sobota, 13 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 462

Poniedziałek 

Rozpoczynam przygotowania do kolejnych etapów egzaminów. Zostaję po pracy dłużej i uczę się praktycznej obsługi systemów i aplikacji, które będę musiał mieć opanowane podczas sprawdzianu. Ekipa sprzątająca widząc mnie wydaje się być trochę zdziwiona, że ktoś jeszcze pracuje, ale ja tylko się uczę (nie uświadamiałem ich - myślą że wyrabiam nadgodziny).

Wtorek 

Pierwszy raz zrobiłem niezjadliwy obiad. Miał być sos szparagowy do makaronu. Ugotowałem na parze szparagi, użyłem blendera, dodałem śmietankę, czosnek, sól i pieprz. Wyszła mało apetyczna papka, w smaku średnia - ale wciąż się nie poddawałem. Ugotowałem spaghetti i dodałem "sos" - zjadłem pół porcji i nie byłem w stanie więcej. Nie lubię wyrzucać jedzenia, tylko że nie było innej rady. Beznadziejne w smaku, nigdy więcej!

Po południu idę na spacer do lasu. Przy głównej ścieżce dostrzegam kosa, który wygląda jakby był chory. Delikatnie się zbliżam żeby zorientować się co się stało, wtedy kos poderwał się i podskoczył pół metra dalej. On nie był ranny, tylko wygrzewał się na słońcu!


Środa

W Departamencie kryzysowy moment. Udało mi się wyprostować sprawę, ale jest kilka kwestii. M.in. mógłbym to wykorzystać i wzmocnić swoją pozycję, tylko nie wiem czy chcę. I mógłbym uderzyć gdzie trzeba i uzyskać nowe umiejętności, tylko po co? To dość sporo zachodu, a korzyści tylko wizerunkowe. I pracy więcej. A ja nie mam czasu obecnie ani ochoty.

Czwartek 

Moje ćwiczenia przynoszą pierwsze efekty. Poruszam się płynniej i pewniej, kolejne aplikacje stają się bardziej przejrzyste i łatwiejsze w operowaniu choć jeszcze wiele pracy przede mną, to chyba jestem odrobinę zadowolony. 

Do domu wracam po obiedzie w restauracji nad wodą - znowu pstrąg ale tym razem grillowany. Przepyszny! Ten z poprzedniego tygodnia był z innego miejsca, a tę restaurację mam tak blisko, że najfajniej dotrzeć tam rowerem. Dwa minusy - przeciętna obsługa i czasem wrzeszczące nieopodal dzieci - ustawili dla nich m.in. wielką poduchę na której skaczą.


Piątek 

Dziś bez ćwiczeń, bo po pracy jadę do dużego miasta. W planach standard - sauna, zakupy, obiad lub kolacja na mieście. W sobotę muszę znaleźć jakiś ładny i funkcjonalny plecak (bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam), uprasować kilka wygodnych rzeczy, zrobić zakupy na wyjazd i odwiedzić fryzjera. A wieczorem koncert jazzowy z elementami kosmosu - to może być ciekawe.

sobota, 6 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 461

Poniedziałek 

Jeden z praktykantów (ale nie ten o którym tu ostatnio pisałem) skończył zajęcia. Całkiem nieźle mu szło, teraz przed nim seria kilku egzaminów przygotowujących do pracy w Departamencie. W podziękowaniu za zaangażowanie, pomoc i wsparcie odwdzięcza się przynosząc butelkę czerwonego wina. Miło, choć wcale nie musiał. Dałem mu numer telefonu, gdyby coś potrzebował przed/w trakcie egzaminów.

Po pracy basen i otwarta już mała sauna. 40 minut intensywnego pływania, a potem relaks z aromatem kryształków mentolu. Genialnie.

Wtorek

Bardzo spokojny dzień. W pracy cisza. Pewnie dlatego, że nie było połowy zespołu - wykorzystują dni wolne. Po pracy robię ciasto z jabłkami i cynamonem. Naturalnie bez cukru. No i zaczynam długi weekend, bo do pracy wracam dopiero w poniedziałek.

Wieczór z Netflixem i jakimś pościgowo-strzelajacym serialem.

Środa

Rano wizyta u okulisty - rutynowa kontrola wzroku (wszystko ok). Oczywiście na NFZ. Czekałem niecałe dwa miesiące, a mogłem mieć jeszcze szybciej (dla honorowego dawcy krwi). Jestem pod wrażeniem miłej obsługi, nowoczesnego sprzętu i punktualności przyjęcia u lekarza. Młoda pani doktor, bardzo atrakcyjna i kulturalna, a przede wszystkim rzeczowa oraz cierpliwie tłumacząca wszelkie niuanse wizyty.

Wracając do domu wstępuję do swojej przychodni celem pomiaru poziomu cukru. Też ok. Potem wyjazd do dużego miasta. Zakupy w centrum handlowym, szybki obiad w wietnamskiej restauracji oraz spacer na lody. Wreszcie ponad dwie godziny odpoczynku w aquaparku - czyli baseny i sauny. Ale przyjemnie, bardzo mało chętnych do korzystania z obiektu potęguje wyjątkowość relaksu.

Czwartek 

Zero pośpiechu. Późne śniadanie. Kino (Zawodowcy) + obiad nad wąwozem całkiem niedaleko centrum (pieczony pstrąg, frytki, sałatka). Jedzenie nie zachwyca, ale klimat i widok całkiem niezły. Wieczorem rower.

Piątek 

Po śniadaniu wyjeżdżam na wycieczkę. Wypożyczam rower (60 zł/dzień) i jadę ponad 36 km. Mimo prognoz deszczowo-burzowych i pełnego zachmurzenia pogoda dopisuje idealnie. Obiad w leśnej karczmie. Wieczorem oddaję rower i idę na długi spacer, bo chcę wykorzystać miejsce i czas maksymalnie.

Nocleg w hotelu (2* ale całkiem przyjemny i jako jeden z niewielu dostępny w tym terminie), a jutro (sobota) kajaki, spacery i kilka atrakcji podczas powrotu do domu.