dowiaduję się mianowicie, że jedna osoba jest na zwolnieniu lub urlopie (to też niezbyt ważne) i w tym czasie kiedy odpoczywa w domu, współpracownicy odwiedzają ją - właśnie w domu.

Dla mnie to wręcz niepojęte, by zapraszać współpracowników do DOMU. Dom, lub mieszkanie - w moim odczuciu - to miejsce najważniejsze - bezkompromisowe, najbezpieczniejsze, pełne swobody i mnóstwa swoich własnych rzeczy, przedmiotów, pamiątek, to miejsce radości i smutków, szczęścia i miłości, które niekoniecznie powinni oglądać inni. A już współpracownicy i to prawie wszyscy?!

Zima w natarciu :)
Z rozmowy, w której nie brałem czynnego udziału dowiedziałem się, że prócz mnie już wszyscy byli u tej osoby w ciągu ostatnich 2-3 dni i w sumie ja też "powinienem"... - choć nie powiedziano mi tego wprost, to nawet średnio ogarnięty facet by się tego domyślił. Oczywiście ani myślę naruszać czyjąkolwiek przestrzeń, ba - wiedząc że ten ktoś jest na urlopie lub zwolnieniu nawet nie śmiałbym dzwonić i pytać o cokolwiek. O zdrowie też.

Pamiętam, jak kilka lat temu ktoś poprosił mnie o pomoc, gdy osoba ta zaczynała pracę w nauce jazdy. Niestety niewiele myśląc zaprosiłem tę osobę do domu - to był błąd, do dziś źle się z tym czuję. Chyba mam jakiś silny instynkt terytorialny, bo w sumie to nic się nie stało podczas pobytu tej osoby, ale przeszkadzały mi takie niby drobiazgi jak np. to że ktoś dotykał wzrokiem moje otoczenie. Samo to uważam za zakłócanie czyjegoś, prywatnego terenu - nie mówiąc już o fizycznym dotykaniu czegokolwiek!

Ale od czasu do czasu przychodzi do mnie kolega (współpracownik), który jednocześnie jest nieco dalszym sąsiadem. Może dlatego, że znam go już ponad trzynaście lat, jego krótkie wizyty w ogóle mi nie przeszkadzają? Albo dlatego, że z racji jego wykształcenia wykorzystuję go przy okazji niewielkich prac remontowych, które dobrze wykonuje. Ba, jestem w stanie zostawić mu nawet klucze do domu - ale to już wynika z kwestii zaufania.

czwartek, 26 lutego 2015

Happy day :)

Koniec lutego zbiega się z kilkoma nowymi informacjami. Po pierwsze - i chyba najistotniejsze - podczas zebrania w pracy dowiaduję się o średnio miłych nowinach dotyczących m.in. organizacji pracy. Nowe zasady pracy (nazwijmy to może w ten sposób) wprawiły mnie w osłupienie, zupełnie "zbijając z tropu". W ogóle się tego nie spodziewałem, przez dwa-trzy dni trudno było o tym nie myśleć, tyle szczęścia że zebranie odbyło się w piątek, więc jakoś to przeszło.


Fakt, że pomogła mi bardzo rozmowa z pewną osobą (X), która w sposób rzeczowy i konkretny wyprostowała moje niby-plany co do dalszego postępowania w tej sprawie. Dzięki tej rozmowie sporo zrozumiałem (dziwne, że moja pusta głowa to przyjęła :P), a cała sytuacja już mnie tak nie przerastała. Ba, po wewnętrznych "za i przeciw", oraz rozmowie z najbliższymi (nielicznymi) - tylko się utwierdziłem że X miała rację w 100%. A nawet więcej. Jeśli X jakimś cudem to przeczyta - dziękuję raz jeszcze, bardzo mi to pomogło w tej trudnej sytuacji.


Inną nowiną jest konieczność wymiany przekładni kierowniczej w moim Swifcie. Stuki, które zaobserwowałem (a raczej usłyszałem) jakiś czas temu, nasilały się coraz bardziej, zostały poddane serwisowej diagnozie - podczas jednej z ostatnich wizyt w ASO. Efekt - w najbliższy wtorek wybieram się do serwisu celem wymiany tego elementu - będzie to zaliczone do napraw gwarancyjnych.


