Poniedziałek
Budzę się z zakrwawioną poduszką. Znam ten problem, tylko nie sądziłem że jest aż tak źle. Muszę się tym zająć.
Praca, dom, nauka, spanie. I pierwsze w tym roku gorące dni, chyba jeszcze zbyt wcześnie na włączanie klimatyzacji, ale 25-26 w pokoju to dla mnie zbyt dużo.
Wtorek
Naukę przesunąłem na późniejszy czas, ponieważ po pracy mam gościa, którego zabieram do restauracji na obiad. Mamy mnóstwo tematów do obgadania, ale czuję, że zmęczenie łamie mnie równo. Staram się trzymać i nie okazywać tego. Piękna pogoda i mało ludzi.
Na szczęście czas szybko leci, rozmowa się klei, a jedzenie bardzo pyszne - chyba dało mi sporo energii, bo wieczorem wychodzimy jeszcze nad miasto i - o dziwo - nie czuję zmęczenia.
Środa
Gościa zostawiam z gotowym śniadaniem i małymi upominkami, a sam pędzę do pracy. Tak się umówiliśmy, bo gość za kilkadziesiąt minut ma powrotny środek transportu (klucze zostawia w umówionym miejscu).
A w pracy pod koniec dnia popełniam błahy ale jednak - błąd. Nie powoduje to żadnego uszczerbku finansowego ani żadnego innego dla Departamentu ani dla klienta - jest po prostu moim niedociągnięciem. Czasem się zdarza także innym pracownikom, ale tym razem mój bezpośredni przełożony zapowiedział "nie daruję ci tego". Dziwne, bo zdarzyło mi się to pierwszy raz od tych pięciu lat gdy pracuję w tym miejscu. Początkowo myślałem, że żartuje albo próbuje mnie nastraszyć, ale - jak zapowiedział - tak zrobił. Doniósł na mnie do głównego managera.
Czwartek
Z samego rana breafing. Główny manager wstrzymuje obsługę klientów i zaczyna się litania. "Uwielbiam" to. Ten długi moment, w którym krytykuje się jedną osobę przy wszystkich obecnych, nie dając szansy na jakiekolwiek wyjaśnienia. Wyrok już zapadł, manager wie wszystko, a jedyne do czego mam prawo, to siedzieć cicho i słuchać. Pozory są zachowane - nikt nie wymienia mojego imienia, ale i tak wszyscy już wiedzą - wszak takie rzeczy roznoszą się tempem błyskawicy.
I jak zwykle - wydaje on osąd na podstawie opinii jednej strony w dodatku nieprawdziwej, ponieważ mój przełożony nie tylko podpier*olił mnie, ale także nie sprawdzając stanu faktycznego przyjął wygodną jemu tezę w innej kwestii.
Naturalnie, czas na wyjaśnienia nadejdzie. Tuż po breafingu. Na piśmie. Natychmiast. Nikogo oczywiście nie obchodzi, że muszę wyrobić się z bieżącą obsługą klientów. Z tym, że wyjaśnienia nic nie zmienią - są, bo to bardzo dobry sposób na większe zgnębienie i upokorzenie pracownika, w dodatku dokument taki musi przejść przez kilka innych stanowisk, gdzie każdy może zapoznać się z treścią. Atrakcje gwarantowane. Olewam to i notatkę służbową dostarczam po czwartym kliencie, bo dopiero wtedy miałem chwilę aby ją napisać i wydrukować.
W ciągu dnia prócz tego co na piśmie, wzywany jestem w celu osobistego wyjaśnienia "w jaki to sposób doszło do tak karygodnego wydarzenia!?". Czekając na audiencję przed gabinetem głównego managera, zauważam spojrzenia skupione na sobie. Uśmiechy, których nigdy nie ma. Wyczuwam w nich dużo radości i prawie dzikiej satysfakcji. To ten moment - idealny aby odrzeć ze skóry winowajcę. Pokazać swoją wyższość.
