Wraz ze stopniowym zmniejszaniem się mózgu, cechą dzisiejszych (niektórych) jest unikanie mydła. Oraz wody. Nie piszę już o tym że muszę jeździć z otwartymi oknami - ponieważ i tak staram się wietrzyć (ewentualny wirus). Ale - specjalnie dla niedowiarka Hebiusa - przygotowałem krótki test - kawałek ręcznika papierowego, którym przecieram kierownicę (oraz np. dźwignię zmiany biegów). Oto jak wygląda on przed użyciem:
A tak wygląda po dwóch godzinach jazdy jednej osoby i przetarciu nim kierownicy:
I co, fajnie? Ciekawe, czy ktokolwiek chciałby dotykać takiej kierownicy po dwóch godzinach jazdy? Dodam, że gdy odbieram auto po moim zmienniku to wszystkiego czego się dotykam aż się lepi, a np. na dźwigni od zmiany biegów są czarne kropki - czyli zwykły brud. Ostatnio miałem również wątpliwą przyjemność przemieszczania pojazdu podczas kierowania nim. Fotel był mokry :/
Co jakiś czas (średnio raz w roku) udaje mi się namówić szefa, aby zdjął pokrowce i poprosić go aby wyprał je, lub zmienił na nowe.