Na koniec pochwalę się lutowymi kalendarzami - samolotowym i tym komisyjnym. Oba piękne, oba prezenty, do obu buzia sama mi się uśmiecha! A poza tym, w głowie mam mnóstwo różnych pomysłów i planów - które jeśli uda mi się zrealizować będą kolejnym kwiatkiem szczęścia, zadowolenia i na pewno pomogą mi rozwijać się dalej - oczywiście mówię o kwestii zawodowej - a nie prywatnej :)) I wtedy żadne niesłuszne "zebranie" mi niestraszne :))

niedziela, 23 marca 2014

Swift po 2. latach

Kilka dni temu minęło dwa lata odkąd pracuję na Swifcie. W związku z tym zbliżał się czas przeglądu - coroczny lub po kolejnych 15 000 km - u mnie zebrało się jedno i drugie. Po dwóch latach eksploatacji mój Swift złapał równe 30 000 kilometrów.

Na umówiony przegląd stawiłem się punktualnie, z góry zakładając wszelkie niedomagania auta. A były to prawie "skończone" klocki hamulcowe, zużyte filtry: powietrza i klimatyzacji. Oczywiście sam wymienię te elementy, bo w ASO koszty byłyby sporo większe. Elementem podlegającym wymianie gwarancyjnej będzie kolumna kierownicza, która coraz bardziej daje o sobie znać podczas przejeżdżania przez nierówności (słychać wtedy niepokojące odgłosy). Nie jest to żadne zaskoczenie, bo już chyba większość kolegów z firmy wymieniała tą część. Na razie jak  stwierdził pan z serwisu - mam obserwować sytuację i niebawem zgłosić się ponownie do serwisu na powtórną diagnozę.

Koszty - za sprawdzenie m.in świateł, zawieszenia, wymianę oleju (z filtrem) oraz płynu hamulcowego zapłaciłem prawie 600 zł. Dużo, ale gdybym zrezygnował straciłbym gwarancję. Następny przegląd za 15 tys. lub za rok.

środa, 12 marca 2014

Przegląd

Tak jak mówiłem - tak też zrobiłem. Umówiłem się na wymianę opon, ponadto zbliżył się już czas dokonania przeglądu pojazdu (2 lata od kupna). Więc wizyta w ASO (autoryzowanej stacji obsługi) także już zaklepana. Na szczęście stuki układu kierowniczego się nie nasilają, więc sądzę że raczej wszystko jest w porządku. Prócz przepalonej żarówki podświetlenia klimatyzacji, którą zlecę do wymiany.

Na wykładach zaczynają się pojawiać tłumy, tak dawno nie widziane... Aż dziwnie się czuję, ale oczywiście lepsze to niż mówienie do prawie pustej sali. Dziś zabrakło nawet krzeseł, czyżby powracały stare, dobre czasy?

Tymczasem powinienem już chyba uprasować białą koszulę, wszak w drugiej "robocie" jutro ważniejszy niż zwykle dzień. Na szczęście to czwartek - jeden z ulubionych moich dni tym bardziej, że niektóre zajęcie przesunąłem na piątek :)

I na koniec - włączyłem moderowanie komentarzy.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Swift - po miesiącu

1) Suzuki Swift ma już miesiąc. W tym czasie przejechał nieco ponad 2000 km. Przy połowie tego przebiegu auto stawiło się na obowiązkowym przeglądzie w ASO, gdzie dokonano wymiany oleju i filtra (212.07 zł). Nie mam uwag  co do eksploatacji, wszystko działa poprawnie.

2) Spalanie utrzymuje się na stabilnym poziomie 6.1 litra/100km. To bardzo nie wiele, ale jak wszyscy wiedzą (no, pewnie prócz Hebiusa) paliwo non stop drożeje, dziś już tankuję po 5.92zł/litr. Pewnie niebawem przekroczy 6 złotych za litr, a w wakacje dzisiejsza cena będzie już zupełnie zapomniana.

3) W najbliższy poniedziałek od 8.00 warsztat (nieautoryzowany) montuje instalację gazową (koszt to 2700zł) - to celem ograniczenia kosztów. Mam nadzieję, że nic się nie zepsuje po tej operacji, w internecie mało jest opinii po zamontowaniu gazu do tego modelu. Ale te które są, optymistycznie opisują eksploatację auta.

4) ASO Suzuki za taki montaż instalacji żąda aż około 5-6 tysięcy złotych, co jest mało atrakcyjną ofertą. Tym bardziej, że auto po takim zabiegu traci gwarancję - więc czy jest sens dokładać tak wielkie pieniądze? Wybrałem inny warsztat, który ma dobre rekomendacje.