Czekanie to także forma kary. Nie jest tak, że gdy u managera nikogo nie ma to po prostu wchodzisz - a przynajmniej nie wtedy gdy idziesz odebrać naganę. Musisz czekać, z pokorą i na widoku odstać swoje. W głowie miałem już ułożony pewien plan, ale nie był on konieczny gdyż w gabinecie spędziłem tylko 3-4 minuty - ku zaskoczeniu wszystkich mi "kibicujących" ale także swoim. Po mniej więcej godzinie do sali obsługi klientów przychodzi główny manager i patrząc na mnie pyta: "i jak tam?". Tylko w duchu mu odpowiadam "no ku*wa świetnie".
Ciekawe doświadczenie. Moje pierwsze takie. Tego dnia nie muszę już ćwiczyć ani spacerować, bo zegarek pokazuje mi na podstawie pomiarów pulsu, że "wszystkie cele ćwiczeniowe zostały zrealizowane".
A wieczorem dzwoni gość, aby podziękować za wspólny czas a przy okazji pyta:
[gość] - oberwałeś w pracy?
[ja] - tak
[gość] - ale nie denerwujesz się z tego powodu?
[ja] - /cisza/ - wciąż tam pracuję, ale nie wiem jak długo jeszcze
[gość] - no co ty, gdzie ty znajdziesz lepszą pracę?
No tak, gdy się nie wie jak to wygląda od środka można myśleć, że to naprawdę fajne miejsce, a gość o takich akcjach usłyszał pierwszy raz. I pewnie ostatni.
Piątek
Wracam do stałego rytmu. Praca, dom, nauka, spanie. Wciąż przeżywam. Nie spodziewałem się, że mój przełożony tak zrobi, gdyż do tej pory miałem z nim raczej lepszy kontakt niż z innymi współpracownikami. Nie raz ratowałem mu tyłek w trudnych dla niego sytuacjach i pomagałem w jego obowiązkach, w zasadzie zawsze mógł liczyć na wsparcie. Ale to już historia, czas jeszcze bardziej ograniczyć także ten kontakt.
Nie rozmawiam z nim gdy nie muszę, on próbuje mnie zaczepiać jakimiś tematami, jakby nic się nie stało, ale ignoruję. Mleko się już rozlało i wszelkie dialogi są zbędne. Kolega ze stanowiska obok szepcze mi do ucha: "podziwiam twój spokój, ja bym mu przyje*ał za to".
Po pracy w ramach dbania o siebie robię na obiad łososia ze szparagami i mizerią. Zajmuje mi to sporo czasu, ale trudno - miałem ochotę.
Potem szykuję się na sobotni dyżur w Departamencie - to już w ramach koniecznych czynności. A skoro to sobota, to kwiatową koszulę założę do jeansów. I wziąłbym moją ulubioną czarną pikowaną kurtkę, ale do całości lepiej będzie pasować inna - jednolicie niebieska - bo zapowiada się chłodny dzień a podczas dyżuru będę trochę na zewnątrz budynku.
Tymczasem gość przesyła zdjęcie tulipanów ze swojego miejsca zamieszkania:



Fajny gość, dobra restauracja i ładna pogoda (jak widać na zdjęciu), to brzmi pozytywnie.
OdpowiedzUsuńZnowu mi się Kafka przypomniał, przy Twoim opisie problemów w departamencie.
Ludzie tam nie mają co robić i obgadują innych, wynika z Twojego opisu.
Na koniec chyba gładko się zakończyło, nie licząc dodatkowyc paru siwych włosów na Twojej głowie (w przyszłości).
Spokojnego i słonecznego weekendu!
Mam nadzieję, że nie zanudziłem gościa - okaże się :P
UsuńKafka - pozostało mi kilka stron i się zatrzymałem, ale nie mam teraz do tego głowy ani czasu...
Dzięki, pogody i fajnego czasu!
Tomaszu, moja dobra rada, dokumentuj to wszystko bardzo dokładnie, również każdą wpadkę przełożonego czy koleżeństwa, bo z tego co opisujesz, to mobbing w Twoim miejscu pracy kwitnie w najlepsze. Zapisuj dokładnie każdą złośliwą uwagę od przełożonego czy koleżeństwa, z datą i godziną, każdą uwagę dotyczącą Twojej pracy, każdy zarzut, który zostanie wyartykułowany. Sugerowałbym nagrywać każdą interakcję z przełożonymi - jeśli przełożony czy głowny menadzer wezwą Cię "na stronę", nagraj. Jeśli ktoś z koleżeństwa zrobi podobny błąd jak Ty i mu to ujdzie, opisz dokładnie, zrób zdjęcia, dokumentuj wszystko. Takie zbiory to skarb. A PIP kocha najeżdżać budżetówkę. Wiem to z doświadczenia. Dzięki moim skarbom mój CEO właśnie otrzymuje od PIP wpie*dol, jakiego chyba nigdy w życiu jeszcze nie dostał. Nie powiem, przyjemnie jest widzieć jaki jest ob*rany. Trzymaj się, chłopaku. I na pohybel mobberom i innym zjebom lubiącym poniewierać ludźmi, żeby się czuć lepszymi.
OdpowiedzUsuńCześć Adam, dawno Cię tu widziałem, kilka lat temu? Miło że jesteś, dzięki za komentarz - myślałem o tym od dłuższego czasu, ale trudno mi się do tego zebrać tym bardziej, że zawsze pojawia się coś innego/na już.
UsuńPozdrówy!
I nie musisz gwiazdkować przekleństw, zresztą - jak chcesz. Ja robię tak, ponieważ na tym blogu staram się nie używać wulgaryzmów, ale czasem już nie mogę i stąd te gwiazdki.
UsuńGorąca noc 25C - chyba nie ma co zwlekać z włączeniem klimatyzacji.
OdpowiedzUsuńPrzypadek w pracy - paskudny - nie potrafię wymyśleć żadnej rady - trzymaj się!
Nie wiem czemu mam tak gorąco, ponadto zero ruchu powietrza - może dlatego że obok rosną wysokie drzewa i zasłaniają obieg? Dzięki, dam radę :)
UsuńSzlag. Przypomniałeś mi 11 lat koszmaru. 11 lat regularnego mobbingu i terroru. 100 osób jechało na prochach uspokajających. Nic nie mogliśmy zrobić, nawet zmienić pracy, bo takowej tutaj nie ma. Dorobiłam się konkretnej nerwicy lękowej i depresji. I po co to wszystko? Po co tak kąsać ludzi, którzy dają z siebie wszystko i naprawdę dobrze pracują? Drugi rok z rzędu mamy nową dyrekcję. O, jakże się zmieniło na korzyść! Atmosfera od razu inna, a stosunek do pracowników ludzki. Tylko że wyszliśmy z tego po 11 latach ciężko ranni na psychice.
OdpowiedzUsuńSorry, nie miałem zamiaru przypominać koszmaru. Tu zmiany w zarządzie mało pomogą, bo współpracownicy też dają do wiwatu, choć nie wykluczone że to i owo mogłoby ulec poprawie w takiej sytuacji.
UsuńNo i tak to kurwa w życiu bywa, że za nie swoje grzeszki po dupie się obrywa- ładnie się zrymowało... Ale szczerze Ci współczuje. Niestety w życiu trzeba mieć dupę ze stali... 🙄
OdpowiedzUsuńKrew na poduszce? Tak źle znosisz wysokie temperatury?
Nie, to skutek nie wyleczonych zatok i problemów z tym związanych. Wystarczy, że inhaluję się i problem znika, a tu dodatkowo zawinił silny wiatr który owiał mnie całkiem niedawno.
UsuńUważaj na siebie. Niby ciepło, ale ten wiaterek potrafi zrobić swoje.
UsuńNotatka kończy sprawę w pracy, czy nie odpuścisz?