5) Bardzo wygodnie jest dla instruktora, który ma sporo miejsca na nogi. Z prawej i lewej stronie od sprzęgła i hamulca naprawdę jest dużo miejsca, spokojnie można tam postawić stopę. Ani w Yarisie, ani w Punto czy Corsie nie było tyle miejsca.


sobota, 4 września 2010

Przegląd

Rano szybkie dwie godziny jazdy. Pod koniec jazdy trzeba się umówić - tu kursantka wkurza mnie, bo żadne z terminów jej nie pasują. Ona chciała by mieć od razu jazdę po szkole - nie jest to możliwe bo inni już zarezerwowali te terminy. Mojego zdenerwowania nie pokazuję, kursantka ma zadzwonić - ale ostatecznie umawia się na jazdę. Spostrzeżenie - czyżby uważała, że tylko ona robi kurs na prawo jazdy ?

Następnie szybko do serwisu Toyoty na przegląd (45 tys km). Jechałem nieco szybciej niż zwykle, dotarłem pół godziny za wcześnie, ale to nie problem. Przyjęli samochód niemal od razu (wszystkie stanowiska serwisowe zajęte - w tym czasie myją auto). Spostrzeżenie - wysoka jakość obsługi klienta. Krótka jazda weryfikująca stan pojazdu z szefem serwisu - nie włącza kierunkowskazów, notorycznie przekracza prędkość.

Oczekiwanie na auto, w międzyczasie przesłodzona herbata, którą sprawiłem sobie do gazetki. Jednym okiem zerkam na ogromny telewizor (leci TVN24), klientów mało - ale w końcu sobota. Po około godzinie pan prosi na rozmowę - do wymiany kwalifikuje się łożysko (prawe tylne koło), akurat mają w magazynie i już wymieniają (gwarancja).Przy okazji - akcja naprawcza pedału przyspieszenia. Spostrzeżenie - mogliby zainwestować w odświeżacz w (czystej) toalecie.

Za kolejne 20 minut faktura jest już wydrukowana, nie zdążyłem przejrzeć wszystkich gazet. Pan z serwisu zdał szczegółową relację n/t stanu auta, poinformował o dobrym stanie klocków hamulcowych (ku mojemu ogromnemu zadowoleniu) i poprosił o uiszczenie zapłaty. Po chwili wręczył kluczyk do auta i życzył szerokiej drogi. Spostrzeżenie - wysoka kultura osobista pracowników salonu/serwisu.

Wracam do domu - auto czyste i świeże, zawsze po wizycie w ASO (autoryzowana stacja obsługi) lepiej mi się jeździ, samochód jest zwinny i szybki (nie to co w tamtą stronę). Znów jadę szybciej, ale dzięki temu w domu jestem wcześniej. Spostrzeżenie - pedał gazu chodzi nieco inaczej - fajniej. 

Zamawiam pizzę, robię małe zakupy i sprzątam w mieszkaniu. Potem przejażdżka na rowerze (dobrze że się ciepło ubrałem, wieje słaby, ale zimny wiatr), kąpiel, tv, kolacja (resztki pysznej pizzy) i internet ...

Spostrzeżenie - życie jest piękne :))

niedziela, 31 stycznia 2010

Przegląd autka

Z uwagi na przebieg (i akurat rok od ostatniego przeglądu), musiałem pojechać Yariską do serwisu, czyli do tzw ASO (autoryzowanej stacji obsługi). Zastanawiałem się, czy nie wziąć kursanta przy okazji, ale - musiałby później czekać więc zrezygnowałem i sam pojechałem. Bardzo miły pracownik przyjął mnie natychmiast po moim dotarciu na miejsce i - na co szczególnie zwróciłem uwagę - był tak uprzejmy i "wyczerpujący" iż na pewną moją uwagę co do auta, wziął kartkę i zaczął rysować niektóre elementy silnika i wyjaśniać z czego może to wynikać ! Naprawdę byłem tym zaskoczony (mile), pan poinformował co będzie wymieniane w pojeździe, co będzie sprawdzane, ile to potrwa i ile będzie kosztowało, po czym zaproponował kawę ...

I faktycznie, po nieco ponad godzinie oczekiwania moja Toyka pojawiła się tuż przy wyjściu. Na końcu pan wszystko podsumował, poinformował o stanie auta, o tym  co będzie trzeba zrobić przy kolejnej wizycie i życzył szerokiej drogi :)

Dlaczego piszę o tym wszystkim ? Ponieważ zrobiło to na mnie duże wrażenie. Znamy tą całą miłą otoczkę przy kupnie auta, ale od kupna minęło już półtora roku ! Poprzednie auto które eksploatowałem (Opel Corsa) nie było otoczone aż tak dobrą opieką serwisową, a i zupełnie inaczej traktowany był tam klient - tzn na o wiele niższym poziomie !

Cóż, czasy się zmieniają, wymagania również. W tej kwestii na pewno na lepsze, przynajmniej w tej marce samochodowego rynku.