No właśnie ten wiatr kilka dni temu pogorszył mój stan, bo już niby cieplej ale wciąż można się załatwić. Notatka kończy sprawę, ale zaczyna moje większe wycofanie z i tak już mocno ograniczonych relacji ze współpracownikami.
UsuńWcześniej czy później praca w tak chorej atmosferze Cię wypali.
UsuńPewnie tak, ale - na razie mam kilka celów które dokończę, a później zobaczę.
UsuńKto wie, może kiedyś trafisz na coś lepszego, bo praca z ludźmi których cieszą Twoje problemy to nic przyjemnego. Z drugiej strony tacy chyba są wszędzie...
UsuńChyba różnie można trafić, wszystko zależy od ludzi. Mam wrażenie, że im większe pieniądze tym większe tarcia.
UsuńBo Polacy z natury są zawistni i zazdrośni. Szlag ich trafia gdy komuś wiedzie się lepiej 😉
UsuńA to fakt. To też jeden z wątków mojej sprawy, ponieważ ja akurat mam sporo szczęścia i wielu mi zazdrości, co oczywiście artykułują bezceremonialnie.
UsuńTez uwielbiałam takie umoralniające gadki w pracy, niby o jednej osobie było, ale winni czuli się wszyscy.
OdpowiedzUsuńObiadek wygląda apetycznie, miłe spotkanie nieco zrównoważyło kiepski moment w pracy.
Wszędzie lepiej, gdzie nas nie ma...
Tak, było miło podczas spotkania, choć moje zmęczenie (psychiczne) dawało się we znaki.
UsuńDokładnie tak, tam gdzie nas nie ma jest najlepiej :D
Przypuszczam, że pracujesz w otoczeniu samych katolików, którzy bliźniego swego zamiast kochać, zaj...
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie pracy z takim towarzystwem i w takiej atmosferze.
Też swoje przeżyłam i żeby ocalić resztki zdrowia, uciekłam!
Trzymaj się dzielnie, dbaj o siebie i uważaj na życzliwych !
Wszystkiego lepszego🍀
Cześć, chyba jest tak jak piszesz - ale nie chcę analizować ich poglądów :D
UsuńDzięki, ja cały czas mam otwarte drzwi, zatem ciągle pozostaje komfort możliwości opuszczenia tego grona.
Przykre, że z przełożonym tak wyszło.
OdpowiedzUsuńTak, ale - nikt nie obiecywał że będzie lekko, łatwo a już na pewno nie że będzie przyjemnie.
UsuńPrzykra sytuacja z przełożonym. Po takim przypadku zrobiłabym zapewne identycznie - zwiększenie dystansu.
OdpowiedzUsuńCzyli pierwsza i ostatnia, bo już mnie to nie ruszy aż tak bardzo następnym razem.
Usuńdystans jest bardzo dobrym posunięciem, ja bym jeszcze dodała focha. bardzo odczuwalnego...
OdpowiedzUsuńach i oczywiście oddaliła się czem prędzej z takiej roboty...
UsuńZostawiam sobie to na bardziej ekstremalną sytuację 😁
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńJa na szczęście teraz w pracy mam bardzo fajną atmosferę. Ale kiedyś bywało różnie, całkiem podobnie jak u Ciebie... Dobrze było zmienić pracę, chociaż zostałam w pewien sposób do tego zmuszona...
Pozdrawiam majowymi nostalgiami z moich opowieści
Cześć, właśnie byłem u Ciebie 🤗 Dobrze że masz fajną atmosferę, to zupełnie inne nastawienie przed wyjściem do pracy i czas tam spędzony nie jest aż tak podły.
UsuńWystraszyła mnie ta zakrwawiona poduszka, ale przeczytałam, że znasz przyczynę tej sytuacji. U mnie krwawienia z nosa były jednym z objawów chłoniaka. Co do sytuacji w pracy, podzielam radę AM. Trzymaj się i nie daj się.
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
Usuń